Recenzje + Video | Skeleton Krew, Rubicon, Turbo Trax (Amiga)

Witamy w kolejnym odcinku amigowego cyklu Gra Wstępna. Dzisiaj zaprezentujemy wam całkiem zacne trio amigowych szpili. Na pierwszy ogień idą dwie chodzone strzelanki, które naprawdę potrafią dostarczyć radochy, czyli Skeleton Krew oraz Rubicon, a na zakończenie artykułu na metę wjadą zgrabne wyścigówki zwane Turbo Trax! Myślę, że przynajmniej jedna z tych gier, ta ponoć najlepsza – czyli Skeleton Krew powinna być dobrze znana wielu amigowcom i posiadaczom Segi Megadrive. Swego czasu była ona szumnie reklamowana w prasie growej (nawet w polskiej) oraz zbierała bardzo pochlebne recenzje. Spędziłem z nią trochę godzin u mojego przyjaciela posiadającego wówczas Amigę 1200 z dyskiem twardym (a po latach na swojej ACD32), więc będę się tutaj mógł wypowiedzieć na temat jej jakości. Z kolei Rubicon także zachwycił mnie na premierę, ale głównie na screenach i posterach reklamowych. Oczywiście oprawą graficzną może się nawet pochwalić, bo musicie wiedzieć, że to całkiem ładny run and gun w ujęciu z profilu. Niestety w praniu (czytaj graniu) okazał się on zbyt łatwym szpilem i dobrze wiem co mówię, gdyż skończyłem go całego podczas pierwszego wieczora naszej znajomości… Szczególnie miło jednak wspominam tytułową muzykę jaką nam w nim zaserwowano, autorstwa bodajże grupy Maniacs of Noise. Ostatnią grę, czyli scrollowane wyścigi z widokiem z góry, zwane Turbo Trax dorwałem dopiero pod koniec żywota mojej Amigi i grałem w nie zdecydowanie najmniej spośród całego tria omawianych dzisiaj gier, jednak zapamiętałem je jako naprawdę udaną produkcję. Gospodarz Gry Wstępnej, czyli Marecheck Retroman przyjrzał się tym tytułom po latach w swoich filmikach na Youtube i streścił mi mailowo ich najlepsze (i najgorsze) cechy.  Poniżej nasze wspólne wrażenia oraz rozgrywka mojego kompana z tychże gier. Miłej zabawy, lektury oraz seansu!


SKELETON KREW

CORE DESIGN (1995)

IZOMETRYCZNY RUN AND GUN

FILM DOTYCZY WERSJI: AMIGA AGA (CD32). TAKŻE: SEGA MEGADRIVE

Na okładce nasz Brygada Kryzys, prawdziwie upiorne trio herosów!

Wracamy do bohaterów dzisiejszego wpisu. Będę z wami szczery – Brygada Szkieletów od Core Design pozamiatała mną swego czasu naprawdę grubo! Śliniłem się na screeny z jej rozgrywki niczym wilk na zająca, zachwycałem kapitalną oprawą graficzną, świetnym i bardzo mrocznym projektem przeciwników, naszych bohaterów, całego świata, w którym rozgrywa się akcja. Sam fakt, iż przebój ten był chodzoną strzelanką z widokiem izometrycznym był czymś szczególnym, ale ubranie tego w tak mroczny, wręcz cyberpunkowy sztafaż spowodowało, że zakochałem się w tej grze od pierwszego zerknięcia na screeny. Czekałem na premierę, czekałem i cholewcia okazało się, że to cudeńko wychodzi tylko na Przyjaciółki uzbrojone w kości AGA, czyli 1200 i CD32 oraz konsolę Megadrive. Fuck! A co z moją kochaną Pięćsętą?! Jak to co Borsuku? Jajco! Obejdziesz się smakiem…

