Recenzja | Trap Runner (Amiga)

Trap Runner Amiga recenzja

W świecie retro dzieje się dobrze, a nawet coraz lepiej. Co rusz widać i słychać jakieś wydarzenia związane ze światem retro – a to jakaś multiplatformowa impreza retrogaminowa, a to jakieś multiplatformowe demoparty, czy wszelkiego rodzaju zloty organizowane w różnych miejscach kraju, czy świata. Tak, świata, bo chyba już cały świat ogarnęła mania retro – portale, podcasty, videoblogi, gameplaye, longplaye, sklepy online, sklepy stacjonarne, zloty, imprezy, wydarzenia. Dochodzi już nawet do komercjalizacji tego trendu – z jednej strony takiej fajnej, bo pojawiają się wydawcy gier wydający ciekawe tytuły, ale z drugiej strony pojawiają się również takie podmioty, które chcą jedynie na fali tego trendu skorzystać… Ale nie o tym tutaj będziemy rozprawiać :)

..::background::..

Nie śledzę wszystkich retro newsów i wydarzeń, które się dzieją na świecie, a nawet nie wszystkie, które się dzieją w Polsce. Ale od czasu do czasu gdzieś przeczytam jakąś informację, albo ktoś podrzuci mi jakieś info o nowym demie czy grze. Tak było i tym razem.

We wrześniu, w pierwszej połowie września, od 7 do 9 września dokładnie, w kraju naszych bratanków, czyli na Węgrzech, odbyło się największe węgierskie party demoscenowe – Function. Na tym to party niestety nie byłem (tak jak i na mnóstwie innych party :P), ale było tam wielu ludzi i wielu twórców, którzy przyjechali by się integrować. A jakże! I jakie to pewnie były ciekawe integracje! Ale przyjechali tam również po to, by pokazać coś ciekawego, co tam w swoich sypialniach (a może już teraz prodki nie powstają w sypialniach?) wytworzyli. Nie pomnę już gdzie (lub kto) podsunął mi informację, że na tymże party pojawiła się gra na Amigę – Trap Runner. Tytuł ostatecznie zajął drugie miejsce w Game Development Compo.

Przyjdzie nam przemierzać niezwykle kolorowe światy

..::loading::..

Za powstanie tej gry, odpowiadają grupy Night Owl Design i Retroguru. Night Owl Design to ci sami, którzy zrealizowali bardzo fajny tytuł – Solid Gold. Jeśli ktoś nie grał, to polecam, skończyłem i nie żałuję. Natomiast Retroguru znane jest z niezmiernie frustrującej serii gier SQRXZ, ale również windowsowej gierki Giana’s Return (1-sze miejsce na Szwajcarskim demoparty w 2009 roku w kategorii Wild/Alt/Game). Wspominam akurat tutaj ten tytuł, bo nowa gra ciut czerpie z tamtego tytułu (chyba nawet niektóre grafiki są z niej zapożyczone). Przejrzałem więc screeny i zaciekawiło mnie niezmiernie, ponieważ widać było nawiązania zarówno do wspomnianych tytułów oraz… oczywiście, nie mogłem się pomylić, do mojego ulubionego tytułu – Giana Sisters. Skoro zobaczyłem diamenciki, platformy (a platformery to jeden z moich ulubionych gatunków), to nie mogłem się oprzeć, aby tytułu nie uruchomić.

Drugi świat – pustynia, bloki skalne, lawa, kaktusy – pełna sielanka ;)

Od strony technicznej gra prezentuje się dobrze. Uruchamia się na dowolnej Amidze z 1MB, a w związku z tym, że napisana jest w 100% w Assemblerze, działa po prostu dobrze. Grafika jest ładna i kolorowa a animacja postaci głównej i pozostałych elementów gry dynamiczne. Szybki scrolling wprowadza do gry odpowiednią dynamikę. Całość powoduje, że gra się przyjemnie, ale przez to często „zgubnie”. Bardzo łatwo zapomnieć o tym, że gdzieś czyha niebezpieczeństwo i giniemy często :). No więc pobrałem grę – jest darmowa (bo przecież to produkcja na demoparty) i dostępna do pobrania tutaj – i uruchomiłem ją na emulatorze. Wspominałem już w mojej recenzji Worthy, że nie jestem w stanie przenosić gier na Ami, bo sprzedałem przejściówkę PCMCIA-CF, a nowej jeszcze nie nabyłem. A nawet gdybym miał tą przejściówkę, to i tak nie dałbym rady grać na fizycznym sprzęcie, bo aktualnie moja koleżanka (A1200) leży u Borsuka. Jak się później okazało, dobrze się stało, że grałem na emulatorze, bo przynajmniej mogłem robić save state (chciałem ukończyć grę, aby móc ją zrecenzować) a bez nich przejście gry byłoby zdecydowanie trudniejsze.

