Indycza Ferma | Glace, N, Icy Tower (PC)

W odległych czasach krążka obrotowego zwanego popularnie płytami CD, były sobie czasopisma growe, które chętnie dzieliły się cyfrową zawartością umieszczając na cedekach pełniaki, tapety, teksty, trailery, śmieszne obrazki oraz gry freeware – czyli tak zwane „darmówki” – i to właśnie im się przyjrzymy w dzisiejszym materiale – a dokładnie trzem tytułom, które zagościły na niejednym krążku w niejednym napędzie.


GLACE

Tommy Visic – PC (2004)

PLATFORMÓWKA

Blob to okrągła, glutkowata forma życia, zazwyczaj będąca przeciwnikiem w rozmaitych grach fantasy, jednakże istnieje co najmniej jeden osobnik tego gatunku, który chciałby zostać bohaterem. O kim mowa? O niejakim Glace, gdyż w pierwszej dzisiaj omawianej grze wcielamy się w tytułowego stworka, który zresztą trochę przypomina Kirby’ego od Nintendo. Nasz bohater to nieudany eksperyment dwóch szalonych naukowców, którzy chcą – a jakżeby nie inaczej – przejąć kontrolę nad światem. Rzecz jasna nasza słodka fioletowawa piłeczka nie pomoże w stereotypowym planie opracowywanym przez lata, więc jak to bywa z „pomyłkami” przy pracy – nasz heros został wysłany w kapsule na jakaś zapyziałą planetę, gdzie miał go zjeść jakiś kosmiczny zwierz…

Po dość twardym lądowaniu poznajemy przyjaznego miśkoshrekopodobnego Essy’ego, który ma problem – otóż stracił cenny artefakt w postaci czterech magicznych koralików, wyglądem i kształtem przypominających pisanki, oczywiście Glace nie zastanawiając się zbytnio (w końcu żyje od paru dni) z chęcią ruszył ku przygodzie, w celu odzyskania cennego dobytku. Nie spoilerując za bardzo dodam, że nie tylko nasz glutek jest zainteresowany tymi drogocennymi jajami. Podczas naszej podróży nie jesteśmy bezbronni – otóż nasz towarzysz potrafi rzucać koralikami w przeciwników, może też przyciągać nimi trudno dostępne diamenty, czy używać niczym bumerangu. Początkowo mamy do dyspozycji tylko jeden takowy bitewny artefakt, z czasem otrzymamy ich więcej, zwiększając przy tym siłę ognia – mechanika działania tejże broni jest niezwykle unikalna i satysfakcjonująca –  ogromny plus autorowi za jej oryginalność.

Jak widać nasza bohaterska glaca odwiedzi zróżnicowane krainy, a nawet spotka „bossów”!

Żeby było jeszcze ciekawiej nasz Glace potrafi odbijać się od ścian, pod warunkiem posiadania wystarczającej ilości energii, którą gromadzimy rozpędzając się niczym Sonic. Może także wysoko skakać poprzez odbicie się od powierzchni, gdy najpierw spadnie z dużej wysokości. Nasz dzielny poszukiwacz przygód odwiedzi cztery kolorowe krainy: klasyczną łąkową, bagno, górskie szczyty oraz kosmiczną bazę, każda z nich posiada unikalnych przeciwników, niekiedy wymagających osobnej taktyki. Jak to w platformówkach bywa, pod koniec każdego świata czeka na nas boss, na którego trzeba znaleźć odpowiednie zagranie.

Graficznie – jak na powyższych screenach widzicie – jest ładnie, prosto i kolorowo, muzycznie zresztą też – nic dodać, nic ująć, po prostu solidnie wykonana robota. Podsumowując: Glace to miła odskocznia od hardkorowych, mrocznych tytułów AAA, idealna dla tych co by chcieli pograć w gry nintendopodobne nie mając konsoli od wielkiego N. Jako ciekawostkę dodam że twórca gry oficjalnie zapowiedział kontynuację / reboota (niestety już nie darmowego – nie te czasy), który w najbliższej przyszłości zawita na Steam.