Dupa Jaś! Kiedy tylko mój przyjaciel Michał wszedł w posiadanie tego hiciora byłem już u niego na chacie! Ja ciebie nie pierniczę, ale fajne, o co tu chodzi? Mamy rok 2062, firma D.E.A.D. Inc. będąca własnością szalonego naukowca zajmującego się głównie kriogeniką (niejakiego  Moribunda Kadavera), przejęła kontrolę na Monstro City, największym miastem na planecie. W nim to głównie rozgrywa się akcja tej pięknej rozpierduchy. Jakiej rozpierduchy, może coś nakreślisz Borsuku? Złowrogie siły DEAD Inc. oraz ich nowe zabawki, czyli kriogeniczne mutanty przejmują kontrolę nad miastem, co nie może pozostać bez odpowiedzi dotychczasowych zarządców tego miejsca! Trójka najlepszych agentów rządowej organizacji MAD (Military Assertainment Departure) wyrusza ukrócić atak szalonego profesorka i przy okazji ochronić tutejszą ludność. Dokonają oni także nalotu na jego twierdzę, gdzie znajduje się PsykoMaszyna – najnowsze śmiertelne diabelstwo stworzone przez naukowca terrorystę. Dzięki niej kontroluje on te mutanty…

Joint to masywny czołg! Moja ulubiona postać (Amiga 1200).

Trójka naszych bohaterów została świetnie zaprojektowana nie tylko pod względem wyglądu, ale także jako maszyny do walki. Są oni biomechanicznymi hybrydami, połączeniem człowieka z robotem, wyposażonymi dodatkowo w najlepsze możliwe spluwy (ponoć, ale tak naprawdę to widziałem w grach lepsze…). Dzięki temu ich cybernetyczny tułów jest oddzielnym bytem, którym mogą poruszać niezależnie od kierunku marszu. Umożliwia to graczowi strzelanie dokoła własnej osi, nie zważając na to gdzie podąża nasz heros. W przypadku izometrycznego pola walki była to wtedy zupełna nowość pod względem mechaniki. A kimże są nasi przerażający wyglądem herosi, którzy urwali się z jakiegoś postapokaliptycznego i przerażajacego horroru? Joint – wielki, masywny, odporny, powolny mięśniak z ogromnym gnatem w ręce, potrafi siać największe spustoszenie pośród wrogów, jednakże z powodu gabarytów jest najłatwiejszym celem. Zgrabna i bardzo szybka Rib, która wygląda jak jakaś banshee (albo nasz Wiesław Geralt) jest jego zupełnym przeciwieństwem. Zapierdziela jakby miała atomowe dynamo w tyłku, lecz jej siła ognia to niestety żart dla przeciwników. Najbardziej wypośrodkowana postać pod względem atrybutów to Spine, u którego zachowano dobry balans pomiędzy prędkością, wielkością, zdrowiem, a siłą broni. Gdy po raz pierwszy ujrzałem go w akcji zakrzyknąłem – Fantomas jak żywy! Facet dosłownie wygląda jak synalek Fantomasa i Smakosza… Pamięta ktoś te filmy?

Dobra, wiecie już, że mamy tutaj do czynienia z chodzoną strzelanką, w której nasz bohater potrafi pruć w każdym kierunku, zaś chodzić w zupełnie innym. Dosłownie jak w strzelankach na dwie gały! Tylko, że do cholery nie wykorzystano tutaj sterowania dwoma dżojami, ani celownikiem myszki, czego najbardziej szkoda! Zamiast tego wprowadzono bardzo udziwnioną kontrolę, poprzez obroty rotacyjne całego tułowia (bez możliwości strzelania), a gdy naciśniemy już spust to nie możemy zmieniać kierunku wystrzału. Jest to cholernie niekomfortowe, gdyż wygląda jakbyśmy lockowali postać w trakcie naciskania spustu i wtedy możemy robić uniki we wszystkie strony. Niestety zmiana marszu, lub odwrócenie się wymaga zaprzestania walki i manewrowania chłopkiem po planszy. Dajcie spokój, najważniejsza czynność w grze została spartaczona i przez to ucierpiała dynamika tej (jakby nie było) strzelanki. Wynika to pewnie z faktu projektowania tego tytułu na Amigę CD32 (lub Megadrive), która nie posiadała myszki, a aż prosi się o jej wykorzystanie! Wtedy byłaby to gra na medal, gdyż inne jej elementy składowe są w tu naprawdę udane. No, może nie wszystkie, ale na początku naprawdę wydaje nam się, że to wielki przebój!

