Mega Recenzja | Time Pilot (2018) Atari

Powód naszego dzisiejszego spotkania jest wielce radosny i jednocześnie bardzo grywalny. Time Pilot – jedna z moich ulubionych multikierunkowych strzelanin, rodowodem sięgająca pamiętnych automatów arcade – została właśnie skonwertowana i wydana na mój najukochańszy 8-bitowy komputer – czyli znane i lubiane w naszym kraju Małe Atari. Przez ostatnie dwa lata nie śledziłem na bieżąco wydarzeń na scenie retrogamingu, więc przeportowanie tej bardzo udanej produkcji (oryginalnie będącej autorstwa Yoshikiego Okamoto i wydanej w 1982 roku przez legendarne Konami) było dla mnie sporą niespodzianką. Jeszcze większy uśmiech na mojej twarzy wywołał fakt, że twórcami konwersji Pilota Czasu są oczywiście Polacy! Najpierw z zaskoczeniem znalazłem zapowiedź tej gry na największym atarowskim serwisie o grach czyli Atari Online, a później otrzymałem nieoczekiwaną sms-ową wiadomość od pewnego szalonego profesorka, który podróżuje w czasie z Atari pod pachą. „- Rozluźniaj poślady i trenuj nadgarstki – jutro ogrywamy Time Pilot’a na Atari Xl/XE!” Ależ się ucieszyłem! Ile mojego kieszonkowego pożarł automat z oryginałem tej gry to nie zliczę. Od razu w mojej czaszce zaświtały pytania? Jak wygląda atarowska konwersja? Czy jest równie grywalna co pierwowzór? Czy mechanika gry i poziom trudności zostały dobrze odzwierciedlone? Na te kluczowe kwestie postaram się odpowiedzieć w poniższej recenzji, ale na początek trochę wprowadzenia klimatu i wspomnień…


TIME PILOT

RECENZJA DOTYCZY: ATARI XL/XE

ATARI: NEW GENERATION 2018

ORYGINAŁ: KONAMI 1982 (AUTOMATY ARCADE)

STRZELANINA / SHMUP

Ekran tytułowy wersji na Atari Xl/XE

AUTORZY: 

PROGRAM: JAROSŁAW „SOLO” PADULA / WALDEMAR „LAOO” PAWLASZEK

KOD DODATKOWY: REMIGIUSZ ” ROLAND” ŻUKOWSKI

MUZYKA / SFX: MICHAŁ „MIKER” SZPILOWSKI

GRAFIKA: ROBERT „TIGER” SMOLIŃSKI

RMT PLAYER: RADEK ŚTERBA

***

PILOT CZASU – OSTATNI PILOT NA ZIEMI POWRACA

Space Trip – Kosmiczna Podróż – polecam jako soundtrack do recenzji.

Kiedy wystrzelił głowicę jądrowa w Czarną Wieżę, celem zniszczenia Obcych był pewien, że zginie. Mimo, że wszystko to, co się teraz wydarzyło trwało ułamki sekund – dla niego rozciągnęło się w wieczność… W myślach pożegnał się z niedobitkami ludzkości, o których przyszłość walczył i czekał na spotkanie z nieznanym. Ostateczne poświęcenie połączone z całkowitą anihilacją obecności kosmitów na Ziemi to przecież nie taki zły koniec?  Będzie bohaterem, największym w historii – kto wie, może zbudują mu nawet wielki pomnik i będą uczyć o nim przyszłe pokolenia? Ludzkość potrafi docenić swoich herosów… Przecież mógł skończyć gorzej, zindoktrynowany przez Obcych lub zapijaczony gdzieś w zapomnianym barze na pustkowiach. On, Ostatni Pilot na Ziemi spokojnie czekał, aż jego myśliwiec zostanie strawiony przez wielki, czarny atomowy grzyb… Nigdy nie widział takiego wybuchu… Zamiast oślepić go blaskiem tysiąca słońc, wszystko spowiła nieprzenikniona czerń, jakby coś wyłączyło największą żarówkę w naszym Układzie Słonecznym… Czarna materia z Czarnej Wieży plus wybuch jądrowy dają niezapomniane efekty…

Klimatyczny poster reklamowy Pilota Czasu.

