Książka | Greyhawk – seria

Greyhawk książka Świątynia

Kolejny raz wracamy do Greyhawka. W jednym z poprzednich odcinków zajmowaliśmy się trylogią przygód Justicara i jego świty. Tym razem trzy niezwiązane z sobą opowiadania w tym świecie. Jedna z książek do której od razu przechodzimy powinna być znana większości RPGowych zapaleńców. Głównie jednak będą ją znali z ekranu, a nie z pokalanych tuszem stron. Dobra nie ma co się rozwodzić, przechodzimy do meritum tego cyklu czytanego przez 2 osoby, czyli mini recenzji książek.


Świątynia Złych Żywiołów

Pogrzebane przed laty zło znów wychyla swój obrzydliwy łeb w okolicach Hommlet. Lanithaine będący jednym z śmiałków sprzed lat, musi wrócić wraz z towarzyszami w to ohydne miejsce by dokończyć raz zaczętą robotę. Lata jednak minęły, a stary mag nie jest już w pełni sił. Pora by młodsze pokolenie się wykazało. Shanhaevel będący uczniem Lanithainea nie jest jeszcze świadomy jakie zadanie go czeka. Świątynia Złych Żywiołów to coś więcej niż zbiry i potwory. Żądny krwi demon pragnie się wyzwolić ze swego więzienia, a zły półbóg ma mu zamiar pomóc i połączyć siły. Grupa śmiałków brocząc w mrokach starych murów musi sprostać zadaniu nim będzie za późno.

The Temple of Elemental Evil – Hommlet

Świątynia Złych Żywiołów to książka, która miała swoje 5 minut sławy głównie za sprawą gry Świątynia Pierwotnego Zła dla której była bazą, dodawana była też do gry jako uzupełnienie (mój egzemplarz też ma napis Książka stanowi integralną część gry i nie podlega dalszej odsprzedaży). Tytułowa świątynia jest tu właściwie głównym bohaterem i miejscem akcji, to ona będzie całym światem naszej ekipy podczas tej lektury. Całość to podobnie jak wcześniej opisywane przygody Justicara do bólu sztampowe fantasy ciągnące nas po sztampowych lochach tylko do tego z sztampową drużyną (u Jusa było zdecydowanie ciekawiej i oryginalniej). Jest mag, jest złodziej, jest paladyn, jest druid/healer i po wojowniku (lekki i ciężki), czyli wzorcowa świta w komplecie. Będziemy się przebijać przez kolejne pomieszczenia walcząc i odpoczywając pomiędzy walkami. Już ziewasz? No to daruj sobie ten akapit hehe. Napomknę tylko, że humoru tu niestety nie uświadczyłem, a główny bohater wydawał mi się miałki i tak oto mamy obraz całości. Nie rozumiem dlaczego akurat na tej opowieści postanowiono oprzeć grę, bo w świecie Greyhawka są zdecydowanie ciekawsze materiały do przerobienia. Mi się nawet dobrze czytało, ale ja mam mocne odchylenie na punkcie takich „czytadeł”. Gazparek zapodaj no „burdelowym” bo na więcej niestety tu nie ma mocy.

RetrometrR

Suche fakty:

Tytuł oryginału: The Temple of Elemental Evil

Autor: Thomas M. Reid

Ilość stron: 278

Rok wydania i wydania PL: 2001/2003


Krypta Grozy

Jako potężny paladyn Kaerion Whitehart wsławił się w wielu bitwach prowadzonych w słusznych sprawach i wspomaganych przez samego boga wojny i sprawiedliwości Heironeusa. To już jednak dawna historia, teraz jako najemnik wraz z swym druhem elfem zarabia na życie mieczem. Żyje przetaczając się od knajpy do knajpy szukając zapomnienia w alkoholu. Zapomnienia o grzechu, który go sprowadził na samo dno. Nadarza się okazja na duży kontrakt w który wplątuje go jego towarzysz. Grupa Nyrondzkich szlachciców, których kraj widział lepsze dni, postanawia postawić go na nogi za pomocą skarbów skrywanych przez tajemniczy grobowiec potężnego maga, który oszukał ponoć samą śmierć. Jego krypta jest jednak położona na odległym terenie Przepastnych Bagnisk, a sam w sobie grobowiec również nie jest miejscem w które ludzie z chęcią by się udali. Ekspedycja szykowana jest na szeroką skalę, co nie uszło uwadze innej grupie zmierzającej do grobowca po coś więcej niż skarby, grupie kultystów, którzy dziedzictwo złego maga planują wykorzystać w zupełnie inny sposób.