Prawie jak Mars! UFOki obecne! (Amiga CD32)

Grafika? Bardzo dobra, mroczna, klimatyczna, podchodząca pod horror gore w klimatach science fiction. Fajnie zaprojektowane poziomy, potwory, mutanty, roboty, świetne barwy, dosyć ciemne, lecz naprawdę dobrane ze smakiem. Organiczne ozdobniki w postaci szkieletów, czaszek, mózgów, jakichś embrionów, trochę kojarzą się z grafikami sławnego Hansa Rudofla Gigera. Brawo! Podobnie z muzyką, która jest chyba jeszcze lepsza niźli oprawa video, chociaż trzeba przyznać, że nie musi spasować wszystkim graczom. Określiłbym ją jako funkowo – jazzową psychodelię połączoną z wstawkami pianina i elektroniki. Raczej nie zapamiętacie żadnych przebojowych motywów przewodnich z tego soundtracku, ale na pewno jako całość zasługuje on na uznanie swoją oryginalnością i pasuje tutaj jak ulał. Mówię tutaj o wersji na płycie czyli z Amigi CD32, gdyż takową posiadam i odpowiadający za nią Martin Iveson wykonał kawał świetnej roboty. Edycja gry na Megadrive posiada odmienną ścieżkę dźwiękową i na tym polu gra także nie ma czego się wstydzić, jednakże jest ona utrzymana bardziej w klimatach mrocznej elektroniki. Wiecie co? W sumie fajnie posłuchać obu tych soundtracków!

Kooperacyjne brodzenie w ściekach jest przyjemne! (SEGA MEGADRIVE)

Podsumowując: w pewnych aspektach w zupełności zgadzam się z Marechckiem, że to kawał zacnego szpila, jednakże całościowo gra mnie trochę rozczarowała. Zamiotła mnie pod dywan początkiem oferując cuda na kiju i niesamowite przeżycia, by później uśpić grywalnością oraz negatywnie zaskoczyć mechaniką. Kiedy załatwiłem pierwszego, fajowo zaprojektowanego bossa spodziewałem się podobnych jemu niemilców na końcu każdego z sześciu dostępnych poziomów. Niestety nie wiedzieć czemu – tak nie jest i niektóre etapy kończymy bez pojedynku z szefem, co jednak mocno irytuje… Zaś na końcu to już można się zdrowo wkurzyć, a nawet chyba wkurwić! Odziany w czerń, wysuszony do szpiku kości arcywróg, czyli Moribund Kadaver jest jednym z najłatwiejszych bossów w historii gier video! Powaga, nie zalewam. Starcie z nim to w żadnym wypadku nie jest epicka walka, a raczej zwykła popierdółka. Dodatkowo w Skeleton Krew nie znajdujemy żadnych dodatkowych broni, ani ciekawych power upów i przez całą rozgrywkę musimy męczyć się z podstawową spluwą oraz granatami. Jeżeli przyzwyczaicie się do udziwnionego sterowania będziecie się tutaj całkiem dobrze bawić, jednakże wyborna oprawa i klimat narobiły mi smaków na wybitną strzelaninę! Tylko do cholery, co to za strzelanina, w której wymiana ognia nie sprawia dużej satysfakcji i przy dłuższych posiedzeniach męczy? Najbardziej wkurza mnie w przypadku fajnych gier – ich zmarnowany, niewykorzystany w pełni potencjał, albo krytyczne błędy w gameplayu. Niestety Brygada Szkieletów pomimo, że potrafi zachwycić jest tego najlepszym przykładem. Żółte światełko z plusikiem.

SKELETON KREW (AMIGA AGA/CD32, SEGA MDRV)

OCENA BORSUKA

Retrometr

Marecheck Retroman – Rozgrywka SKELETON KREW (1995) – Amiga.

PLUSY

+ Niesamowita i zaskakująca muzyka.

