RetroKieszeń #12 | Konami GB Collection Vol. 3

konami gb Collection Vol. 3Dzisiejsze wydanie RetroKieszeni ciekawymi liczbami stoi. Trzecia Kolekcja Konami na GB x cztery gry na jednym karcie = dwunasty wpis tematyczny cyklu. Perfekcyjnie obliczona matematyka w całym swoim pikselowo-handheldowym wydaniu.

Myślę, że do tej pory zdążyliście się przyzwyczaić do wprowadzonej formuły i dobrze wiecie, czego spodziewać się po tekście poniżej. Każdą wchodzącą w skład kolekcji grę przedstawię, krótko opiszę pod względem zabawy, wystawię odpowiedniego gazparka, a na koniec zarzucę jeszcze jakimś losowym faktem, który pewnie nie zmieni Waszego postrzegania świata, ale zrobi w sam raz za deser przed kolejnym daniem. Odpuśćcie więc na razie śniadanie, strzelcie sobie jakąś fajną kawusię i siadajcie do lektury!


POP’N TWINBEE

Oryginalny tytuł: TwinBee Da!!
Pierwotny rok wydania: 1990

Kolejną składankę konamicznych hitów otwiera kolejna strzelanka z bogatego portfolio firmy. Tym razem padło na reprezentanta serii TwinBee, która jednak – w odróżnieniu od znanych już Gradiusów czy Parodiusów – stawia na perspektywę z lotu ptaka oraz scrolling do góry ekranu, jak np. w stareńkim 1942. A jako, że klimatom jest tutaj bliżej bardziej Parodiusowi, to na naszej drodze poza kolorowymi stateczkami staną takie rodzaje przeciwników, jak różowe posągi Moai (!) czy tańczące w powietrzu noże (!!), a z zestrzelonych chmurek wypadać będą dzwoneczki (!!!). Lata się tutaj przyjemnie i wbrew pozorom nie jest wcale tak łatwo, trudno jednak nie zauważyć, że brak znanego nam już poprzednich strzelanek Konami systemu narastających power-upów nieco temperuje replayability Pop’n TwinBee. A do wyboru są jeszcze przecież trzy kolejne – moim zdaniem lepsze – gry…

Retrometr

Ciekawostka #1: Pomimo bycia czwartą grą z serii, Pop’n TwinBee  uchodzi za bezpośredni sequel automatowego oryginału z 1985 r.

Ciekawostka #2: Pop’n TwinBee znajdziemy także w bibliotece gier konsoli Super Nintendo – z tą różnicą, że została ona wydana na rynku europejskim trzy lata po wersji z Game Boya.


STARRING GOEMON

Oryginalny tytuł: Ganbare Goemon: Sarawareta Ebisumaru!
Pierwotny rok wydania: 1991

Tytuł na ekranie wyboru wprowadza nieco w błąd, ponieważ do czynienia mamy tu z pełnoprawną odsłoną przygodowego cyklu Mystical Ninja: Starring Goemon. Tytułowego nicponia z upaćkaną twarzą poznajemy w momencie, w którym otrzymuje on od posłańca list, który nakłania go do jak najszybszej wizycie w mieście Hizen… w przeciwnym razie jego kumpel, Ebisumaru, może mieć problemy z utrzymaniem się pośród żywych. Goemon, chcąc nie chcąc, rusza z odsieczą – i to rusza tak, że obskoczy po drodze caleńkie Kyushu z końcowym przystankiem w postaci Edo. Do obskoczenia będzie więc mieć dziewięć krain-plansz, a w każdej z nich przebijać się będzie musiał przez zastępy zbójów, roninów, żołnierzy z włóczniami, nindżów i innych równie japońskich przeciwników. Za zebraną podczas gry walutę (ryo) odnowi sobie w okolicznych jadłodajniach zdrówko, wykupi zbroje i hełmy pozwalające zniwelować kilka uderzeń oraz poratuje się kulkami ryżowymi w momencie, gdy zbroja i hełm jednak nie wystarczy. Sympatyczny, dynamiczny i generalnie pozbawiony przestojów szpil.

Retrometr

Ciekawostka: Gra dostępna jest na japońskim eShopie dla konsoli Nintendo 3DS.


BIKERS

Oryginalny tytuł: Motocross Maniacs
Pierwotny rok wydania: 1989

Tytuł na pierwszy rzut oka równie zachęcający do gry, co znany z drugiej części składanki Brick Game, nie ma co… Jednak nic bardziej mylnego, ponieważ Bikers (czy też Motocross Maniacs – brzmi o niebo lepiej, prawda?) to cholernie złożony szpil i grzechem byłoby pominąć go wyłącznie z powodu mało atrakcyjnego nazewnictwa.

