Joystick z 3D – czyli nie tylko Larek… (historia i aktualna sytuacja joysticków)

Joystick z 3D – czyli nie tylko Larek… (historia i aktualna sytuacja joysticków)Jak nam ogólnie wiadomo, cały świat kręci się wokół gier… (przynajmniej nas, zgredów z RnG). Ale aby pograć na naszych maszynkach i w pełni cieszyć się z cyfrowej rozrywki musimy mieć możliwość sterowania w grze. Dzisiejsza publicystyka zahacza o historię, ale kończy się jak najbardziej na dzisiejszych czasach.

Zaczęło się wszystko dawno, dawno temu, gdzieś w odległej galaktyce małym barze Andy Capp’s Tavern w Synnyvale (Kalifornia), gdzie świeżo założona firma ATARI wstawiła automat z grą PONG. Mimo, że nie była to pierwsza gra arcade w historii, była to pierwsza, która odniosła komercyjny sukces (i pierwsza samodzielnie zliczająca punkty). Co prawda już kilka godzin po wstawieniu automatu do lokalu Nolan Bushnell (główny założyciel Atari) otrzymał telefon „o uszkodzeniu maszyny”,  jednak, jak się okazało – przyczyna była nietrywialna, a mianowicie… wrzutnik był zapchany monetami. Niespodziewany sukces zapoczątkował rynek gier wideo na świecie, a wraz z nim – rozwój manipulatorów stosowanych do gier. I choć Pong zawierał opornik nastawny, zwany u nas wiosełkiem, a w oryginale „paddle” – można śmiało powiedzieć, że był to praojciec dzisiejszych sterowników różnego rodzaju.

Nolan Bushnell, PONG i ATARI – prapoczątki wszystkiego

Z czasem okazało się, że niektórzy chętnie pograliby poza barami, najchętniej w zakątkach domowych pieleszy. Zaczęły powstawać różnego rodzaju gry do zastosowań domowych, gdzie za obraz odpowiadał telewizor. Początkowo powstawały gry będące klonami wersji automatowych, samych wersji „Pong”-a jest chyba kilkadziesiąt, w tym nawet polska Amer pro, czy Tele-Set GTV-881 (ta nie weszła do produkcji seryjnej). Sterowanie znajdowało się bezpośrednio na obudowie lub w manipulatorach na przyłączonych przewodach. Później niektóre modele oferowały po kilka wbudowanych tytułów, ale nadal można było korzystać tylko z tych wbudowanych.

Nadszedł rok 1977. Znana i uznana już firma Atari postanowiła stworzyć coś nowego. I tak powstał „Atari Video Computer System”, znany później jako Atari 2600. Nowo powstała konsola zawierała w sobie zupełnie nową koncepcję: wymienne tytuły gier (jako trzecia konsola w historii, ale pierwsza, która odniosła sukces komercyjny) oraz… wymienne manipulatory. Znacznie to ograniczało koszty produkcji (ceny układów scalonych w 1977 roku zwalały z nóg), a jednocześnie stworzono coś uniwersalnego – do konsoli można było podłączyć zarówno paddle, jak i manipulator drążkowy, nazwany joystickiem. Dzięki temu można było zagrać zarówno w Breakout czy Ponga, jak i w Pac Mana czy inne znane tytuły – wystarczy się zaopatrzyć w cartridge z grą i odpowiedni manipulator. Ale aby tego dokonać – trzeba było zrobić pewną rewolucję, a mianowicie przeanalizować podłączenie elektryczne urządzeń sterujących oraz wybrać odpowiednie gniazdo do podłączenia sygnałów.

DB9 – nawet nie wiecie ile mu zawdzięczacie…

Atari po dogłębnej analizie wybrało gniazdo DB9 (zwane inaczej D-SUB 9 lub DE-9) i na długie lata ustanowiło standard połączeń wprowadzając do produkcji dedykowany joystick CX40. Klasyczna konstrukcja tego urządzenia do dziś jest kopiowana przez kraj środka (choć z mizerną jakością środka), a system ten utrzymywał się przez wiele, wiele lat jako podstawowy typ podłączeń urządzeń sterujących do konsol różnej generacji (właściwie dopiero wprowadzenie zaawansowanych padów nieco skorygowało standard). O ile różni producenci zazwyczaj starali się trzymać standard gniazda, o tyle same sygnały na różnych urządzeniach mogły wyglądać różnie (na przykład kuriozalne według mnie dwa standardy dla ZX Spectrum – to samo gniazdo, ale standard „Sinclair” oraz drugi, kompatybilny z Atari „Kempston„). Ale wracając do meritum sprawy – dzięki standardowi powstały miliony joysticków, a to jest punkt wyjścia do dalszych konkluzji.