Gdzieś w myślach zapragnął jeszcze raz spotkania ze swoją rodziną, która zginęła w Dniu Ataku. Chciał wrócić do tamtych dni, kiedy był naprawdę szczęśliwy, a niestety tego nie doceniał… Jeżeli mógłby tylko cofnąć czas i pobyć ze swoimi bliskimi choćby przez chwilę oddałby za to wszystko! Cholerni Obcy! Gdyby tylko mógł zapobiec ich inwazji… Kiedy dosięgła go pierwsza fala uderzeniowa jego ciało i samolot stały się dziwnie lekkie. Wszystko w około zawirowało, rozbłysło, a myśliwiec wystrzelił przed siebie z niewyobrażalną szybkością. Przez szyby kokpitu nie widział praktycznie już nic, oprócz maleńkiego światełka daleko przed sobą. Czerń spowijała wszystko wokoło, a jego zasłużony w bojach F88HX Stealth przecinał ją bezszelestnie, zmierzając w ten jedyny jasny punkt, który był dla nich niczym latarnia dla statku w trakcie nocnej żeglugi. Zdziwił się, że w ogóle nie odczuwa tarcia, ani prawa ciążenia, dodatkowo nie miał już paliwa,  wiec jak to wszystko do cholery było możliwe? Spojrzał na wskaźniki silników – wyłączone… Zerknął na prędkościomierz – zbliżał się do prędkości światła! Zgodnie z teorią względności – obiekt o jakiejkolwiek masie nigdy jej nie osiągnie bo wytraci pęd, więc o co tu chodzi?! Włączył konsoletę, o dziwo działała! Całe wnętrze kokpitu rozbłysło diodami. Uruchomił komputer pokładowy i przeprowadził diagnostykę całego myśliwca. Brak uszkodzeń, uzbrojenie oraz paliwo uzupełnione – jakby dopiero, co wystartował… Zdziwił się kiedy wskaźnik masy pojazdu wskazał wartości ujemne. Pewnie jakaś pieprzona usterka! Nagle na ekranie monitora pojawiły się komunikaty, jakby ten czytał w jego myślach…

WSPOMNIENIA

Mój pierwszy kontakt z grą Time Pilot nastąpił w zlokalizowanym na moim osiedlu salonie gier, jakże charakterystycznym dla tamtych czasów – baraku na kołach, do którego wraz z kolegami udawaliśmy się po lekcjach w szkole podstawowej.  Pamiętam, że w tamtym przybytku uciech dla małolatów stacjonowało wiele niezapomnianych automatów, które z biegiem czasu stały się klasykami. Pierwsze przygody Mariana czyli Donkey Kong przykuwały moją uwagę, jednakże były jeszcze wtedy dla mnie za trudne, zaś do wyposażonego w syntezę mowy Gorf’a nigdy nie mogłem się dopchać, poza tym nie należałem do wielkich fanów jego grywalności, chociaż sam automat robił piorunujące wrażenie. Wyposażone w sterowanie trackballem Centipede i Missile Command pozwalały mi i moim przyjaciołom Wojtkowi i Michałowi liznąć pierwszych szlifów w „graniu na automatach”. Stały przeważnie puste, gdyż wszystkie dzieciaki wolały bardziej rozbudowane graficznie gry i my będący wtedy jeszcze totalnymi gówniarzami bezproblemowo mogliśmy się do nich dostać. I wtedy pewnego dnia pojawił się on!

Time Pilot (1982) Konami – ekran z oryginału. Drugi etap.

