Film | Sonic. Szybki jak błyskawica

Nadchodzi taki dzień w życiu mężczyzny, że zaczyna znów oglądać bajki i nawet się tego nie wstydzi, tak więc opowiem Wam bajkę jak jeż sfajczył knajpę.

Z Soniciem w grach video jest u mnie różnie, zawsze wolałem Crasha i Mario, ale mimo to i dla niebieskiego jeża miałem miejsce w serduchu, choć zapewne po recenzji Sonic Adventure nie wszyscy mi w te deklaracje uwierzą. Od 1991 roku kiedy to na Mega Drive zawitał Sonic the Hedgehog ten bohater jest motorem napędowym i maskotką obozu niebieskich, zawitał w tej czy innej formie na wszystkich jej sprzętach, a jego kariera trwa do dziś. Miewa wzloty i upadki, część jego gier to crapy, część jest już kultowa, a jego wyścig z Mario mimo iż wydaje się nie mieć końca, jest raczej skazany na porażkę (grubas od Nintendo jak widać jest też zaskakująco szybki ;). Mimo to myślę że można już śmiało mówić o Sonicu jako o postaci która przeniknęła do popkultury i wybiła się ponad gry. Z resztą po tak długiej historii można się spodziewać, że maczał palce w innych gałęziach rozrywki w tym i tych na ekranie, Sonica jako animację pamiętam z jakiegoś serialu w TV (Sonic Underground), ale podobnie jak animacja z Mario (The Super Mario Bros. Super Show!) nie przemawiała do mnie totalnie. Wracając do filmu który właśnie jest wyświetlany w kinach, w sumie czekałem na niego bo już trailer po metamorfozie mi się podobał, nie spodziewałem się niczego ponad fajne kino rozrywkowe „na raz”, a mimo to fakt że produkcja oparta będzie na herosie Segi sprawiał że ciągnęło mnie do kina. Po seansie Ratchet i Clank jakoś spokojniej podchodzę do takich adaptacji. Tym bardziej że na zwiastunie w tle leci Ramones – Blitzkrieg Bop, który był też w OST do THPS3, mnie to od razu kupiło ;).

Plakat trochę nijaki, a i podtytuł nieco śmieszny, no ale nie oceniajmy książki po okładce

Tak czy owak był mały problem bo nikt nie chciał ze mną iść na bajkę, a moje dzieciaki są wciąż za małe, ale znalazł się jeden śmiałek! Ślepy to jednak równie popieprzony i zdziecinniały człek jak ja więc od razu się zgadaliśmy na wypad przy okazji zaliczając kratkę „Kulturka” do bingo i gadając o kupnie Saturna – tak, jesteśmy mega dorośli eheh. Przy kasie natknęliśmy się na pluszaka Sonica, zdziecinniałem do reszty ale postanowiłem że go kupie by postawić na półce z Dreamcastem i gierkami, jestem jednak cebulą straszną i ok. 65 zeta za 15 centymetrowego pluszaka to nieco za wiele, już wtedy jednak wiedziałem, że w internetach przeszukam oferty z jeżem z metką w tyłku. Do sali kinowej jeszcze nie wlazłem a już czułem pozytywne wibracje, jest dobrze.

Film mógł nie wypalić, no i mnie nie zwabić do kina z prostej przyczyny, wygląd głównego bohatera na pierwszych zwiastunach to była katastrofa. Na szczęście fala żali i gróźb z internetu dały włodarzom do myślenia i kosztem obsuwy premiery wydobyli z siebie poziom jaki był już w pełni akceptowalny. Jeśli ktoś już raz widział tamtego gównianego Sonica to nigdy go nie „odzobaczy”. Bym nie tylko ja miał traumę poniżej zaprezentuję to paskudztwo, a przy okazji zobaczycie o co chodzi.

po lewej dziwoląg z pierwotnej koncepcji, na szczęście wywalono go do kosza

Sam film to taka mieszanka komedii i akcji, kilka razy się uśmiałem, kilka razy był efekt „wow”, sama fabuła dupy nie urywa, ale też chyba nikt tego jakoś specjalnie nie oczekuje. Ot nasz jeż za pomocą pierścieni teleportuje się do innych światów, jest do tego właściwie zmuszony ponieważ ucieka przed istotami chcącymi wykorzystać jego moc do niecnych celów nie zważając na komfort nastoletniego Sonica. Ukrywa się w naszym świecie w jakiejś górskiej zadupiastej wiosce made in US of A do momentu aż wywołuje olbrzymi wybuch energii przez co rząd wzywa na zbadanie sprawy Robotnika. Film zaczyna się nieco smętnie i ckliwie, kilkanaście minut jest po prostu „do przebrnięcia”, ale potem zaczyna się robić ciekawie, głównie gdy na scenę wkracza wspomniany Dr Robotnik grany przez Jima Carreya. Może nie jest to jego rola życia, może sama jego postura nie pasuje do tej postaci, ale po seansie nie wyobrażam sobie już kogoś innego w tej obsadzie! Jim po prostu robi robotę i bez niego nie byłoby już tak dobrze.

stary Jim Carrey wciąż wie jak wykreować zwichrowaną postać 

Wprawne oko i ucho zauważy kilka smaczków dla graczy co z pewnością się starym wyjadaczom spodoba, szczególnie po napisach końcowych, kiedy można już snuć teorie o 2 części, a ta może być jeszcze lepsza, ale nie będę zdradzał o co chodzi. Druga część? Ponoć film się dobrze sprzedał więc czemu by nie, ja jestem na tak (Jim Carrey też już zadeklarował że chętnie by zagrał). Szpec od box office Griffter nawet twierdzi że gdyby nie coronavirus byłby masakrator rankingów. Jeśli miałbym jakiś minus szczególnie doskwierający wskazać to byłoby to nieco za mało akcji. Akcja jest a i owszem, momentami nawet sporo, ale ckliwe wstawki i początek filmu trwają jak na mój gust za długo i nieco tłumią efekt, no ale to też film dla dzieci i jakiś morał oraz pouczające przesłanie są konieczne.

Nie jest to tytuł zmieniający żywot człowieka, ale nie po to był robiony, to nie ekranizacja Soul Reavera czy Planescape Torment, to po prostu fajna baja do obejrzenia na raz. Trochę rozbawi, trochę zaduma, ale przede wszystkim dostarczy dobrej rozrywki na czas trwania. Nie wiem co na ten film hardcore fani Sonica, ale ja jako miłośnik Crasha i Mario życzyłbym sobie takiego poziomu filmu z ich udziałem, a najlepiej jak by zrobili film oparty na licencji Gexa, to byłoby super, ale niestety jest to raczej niemożliwe.

szybkie spojrzenie na zwiastun i marsz do kina na szybką rozrywkę

Sorry za brak głębszych wywodów, ale nie wydaje mi się by były potrzebne, zapodajcie sobie trailer po czym planujcie wymarsz do kina, najlepiej z kumplem graczem lub pociechami. Nie wiem jak u was, ale w moim mieście to koszt 15 zeta bez jakichkolwiek zniżek, a tyle z pewnością ten seans jest wart. Niech za rekomendację posłuży to, że ja i Ślepy już planujemy wrzucenie jakiegoś Sonica w paszczę konsol! Automatyczny przegląd zbiorów w głowie i przypominałem sobie że mam do ogrania i opisania Sonic Adventure 2 i Sonic Colours. Retrometr dam zielony bo kto mi zabroni! Jak ktoś nie jest graczem to pewnie oceni niżej bo i sympatii do postaci mniej, ale ja się hamować nie będę, tylko nie mówcie mi że się na kinie nie znam bo to to ja akurat wiem ;)

Retrometr

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox