RetroKieszeń #14 | Boktai: The Sun Is In Your Hand (GBA)

Boktai: The Sun Is In Your HandProfesja łowcy wampirów nie jest zawodem przesadnie rozchwytywanym w popkulturze. Praca na nocne zmiany, dziwne zboczenia zawodowe (np. łażenie wszędzie z osikowym kołkiem w kieszeni), niezdrowa fascynacja kolorem czerwonym, w punktach PCK też tak jakoś dziwnie na nas łypią… A jednak pomimo dość wąskiej kadry specjalistów, dalecy krewni komarów żyją w ustawicznym strachu o własne nie-życie – cały klan Belmontów, sir Van Helsing czy marvelowski Blade pilnują, by to, co pełza nocą, nocą pełzało. W poniższym tekście przedstawię jednak jeszcze jednego, profesjonalnego pogromcę Dzieci Nocy. Praktyki zaczął dopiero niedawno, w latach też nie jest specjalnie posunięty, braki te nadrabia jednak wypasioną giwerą i kozackim szalikiem. Panie i panowie, przed państwem DJANGO!

 

DJANGO, HAVE YOU ALWAYS BEEN ALONE?

W wyniku zjawiska zwanego „Umartwieniem” (The Undeadening) na świecie pojawiają się Nieumarli. Podczas, gdy kolejne gatunki ocierają się o wyginięcie, zastępy żywych trupów, demonów oraz wampirów zalewają kolejne miasta, doprowadzając je do ruiny. Jedynym panaceum na tę eskalację przemocy okazuje się być Słoneczny Chłopiec imieniem Django – ostatni żyjący przedstawiciel rodu Łowców Wampirów. Walecznego młodzika poznajemy w chwili, kiedy akurat przejmuje schedę po swoim ś.p. ojcu, który oddał życie w walce z Hrabią Wsiąkającej w Ziemię Krwi (srogiego tytułu szlacheckiego się psubrat dorobił). Ranny krwiopijca zamknął się w swoim zamku, aby zregenerować siły, Django zaś – z czerwonym szalem ojca pod szyją – rozpoczyna długą podróż, aby pod czujnym okiem Mistrza Otenko zgłębić tajniki zawodu i wybić zagrażający ludzkości klan wampirów.

ROZPĘDZENI W STRONĘ SŁOŃCA

Punktem wyróżniającym Boktai: The Sun Is In Your Hand jest wbudowany w kartridż z grą czujnik solarny, wykrywający natężenie promieniowania słonecznego. Jego działanie mogą na co dzień zaobserwować kierowcy samochodów, umieszczający na pulpicie zabawnie gibające się figurki zasilane właśnie energią słoneczną. Zaręczam Wam jednak, że w tym przypadku gra nie sprawia, że nasza konsolka tańczy nam w rękach podczas rozgrywki – zastrzyk energii zostaje spożytkowany na rzeczy bardziej związane ze światem gry. Data i godzina, odwzorowywanie pogody, symulacja stopnia nasłonecznienia, nawet śledzenie cyklu księżyca – to wszystko w mniejszy lub większy sposób wpływa na świat gry. Słońce jest naszym sojusznikiem przede wszystkim w walce i eksploracji, bo skąpanemu w jego promieniach (na otwartej przestrzeni, ale także np. przy oknach lub przez wyrwy w sklepieniu) Django samoczynnie odnawia się pasek amunicji jego pistoletu – o tym nieco niżej. Jeżeli nam się spieszy, po wduszeniu przycisku B młodzian skieruje gnata ponad głowę i krzyknie „Taiyooh!„, wydatnie przyspieszając przeładowanie magazynka.

Grając w nocy nie jesteśmy od razu skazani na porażkę, bo w obrębie lokacji zdarzy nam się wyczaić przebłyski świetlików – po potraktowaniu bronią podlecą one w naszą stronę, uzupełniając nieco amunicję. W razie palącej potrzeby możemy zapożyczyć się na energię słoneczną w banku Dark Loans, jest to jednak lichwa na bardzo wysoki procent i radzę przemyśleć taki krok dwa razy. Z drugiej strony, nadmiar energii w baterii możemy zdeponować na koncie bankowym Solar Bank, gdzie wraz z upływem czasu nasze środki będą nieznacznie rosnąć. Energii słonecznej możemy także uszczknąć Słonecznemu Drzewu (Solar Tree), którego ogrzewane pędy pozwolą na uprawę przydatnych nam owoców.