Pilot Czasu od razu przyciągnął moją uwagę tematyką, gdyż ten kto mnie zna – to wie, że maniakiem science fiction jestem ogromnym, a wszelkie filmy o podróżach w czasie należą do moich ulubionych. Pomysł na rozgrywkę był po prostu świetny – naszym myśliwcem z przyszłości podróżujemy w czasie i bierzemy udział w największych konfliktach zbrojnych w historii, by na końcu odeprzeć atak ufoków na naszą rodzimą planetę! Prawda, że fajnie to brzmi?!  No, może daty wyświetlane na ekranie nie za bardzo pokrywały się z latami wydarzeń, ale tak to wtedy sobie wyobrażaliśmy. Cofamy się w czasie i uczestniczymy w wielkich podniebnych strzelaninach w trakcie I i II Wojny Światowej, wymianie ognia na niebie Vietnamu czy powietrznej rozpierdusze gdzieś w nieodległej przyszłości roku 1989… Tak, pamiętajcie, że graliśmy w Time Pilot’a gdzieś w okolicach połowy lat 80-tych, a nasz samolot w grze był taki szybki, zwrotny, szybkostrzelny i w ogóle odpicowany, że musiał pochodzić z 21 wieku!

Mechanikę i zasady rządzące grą omówię później, gdyż są one identyczne zarówno w konwersji jak i oryginale – teraz wspomnę tylko, że na początku poziom trudności gry nas odrzucił. Jednak po dłuższym treningu i nakarmieniu automatu naszym całym kieszonkowym zaczęliśmy należeć do najlepszych Pilotów Czasu na całym osiedlu. Nie zapomnę chwili, kiedy starszy od nas o kilka lat osiedlowy cwaniak, gieroj niższego rzędu, wrzucił na kredyt parę monet do przeboju Konami i oznajmił „- No łebki, kończcie szybko, bo gram po was. Za chwilę tu będę i automat ma być wolny!” Buhahaha, akurat z moim przyjacielem graliśmy na dwóch graczy (konkuruje się wtedy pomiędzy sobą o najlepszy wynik grając na zmianę) i szło nam całkiem dobrze. Przychodzi i widzi jak walczymy z UFO, czyli ostatnia plansza w grze i na pewniaka mówi „- O! UFO, teraz to już po was!” Takiego wała jak Polska cała, cwaniaczku, teraz sobie postój i popatrz jak grają prawdziwi piloci! Maksymalne skupienie w trakcie podniebnej bitwy i Time Pilot ukończony i zapętlony, bo jak się okazało to była ostatnia plansza i po niej rozgrywka zaczyna się od nowa ze zwiększonym poziomem trudności. Przy kolejnym starciu z UFO to chachar już był naszym gorliwym kibicem i zagrzewał nas do coraz lepszej walki. Przed nami jeszcze nikt w historii salonu nie doszedł do trzeciego starcia z latającymi spodkami…

Oryginalny automat prosto od Konami.

„Sprawność bojowa myśliwca 100%, brak uszkodzeń, rzeczywista masa całkowita minus 25 ton. Lecimy w bąblu antymaterii”. Przeczytał komunikat komputera i gardłowo przełknął ślinę… – Antymaterii?! Przecież ona nie istnieje?! „Istnieje, tylko jeszcze jej nie odkryliście. Jest wynikiem wybuchu czarnej materii, który spowodowałeś głowicą jądrową”. – Czyli, co do cholery, skoro my ciągle przyspieszamy, a nasza masa jest ujemna – to przekroczymy prędkość światła? „Tak. Maksymalna możliwa prędkość obiektu jest równa C minus jego masa, w tym wypadku dwa minusy dadzą wartość dodatnią. Przekroczymy.” – I co wtedy? „Przecież tak bardzo chciałeś cofnąć czas. Chciałeś wszystko naprawić”. – Ale jak mam to zrobić? „Inwazja obcych trwa od ponad stulecia. Wysyłają swoje eskadry bojowe w różne rejony waszego czasu. Podmieniają waszych VIP’ów. Powodują wasze największe konflikty zbrojne: I i II Wojna Światowa, Vietnam, Kryzys w Chinach w latach 80-tych, utajnione Pierwsze Starcie z UFO w 2001 roku. Osłabiają ludzkość. Szykują was pod Główną Inwazję, która jak dobrze wiesz, zakończyła się sukcesem.” – Ale ja właśnie ich zniszczyłem! „Tak, tylko na Ziemi. Ale jakim kosztem? Straciłeś wszystko. Ludzkość straciła wszystko. Oni wrócą. Ciągle chcesz to wszystko naprawić? Możesz znów spotkać się ze swoimi bliskimi, swoją rodziną. Możesz ich uratować!” – Jak, do cholery?! „Po prostu musisz zapobiec wcześniejszym atakom Obcych na waszą planetę i przygotować ludzkość do walki z najeźdźcami”. – Przecież zmiany w czasie nie są możliwe! „Oficjalnie tak, co się odbyło, to się odbyło. Wasz czas jest nierozerwalnie związany z Obcymi i ich najazdem. Postanowiłem jednak dać wam drugą szansę.” – Dlaczego? „Z powodu Twojego bezinteresownego i ostatecznego poświęcenia. Imponujące. Poza tym tak bardzo pragnąłeś to wszystko zmienić…”. – Tak, oddałbym za to wszystko… Czy ja umarłem? Kim jesteś?…