KOLOROWY ODSTRESOWYWACZ Z UNIKALNĄ MECHANIKĄ.

Retrometr

RETRO PRZODEK: KIRBY (NINTENDO)


N

Metanet Software – PC (2004)

ZRĘCZNOŚCIOWA / PLATFORMÓWKA

Ninja, od niepamiętnych czasów pisano o nich legendy, o ich zwinności, umiejętnościach ofensywnych, o tym to jak niepostrzeżenie omijali roboty patrolujące, działa rakietowe, lasery…. chwila, chwila, coś chyba pokiełbasiłem… a może i nie? W każdym razie przyjrzyjmy się przygodom pewnego wojownika ninja ukrywającego się pod jakże skromnym imieniem „N”. Po prostu N jak ninja (dłuższego tytułu nie dało się wymyślić?) jest to szpil stworzony we flashu przez Metanet Software Inc., którzy mają na koncie same hity z serii N, czyli oprócz dzisiaj omawianej gry – jej dwie kontynuacje N+ i N++.

Wcielamy się w srebrnego niczym stal wojownika cienia i naszym zadaniem jest zebranie karty dostępowej oraz dotarcie w możliwie jednym kawałku do wrót otwierających kolejny poziom (i tak cztery razy), gdyż właśnie tyle leveli zawiera jeden epizod gry, a epizodów mamy… uwaga, uwaga – 100, co po prostym przeliczeniu daje łącznie 400 poziomów! Jakby jeszcze było mało to w internecie można znaleźć całą masę fanowskich wariacji etapów do gry, a także udostępniono nam edytor poziomów – w którym można puścić wodze fantazji i stworzyć wymarzoną planszę.

Skoro wiemy że tytuł starcza na kilka(set) godzin życia – przyjrzyjmy się mechanice rozgrywki. To że macie dotrzeć do drzwi już wiecie, ale fakt że macie na to limitowaną liczbę sekund już nie, a czasu jest tu niewiele, owszem możemy dodać te parę cennych sekund zbierając złote bloczki, jednak gdy będziemy się za bardzo ociągać to zginiemy haniebną śmiercią lenia. W końcu wojownicy ninja polegają na skrytości i szybkości! Oczywiście czas nie jest jedynym problemem, z którym będziemy się borykać – bo jak w (prawie) każdej platformówce towarzyszyć będą nam rozmaici przeciwnicy: roboty patrolujące teren po ściśle wytyczonej ścieżce, osobniki pędzące w naszym kierunku jak nas zobaczą, działka snajperskie, maszynowe, rakietowe, bloczki spadające niczym Thwomp z Mario, miny, robot z działem laserowym…

N to Jumpman Junior w wersji przehardkorjuch!

No jest tego trochę – wszystkich przeszkadzek wam nie zdradzę, by nie zepsuć kilku niespodzianek. Na pewno się spytacie: to jak mamy walczyć z tymi robo-bydlakami? Otóż odpowiadam wam: uciekając, ponieważ nie posiadamy żadnego ataku, no i tu zaczynają się schody – gdyż o ile początek jest w miarę wymagający, tak im dalej w las, tym coraz większy hardkor będzie na nas czekać! Tak tak, N to jeden z tych tytułów, który próbujemy do upadłego, chyba że wcześniej damy sobie siana i albo przejdziemy do innego etapu, albo całkiem odpuścimy nasze wygibasy.