Mimo, iż urządzeń używających standard Atari są miliony, rozwój techniki wymusił powstanie po latach nowych standardów. Ilość produkowanych joysticków w standardzie Atari się zmniejszyła, więc są one coraz droższe i trudniej dostępne. Sprawa nieco ma się poprawić za sprawą komercyjnego projektu UniJoy (produkcja w Polsce), jednak cena nadal jest niemała. Dochodzi jeszcze jakość u innych producentów (wspomniany już Chiński klon CX40, czy polskie Matt-y, gdzie po prostu forma jest już wyeksploatowana). Powstają też nowe standardy w grach, jak obsługa wielu przycisków (zaproponowałem kiedyś standard joysticka trzyprzyciskowego, korzystając ze standardu Atari), zasadniczo na tej zasadzie działają joysticki 2B i 2B+ stosowane obecnie w grach. Jednak takich konstrukcji jest stosunkowo mało. Do tego powstają przejściówki pozwalające podłączyć manipulatory innych firm, nawet te bezprzewodowe. Sytuacja nie wygląda więc tragicznie, a nawet jest korzystna dla wielu (grających na padach).

Profesor Larek nie czekał na innych, stworzył samemu rewelacyjny sprzęt

Nieco gorzej sprawa wygląda dla dinozaurów, takich jak ja, którzy przedkładają stosowanie klasycznego sterowania przy pomocy joysticka nad typowym padem z Wii lub innego Playstation. Dla starych wyjadaczy powstają różnego typu konstrukcje, od klasycznych joysticków Arcade (opcja dość droga, ale nie do przecenienia), poprzez wykupowanie używanych joysticków do naprawy, aż po customowe produkcje. Jak nam wszystkim wiadomo – jedną z takich produkcji jest joycart mistrza Larka. Jest to nie dość, że dobrze przemyślana produkcja (tak, Larek zdecydował się je produkować), to dodatkowo solidnie wykonana i za pomocą wymiennych cartridge-y (ta konsolowa historia gier…) pozwalająca właściwie dostosować sprzęt do każdego odbiorcy niezależnie od standardu. Produkt niemal doskonały. Dlaczego niemal? Bo mimo stosunkowo przystępnej ceny (licząc koszt części narzut Larka jest naprawdę niewielki) właściwie niedostępny… Więc co mogą zrobić inni gracze, którym braknie joysticka…

Otóż wchodzimy w nowe technologie, a mianowicie w druk 3d (choć jako poligraf z wykształcenia nie mogę tego nazwać drukiem jako takim). Jednak zacznę klasycznie, od dalekowschodniej podróbki wspomnianego już CX40. Jak pisałem na atariarea.krap.pl  po zakupie dwóch takich sztuk pierwsze wrażenia były bardzo pozytywne, a nawet mam podejrzenie, że wtryski są z oryginalnych form Atari (tak, Chińczycy robili kilka serii CX40). Jednak kilka drobnych różnic jest (opisanych we wspomnianym wątku). Okazało się jednak, że ludkowie poskąpili na formie środka i zrobili szajs łatwo ulegający degradacji (nawet dziecko łatwo połamie środek). Jednak Zgrd z atariarea zauważył, że można znaleźć projekt środka (zamiennik) do druku 3D. Jak się okazało – był to strzał w 10-kę, o czym można poczytać we wskazanym wątku. Czyli można mieć albo części zamienne od chińczyka do oryginalnych joysticków Atari, albo ratować chińskie wydrukiem 3D.