PILOT CZASU LĄDUJE W 2018!

Time Pilot w recenzowanej wersji. Etap pierwszy.

Drugi kontakt z omawianą produkcją nastąpił około tygodnia temu, kiedy to właśnie mój serdeczny kolega, profesor Larek, programista i podróżnik w czasie w jednej osobie zaprosił mnie na Silesian Amiga Classic Party. Ryzykował życie zabierając ze sobą swoje tęczowe Atari XEGS, ale zapewnił mnie wcześniej, że choćby nas tam mieli zaciukać siekierami będziemy grać na Atari! Oznajmił, że zabiera ze sobą nowość pod tytułem Time Pilot i zapytał czy jest mi znana? No, ba! Bierz, bierz zachęciłem go jeszcze bardziej, poprzypominam sobie czasy młodości i zobaczymy czy naszym rodzimym programistom udała się konwersja, gdyż pierwowzór znam na wylot! Na miejscu, po uruchomieniu rzeczonego klasyka okazało się, że nie jestem jedynym miłośnikiem tego wehikułu czasu i do testowania jakości gry dołączył się także inny retromaniak – Wojt. Niech o jakości atarowskiej konwersji poświadczy fakt, że beztroskie granie przerodziło się w pełne emocji i napięcia wielogodzinne zmagania pomiędzy mną i moim rywalem! Kto dojdzie jak najdalej, komu pierwszemu uda się zapętlić grę i w końcu który z nas osiągnie najlepszy wynik? Biedny Larek w pewnym momencie skupił się tylko na dokumentowaniu naszych zmagań i przekazywaniu wiadomości z pola bitwy, gdyż mocno prześcignęliśmy jego najlepszy rezultat. Panie i Panowie, ależ to były emocje! Niejednokrotnie chciałem już poddać się rzucając ręcznik na szkolne biurko, gdyż mój przeciwnik prezentował bardzo dobry poziom, ale wstawałem z kolan i śrubowałem jeszcze lepszy od niego wynik. Zresztą, co ja będę wam pisał – poniżej udokumentowanie mojego rekordu i niewyjściowego ryja jednocześnie. Obejrzyjcie sobie, a ja przejdę do opisania konwersji, jej zalet i wad.

Time Pilot ATARI XL/XE – gameplay z gry. Rekord osiągnięty po zapętleniu – do drugich helikopterów.

PODNIEBNE BITWY W CZASIE

Cała historia przedstawiona w nowej edycji omawianego tytułu jest w 100% wierna oryginałowi. Nasz bohaterski pilot w swoim wypasionym, nowoczesnym myśliwcu F88HX Stealth wyposażonym w szybkostrzelne działo pokładowe wielkiego kalibru, podróżuje w czasie w rożne epoki historyczne, gdzie sieje pożogę wśród udających Ziemian przybyszów obcej cywilizacji. Pierwszym przystankiem naszego wojaka jest rok 1910, gdzie roznosimy w pył eskadry wrogich dwupłatowców oraz niszczymy wielkiego zeppelina bombowego, następnie udajemy się do roku 1940, gdzie na zniszczenie przez nas czekają szybsze i bardziej agresywne jednopłatowce oraz Latająca Forteca B17. Kolejnym krytycznym punktem w czasie będzie rok 1970, w którym czynimy spustoszenie nad Vietnamem pośród roju helikopterów broniących większego i lepiej uzbrojonego modelu śmigłowca wielozadaniowego CH-41 Chinook. Naprawdę trudno zaczyna się robić w trakcie kolejnej misji czyli w roku 1982 – gdzie zostajemy zaatakowani przez podobne naszemu myśliwce, dorównujące nam szybkością poruszania, wsparte przez niszczycielskiego i opancerzonego  Lockheeda C-130 Herculesa. W ostatnim, najtrudniejszym etapie (automatowy rok 2001 zmieniono w konwersji na 2077, aby było bardziej futurystycznie)  – zmierzymy się z bezpośrednim atakiem kosmitów i ich latających spodków. Jeżeli jakimś cudem uda nam się to starcie przeżyć – zostaniemy zaatakowani przez statek matkę ufoków – wielki latający talerz X666 Planet Cleaner! Uff, sami widzicie, że sztuką pilotażu i sprawnym okiem strzelca trzeba będzie się tutaj wykazać!

Walka z helikopterami – jest adrenalina! Etap trzeci.

Jego ostatnie pytania pozostały bez odpowiedzi i tylko wpatrywał się w pusty ekran monitora komputera pokładowego. Bez słowa spojrzał na prędkościomierz. Zgodnie z jego wyliczeniami – prędkość światła przekroczą dokładnie w tym samym momencie, kiedy wlecą w jedyny jasny punkt na tym bezkresnym morzu czerni. Portal?! Chwycił pewnie wolant sterowniczy, włączył silniki i zacisnął palce na spustach. Musi się ogarnąć, musi być skupiony i przygotowany. Zresztą po tym co widział dotychczas nic go już nie zaskoczy. Przestrzeń zabulgotała wokoło, jakby jego myśliwiec wyskoczył nagle z wielkiego wodnego bąbla. Zobaczył piękne, niebieskie niebo pełne chmur i żółte słońce na horyzoncie. Jakże się za nimi stęsknił! Bojowa eskadra zielonych dwupłatowców kręciła się wokół wielkiego zeppelina niczym chmara pszczół wokół pasieki. Po tylu latach walki z tymi bestiami – on, Pilot Czasu – wyczuwał Obcych na odległość. Nawet jeśli udają ludzi… Ucieszył się, że przepaść technologiczna dzieli jego F88HX Stealth od samolocików kosmitów. No, ale przecież oni nie chcieli wzbudzać podejrzeń w 1910 roku! To miała być tylko spokojna akcja desantowa z ich strony. – Taa, spokojna… No to co chłopcy?! Zatańczymy? – rzucił z błyskiem w oku i nacisnął spust…

MECHANIKA I GRYWALNOŚĆ

Time Pilot to wielokierunkowa, płynnie scrollowana i bardzo dynamiczna strzelanina jakich brakuje na Małym Atari. Nasz samolot zajmuje zawsze centralne miejsce na planszy i tylko od wychylenia dżojsticka zależy w którą stronę polecimy, możliwe są tutaj podniebne akrobacje: płynne zmiany kierunku lotu, a nawet szybkie obroty wokół własnej osi. Za pomocą przycisku fire strzelamy szybkimi seriami do wrogich jednostek. W każdym etapie naszym celem jest zniszczenie określonej liczby wsparcia lotniczego przeciwnika (wskaźnik na dole ekranu) i pojedynek z największym zagrożeniem – bossem. Wrogowie strzelają w nas zarówno pociskami (które musimy wymijać), rzucają w nas bomby (te możemy zestrzelić) jak i uskuteczniają ataki kamikaze. W międzyczasie możemy ratować spadochroniarzy, którzy zdążyli katapultować się z ziemskich samolotów zniszczonych przez Obcych – za każdego ocalonego dostaniemy 2 000 premii punktowej. Po zniszczeniu szefa planszy, zostajemy przeteleportowani do innego okresu historycznego, zaś po rozprawieniu się z wielkim UFO w ostatnim z poziomów – gra ulega zapętleniu i zaczynamy wszystko od nowa. Oczywiście na wyższym poziomie trudności, z szybciej strzelającymi i poruszającymi się przeciwnikami. Bardzo się cieszę, że w omawianej wersji wszystko powyższe zostało wiernie odzwierciedlone, a w szczególności skalowanie poziomu trudności po ukończeniu gry. Dzięki temu z przyjemnością wraca się do rozgrywki celem żyłowania lepszych wyników. Rośnie wyzwanie, rośnie adrenalina!

Komiksowe wyjaśnienie zasad gry.

Kiedy jednak pierwszy raz odpaliłem grę zaniepokoiłem się mniejszym polem widzenia niż w oryginale (zerknijcie na screeny) i martwiłem się, czy przez to nie będzie ona dużo trudniejsza i mniej grywalna? Czy będzie możliwe wymijanie pocisków wroga o włos od samolotu lub precyzyjne zestrzeliwanie rzuconych w naszym kierunku bomb tuż przed naszym dziobem? Na szczęście poziom trudności nie został sztucznie zawyżony. Po prostu gracz musi się teraz bardziej skupić, gdyż ma mniej czasu na reakcje, ale dalej można tutaj zastosować technikę gry znaną z automatowego pierwowzoru, w której niejednokrotnie ocieramy się o śmierć i niszczymy wrogów lub bomby w ostatniej chwili. Jak śpiewali klasycy – kamikaze – nie było mocnych, bez litości zabiłeś wroga! Możliwe to jest dzięki bardzo precyzyjnemu sterowaniu, które jest identyczne jak w automatowym przeboju oraz świetnej detekcji kolizji. Myśliwiec dokładnie i natychmiastowo reaguje na nasz pilotaż – pozwala to uciec praktycznie z każdej opresji, jeśli dobrze kontrolujemy pole bitwy. Naprawdę bardzo fajnie, że wszelkie wyuczone w pierwowzorze zachowania i taktyki można uskuteczniać w tej wersji.

KRAJOBRAZ I ŚWIST POCISKÓW

Walka z UFO to już nie przelewki. Pilocie Czasu musisz ocalić ludzkość! Etap piąty.

Cała oprawa graficzna Pilota Czasu A.D. 2018 – jest bardzo wierna pionierowi od Konami, wszystkie obiekty występujące w grze są identyczne, nawet zachował się parallax scrolling chmur, jednakże całość przedstawiona jest w trochę niższej rozdzielczości. Należy jednak zauważyć, że automatowy pierwowzór, był znacznie mocniejszym sprzętem niż wszelkie domowe 8-bitowe mikrokomputery. Zresztą wystarczy rozegrać jedną partię i w zupełności zapominamy o tym fakcie, a klimat salonów gier z naszej młodości wylewa się z ekranu naszego telewizora. Brakuje tylko dymu papierosowego i cwaniaków skubiących nas z kieszonkowego, lecz kto za nimi zatęskni? Przyjemne odczucia potęguje także soczysta kolorystyka gry, powtórzę się kolejny raz, akuratna oryginałowi swoimi barwami. W ostatni etapie zamiast spadochroniarzy zbieramy kosmonautów, zaś bomby i pociski mają zupełnie inny wygląd, co świeżego gracza może początkowo zdezorientować, jednak weterani gry od razu ucieszą się z takiego obrotu sprawy. Tak właśnie było w 1982 roku i nikt tutaj nie poszedł na łatwiznę…

Gra zostanie także pięknie wydana na cartridgu!

A jak przedstawia się sprawa z udźwiękowieniem wersji na Małe Atari? Czy tutaj także usłyszymy rozpoznawalne dla wszystkich emerytowanych żołnierzy lotnictwa dźwięki i dżingle? Oczywiście i wydatnie wpływają one na podniesienie grywalności całej produkcji. Krótka, ale wpadająca w ucho i zagrzewająca do walki muzyczka początkowa, efekt dźwiękowy otwarcia portalu na zakończenie każdego etapu oraz odgłosy strzałów czy wybuchów są w 100% perfekcyjnie odwzorowane. Brawo!