+ Graficzny majstersztyk, bardzo odmienne etapy pod względem scenerii.

+ Trzech kozackich bohaterów do wyboru, każdy z odmienną charakterystyką.

+ Świetny i mroczny klimat science fiction.

MINUSY

– Początkowo trudne sterowanie i na dłuższą metę męczące.

– Brak rozbudowanego arsenału i powerup’ów.

– Znikoma ilość bossów, pierwszy to sztos, a ostatni to śmiech na sali.

SKELETON KREW (AMIGA AGA/CD32, SEGA MDRV)

OCENA MARECHCKA

Retrometr


RUBICON

21-ST CENTURY / ENIGMA SOFTWARE DEVELOPMENT (1992)

RUNA ND GUN / PLATFORMER

FILM DOTYCZY WERSJI: AMIGA / TAKŻE: ATARI ST / C64

Łysy twardziel kontra wielkie potwory to kwintesencja Rubicona.

Kolejna produkcja w dzisiejszym przeglądzie także należy do gatunku bieganych strzelanek (tym razem w ujęciu 2D) i podobnie zachwyca gracza na początku rozgrywki niczym poprzednik. Niestety tylko na początku… Oj, pamiętam jakby to było wczoraj, kiedy niesamowicie napalałem się na Rubicona przeglądając jego recenzje w Amiga Action. Jakiś łysy twardziel uzbrojony po zęby walczy z wielkimi potworami w postapokaliptycznym świecie, pełnym klimatycznych budowli, wielkich zamków, złowrogich twierdz? Chciałem w to zagrać na zabój! No i zagrałem, lecz wtedy… Cholera, przecież na pierwszy rzut oka i nawet na drugi – ta gra ma wszystko czego wymagamy od świetnych run and gunów. Co jednak poszło nie tak? Hmm…

Łysy twardziel kontra triceratops! (Amiga).

Charakterny bohater? Obecny! Ten łysy mięśniak z wielką spluwą, który gdzieś zgubił blond fryzurkę ze strony tytułowej to prawdziwy kozak! Podoba mi się. Żwawo się porusza po scrollowanych poziomach, strzela i skacze. Rozbudowany arsenał broni? Także obecny! Słabiutki początkowy blasterek, odrzutowy plecak, przydatna giwera strzelająca w trzech kierunkach, miotacz ognia – dobry na krótki dystans, naprowadzające się na przeciwnika rakiety, jebitna wyrzutnia rakiet typu jebudu oraz najlepszy w całej grze laser o promieniu długości pół ekranu. Cholera, czyli jak na razie wszystko gra! To może poziomy są tutaj monotematyczne i nieciekawe? Bynajmniej! Są całkiem odmienne od siebie pod względem klimatu i przeważnie ładnie narysowane. Skoro akcja rozgrywa się w świecie po jakiejś tajemniczej apokalipsie to obowiązkowo na początku odwiedzimy malowniczą planetę pełną wulkanów z krwistoczerwonym niebem na horyzoncie. Czadzik! A co zwiedzimy później? Malowniczy zamek z jakiegoś mrocznego fantasy, kosmiczną bazę na jakiejś ośnieżonej planecie (ten etap przypomina mi bardzo kultowy Exolon z C64), znowu baśniowy poziom – tym razem jakąś dżunglę pełną goblinów, jaskinię z ostrymi stalaktytami i stalagmitami, do której nie dociera słońce… Jest nawet etap podwodny, w którym pływamy ubrani w skafander, a na samym końcu wyprawy czeka na nas jakaś kosmiczna fregata (albo stacja orbitalna) opanowana przez Obcych. Tych Obcych? Tak! Żywcem przeniesionych z kinowej serii o tych galaktycznych drapieżnikach. Misz masz, poplątanie z pomieszaniem, ale wyliczanka całkiem zacna i nie sposób się tutaj chyba nudzić? Hmmm…

A co z przeciwnikami i bossami? Fantastyczny zwierzyniec, bardzo różnorodny i pełny przerośniętych skurwieli do ubicia! Boss szefa pogania subbossem, a za nim biegnie kolejny! Gruba jazdeczka. Czego my tu nie mamy? Wielkie pterodaktyle, dinozaury i smoki, ogromne kościotrupy, spasione olbrzymy, kamienne golemy, wielgachne działa, ośmiornica, a nawet Królowa Obcych identyczna jak w kinie… Borsuku, to czego się czepiasz tej zajebistej gry, przecież widzimy na screenach, że to kapitalny szpil! Nie marudź! Wybaczcie…

Walka dwóch łysych. Jeden to olbrzym! (Amiga).

Po pierwsze mechanika tej strzelanki jest prosta jak budowa cepa. Biegniemy po scrollowanym etapie ciągle w prawo, aż do spotkania przeciwnika (lub całego oddziału takowych), wtedy akcja zatrzymuje się dopóki wszystkich nie zabijemy i wtedy powtórka z roz(g)rywki, aż do następnego szwadronu śmierci, albo bossa. I tak dalej do usrania i porzygania, niekiedy będziemy musieli tylko przeskoczyć jakaś rozpadlinę, czy pułapkę. Po drugie wszystkie etapy są bardzo króciutkie i zanim zdążymy nacieszyć nimi oko już się kończą. Po trzecie tej produkcji naprawdę brakuje własnego charakteru, autorzy myśleli, że jak wrzucą do jednego garnka prehistoryczne gady, dołożą fantasy i przyprawią ksenomorfami oraz robotami to wyjdzie z tego zjadliwe danie? No, niekoniecznie! Po czwarte w trakcie naszej przygody nie przygrywa nam żadna muzyka, zaś odgłosy które nam zaserwowano są wkurzające i irytujące… Kurdelebele, a na ekranie tytułowym brzdękoli nam przecież dosyć ciekawa nuta. Jednak najgorsze zostawiam na koniec – ta gra nie stanowi praktycznie żadnego wyzwania! W młodości przeszedłem ją w pierwszy wieczór, z marszu i bez treningu. Z większością bossów walczy się bardzo podobnie (schyl się przed górnym atakiem, przeskocz dolny, ciągle strzelaj), są oni nieruchawi, przeważnie stacjonarni i wciągamy ich nosem. Wystarczy tylko oszczędzać amunicję z najmocniejszych giwer na spotkanie z nimi. Najlepsze wrażenie ze wszystkich robi pierwszy etap gry, który jeszcze stara się wprowadzać różnorodność i jest chyba najbardziej klimatyczny, ale czym dalej w las to nudniej. Pod koniec tej wyjątkowo krótkiej przygody naprawdę zaczynamy ziewać…

Podwodna walka dwóch łysych. Jeden to ośmiornica! (Atari ST).

Rubicon to spore rozczarowanie, owinięte w całkiem ładny papierek zwany grafiką i prezentacją. Z prostackim pomysłem na rozgrywkę i bardzo małą ilością urozmaiceń. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – ja naprawdę lubię proste w założeniach strzelaniny, ale w przypadku gdy wymagają one zręczności i dostarczają adrenaliny. Łysy twardziel taki nie jest! Kiedy włączymy tę grę po raz pierwszy, jawi się nam ona niemal jako mesjasz gatunku (na statycznych screenach także), zaś kiedy ją kończymy to kręcimy nosem na jej prostotę i brak pomysłu autorów na całokształt. To miał być pokaz efekciarskich, lecz prostackich bossów? Pod względem technicznym Rubicon potrafi zaskoczyć i zrobić wielce pozytywne wrażenie, mam także do niego osobisty sentyment, bo przecież tak bardzo lubię rozwalać wielkie bestyje i smoki! Tylko z tego powodu ocena nie spadła poniżej żółtego światła w retrometrze. Jednakże jest to strzelanka, która dostarczy frajdy głównie niedzielnym graczom, którzy chcą sobie bezproblemowo ukończyć jakiś tytuł z młodości. Wygląda ładnie, są wielkie potwory, nie trzeba trenować… Czego chcieć więcej? Tak, oni docenią łysego twardziela najbardziej!

Marecheck Retroman – Rozgrywka RUBICON (1992) – Amiga.