..::playing::..

Z krótkiego intra składającego się z pięciu ekranów statycznych z obrazkami i tekstem dowiadujemy się o co tutaj w ogóle chodzi. Parka ciekawie wyglądających postaci – jakieś ufole, czy inne pokraki w skafandrze z dwoma czarnymi jak węgielki oczkami – udała się w niedzielne popołudnie na spacerek po lesie. Wiadomo, kocyk, piknik i te sprawy… naraz przylatuje jakaś poczwara z kosą i zabiera facetowi dziewczynę, mówiąc, że może próbować ją odzyskać, ale raczej nie wróży mu sukcesu. Nasz dzielny gieroj jednak stwierdza, że takich kobiet na świecie nie ma za dużo i rusza jej na ratunek.Trap Runner Amiga recenzja

Paskudny demon ciemności psuje nam sielankowe popołudnie spędzane na kocyku

Jest to typowy platformer, w którym przesuwamy się tylko w prawo (nie ma ruchów ani w górę ani w dół) i przy okazji zbieramy znajdźki i rozprawiamy się z przeciwnikami. Nie dysponujemy żadną bronią, więc zabijamy przeszkadzajki skacząc na ich grzbiet – uwaga, nie na wszystkie można skakać. Postać może się również schylać, aby uniknąć przelatujących na wysokości głowy pszczół czy innych latających stworów, które po dotknięciu nas zabijają.

Gra nie wymaga przejścia za jednym razem, udostępnia możliwość kontynuowania od etapu, w którym utraciliśmy swoje ostatnie życie – ale tylko do czasu resetu komputera (stan nie jest zapisywany, tak jak na przykład było to w Worthy). Szczęśliwie dostępne są jeszcze kody, które pozwalają rozpocząć rozgrywkę od dowolnego etapu – wiadomo jednak z czym się to wiąże (reset stanu punktowego i … ten uczuć, że jednak nie przechodzisz gry od początku).

Błąd w grze powoduje, że musimy czasem wgrać ją od nowa… albo zrobić sobie akurat przerwę

Proponuję zapisywać sobie kody do etapów (lub zapisywać stan jeśli gracie na emulatorze), ponieważ jeśli będziecie często ginąć i rozpoczynać dalszą grę z kontynuacji… to czeka Was niespodzianka. Wersja, która została upubliczniona (przynajmniej ta, w którą ja grałem) ma błąd, objawiający się tym, że kilkukrotne kontynuowanie gry kończy się zawieszeniem gry i pięknym ekranem debugu ;). Za pierwszym razem dostałem tym w twarz gdzieś w połowie drugiego świata, więc uruchomiłem grę ponownie i rozpocząłem od początku… doszedłem do świata trzeciego, gdzie znowu potrzebowałem kilkukrotnie skorzystać z kontynuacji (czy wspominałem już, że będąc nieuważnym giniemy często?) – i błąd pojawił się ponownie… oczywiście nie miałem wtedy ani save state ani kodów… Zatem zgodnie z sugestią kolegi Lokatego (wspominałem mu o tym bugu w pracy na pogaduchach w kuchni) zacząłem zapisywać kody – to pomogło o tyle, że nie musiałem zaczynać już od nowa przy kolejnych wystąpieniach błędu. Natomiast nie pomogło na kolejne rozpoczynanie poziomu od nowa (czy wspominałem już, że będąc nieuważnym giniemy często?) – tutaj przydają się jednak save state’y :)

Cała gra podzielona jest na 5 światów a każdy z nich podzielony jest na 5 etapów (4 główne i jeden bonusowy). Istnieje jeszcze jeden etap bonusowy nie powiązany z żadnym ze światów oraz walka z bossem (tym co to porwał naszą panienkę). Każdy ze światów ma inny klimat i kolorystykę – przypominają nieco znane wszystkim gry. I tak świat pierwszy to Greenland – zielone łąki i bloczki skalne z jaskiniami, pełna sielanka. Drugi to Desert – surowe pustynne klimaty i hektolitry lawy, do której bardzo łatwo spaść przeskakując po wąskich słupkach. Trzeci świat to Candy World – tu widać nawiązanie do Zool’a, w czwartym świecie – Forest – mamy leśne ostępy a w piątym – Castle – widać nawiązanie do Superfroga i etapu z zamczyskiem.

