Recenzje | The Swapper, Armikrog i Downwell (PS4, Xone, PC, Multi)

W dzisiejszej Indyczej Fermie spotkamy dwóch kosmonautów i jednego studnionautę. A ten drugi to niby kto? Ano człowiek odkrywający nieznane światy we wnętrzu studni, nie wiedzieliście? Studnionauta to naprawdę wymagająca robota, naprawdę nie dla mięczaków! W dzisiejszych mini recenzjach trzech indorów – najpierw mocno wysilimy mózgownicę w bardzo klimatycznej grze The Swapper, której akcja toczy się na opuszczonej stacji kosmicznej. Kocham takie klimaty! Później pogramy w jajcarską przygodówkę point’n click i także rozruszamy zwoje mózgowe, a na koniec wpadniemy do studni zrobić tam niezła rozpierduchę! Zapraszam do lektury!


THE SWAPPER

CURVE STUDIOS / FACEPALM GAMES (PS4 – 2014)

TAKŻE NA: PS3, XONE, PC, VITA, WiiU i inne.

PLATFORMOWA / LOGICZNA / ACTION ADVENTURE

Główny hol naszej stacji kosmicznej. / Wskoczę na tę wysoką platformę? Łatwiej będzie chyba się sklonować! / Teleport w nieznane? / Komnata z prostszą zagadką.

Rzućmy okiem na Swappera. Wielka opuszczona stacja kosmiczna, rozumne monolity zwane Obserwatorami, kapitalny klimat mrocznego hard science fiction niczym w Odysei Kosmicznej. Już lubię tę grę! Widok na akcję z profilu 2D, z dużą ilością elementów platformowych, komnatowa struktura mapy do zwiedzania, a w tym wszystkim nasz bohater uzbrojony w spluwę, którą możemy sterować za pomocą drugiej gały! Wow, ale będzie jatka, chyba szykuje się wybitny twin stick shooter?! Nic bardziej mylnego, gdyż ten pistolet służy – po pierwsze do klonowania naszego bohatera (maksymalnie można stworzyć 4 swoje wcielenia, którymi sterujemy synchronicznie – naśladują natychmiastowo ruchy naszego herosa), a po drugie – do przenoszenia naszej duszy / jaźni pomiędzy klonami. Wow, niesamowity pomysł, genialny wręcz, który umożliwia nam robienie niesamowitych hecy! Spadamy z wielkiej wysokości i zaraz zginiemy? Pyk, klonujemy się tuż nad ziemią (w trakcie obsługi „klonospluwy” czas zwalnia) i tuż przed uderzeniem w glebę przenosimy swoje jestestwo do klona. Nasze poprzednie wcielenie roztrzaskuje się o posadzkę łamiąc kark, a my żyjemy w nowym ciele. Bomba! Umiejętne wykorzystywanie klonów to podstawa do rozwiązywania świetnie pomyślanych i trudnych zagadek.

Początek rozgrywki w The Swapper w trakcie transmisji live na kanale Retro Borsuk.

Celem zwiedzenia całości stacji międzygwiezdnej – musimy zbierać orby energii aktywujące portale (i nie tylko), jednakże by wejść w ich posiadanie – musimy przeważnie rozwiązać zagadkę w głównej komnacie danego segmentu stacji. Oprócz bloków skalnych do przesuwania, wajch, wind, czy płyt naciskowych, które możemy wykorzystać, spotkamy także różnokolorowe źródła światła o różnych właściwościach. Niebieskie światło uniemożliwia nam klonowanie, czerwone blokuje możliwość przeniesienia jaźni pomiędzy ciałami, zaś purpurowe wyłącza obie te funkcjonalności. No i teraz kombinuj drogi graczu jak sobie z tym poradzić, aż wyprostują ci się zwoje mózgowe! Tak po całości! Acha, dodam jeszcze, że w późniejszych etapach rozgrywki występują grawitacyjne taśmociągi przenoszące naszego naukowca, a także możliwość odwracania grawitacji w pomieszczeniach… Podsumowując – w The Swapper mózg wam będzie parował, niektórzy pewnikiem odbiją się od poziomu trudności końcowych zagadek, zaś sama gra posiada zarówno genialny pomysł na rozgrywkę, fajowe zakończenie, jak i prześwietny klimat. Do pełnego cieszenia się tym tytułem potrzebna jest dobra znajomość języka angielskiego, gdyż by poznać fabułę musimy czytać komunikaty Obserwatorów oraz dzienniki pracowników stacji umieszczone w terminalach. Gdyby ta gra była bardziej różnorodna dałbym jej medal, a tak to „tylko” cholernie dobry szpil! Polecam.