Boktai: The Sun Is In Your Hand

TAIYOH!!

Wspomnianym wcześniej argumentem wspomagającym Django w zażartych dyskusjach z nieumarłymi jest Gun Del Sol – strzelający światłem słonecznym pistolet z wieloma wymiennymi częściami. Stan jego baterii uzupełniamy przebywając na słońcu i o ile na początku możemy zdziałać nim tylko podstawy podstaw, tak znajdowane na przestrzeni gry modyfikacje pozwalają dopasować go nie tylko do preferowanego przez nas stylu gry, ale też do w zasadzie każdej nietypowej sytuacji. Trzeba mieć jednocześnie na uwadze, że używanie Gun Del Sola w palącym upale wiąże się z ryzykiem przegrzania – nie tylko jego baterii, ale też naszej głowy. W trosce o nasz stan zdrowia nie przebywajmy na słońcu zbyt długo – wampiry nie uciekną!

W naszej klamce modyfikować możemy cztery podstawowe typy części. Bateria jest elementem dosyć oczywistym i jej pojemność (dzielona na dodatkowe paski na wskaźniku) pozwala na dłuższe prowadzenie ognia bez konieczności uzupełniania amunicji. Szkielet (Frame) warunkuje kształt wystrzeliwanego światła – mogą to być pojedyncze, acz słabe wystrzały, szeroki promień o dużym rozrzucie, potężna salwa zjadająca dużo energii, a nawet wąski strumień w kształcie ostrza miecza. Soczewki (Lens) wpływają z kolei na naturę promieni, poza słonecznymi oferując także gamę takich żywiołowych (ogniste, lodowe, roślinne itp.), a nawet… księżycowe do walki w nocy, którymi jednak nie zaciukamy nawet żuczka. Gamę części zamyka granatnik (Grenade), będący wysokokalibrową tajną bronią na sytuacje awaryjne – te zwyczajne zadają duże obrażenia, ale inne ich typy można wykorzystać do ogłuszania przeciwników, odkrywania wszystkich ukrytych mechanizmów w pomieszczeniu, przyzywania świetlików, a nawet… tymczasowego zwiększenia poziomu nasłonecznienia!

Boktai: The Sun Is In Your Hand

Beatmania, hyhy

COLONEL, CAN YOU HEAR ME?

Trudno jednoznacznie określić przynależność gatunkową Boktai’a. Trochę w tym przygodówki, trochę strzelaniny, trochę gry logicznej, a całość bardzo mocno przypomina… inne dzieło Kojimy, Metal Gear Solid. Mamy tu bowiem może nie wymagany, ale sprawnie skrojony i nagradzany system stealth, przyleganie do ścian i wabienie przeciwników pukaniem w nie niczym imć Snake, wyskakujące nad głową wykrzykniki, ataki od tyłu, a nawet otrzymywane co sekcję oceny i rangi oparte o czas przejścia, liczbę wykryć czy zebraną energię. Brakuje tylko helikoptera jako bossa, prawda?

Niezależnie jednak od inspiracji, gra jest dość liniowa: przechodząc przez kolejne lochy, musimy ostrzelać lub wyminąć patrolujące obszar nieożywieńce, uporać się z blokującymi progres zagadkami środowiskowymi (poprzesuwamy dużo skrzynek na dużo paneli naciskowych, ale nie tylko), z rzadka odszukać np. klucz otwierający widoczne na samym początku, acz zamknięte drzwi. Każdy loch zakończony jest jakimś wyzwaniem, którego wykonanie nagrodzi nas często jakąś nową częścią do Gun Del Sola. Zwykle jest to dość prosta walka z minibossem, ale zdarzy nam się też pokonać sposobem wszystkich przeciwników na arenie lub otworzyć wszystkie skrzynki, pozostając jednocześnie w ukryciu.  Tak jak i w przypadku poprzednich sekcji, również i te wyzwania sumowane są na koniec odpowiednią rangą.

HAVE AT YOU!

Zupełnie inną skalę doznań od pomniejszych lochów oferują zamczyska Nieśmiertelnych (Immortal). Tutaj już kończą się żarty i dwuminutowe speendruny, a zaczyna prawdziwe mięsko, zakończone efektowną walką z bossem. Ale po kolei, gdyż cały proces jest nieco karkołomny. Wejście na teren wampira rozpoczynamy ubiciem ziemi pod przyszłą potyczkę – ten proces zostawiamy Otenko, który stawia na arenie wielki słoneczny okrąg zwany Kafarem (Pile Driver). Następnie czeka nas przeprawa przez sale i pieczary zamczyska, w których często natkniemy się na zagadki i mechanizmy właściwe tylko dla tego miejsca. Dojście do komnaty Nieśmiertelnego i skopanie mu bladego zada to w zasadzie formalność – gorzej, że mocno zraniony, zamknie się on w swojej trumnie, gdzie będzie regenerował siły do kolejnego zachodu słońca. Już w naszych rękach jest, aby nie dożył tej pory – dlatego też Django opasuje pudło długim łańcuchem i własnoręcznie ciąga je przez całe zamczysko do wejścia, na przygotowaną przez Otenko arenę. Taki powrót, tym razem z zalegającym nam na drugim końcu trumniskiem, jest nierzadko wyzwaniem większym i bardziej czasochłonnym od wycieczki wgłąb wampirzych włości. Musimy mieć w końcu na uwadze ruchome platformy, torowanie optymalnych ścieżek, korzystanie z wind i paneli blokujących… Zamknięty wewnątrz trumny leser też nie pozostaje bezczynny, ustawicznie usiłując wyrwać się z naszego chwytu lub pośrednio atakując nas swoim żywiołem – trzeba wtedy puścić łańcuch i albo przeczekać takiego focha, albo zaaplikować nieco aspiryny z lufy Gun Del Sola.

Po zaciągnięciu trumny we wskazane miejsce na sigilu (oraz upewnienie się, że przebywamy w nasłonecznionym miejscu – bez źródła naturalnego światła Pile Driver nie wystartuje!) zaczyna się ostateczna walka z Nieśmiertelnym. Cztery potężne panele słoneczne jednocześnie przypiekające wampira ze wszystkich stron to coś, czego jeszcze w biznesie eksterminacji krwiopijców nie widzieliście! Podczas gdy Pile Drivery wykonują swoją robotę, naszym zadaniem jest krążenie między nimi i dbanie o to, aby pozostawały naładowane – inaczej opierający się im boss w końcu je wyłączy. Może on też próbować uszkodzić generatory np. sprowadzając deszcz meteorytów, przegrzewając je ogniem lub zamykając w lodowej bryle, ale na takie okoliczności mamy przecież odpowiednie soczewki, które je schłodzą lub rozgrzeją. Gdy pasek zdrowia Nieśmiertelnego spadnie do zera, wyzionie on ducha już permanentnie. Przy okazji prysną też bariery blokujące przejście dalej.

Boktai: The Sun Is In Your Hand

Taiyoh!! Hrabia jara się niczym Londyn w 1666

THE SUN IS ALWAYS IN YOUR HEART

W powyższym tekście poznaliście już obraz całej gry na tyle, aby wyrobić sobie o niej zdanie, a mnie pozostaje tylko utrwalenie Was w tej ocenie w miarę obiektywną listą największych zalet i największych bolączek Boktai: The Sun Is In Your Hand. Atrakcją będącą na zdecydowanym szczycie listy jest zastosowanie czujnika solarnego i jego wpływ na rozgrywkę. Jest to pierwszy (i póki co jedyny) przykład takiego pomysłu na przestrzeni wszystkich lat branży gier i po raz kolejny raczej go w tak spójnej formie nie zobaczymy, niezależnie od postępu technologicznego. Dobrą – choć nie tak przełomową, naturalnie – robotę odwalono także przy designach lochów oraz zagadkach, bo ich poziom trudności jest wyważony i nie idzie się przy nich ani zgubić, ani zaciąć na dłużej. Kolejnego plusa dopisuję już jako osoba zaznajomiona z serią Metal Gear Solid, z uwagi na liczne podobieństwa gameplayowe. Jeżeli Ty także w swoim czasie brykałeś Snejkiem po śnieżnej bazie, to szybko wyłapiesz, o co mi chodzi.