Kolorowy, zoolowaty świat – zaczynają się buteleczki, które pozwalają uzupełnić kostki prowadzące do niedostępnych wcześniej miejsc

Wyjście wieńczące każdy etap może być czasem zamknięte – 2 etapy w każdym świecie można przejść bez konieczności wykonania jakiejkolwiek dodatkowej pracy, ale w dwóch pozostałych trzeba już się napracować – albo zebrać odpowiednią liczbę (wszystkie) czerwonych diamentów, albo zebrać odpowiednią liczbę (cztery) elementów układanki. Każdy świat kończy etap bonusowy, w którym w ustalonym limicie czasu należy zebrać maksymalnie dużo fantów i udać się do wyjścia, żeby dostać bonus punktowy.

O ile zbieranie fantów i odnalezienie drogi do wyjścia w niektórych etapach jest to łatwe, o tyle w niektórych trzeba się namęczyć. Gra jest jednak liniowa, to znaczy, że nie da się zepsuć etapu, zawsze da się go ukończyć, bo można wrócić do miejsca, w którym ewentualnie się coś zapomniało. Oprócz wymaganych do zebrania fantów są jeszcze takie, których zbierać nie trzeba, ale można – bo dodają punkty (żółte diamenty, owoce). Dodatkowo znaleźć można jeszcze gwiazdki (albo widoczne normalnie, albo ukryte pod oznaczonymi cegiełkami), których zbieranie powoduje zapełnianie symbolu gwiazdki widocznego w prawym dolnym rogu ekranu. Jego zapełnienie powoduje, że otrzymujemy dodatkowe życie. Dodatkowe życie możemy zebrać również w niektórych etapach w postaci symbolu 1UP umieszczonego przeważnie w jakimś trudno dostępnym miejscu. Niektóre z platform znikają po ich dotknięciu, więc trzeba szybko je wykorzystać i zebrać co na nich się znajduje.

Czasem trzeba zmienić kolor, żeby przejść przez jakąś ścianę, lub nie spaść w otchłań

Ciekawym urozmaiceniem jest to, że aby dostać się do niektórych miejsc należy czasem wskoczyć na niewidzialną platformę (przyglądając się na ekran widzimy linię z kropek, która się pojawia na chwilę) czy zburzyć jakiś murek broniący dostępu do pomieszczenia poniżej czy obok. Czasem trzeba będzie również wyskoczyć poza ekran (pozycję naszego hipka zaznacza wtedy mały trójkącik) i przeskoczyć do dalszego miejsca. W niektórych etapach pojawiają się dodatkowe atrakcje w postaci buteleczek z płynem, który pozwala zapełnić przezroczyste kratki umieszczone na planszy. Taka przezroczysta kratka jest dla nas niedostępna, ale po wlaniu do niej zielonego płynu można na nią wskoczyć i przedostać się dalej. W kilku etapach mamy do czynienia z jednokolorowymi bloczkami (czerwonymi lub białymi) oraz takich samych kolorów pastylkami, które można zebrać. Zebranie takiej pastylki, powoduje zmianę koloru naszej postaci – przenikamy wtedy przez bloczki o tym samym kolorze co nasza postać – co trzeba wykorzystać aby przejść dalej, ale trzeba uważać aby nie przelecieć przez takie bloczki do wody albo do lawy. Kolor inny niż kolor bloczków powoduje, że można po nich chodzić, ale też nie można przejść przez ścianę takiego koloru – trzeba minimalnie kombinować, ale nie da się tego zepsuć ;)

W kilku miejscach na każdym etapie dostępna jest skrzynka, jej otwarcie powoduje zapisanie miejsca „odrodzenia”. Kiedy zginiemy dalej, odradzamy się w miejscu skrzynki – po odrodzeniu nie ma już przeszkadzajek, które wcześniej zabiliśmy, co jest sporym ułatwieniem, bo na dalszej drodze nie będą nas już niepokoić. Co nie oznacza, że nie zginiemy i tak – wpadając na przykład do jakiejś dziury próbując skoczyć na wąski słupek, na którym znajduje się kolec, którego chcemy uniknąć, czy nadziewając się na ukrytą w trawie pułapkę lub roślinkę, która akurat wyrasta a jest dla nas śmiercionośna.