Retrometr

PODOBNE GRY: PORTAL, VESSEL


ARMIKROG

PENCIL TEST STUDIOS / VERSUS EVIL (PS4 – 2016).

TAKŻE NA: XONE, PC,  WiiU

POINT N CLICK / LOGICZNA

Większość lokacji urzeka swoim projektem i dziwnością. / Podróż kolejką górską aka skalną. / Psiaku nie patrz się głupio, tylko pomóż pchać tego futrzaka! / Jedna z częściej powtarzanych łamigłówek. Buerk!

Do tego duchowego następcy kultowego Neverhooda zasiadałem z wielkimi nadziejami! Świetna plastelinowa grafika, animacja poklatkowa, sympatyczna para bohaterów: Tommynaut wzorowany na Claymanie i jego pomocnik kosmiczny pies. Trailery zwiastowały przepyszną zabawę wypełnioną gagami i jajami jak berety. I do pewnego momentu tak naprawdę jest w Armikrogu. Rozbijamy się na planecie Spiro 5 w tytułowej fortecy i musimy się stąd wydostać rozwiązując zagadki, używając do pomocy swego psa daltonisty, przełączając wajchy i przełączniki, zaś w pewnym momencie jeździmy nawet kolejką pseudo-górską. Fajnie jest. W trakcie gry okazuje się, że musimy jeszcze znaleźć i uwolnić dzieciątko zwane „P” oraz stoczyć starcie z wcześniejszym kosmonautą, który wylądował na tej niegościnnej planecie. I na początku wszystko w Armikrogu gra, a nawet buczy, klimacik jest pierwszorzędny, soundtrack i głosy postaci także, zaś my śmiejemy się wielokrotnie, kiedy nasz kosmopies rzuca zabawny komentarz lub wędruje w tunelach przypominających jelito, by znaleźć zgubioną część potrzebnej nam wajchy. Spotykamy proste zagadki niczym w grach point’n click polegające na używaniu odpowiednich przedmiotów w określonych miejscach i różne maszyny, w których zawarte są enigmatyczne puzzle.

Przejście całego Armikroga w jednej transmisji live. Kanał: Retro Borsuk. 

Gdzieś do połowy gry bawimy się przednio! A później? A później męczymy się setnie, kiedy po raz kolejny nasz pies musi wejść w tunelo-jelito by znaleźć następną wajchę, albo kiedy znowu zasuwamy skalną kolejką przełączyć kolejny przełącznik, albo kiedy spotykamy po raz enty podobne do siebie maszyny z puzzlami. Ufff. No właśnie i tutaj jest największy problem z Armikrogiem – zamiast skupiać się na zagadkach znanych z gier przygodowych point’n click (znajdź przedmiot i go gdzieś użyj) to grywalnosć opiera na urządzeniach, puzzlach, maszynach z zagadkami – niczym w grach przygodowych FPP pokroju Schizzm, czy Myst. Te maszynerie są fajne, gdy spotykamy je po raz pierwszy, a później zaczynają nas irytować swoja powtarzalnością. Dosłownie! Pod koniec przygody naszego Tommynauty modliłem się tylko – by gra się już zakończyła, a spotykałem tylko kolejne powtarzające się puzzle w nieco trudniejszej wersji… Zauważyłem też, ze czym dalej w las to humor tutaj zawarty staje się coraz mniej zabawny i chyba największą radochę mieli z niego jego twórcy… Podsumowując – jeżeli jesteś fanem The Neverhood, czy gier point’n click to możesz przymknąć oko na wady tej gry i wystawić jej ocenę żółtą oznaczającą dobry tytuł. Jednakże patrząc na zmarnowany potencjał jaki tu zastałem oraz fakt, że pod koniec przygody miałem już serdecznie dosyć wszystkiego związanego z Armikrogiem – wystawiam czerwień… Świetne pierwsze wrażenie, w połowie zaczynamy ziewać, a na koniec bijemy się z myślami by nie wyłączyć tego w cholerę!

Retrometr

PODOBNE GRY: THE NEVERHOOD, PRZYGODÓWKI POINT’N CLICK


DOWNWELL

OJIRO FUMOTO / DEVOLVER DIGITAL (PS4 – 2016).

TAKŻE NA: XONE, PC, SWITCH, VITA i inne.

STRZELANINA / PLATFORMER / ROGUELIKE

Klimatyczne mini interko. / Tytułowa studnia. / Jaskinie to pierwszy świat. / Sklepy bywają pomocne!

A na koniec dzisiejszej Indyczej Fermy niepozorna, malutka, ale przezajebista gierka. Bez kozery! Swego czasu kupiłem ją bodajże za 12 złotych, zachęcony spektrumową stylistyką jaką zobaczyłem na screenach i nie spodziewałem się, że to tak długowieczny, rajcowny i wciągający tytuł. Wygląda jak popierdółka, ale zawiera beczki, a nawet piwnice (a może tytułową studnię?) smakowitego miodu! Moim zdaniem to całkiem nowatorska produkcja i jak sięgam pamięcią to z takimi założeniami gameplayu wcześniej chyba się nie spotkałem. Dosyć tego chwalenia i zobaczmy o co chodzi w Downwell? Nasz bohater ma zejść jak najniżej w głąb studni, oczywiście skacząc po platformach, a przeszkadzają mu w tym najróżniejsze tałatajstwa: robaki, ślimaki, wielkie ropuchy, żółwie i tym podobne paskudy. Kontakt z nimi zabiera nam energię (serca), a my oczywiście możemy skoczyć niemilcom na garb, niczym Mario swoim wrogom i wtedy ich załatwiamy. Wyjątkiem są czerwone stwory, które są odporne na podeszwy naszych butów. Jednak nie są odporne na zamontowane w tych podeszwach spluwy! Że co? Ano właśnie to! Spluwy w trzewikach strzelające tylko w trakcie naszego skoku (i tylko w dół) to jest pomysł w przysłowiową dechę, albo rzekłbym, że nawet na dychę! Co więcej w trakcie naszej wędrówki / zejścia – możemy zdobyć różne bronie do naszych Relaxów (to muszą być Relaxy, inne buty przeca nie pomieściłyby giwer!). Znajdziemy na przykład: karabin maszynowy, strzelbę, trójstrzał, laser i inne śmiercionośne pukawki! Każdą giwerę charakteryzuje zarówno szybkostrzelność, jak i uszkodzenia zadawane wrogom, ale przede wszystkim pojemność magazynku. Tak, ta ostatnia cecha jest bardzo ważna, gdyż dzięki strzelaniu w trakcie skoku / lotu – możemy dłużej unosić się w powietrzu i wykonywać zabójcze comba na wrogach. Czyli możemy spadać ciągle w dół i strzelać do oporu? Nie! Wyczerpiemy magazynek i dupa zbita, możemy go naładować w dwójnasób: po wylądowaniu na podłodze, bądź po skoczeniu na głowę stwora.

Katakumby z czachami i trupami to drugi świat! / Trzeci podwodny wymaga zmiany taktyki, uwaga na tlen! / Filtr graficzny ala GameBoy. / A tu ostatni boss w Otchłani. Brrr!

Właśnie kombosy to podstawa dobrych wyników w Downell, wpływają na mnożnik zbieranych diamentów (te zaś wypadają z wrogów lub są ukryte w kamieniach, czy otoczeniu), za które kupimy różnego rodzaju ulepszenia w spotkanych sklepach. Możemy upgradować zarówno zdrowie (serduszka – dzięki którym przeżyjemy więcej kontaktów z poczwarami), jak i właśnie pojemność magazynku, zaś po przejściu każdego poziomu zdobywamy zdolność specjalną, którą wybieramy z kilku losowo dostępnych. Przykładowo wielce pomocne jest zjadanie trupów przeciwników (pozyskujemy serduszka w ten sposób), czy pociski odbijające się od podłoża (strzelają wtedy do góry), albo chwilowa nieśmiertelność po kontakcie z wrogiem, lub celownik laserowy, albo przyciąganie diamentów. Tych zdolności jest dużo i dobrze jest sobie zapamiętać te najbardziej przydatne, które naprawdę przydadzą się w walce i pomogą nam zejść jak najgłębiej. Jak już wspominałem – to jest nasz główny cel – dotarcie do dna studni na jednym życiu i zabicie tam rezydującego potwora! Na jednym życiu? Tak, bo Downell to najprawdziwszy rogal i po śmierci zaczynamy od nowa.

Pierwsza rozgrywka po dłuższej przerwie. Nie poszło najlepiej… Kanał: Retro Borsuk.

Bodajże co cztery etapy zmienia się wystój studni (jakby nowy świat) i pojawiają się w niej odmienni wrogowie oraz bardziej śmiertelne pułapki. Najpierw poskaczemy po jaskiniach, drugi świat to katakumby (ze szkieletami, duchami i ostrymi kolcami), trzeci etap jest podwodny (tutaj nasz śmiałek unosi się, jakby trochę pływał i musi uzupełniać zapas tlenu, a atakują nas kalmary i pływające żółwie), zaś czwarta strefa to otchłań, w której nie ma już platform (nie można odpocząć ani na chwilę), tylko musimy ciągle odbijać się od wrogów lub unoszących się w powietrzu skał. Tutaj jest już naprawdę trudno i trzeba mieć dobrze opanowane sterowanie naszym chłopkiem. Po otchłani czeka nas pojedynek z końcowym bossem gry, ale wiecie co jest najlepsze? Ja tam tylko raz dotarłem i szybko poległem… Gra jest natychmiastowa, scrollowana tylko w pionie, niby krótka, a jednocześnie na tyle trudna, że wymaga planowania i dobierania zestawu odpowiednich zdolności. Na dodatek wciąga jak cholera, jest uczciwa, dynamiczna, ma dobrą detekcję kolizji, a rozgrywki są w niej na tyle krótkie, że wywołują u nas syndrom jeszcze jednego zejścia w głąb studni. Fajności całości dopełnia grafika rodem ze ZX Spectrum, dźwięki rodem z NES’a, obecność wielu (chyba kilkudziesięciu) filtrów graficznych – które można włączyć i zmienić trochę kolorystykę gry (np. GameBoy, Virtual Boy), kilka trybów rozgrywki i zabójcza grywalność! Tak, powiem bez dwóch zdań – Downell to minimalistyczne ARCYDZIEŁO! Polecam ten tytuł każdemu retro maniakowi, gdyż jest on tańszy od barszczu i chyba w sumie lepszy!

Tutaj wypadłem lepiej, doszedłem do trzeciego świata – Otchłani! Kanał: Retro Borsuk.

Retrometr

PODOBNE GRY: NIE KOJARZĘ. ROGAL + SHOOTER + MARIO + GRAFA ZE SPECCY.


Moim skromnym zdaniem indyki (gry niezależne) to błogosławieństwo dla takich starych pryków jak ja, wychowanych na 8, czy 16-bitowych komputerach i konsolach! Dzięki indie games ciągle możemy zagrać w fajowe: shmupy, beatem’upy, run and guny, platformery 2D, metroidvanie 2D, gry w stylistyce pixelart! Powiem szczerze, że gdyby nie indory to chyba nie grałbym już na najnowszych systemach, a tak to wiele z takich niepozornych gier jest jakby spełnieniem marzeń z młodości. Na naszej witrynie recenzje gier niezależnych znajdziecie w Indyczej Fermie.

O RetroBorsuk 221 artykułów
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.