Do czynienia mamy tutaj z prostymi dla oka i ucha wyścigami motocyklowymi nieco w stylu NESowego Excitebike. Cała „prostota” pryska jedna wraz z pierwszym wciśnięciem gazu – wychodzi wtedy na jaw, że kontrola naszego jednoślada to nie takie hop-siup, jak mogłoby się wydawać. Klucz tkwi tutaj w umiejętnym balansowaniu pojazdem tak, aby każdy wyskok z hopki nie kończył się dla nas kraksą i utratą cennych sekund. W osiągnięciu jak najlepszego czasu na torze pomagają dopałki uzupełniające nitro, podnoszące tymczasowo naszą prędkość czy uzupełniające paliwo, utrudniają zaś – zawiłości wspomnianego balansu, diabolicznie porozmieszczane przeszkody oraz nieubłaganie tykający zegar. Przyznam szczerze, że grając w Bikers miałem nawracające cały czas skojarzenia z F1 Spirits z pierwszego GB Collection – mnóstwo wpływających na rozgrywkę niuansów przykuwa do ekranika i aż dziwi fakt, że Game Boy dostaje takie złożone tytuły!

Retrometr

Ciekawostka: Gra zachowuje osiągnięte przez nas czasy do wglądu, co motywuje do wyciskania coraz lepszych wyników. Ogromnym bólem jest więc to, że zerują się one po każdym wyłączeniu konsolki…


GUTTANG GOTTONG

Oryginalny tytuł: Loco-Motion
Pierwotny rok wydania: 1982

Kojarzycie może wykonane często z drewna łamigłówki, w których naszym zadaniem jest ułożenie dziewięcioczęściowego obrazka, przesuwając na puste miejsce konkretne panele? Guttang Gottong (co na upartego przywodzi dźwięk toczącego się po szynach pociągu) jest swego rodzaju rozwinięciem tej idei. Obrazkiem jest tu jednak mapka prezentująca trasę pociągu, panelami zaś, którymi poruszamy – fragmenty szyn. Nie skupiamy się jednak na ułożeniu całości, a na dynamicznym układaniu szyn w taki sposób, aby pędząca lokomotywa miała cały czas po czym się poruszać i zabierać ze stacji kolejnych pasażerów. Podczas rozgrywki otrzymujemy różne bonusy np. za zabranie wybranego pasażera przed upływem odliczanego przez niego czasu, staramy się także uciec przed dążącymi do czołówki pociągami konkurencji. Gra zdecydowanie wymaga nieco praktyki zanim zaczniemy mieć faktyczny wpływ na wydarzenia na ekranie, stąd niższa ocena. No i stąd, że jednak całe życie preferowałem autobusy.

Retrometr

Ciekawostka: Gra oryginalnie pojawiła się na konsolach Intellivision oraz Tomy Tutor. Ponieważ jednak pierwsze z podobnym pomysłem wyszło Activision z ich Happy Trails, Intellivision musiało sprzedawać Loco-Motion po obniżonej cenie.


 

Doszliśmy do momentu, w którym trzeba podsumować opisywany materiał i wystawić mu ocenę za całokształt. W tym przypadku werdykt będzie dokładnie taki sam – Konami GB Collection Vol. 3 to kolejny zbiór czterech niezwykle grywalnych szpili, upchnięcie których na jednym kartridżu powinno wyzbyć Was wszelkich wątpliwości co do kupna. Każda z nich reprezentuje inny gatunek gry i nastawione jest na inny rodzaj rozgrywki, nie będzie tu więc mowy o zmęczeniu materiału. Tak jak w przypadku dwóch poprzednich składanek, również i trzecią możecie brać w ciemno.

Retrometr

Ciekawostki? Tylko jedna, i to taka, o której wiecie już z poprzednich tekstów poświęconych składankom Konami. Zgodnie ze świecką tradycją, składanka zwana w Europie Konami GB Collection Vol. 3 odnosi się tak naprawdę do… drugiej odsłony cyklu. Biorąc pod uwagę, że tylko Vol. 1 ma uniwersalną na wszystkie rynki numerację, niespecjalnie ułatwia to orientację podczas poszukiwań swojej kopii gry. Boziu jednak dzięki za aukcje ze zdjęciami!

 

Konami GB Collection Vol. 1 z RetroKieszeni dziesiątej

Konami GB Collection Vol. 2 z RetroKieszeni jedenastej

Inne artykuły:

Nora | Zombie, Ghule i Smoki Cholera jasna! Tradycyjnie jak co roku, sprzątam sobie chawirę przed Świętami Wielkiej Nocy, a tu nagle, jebudu, ktoś spod łóżka mi wyskoczył! Ciemno ...
Akta retronagazie.eu | Kooperacyjna demolka Dawno, dawno temu za siedmioma blokowiskami i siedmioma garażami gracze na tapczanie razem siedzieli dupami i zajmowali się wspólnie grami. Co-op b...
Sprzęt | Złącze DE-9 w służbie graczy Zapewne wiele razy się zderzyliście z padami, które nie zawsze odpowiadały waszemu stylowi grania lub nie pasowały do konkretnego gatunku. Często się ...
Beznadziejnie zakochany w konsolach przenośnych. Posiadane handheldy: GBC, PSP, NDS, PSV, 3DS, WonderSwan, Game Gear, N-Gage