Pomarudzić muszę z kolei na jeden, ale poważny mankament, wynikający paradoksalnie z nowatorskiego zastosowania czujnika solarnego. Gra punktuje bycie na zewnątrz, docelowo przy jak najmocniejszym słońcu, co z jednej strony ułatwia samą rozgrywkę, ale z drugiej… Próbowaliście kiedyś grać na Game Boyu w pełnym słońcu? No właśnie, na ekranie prawie nic nie widać – i niestety ofiarą tej samej zależności jest tu Boktai. Problem nie jest tak dotkliwy, jeżeli gracie na Game Boyu Advance SP lub na DSie/DSie Lite – ustawienie górnej klapki pod odpowiednim kątem da nam wystarczająco cienia na dolny ekran, nie blokując jednocześnie padających na czujnik promieni słonecznych. W przypadku innych modeli konsolek mamy niestety problem. Niedopatrzeniem wydaje się także brak jakiegoś huba na mapie gry – aby cofnąć się do jednego z odwiedzonych wcześniej lochów, trzeba wejść do lokacji następującej po nim, a następnie teleportować się z jej końca na początek i tak ad mortem defecatum. Na całe szczęście konieczności takich nawrotów jest w grze niewiele.

KU ZACHODZĄCEMU SŁOŃCU

Boktai stanowi markę, której Kojima nie musi się wstydzić. Choć pokryta dość infantylną otoczką, potrafi niespodziewanie uderzyć w poważniejszą strunę (wątek Sabaty i konflikt Słońca – woli życia z Kosmosem – nieuniknionością przeznaczenia). Pierwsza odsłona przygód Django wymaga sama w sobie paru szlifów, nie wszystkie pomysły do końca zaskoczyły, wciąż jest to jednak pasjonujący wstęp do miodnej, ciekawie rozpisanej trylogii.

Retrometr

 

Ciekawostki:

» Jak w wielu innych grach autorstwa Hideo Kojimy, również i w Boktai znajdziemy parę sympatycznych, choć bezużytecznych, easter eggów. Jednym z nich jest widoczne na ekranie tytułowym słońce – animacja jego promieni będzie tym szybsza, im więcej światła wychwytuje nasz czujnik. Innym przykładem jest sama postać Otenko, który potraktowany różnymi rodzajami promieni z Gun Del Sola nie otrzyma obrażeń, zmieni za to swój rozmiar lub kolor

» Django zawdzięcza swoje imię bohaterowi spaghetti westernu, który także targał ze sobą trumnę. Nie było w niej jednak wampira, a pewien „stary znajomy”. Zachęcam do obejrzenia

» dzięki współpracy pomiędzy Konami i Capcomem, Django zaliczył parę gościnnych występów w serii gier Mega Man Battle Network. W związku z takimi crossoverami MegaMan.EXE napotykał w cyberprzestrzeni nie tylko głównych bohaterów Boktaia, ale także korzystał z BattleChipów symbolizujących Otenko, GunDelSol1-3 oraz potężnego Program Advance’a „Pile Driver

» Kartridż z grą znajduje swoje zastosowanie także w DSowym tytule Lunar Knights. Poprzez W-Slot otrzymujemy wtedy gadżety stale uzupełniające nam poziom zdrowia, magii lub energii słonecznej

Inne artykuły:

Recenzja | Alien Breed – Tower Assault + min... Seria Alien Breed na Amigę to bez wątpienia flagowa i zarazem jedna z najlepszych sag w klimatach hard science fiction obecnych na 16-bitowych systema...
Recenzja | Silent Hill 3 Kiedy niemal czternaście lat temu po raz pierwszy zetknąłem się z trzecią odsłoną „Silent Hill” nie byłem wówczas jeszcze świadom, iż część tę obdarzę...
Recenzje | Genetos, Pixel Ships, Amanagi Witamy w kolejnym odcinku SPUSToszenia! Po odcinku pilotażowym z genezą shmupów oraz recenzjami paru przyjemnych darmowych strzelanin przeskoczyliśmy ...
Beznadziejnie zakochany w konsolach przenośnych. Posiadane handheldy: GBC, PSP, NDS, PSV, 3DS, WonderSwan, Game Gear, N-Gage