PLUSY

+ Siedem rodzajów broni do wykorzystania!

+ Różnorodny bestiariusz atakujących nas paskud.

+ Graficznie bardzo przyjemny dla oka.

+ Czytelny i fajnie zaprojektowany pasek informujący o zasobach naszego herosa.

+ Zróżnicowane klimatem etapy i wyborne pierwsze wrażenie.

MINUSY

– Niski poziom trudności i króciutkie etapy.

– Brak muzyki w trakcie rozgrywki i słabe efekty dźwiękowe.

– Prostota mechaniki, która nuży, zero urozmaiceń gameplayu.

– Misz masz gatunkowy! Roboty, dinozaury, Obcy i golemy w jednej grze?

RUBICON (AMIGA/ATARI ST)

Retrometr

Ocena dla obydwu 16-bitowych wersji: żółte światło z minusem. Edycja na Atari ST charakteryzuje się minimalnie mniejszym oknem rozgrywki i odmiennymi efektami audio. Ma mniejszą konkurencję pośród podobnych gier na Atari ST i jest zbliżona do amigowej. W wersję na C64 nie grałem na tyle długo, by ją ocenić.


TURBO TRAX

ARCANE (1995)

WYŚCIGI Z LOTU PTAKA

FILM DOTYCZY WERSJI: AMIGA

Jeep, Formułka 1 oraz jakaś sportowa fura. Mam to w garażu, a wy?

O ostatniej prezentowanej dzisiaj grze mam do powiedzenia najmniej, gdyż po prostu nie grałem w nią dużo. Nie z powodu, że jest słaba, wręcz przeciwnie! Całkiem możliwe, że to najbardziej grywalny tytuł w dzisiejszym zestawieniu, jednakże w momencie jej wydania (czyli dopiero w 1995 roku) nie odwiedzał mnie już Mistrz Kierownicy zwany kuzynem Gałasem, wielki fan wyścigów wszelakich. Przecież zabawa w pojedynkę w wyścigi z lotu ptaka nigdy nie była tak rajcująca jak zmagania z żywym przeciwnikiem! Chociaż trzeba uczciwie zauważyć, że opcji wspólnego ścigania się na jednym komputerze ta gra nie posiada. Słyszałem, że dało się połączyć jakoś dwie Amigi i tak konkurować, ale nie wiem czy to bajki, czy prawda? Gdyby jednak mój kuzyn był wówczas u mnie obecny, wtedy pewnikiem pobijalibyśmy w Turbo Trax najlepsze czasy przejazdów i nie odstawilibyśmy tego tytułu, dopóki byśmy go nie skończyli. Niestety samemu nie miałem takiej motywacji, a szkoda, bo widzę, że to zacny szpil!

Przeciwnicy to twardzi zawodnicy! (Amiga).

Turbo Trax to niby standardowe wyścigi przedstawione z lotu ptaka, z bardzo dobrym scrollingiem, przyjemną oprawą graficzną, świetnymi efektami dźwiękowymi i naprawdę wysokim poziomem trudności. Grafika na pierwszy rzut oka nie powala, ale także nie odrzuca, małe samochodziki zgrabnie pokonują zakręty, wszystko zasuwa bardzo płynnie, bez żadnych przycięć. Trasy są naprawdę zróżnicowane (asfaltowe, pustynne, śnieżne, miejskie) i pełne drobnych szczegółów typu drzewka, barierki, mostki, domki, wydmy, czy zaspy śniegu. Są ładniejsze gry wyścigowe, ale widać, że autorzy się tutaj naprawdę postarali. Ogólnie pod względem oprawy tytuł ten mocno przypomina mi ścigałkę od Team 17 zwaną Overdrive, na szczęście jest od niej zdecydowanie bardziej urozmaicony.

Na różnorodność tras nie będziecie narzekać. (Amiga).