grey3

Po Świątyni Złych Żywiołów miałem lekkie obawy co do kolejnej książki z tego universum, ale na szczęście niepotrzebnie. Keith Francis Strohm od pierwszych stron pokazuje na co go stać i że przy tej opowieści nie będziesz się nudził. Nadal mamy klasyczny schemat fantasy, czyli zbieranie drużyny, wyprawa i w końcu wejście do ostatecznego lochu celem rzezi. Ale jest to schemat świetnie zrealizowany, taki który fana tego typu książek od razu pochłonie. Nie ma takiej sztampy jak wyżej, sama drużyna jest również zróżnicowana i nie tak schematyczna, no bo ile razy w ekipie miałeś barda? A ile razy naprzeciw Tobie stawał ktoś o profesji mnicha? Tu jest ich nawet dwóch, mistrz i uczeń. Postacie potrafią wyjść poza swój z góry narzucony schemat zachowań, potrafią czymś zaskoczyć, nie są zdominowani przez rolę. W dodatku autorowi wyszły opisy krwawych rytuałów, których może wiele i nie ma, ale są świetnie napisane. Sam grobowiec jest też wypełniony pułapkami, ale nie takimi jakimi nas się zazwyczaj karmi, czyli kolejne pomieszczenie z kolejnym przyjemniaczkiem któremu trzeba łeb rozłupać, tylko tym razem innym sposobem. Tutaj nie ma zbyt wiele wycinki wrogów, eksploracja i więzi wewnątrz drużyny zajmują sporo miejsca dla siebie. Sam Kaerion Whitehart to również ciekawa postać i chętnie poczytałbym jakąś inną opowieść z nim w roli głównej bo końcówka ma moc. Zdaniem podsumowania niech będzie rekomendacja tej książki za którą nawet poniżej dychy dacie jak poszukacie, bo jest zadziwiająco dobra, nadal wg. klasycznego schematu, ale jak dobrze zrealizowanego!

RetrometrG

Suche fakty:

Tytuł oryginału: The Tomb of Horrors

Autor: Keith Francis Strohm

Ilość stron: 278

Rok wydania i wydania PL: 2002/2003


Strażnica na Pograniczu

Żyjący z eskorty karawan bracia Blorys i Jerden już nie jedno wspólnie przeżyli, ale ciągłe przemierzanie tych samych traktów w tym samym celu zaczyna ich nużyć. Tylko czym mogli by się zająć? Ani wykształcenia, ani pochodzenia, koneksje też wątpliwe… Podczas zakończenia jednego zlecenia i poszukiwania drugiego w strażnicy otrzymują wiele pogłosek o nasilających się atakach na karawany i zbrojnych grupach zbójów (o czym się na własnej skórze dobitnie przekonali). Krąży też plotka o szykowanej wyprawie i nagrodzie zarządcy strażnicy dla śmiałków, którzy zdołają rozwiązać ten problem. Pojawia się szansa na łupy, odrobinę sławy i oderwanie od eskortowania, dodatkowo za mury strażnicy przybywa również wojownicza Eddis wraz z drużyną. Taka okazja może się nie powtórzyć, drużyna ochotników rusza na polowanie, które ostatecznie zaciągnie ich do Jaskiń Chaosu.

grey4Na wstępie przy obcowaniu z książką wita nas dość kiczowata okładka, ale już się przekonałem by do niej nie przywiązywać szczególnej wagi. Gdy już na chwilę przy „technikaliach” jesteśmy wspomnieć muszę niechlujną korektę, zawsze się trafi jakaś literówka, ale tu odniosłem wrażenie, że jest ich wyjątkowo dużo. Sama opowieść dotyczy drużyny zadziwiająco… przyziemnej. Przywykłem do historii z potężnymi magami i wspieranymi przez boskie moce wojownikami w walce z coraz obrzydliwszymi demonami. Tutaj jest inaczej, nikt nie służy pod chorągwią w imieniu wyższych wartości, dostajemy grupkę najemników tułających się po knajpach i traktach, bez historii i zdolności magicznych. Czytając kolejne strony o prostych wojach zmagającymi się z rabusiami pomyślałem „no fajnie, jakaś odmiana”. Autor jednak poszedł o krok za daleko i sprawił, że wszystko zrobiło się aż zbyt zwyczajne. Ciągłymi opisami rozbijania obozowisk, spożywania posiłków, uzupełniania zapasów i walkami prowadzonymi w ten sam sposób zabił całą płynność akcji. Tak naprawdę nic mnie tutaj nie zaskoczyło (gdyby choć raz czegoś nie zjedli to by było zaskoczenie, ale… oni mieli z sobą kucharza). Nawet końcówka była jakaś bez wyrazu. Skoro wspomniałem o tym w obu wcześniejszych opisach to zrobię to i tutaj – konstrukcja historii to schemat zbierz drużynę, wyrusz w drogę, wyrżnij wszystko w finalnym lochu, tylko aktorzy są tym razem inni. Nadal widzę sens w opisywaniu tych bardziej przyziemnych przygód, ale książka fantasy to jednak książka fantasy i nie można przegiąć pały.

RetrometrR

Suche fakty:

Tytuł oryginału: Keep on the Borderlands

Autor: Ru Emerson

Ilość stron: 278

Rok wydania i wydania PL: 2001/2004


Podsumowanie

Opis chyba wszystkich książek w świecie Greyhawk wydanych w kraju za mną. Okazuje się, że ceny ok 15 złoty jakie na aukcjach z reguły trzymają są dla nich adekwatne. Żadna z nich nie przewróciła mi w głowie i wszystkie to klasyczny schemat tego typu opowiadań. Były lepsze, były gorsze, ale też żadna mnie jakoś strasznie nie wynudziła (Świątynia była blisko), są to książki typowo dla fanów tego typu czytadeł. Nadal nie rozumiem dlaczego historia Thomas’a M. Reid’a została „zegranizowana”, a nie np. przygody Justicara, ale cóż Pan poradzisz. Możliwe, że dlatego w tym universum gry nie powstają. Świat Greyhawka ma ewidentnie słaby PR. Rozdział z nim jednak u mnie jest już zakończony, pora dla równowagi zapodać coś w klimatach Forgotten Realms następnym razem.

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox