Recenzja | Reventure (PC, Android, iPhone, Nintendo Switch)

Dziś będzie o tym, jak pewien szlachetny rycerz dostał od króla pewnego anonimowego królestwa, niezwykle ważną misję najwyższej wagi, bo tylko on może uratować jego córkę z sił ciemności. I tylko on (być może) da sobie radę w pełnej niebezpieczeństw wyprawie, w krainy absurdu.

 

 


Reventure

Pixelatto Games SL – PC, Android,iPhone, Nintendo Switch (2018)

Action-Adventure

Czym jest Reventure? A no jest to humorystyczne, dwuwymiarowe połączenie Zeldy, platformówki i przygodówki zarazem w grafice pixel-art zbliżonej graficznie do innego indyka – Celeste. Początkowo gra miała się nazywać „Lonk’s Adventure”, ale sami przyznacie, że tytuł aż za bardzo brzmi jak przygody pewnego elfa w zielonym dresie. W obawie przed odzewem ze strony Nintendo autorzy gry zmienili nazwę na bardziej konkretną. Ci bardziej spostrzegawczy wychwycili, że tytuł jest grą słowną od słowa Adventure – czyli przygoda, oraz Re, czyli powtarzać niczym w Dniu Świstaka. I w tym jest cały sens. Gra wyróżnia się na tle innych prze de wszystkim absurdalnym humorem oraz setką zakończeń, tak 100 – dobrze przeczytaliście. Przyznacie, że żadna inna gra nie posiada tylu sposobów na ukończenie gry.

Na tym mógłbym skończyć tę recenzję, jednak pozwolę, by skupić się na unikalnym humorze zawartym w tej niepozornej gierce (zbliżonym nieco do tego z Zenka Zombie, tyle że pomnożone razy 42). Żeby zrozumieć absurdy, jakie kierują tą grą pozwólcie, że opowiem Wam pewną historię zawierającą całą masę spoilerów, definitywnie nie nadającą się do poczytania najmłodszym:

Wszystko zaczęło się od normalnego życia Janusza, który miał być wybrańcem. Miał on na zlecenie króla uratować księżniczkę Julkę od łap wrednego Mrocznego Lorda. Tylko on mógł unieść Legendarny Miecz i uratować tę nieciekawą sytuację. Niestety tak się nie stało, gdyż Janusz pomylił samotnego staruszka z Mrocznym Lordem i wbił nowo zdobyty miecz w jego ciało. Po odbyciu odsiadki w więzieniu Janusz postanowił ponownie wyruszyć w podróż. Lecz i tym razem mu się nie udało, gdyż „niechcący” zaatakował strażnika stojącego przed bramą do zamku króla. Po ponownej wizycie za kratami Janusz miał straszliwego pecha, gdyż tym razem jego celem stał się król. „Tego już za wiele!” – krzyknęli anonimowi mieszkańcy królestwa. Następnego dnia na Januszu podjęto egzekucję i tak by się skończyła historia, gdyby nie brat Janusza o imieniu Jarek.

Ewidentnie widać, że był on przeciwieństwem Janusza, podczas bowiem wyprawy po miecz został zaatakowany przez mroczne sługusy Lorda. Na szczęście rany nie były śmiertelne i dlatego też miał drugą okazję by udowodnić swą bohaterskość. Pech chciał, że w międzyczasie, kiedy rany jego się zabliźniały, przed jego domem pojawił się niespodziewanie kamień, o którego się niestety wywrócił. Na kolejne już szczęście nadal udało mu się przeżyć, jednak radość ta nie trwała zbyt długo, gdyż zdarzyła się taka nieciekawa sytuacja, cytując: „Jarek był bardzo ciekawym stworzeniem. Tego dnia zapytał się sam siebie „Cóż się stanie, jeśli będę w pobliżu bomby i ta wybuchnie?” Opalenia i rany po wybuchowe na całym ciele, oto się stanie”. W następnych podejściach wpadł do lawy i zaznał ciężkich oparzeń, spotkał się z ziejącym ogniem smokiem oraz spadł z urwiska wprost na wystające z rzeki skały, które zakończyły jego żywota.

Czyżby już nie było ratunku dla księżniczki? Szczęśliwym trafem była jeszcze jedne osoba zdolna tego dokonać: Herrmanioff, jednak ten znalazł wędkę i zaczął łowić ryby tak długo, że po paru latach księżniczka zmarła w lochach Mrocznego Lorda. Jednak, ku zaskoczeniu okazało się, że w lochach jest jeszcze jedna Julka, którą mógł uratować tylko Władek.

Jednak Władek od czasu młodości chciał zostać Świętym Mikołajem i dlatego też pewnej nocy wskoczył do królewskiego komina i rozdał wszystkim prezenty. Podczas zwiedzania kolejnych pokoi mikołajowy Władek znalazł magiczny artefakt – misia, dzięki któremu każdy atak mieczem został zamieniony w serdeczne uściski. Najpierw próbował uściskać strażnika, lecz Władek niechcący nadział się na lance i o mało co nie umarł. W kolejnym podejściu na zamkowym balkonie znalazł ślicznego czarnego kotka, no jak tu go nie przytulić? I tak oto Władek stał się posiadaczem ładnej gromadki kociaków. Pech chciał, że gubiły one mnóstwo futra (koty, nie człowiek) i Władek udławił się ich kłakami podczas snu. Przez parę tygodni wszystkie koty w królestwie płakały za nim. Kot Filemon poprzysiągł, że zajmie jego miejsce i uratuje księżniczkę z opałów.

Podczas wędrówki po niebezpiecznych krainach kot Filemon w końcu dotarł do pałacu Mrocznego Lorda. Szybko i zwinnie (jak na mruczka przystało) omijał strażników oraz leżące wokoło kolce oraz inne pułapki. Był coraz bliżej celu, lecz nagle z nie wiadomego powodu postanowił założyć na głowę jedno tonowe kowadło. Był to straszliwy błąd, gdyż pod wpływem ciężaru spadł parę pięter w dół i owe kowadło go zmiażdżyło. Owszem miał wyjątkowo poważne rany, jednak jakimś trafem przeżył i stał się człowiekiem, nie pytajcie mnie jak, bo nie wiem. Jak to z kotami bywa, czasem lubią nieco pofiglować. Rzucił się na śpiącego kurczaka na szczycie Wielkiej Góry, a następnie został zaatakowany przez jego braci i skończył swój los.

I znów zakończyłaby się ta opowieść, gdyby nie kolejny śmiałek – Pan Dziobak – połączenie kota z człowiekiem z kurczakiem. Dzięki swym korzeniom mógł podnieść innego kurczaka i wykorzystać do wykonywania dłuższych wyskoków. Jednak Pan Dziobak przeliczył się ze swoją siłą i podczas zbierania tarczy mając przy sobie linę, kurczaka, miecz i magiczny flet, owa tarcza go zmiażdżyła. Minęły miesiące, aż w końcu Pan Dziobak znów był gotów uratować księżniczkę. Po wielu próbach udało mu się znaleźć, w którym miejscu uwięziono Julkę. Wkradł się on przez szyb wentylacyjny i wpadł wprost do jej pokoju. Hurra, królestwo uratowane! No nie do końca, bowiem Pan Dziobak zapomniał i jednej bardzo, ale to bardzo ważnej rzeczy – kluczach otwierających drzwi do więzienia księżniczki i wraz z nią utknął w lochach. Tak samo pechowy żywot miał rycerz Filemon nazwany na cześć bohaterskiego kota, pomylił końce miecza i zamiast uderzyć w przeciwnika, trafił w siebie.

Minęły 22 lata, od kiedy Janusz – pierwszy bohater ruszył w misji ratunkowej. Król zaczął wątpić w pomyślność misji. W międzyczasie pewien heros zabłądził w skarbcu straszliwego smoka, a inny zebrał latającą truskawkę na szczycie góry i również zaginął, a jeszcze inny znalazł zaginiony skarb piracki i odnalazł skarb cenniejszy niż jakaś tam szlachcianka. Sytuacja była niewesoła, jednak tliła się jeszcze iskierka nadziei, gdyż do akcji wkroczył Wojownik Mateusz, o którym pisano legendy oraz wszelakie pieśni… tak właściwie to nie. Nikt nie wie jaką przeszłość miał Mateusz, no ale skoro potrafi prawidłowo trzymać miecz, to być może uwolni niewiastę w potrzebie. Dzielny wojownik wędrował przez niebezpieczne krainy, nawet udało mu się zdobyć dwa magiczne artefakty: flet, który do czegoś służył oraz talizman ochrony przed lawą. „Księżniczko, nadchodzę!” – dzielnie ryknął. Pewnego razu przedostał się przez niewidzialną ścianę do groty wróżek, które bezpłatnie oferowały leczenie, wystarczyło się wykąpać w magicznym źródełku. Oczywiście Mateusz chętnie skorzystał z tej okazji i wskoczył w sam jej środek. Z uśmiechem na ustach patrzył jak zamiast standardowych 3 serduszek ma już 6, a liczba dalej rosła. Niestety Mateusz nie znał umiaru i jego ciało nie wytrzymało nadmiaru energii, eksplodując.

Minęło parę dni i Mateusz obudził się w swej chatce, nie pamiętając co się stało. „Ale zaraz, zaraz, dlaczego mam tak owłosione ręce?” – pomyślał. Los płatał niego figla naszemu bohaterowi (sam nie wiem już którego z kolei), ponieważ okazało się, że od teraz będzie psem z mózgiem człowieka i teraz nazywać się będzie Reksio. „Może nie będzie tak źle” – stwierdził. Zaraz po opuszczeniu swego domku powędrował prosto po łopatę i wykorzystał swój super węch, by odnaleźć to legowisko zła, znaczy wróżek, by nikt inny nie popełnił tego błędu. Jak pomyślał, tak zrobił. Rzucił się na nie z mieczem w łapie i wymordował je wszystkie. A właściwie tak mu się wydawało, bo okazało się, że wróżki są pół nieśmiertelne i odradzają się każdego kolejnego dnia.

Niezadowolony z tego faktu Reksio wyruszył z misją, jaką mu i jego poprzednikom zlecono 23 lata temu. Odwiedził tajemniczą chmurkę wśród gór, powodując katastrofę latającego autobusu, przy użyciu armaty wysadził zamek Mrocznego Lorda, który potem natychmiastowo odbudowano, podłożył ładunki wybuchowe w zamku króla i aktywował je – oczywiście też na nic, bo i ten zamek w miarę szybko postawiono na nowo. Biedak nie mógł zaznać spokoju, dopóki nie uratuje tej nieszczęsnej królewny. Niczym ninja niezauważenie wślizgnął się do bazy wroga, oczywiście musiał unicestwić każdą osobę, jaką spotka na drodze. Pamiętając historię poprzednika, sprzed 10 wcieleń, temu przypomniał sobie, że przechodzenie kratką wentylacyjną, to nie najlepszy pomysł. Postanowił zajść od tyłu. Udało się! Julka uratowana! Teraz tylko zaprowadzić ją do zamku ojczulka i sprawa załatwiona. Jednego nie mógł przewidzieć, skoro spadł, by dostać się do tylnych drzwi, przednie są zamknięte, a jedyną formą ucieczki była przepaść bez dna to jak on ucieknie z babą na plecach? Postanowił zaryzykować i skoczył, rozbijając się o podłoże. Mimo to przeżył, ale jak? Chwila zastanowienia i wszystko się stało jasne. Ten z pozoru zwyczajny flet okazał się magiczny i pozwalał cofać się w czasie w razie niepowodzenia.

W drugim podejściu Reksio zabrał ze sobą kurczaka w roli spadochronu i pograł ile sił w łapach do miejsca, gdzie więziono córkę króla. Wykonał te same czynności dokładnie tak jak poprzednio, dzięki czemu bez większego trudu ponownie uwolnił księżniczkę. Tym razem bezpiecznie wylądował, minął aleję kowadeł pamiętając, że kontakt z nimi okaże się bolesny. Był coraz bliżej wyjścia i wszystko szło zgodnie z planem… dopóki nie spotkał Mrocznego Lorda, który w okamgnieniu rzucił się na biednego psiaka. W trzecim podejściu Reksio postanowił pozwiedzać krainę w poszukiwaniu informacji jak pokonać Lorda, z którym nie dał sobie rady legendarny miecz. Pewnego razu podczas eksploracji znalazł magazyn pełen wazonów, które oczywiście zniszczył, jako że było to zadanie wyczerpujące siły, udał się do swego domku i poszedł spać. „Ach, kolejny piękny dzień do ratowania królewny!” – odpowiedział sobie z uśmiechem na ustach. Przejrzał się w lustrze i nie dowierzał – znów stał się człowiekiem i do tego miał śmieszną zieloną czapeczkę na głowie i kubraczek również w kolorze zielonym. Minęło wiele dni, a Reksio nadal nie znalazł żadnej wzmianki o porywaczu księżniczki. Jednak nie poddawał się i próbował, i próbował, aż w końcu wykorzystał limit cofania się w czasie i stworzył czarną dziurę, która pochłonęła wszelkie zakątki i ich mieszkańców, jakie miał okazję zwiedzić zarówno on, jak i poprzednicy przez te 64 lata.

Podczas czytania pomyśleliście „Ależ ten Lukega ma rozbudowaną wyobraźnię”, prawda jest taka, że przed chwilą zrelacjonowałem Wam najlepsze momenty z pierwszych czterech godziny gry, mając tak około 60 odblokowanych na tę chwilę zakończeń.

Podczas grania nie raz będziecie zdziwieni na ile sposobów można zagrać w tą grę. Głównie dlatego, że możemy mieć przy sobie jednie parę przedmiotów, jeżeli przesadzimy nogi naszego herosa, nie wytrzymają i umrze z przemęczenia. Mało tego, każdy kolejny zdobyty artefakt zmniejsza wysokość skoku, uniemożliwiając dojście do niektórych lokacji. Z drugiej zaś strony bez niektórych gadżetów nie dostaniemy się w inne rejony mapy. Nasz bohater może dzierżyć miecz, który jak wiadomo, służy do atakowania oraz utorowania drogi przez krzaki, łopatą kopiemy dołki, liną możemy przyczepić się do żółtych bloków i się wspiąć na inaczej niedostępne rejony, bombami zniszczymy kamienie blokujące wejścia do jaskiń, a bez kurczaka na głowie nie poszybujemy na długie dystanse, omijając most zwodzony zamków głównego złego.

Reventure posiada masę alternatywnych ścieżek, jedne będą przydatne, inne zabijające herosa już tak nie za bardzo. Warto je odkryć, gdyż w miarę „postępów” odblokowujemy parę ułatwiaczy w postaci teleportu do danej lokacji, kompas pokazujący, w których okolicach szukać danego zakończenia, szafę do zmiany stroju, czy chociażby łatwiejszy dostęp do niektórych itemów. Co śmieszne gra nie traktuje na serio ciągłość fabularną, nie zostaniemy ukarani za złe występki, gdyż każdy kluczowy NPC po każdym restarcie się odradza.

Tak jak przeczytaliście, w opowiadaniu niektóre zakończenia pozwalają na zmianę wyglądu. Raz będziemy grać wysokim gościem, raz niskim, a kiedy indziej kotem, psem, jajkiem, a nawet i hybrydą kamienia z człowiekiem.

Jakby ktoś był ciekawy, to tak, udało mi się uratować Julkę po około 100 podejściach i odblokowanych 70 zakończeniach. Przyznam, że trzeba było nieco pokombinować, by uwolnić dziewoję od wszelakich pułapek i przy okazji dowiedziałem się, że księżniczka plus armata to nie najlepsze rozwiązanie. Ponadto udało mi się odkryć wszystkie możliwe zakończenia (łącznie z tymi sekretnymi) i przyznam, że ostateczny ending jest tak niespodziewany, jak hiszpańska inkwizycja w tej oto recenzji.

Czy mogę polecić tę grę? Jasne, że tak! Dawno się tak nie ubawiłem, czytając co raz to dziwniejsze historie. Jeżeli szukacie niecodziennego, nieskomplikowanego erpega pełen humoru to możecie dać tej grze szansę. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to hit na miarę Wonder Boya. Reventure na steamie w czasie promocji średnio oscyluje pomiędzy 5, a 15zł, co jest kwotą adekwatną do jej zawartości. Szczęśliwym nabywcom życzę udanych wojaży, no i masy szczęścia, być może Tobie drogi czytający uda się wyswobodzić Julkę, bo nawet Hugolina i księżniczka Peach tak długo nie musiały czekać na swojego księcia z bajki.

Retrometr

Informatyk z zawodu i zamiłowania. Ulubione gatunki: platformówki, gun and run, FPSy, TPSy, wyścigowe, metroidvanie oraz cała reszta co jest szybka i dynamiczna - wiek gry nie ma znaczenia. Posiadane platformy: Commodore C64, Brick Game, Pegazus, PC