prototyp joya Zgrd’a w łapach Sikora

Oprócz wskazanego wątku jest jeszcze inny, który jest kluczowy dla niniejszego artykułu. Między innymi jest tam omawiana możliwość używania powszechnie dostępnych części joysticków arcade w naszym retro-świecie (czy to Sanwa, będąca jakością samą w sobie, czy też tańsze zamienniki). I tu jest clue wszystkiego – oprócz zastosowań do typowej konstrukcji joysticka Arcade jest też koncepcja wydruków obudów w 3D. Wspomniany już tu Zgrd postawił sobie za punkt honoru, że wykona tani joystick w 3D (przed dużą inflacją jeszcze). Jak napisał, tak zrobił. Dodatkowo ogłosił, że szuka testera „do połamania manipulatora” – jak napisze tu z przymrużeniem oka. Chętnie się zgłosiłem, po jakimś czasie przy okazji spotkania na filmie „Godzilla” w warszawskim kinie Iluzjon wszedłem w posiadanie na testy wspomnianego tworu w wersji pierwszej. I choć testy nieco się odwlekły z powodów zdrowotnych (problemy z barkiem, przez co nie mogłem grać) – joystick przeszedł je pomyślnie. Oczywiście grałem „delikatnie”, aby go nie połamać jednak. Poniżej opiszę wrażenia.

Joystick swoim wyglądem nawiązuje do klasycznego joysticka Atari, jednak jest od niego – z racji budowy – nieco większy i masywniejszy. Autor konstrukcji postarał się o zaopatrzenie urządzenia w długi kabelek, za co mu chwała. Przycisk fire jest odpowiedniej wysokości, ogólnie – mimo braku przyssawek joystick trzyma się dobrze zarówno w ręku, jak i na stole (chociaż dla osób mających małe dłonie przycisk może być nieco za wysoko przy trzymaniu w ręku, ale spokojnie można wtedy oprzeć joystick na kolanie). Konstrukcja nie jest super precyzyjna, więc różnie bywa w grach „pixel perfect„, tym niemniej nie odstaje od przeciętnej w tej kwestii (a jest nawet lekko na plus, według mnie). Może jest to wina zastosowanej mechaniki, może czego innego – wiem, że kilka rzeczy zostało już poprawione w nowszej wersji joysticka, ale się nie wypowiem, bo nie testowałem. Nieco więcej problemów sprawił mi przycisk fire, który czasem jakby się przycinał. Ale tu znowu mając porównanie do chińskiego klona, mam wrażenie, że nie jest gorzej od przeciętnej. Ogólnie – konstrukcja na duży plus.

Zgrd w międzyczasie podesłał fotkę swoich kolejnych eksperymentalnych Joyów, rodzina się powiększa

Skończyło się tak, że jak się spotkałem z ZGRD-em w Pinball Station – wynegocjowałem sobie ten egzemplarz dla siebie, gdyż jest to kawał solidnego joya. Według mnie po kilku poprawkach śmiało można by taki joy sprzedawać chętnym (może ktoś namówi autora na mini-serię?), tym niemniej, że wiem, że wiele rzeczy jest już usprawnionych. Z tego co wiem – trwają prace także nad dwoma moimi postulatami – wdrożeniem przycisków arcade (powinny być lepsze niż wydruk 3d, kupując gałkę koszt przycisków już jest znikomy) oraz wersją na 2/3 przyciski. Mam nadzieję, że taki mi też Zgrd sprzeda ;) (do mojego ulubionego Defendera w wersji na trzy przyciski).

Podsumowując – uważam, że korzystanie z części do maszyn arcade i wydruk 3d obudów stanowi duże, stosunkowo tanie uzupełnienie do zakrycia luki po masowej produkcji joysticków. Co prawda nic póki co nie zastąpi jakości profesjonalnych wtrysków (jeśli idzie o obudowy), tym niemniej gałki i przyciski arcade dają szerokie pole pod przystosowanie pod siebie parametrów potencjalnego joysticka – kiedy możemy otrzymać produkt o profesjonalnych parametrach i (póki co) mieć w miarę normalny dostęp do części zamiennych. Dodatkowo, z uwagi na coraz większą dostępność druku 3D i mnogości dostępnych darmowo projektów – jest to jakieś wyjście dla klasycznych graczy. Pamiętać jednak należy, że mimo wszystko jakość i trwałość wydruków 3D nie jest taka, jak klasycznej formy wtryskowej. Mimo wszystko polecam poeksperymentować, gdyż efekty mogą nas naprawdę zaskoczyć na plus.

Sikor to atarowiec z krwi i kości. Miłośnik wszelakiego sprzętu Atari, filmów z Japońskim Godzillą oraz starego SF. Zasadniczo w opisach opiera się wyłącznie o sprzęt Atari, choć czasem nie pogardzi czym innym. Działa głównie na 8-bit, ale konsole nie są mu obce... lubi czasem popykać na maszynach Arcade, ale gry na PC go nie pociągają...