Graficznie tytuł nie powala, zresztą nie ma co się dziwić – skoro mówimy tu o prostej grze, którą można było odpalić prosto z dyskietki lub z przeglądarki w czasach gdy królował internet liczony w kilobitach na sekundę… Muzyczne jest podobnie – ot kilka prostych dźwięków na krzyż. Jednym słowem: jeżeli lubicie wyciskać siódme poty przed klawiaturą, bądź padem, albo jeżeli chcecie sprawdzić czy komercyjne kontynuacje do was przemówią (N+ i N++ wyszły nawet na PSP i polecam je wszystkim fanom Jumpmana i Jumpmana Juniora na Małe Atari – Borsuk), spróbujcie choć na trochę zagrać w grę o najkrótszym tytule świata. Kto wie może nim się obejrzycie to wymaksujecie tę grę?

N jak niezapomniane, nieskończone, niełatwe i niebezpieczne? Raczej niemożliwie trudne!

RetrometrRETRO PRZODKOWIE: JUMPMAN I JUMPAN JUNIOR (ATARI XL/XE i C64)

Ciekawostka: Wersja 2.0 jest remiksem 1.4 – zawiera część nowych i część starych poziomów z poprzednich wersji.


ICY TOWER

Free Lunch Design – PC / MOBILE (2001)

ZRĘCZNOŚCIOWA / PLATFORMÓWKA

Na koniec opowiem wam o tym jak jedna prosta gra mieszcząca się na dwóch dyskietkach zapewniała mi zabawę na dobre parę godzin. W czasach przed wynalezieniem YouTuba, kiedy to nie każdy posiadał internet w domu, jedynymi źródłami wiedzy o grach były pisma papierowe, programy o grach w TV, koledzy oraz… lekcje informatyki! To właśnie na nich na własne oczy można było sprawdzić co ciekawego znajduje się na danym sprzęcie i czy to jest warte ogrania. Oprócz kultowego Deluxe Ski Jump (oczywiście potocznie nazywanego jako Malysz.exe) oraz Mariana DOS-owego, a także paru demówek, na pulpicie była jeszcze z pozoru niczym nie wyróżniająca gra. Ot ikonka jakiegoś gościa w niebieskiej czapce – ale jak to się mówi – nie oceniaj książki po okładce, tfu, gry po ikonce! Dwukrotnie kliknąłem więc w kolorową ikonkę i pochłonęło mnie na dobrych parę minut, zanim zadzwonił dzwonek na przerwę. O jakiej grze mowa? Co niektórzy już pewnie wiedzą, a ci którzy jeszcze się nie domyślili już spieszę z odpowiedzią. Mowa tu o Icy Tower od szwedzkiego Free Lunch Design, mającego na koncie serię platformerów Alex the Allegator (z kultową czwórkę na czele), Happyland Adventures oraz obecnie omawianą grę. 

Icy Tower to 8 megabajtowa gierka na krótkie posiedzonka, która pewnie dziś byłaby kojarzona z urządzeniami mobilnymi, przeznaczona do grania w oczekiwaniu na zagotowanie wody w czajniku. Fabuła jest tutaj prosta jak i zasady rządzące się grą: otóż pewnego słonecznego dnia nasz bohater o imieniu Harold ujrzał wyjątkowo wysoką wieżę i postanowił, że podejmie się niemożliwego: wespnie się na jej szczyt! Czy uda się naszemu ziomkowi dotrzeć na ostatnie piętro i co na niego tam czeka? Hmm, a dlaczego w ogóle podjął się takiego wyzwania? Być może dowiemy się w wkrótce*

Icy Tower jakie jest każdy wie. Jeżeli ktoś nie kojarzy tego tytułu niech napisze w komentarzach.

Tak jak wcześniej wspomniałem naszym zadaniem jest skakanie na co raz to wyższe piętra po losowo generowanych platformach o różnej długości, oczywiście samo podskakiwanie w górę byłoby zwyczajnie nudne, dlatego twórcy uraczyli nas ciekawą mechaniką. Im dłużej przemieszczamy się w danym kierunku, tym szybciej się poruszamy i wyżej skaczemy, przy czym po nabraniu odpowiedniego pędu możemy wybić się wysoko w górę, mijając przy tym parę „schodków”, co przyspiesza naszą wspinaczkę na szczyt. Warto być w ciągłym pośpiechu, gdyż ekran gry cały czas powoli przesuwa się w górę, uniemożliwiając wędrówkę w dół, jeżeli spadniemy czeka na nas Game Over. Rozgrywka po paru sekundach nabiera niebotycznego tempa, pompując w nas adrenalinę i wymuszając ciągłe wykonywania combosów (wysokie skoki) – a warto je robić, bo im większą kombinację uda się nam zrobić, tym więcej punktów za nią dostaniemy i uzyskamy większą rangę końcową. Od początkowego „Good!” za jednorazowy przeskok 4 do 6 platform – do „No Way!” za ponad 200 murków przemierzonych w jednym ciągu, co nie jest łatwym zadaniem. Dla urozmaicenia co 100 pięter czeka na nas zmiana platform po których będziemy skakać – kolejno spotkamy schody: kamienne, lodowe, drewniane, metalowe, śluzowe, kościste, roślinne, ceglane, chmurkowe, tęczowe i półprzezroczyste – czekające na nas na tysięcznym stopniu i wyżej.

Warto dodać, że nie ma górnego limitu pięter, więc teoretycznie wprawny gracz mógłby grać bez końca, prawda? Mógłby, gdyby nie stopniowo rosnący poziom trudności wynikający z coraz mniejszych platform oraz szybszego przesuwu ekranu. Dzięki temu czas jednej partyjki może wynieść od paru sekund do parunastu minut – każda kolejna skucha zamiast irytować i zniechęcać do tytułu mobilizuje jeszcze bardziej, by spróbować jeszcze raz, bijąc w ten sposób kolejne osobiste rekordy. Tak zwany syndrom „jeszcze jednej partyjki”. A wyobraźcie sobie co się będzie działo gdy we dwójkę (albo i nawet we trójkę) będziecie grać na przemian? No właśnie – i dlatego tytuł ten był tak popularny na zajęciach informatyki, kiedy to każdy próbował swoich sił w tym małym niepozornym tytule freeware.

Jak zwykle w recenzji przydałoby się nieco opowiedzieć o warstwie wizualnej, więc w skrócie: prosta, kolorowa i czytelna grafika, dwa utwory muzyczne, z czego ten z menu wpadający w ucho. Pora więc na podsumowanie tytułu… zaraz, zaraz zapomniałem dodać, że z każdą kolejną wersją twórca serwował nam co raz to nowsze atrakcje – od tabeli rekordów w edycji 1.1, po zapisywane powtórki w 1.2, po możliwość grania dodatkowymi postaciami stworzonymi przez społeczność (robal z Wormsów najlepszy), po zmianę grafiki i wprowadzenia systemu rang w 1.4, a nawet zmianę soundtracku na ten z wersji Facebookowej w wersji 1.5 powstałej z okazji dziesięciolecia gry. Na koniec jeszcze dodam, że kolejne wersje Icy Tower wydano na telefony Java, Smartphony oraz na przeglądarki poprzez Facebooka, a jeszcze nie wspomniałem o turniejach i mistrzostwach… Mógłbym tak pisać i pisać, aż miejsce na dysku by się skończyło…  Tak więc kończ waść ten tekst bo już dawno nikt tego nie czyta, tylko bije rekordy w Icy Tower!

Gdyby kózka nie skakała to by rekordu w Icy Tower nie miała!

Retrometr

RETRO PRZODEK: JUMPING JACK (ZX SPECTRUM)

* mały spoiler – nie dowiemy się, bo gra nie ma końca…


O LukegaX 33 artykuły
Informatyk z zawodu i zamiłowania. Ulubione gatunki: platformówki, gun and run, FPSy, TPSy, wyścigowe, metroidvanie oraz cała reszta co jest szybka i dynamiczna - wiek gry nie ma znaczenia. Posiadane platformy: Commodore C64, Brick Game, Pegazus, PC