Bonusowy etap, dla fanów Pac Mana

Jako bonus, autorzy przygotowali niespodziankę. W jednym z etapów, jeśli nie udamy się do wyjścia, tylko będziemy eksplorować dalej, napotkamy ikonkę Pac Man-a, której zebranie przenosi nas do ukrytego świata – świat ten zrealizowany jest w stylistyce Pac Man-a. Kolorystyka żywcem wyjęta z gry, nasza postać zbiera kropki, a zabić ją usiłują duszki lub sam Pac Man. Ciekawe urozmaicenie a dla mnie dodatkowo, ponieważ ostatnio ukończyłem (i ustanowiłem wysoki wynik, pobijając mojego rywala Borsuka) jedną z ciekawszych wariacji tej gry – Pac-Mad.

..::outro::..

W ostatnim etapie czeka na nas gostek z kosą, który na początku porwał dziewczynę naszego bohatera. Pokonanie go nie jest trudne, ale trzeba dobrze zsynchronizować skoki, aby nie wskoczyć na jego kosę – odnalezienie ścieżki, według której należy się poruszać, by dokończyć dzieła nie jest wymagające – więc po kilku sprawnych skokach demon klęka. Z 2 ekranów zakończenia, z których dowiadujemy się, że uratowaliśmy świat z ciemności i nasza parka szczęśliwie może wieść swoje dalsze życie… do czasu aż demon ciemności nie powróci. Czyżby to była zapowiedź kolejnej części gry?

Boss fight…

Na zakończenie kilka słów o balansie gry. To chyba moje odczucie, ale wydaje mi się, że gra jest nieco źle zbalansowana. Niektóre etapy przechodzimy gładko, za pierwszym razem, a nawet przy odrobinie wysiłku jesteśmy w stanie zebrać wszystkie bonusy w etapie. Niektóre natomiast powodują ogromną frustrację i trzeba je przechodzić kilka/naście/dziesiąt razy, bo giniemy wielokrotnie, a liczba zgonów jest proporcjonalna do czasu, który spędzamy próbując przejść dany etap. Wiele razy musiałem więc zrobić sobie przerwę, by ukończyć etap po powrocie do gry za godzinkę lub na drugi dzień – z „wyczyszczonym” umysłem, co pozwalało na niepopełnianie błędów. A może taki był zamysł autorów?

Wszystko dobre, co się dobrze kończy :)

Podsumowując – gra jest ciekawa i dla miłośników platformerów warta poświęcenia kilku godzin na ukończenie. Nie jest to może tytuł na miarę Giany Sisters czy Jimmy’ego Powera, ale nie można oczekiwać od scenowej (i do tego darmowej) produkcji aż tak wiele. Jeśli autorzy usuną błąd powodujący crash gry przy wielokrotnej kontynuacji, to gra nabierze jeszcze lepszego smaku – bo będzie można ją próbować ukończyć w trybie „kontynuacji” z kolegą (lub koleżanką). Dla mnie tytuł przyniósł kilka godzin fajnej zabawy, ale nie tyle, żebym chciał zagrać ponownie i wymasterować – może dlatego, że jest jeszcze tyle innych gier do ogrania?Retrometr

Komentarz do oceny: Fajny platformerek z ciekawą postacią bohatera i dynamiczną rozgrywką. Nie dla ludzi, którzy mają wysokie ciśnienie – ginąc często ciśnienie będzie skakać.

Inne artykuły:

Recenzja | LEGO: Lord of the Rings Gdyby ktoś 15 lat temu powiedział, że planuje zrobić grę opartą o trylogię Władcy Pierścieni w świecie klocków LEGO zostałby najprawdopodobniej zabity...
NZBBK | Recenzja Lionheart Serdecznie Zapraszam wszystkich retrograczy (a w szczególności amigowców) do mojego nowego minicyklu "NieZapomniani Bohaterowie Bitmapowych Krain", w ...
Recenzja | Journey to Silius Zdaje się, że na NESie nie miała przyjemności gościć żadna dobra gra o Terminatorze. Było wiele prób i choć niektórzy mogą się ze mną nie zgodzić, efe...
Informatyk z krwi i kości, z komputerami ma styczność od dziecka - najpierw z automatami arcade a potem już z prawilnymi komputerami. Od początku zafascynowany grami następnie przesiadł się na programowanie i tak już przez długi czas zostało aż przestał również programować :). Teraz gracz okazjonalny, głównie retro gry oraz nowe na retro sprzęty. Ulubione gatunki: platformery, shmupy, przygodowe, logiczne, salonówki. Posiadane platformy: Commodore 64, Amiga 1200 oraz emulacja z adapterem joysticka pod USB (po zminimalizowaniu kolekcji, część gier ogrywa na różnych emulatorach, bo łatwiej nagrywa się wideo) Chciałby mieć w domu automat arcade...