Jeżeli mamy tak różne areny zmagań to pewnie ścigamy się tutaj różnorodnymi pojazdami? Oczywiście i to jest największy atut Turbo Trax. Siądziemy za sterami szybkich bolidów Formuły 1, wolniejszych rajdowych jeepów, a także bardziej pospolitych sportowych bryczek – w sumie pięć rodzajów samochodów. Każdym trochę inaczej się steruje, inaczej pokonuje zakręty. Oprócz modelu jazdy różnią się one także osiągami, wytrzymałością oraz wydawanymi dźwiękami. W trakcie mistrzostw (tryb arcade) zdobywamy pieniądze, dzięki którym rozbudowujemy nasze samochody poprzez zwiększanie ich zwrotności, mocy, przyspieszenia, czy dokupujemy nitro. Standard w takich grach, jednak rozbudowa aż pięciu bryk potrafi wciągnąć na długo. Naprawdę trzeba pochwalić autorów za satysfakcjonujący model jazdy zawarty w Turbo Trax i wysoki poziom trudności głównego trybu gry.  Zdecydowanie jest to poziom easy to learn i very hard to master, gdyż oprócz umiejętnego pokonywania zakrętów, czy przeciwników, trzeba także odpowiednio dobrać samochód i jego wyposażenie do odmiennych tras. Miłośnicy tego rodzaju racerów z pewnością będą usatysfakcjonowani i ukontentowani długością gry – zwycięstwo na 25 etapach na pewno nie przyjdzie im łatwo! Wyścigom towarzyszą fajowe odgłosy pracy silnika naszych samochodów, pisku opon, zderzeń, a także przyjemny komentator relacjonujący wydarzenia. Co prawda odzywa się on rzadko, ale zawsze to miło usłyszeć w 16-bitowej grze syntezę mowy.  Najważniejsze, że efekty audio nie nużą, gdyż przecież co chwila zmieniamy samochód i słuchamy innego warkotu silnika… Na stronie tytułowej przygrywa nam sympatyczna muzyczka, która wpada nawet zgrabnie w ucho, jednakże do niezapomnianych jej daleko.

Chłopaki tylko nie spierniczcie mi samochodu! (Amiga).

Podsumowując, gdyby Turbo Trax ukazało się kilka lat wcześniej, w okresie świetności Amigi na rynku – byłoby bez wątpienia wielkim przebojem. No, może trzeba by do niego dodać jeszcze split screena, aby zadowolić dwóch graczy chcących grać na jednym komputerze oraz przezroczystą mapę trasy (może w górnym rogu?), by było trochę łatwiej.  To jedna z najlepszych gier w swoim gatunku, jednak trochę już zapomniana przez graczy i mniej przystępna dla mniej cierpliwych miłośników czterech kółek. W roku 1995 ludzie woleli już grać w udające rzeczywistość wyścigi trójwymiarowe, niźli w małe samochodziki z lotu ptaka. Co nie zmienia faktu, że to ciągle fachowy, wymagający, fajny i wciągający tytuł. Polecam!

Marecheck Retroman – Rozgrywka TURBO TRAX (1995) – Amiga.

PLUSY

+ Ogromna (25!) liczba tras w naprawdę zróżnicowanych sceneriach.

+ Świetny model jazdy i fizyka zachowania samochodów.

+ Których do wyboru mamy aż pięć i to bardzo odmiennych!

+ Bonusy na trasie i przeszkody (plamy oleju) wprowadzają arcadowy charakter do rozgrywki.

+ Możliwość ulepszania samochodów w garażu pomiędzy wyścigami za zarobione pieniądze.

+ Bardzo dobra sfera audio i video plus świetny scrolling.

MINUSY

– Naprawdę wymagający poziom trudności!

– Trzeba wyryć trasy na blachę (brak mapy) i odpowiednio ulepszać samochody by osiągnąć sukces.

TURBO TRAX (AMIGA)

Retrometr

Proszę nie mylić tej gry z Turbo Trax od MicroDeal z 1989 roku. Też racer, też z góry, ale gorszy.


PS. Plusy i minusy pochodzą zarówno od Marechcka, jak i Borsuka. Okładki i screeny wykorzystane we wpisie pochodzą głównie z MobyGames, Lemon Amiga oraz AtariCrypt.

O RetroBorsuk 204 artykuły
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.