PĘKNIĘCIA W CZASOPRZESTRZENI

Autorzy reklamują na swojej stronie internetowej atarowską wersję Time Pilot’a jako perfekcyjny port z automatów. Biorąc pod uwagę różnice w możliwościach obu sprzętów (Atari 8-bit i oryginalny automat) – trudno się tutaj z nimi nie zgodzić. Jednak jakie jeszcze wady tej konwersji, oprócz zmniejszonego pola rozgrywki, może znaleźć dociekliwy miłośnik oryginalnych przygód naszego podniebnego wojownika? Ze względu na intensywność powietrznych bitew i duża ilość obiektów na ekranie – grze zdarza się sporadycznie „chrupnąć”, spowolnić akcję. Przypadłość ta jednak jest dosyć rzadka i przy dłuższym graniu praktycznie niezauważalna. Odnotowałem także, że obecne w oryginale wystrzeliwane przez wroga rakiety naprowadzające (etap trzeci i czwarty) zostały usunięte z tej edycji. Szkoda, ale nie jestem, aż takim ortodoksyjnym fanem, żeby drzeć z tego powodu szaty.

Tryb Rój (Swarm) specjalnie pod Rapidusa. Myśliwce – etap czwarty.

Gra dodatkowo obsługuje ponoć jedną z nowinek technicznych dla Ataryny – kartę / akcelerator o nazwie Rapidus (niestety nie posiadam), która usprawnia działanie gry – przycięcia rozgrywki wtedy nie występują. Specjalnie pod to urządzenie dodano także nowy tryb rozgrywki o nazwie Rój (Swarm), gdzie pojedynkujemy się z dużo większą ilością przeciwników niż normalnie. Ciekawe, może ktoś z posiadaczy Rapidusa przybliży temat?

SALON GIER W DOMU?

Czy warto po latach uruchomić skrzydlaty wehikuł czasu, który dosłownie przed chwilą dostarczyli nam na Atari XL/XE twórcy z New Generation? Głupie pytanie… Jasne, że warto! Pomimo kilku drobnych niedociągnięć, jest to zdecydowanie najlepsza wersja tej gry dostępna na małobitowe platformy. Zjadająca na śniadanie konwersje na Atari 2600, Colecovision, MSX’a czy Sharp’a 6800 – szczególnie w kwestii wierności oryginałowi i dynamiki starć na nieboskłonach. Zresztą jeżeli nie wierzycie spójrzcie na filmik, który wrzuciłem wam dla porównania.

Porównanie wcześniejszych konwersji na domowe platformy. Atari deklasuje 8-bitową konkurencję!

Polski Pilot Czasu to konwersja wręcz doskonała! Natychmiastowa pod względem rozgrywki i prostoty zasad, z dokładnym sterowaniem i detekcją kolizji, bardzo grywalna i świetna do współzawodnictwa ze znajomymi. Brzmi identycznie jak oryginał i wygląda na tyle dobrze, że jeśli dawno nie widzieliście pierwowzoru to przysięglibyście, że tak właśnie wyglądał. Zresztą jeżeli nawet trafi się malkontent narzekający na zmniejszony ekran rozgrywki – proszę niech stoczy kilka podniebnych starć i gwarantuje, że po chwili nie będzie na ten szkopuł zwracał najmniejszej uwagi. Wiem co mówię, Pilotem Czasu jestem od dziecka, z przerwami na retrogranie… Panowie z New Generation czekam na Waszą kolejną grę, nie obniżajcie pułapu lotu!

A Wy drodzy czytelnicy – marsz do pobijania mojego rekordu (178 300), żebym znów mógł odpalić silniki mojego myśliwca i zmotywowany przystąpił do eksterminacji najeźdźców z innej galaktyki. Czekam na jakieś wyzwanie, poza tym uwielbiam zapach spalonego kosmicznego ścierwa o poranku…

TIME PILOT

(ATARI XL / XE)

Retrometr

Najlepsza konwersja arcade na Małe Atari?!

Szkoda, że nie miałem jej w młodości.

Miałbym większe oszczędności…


PS1. OFICJALNA STRONA GRY TIME PILOT NA ATARI 8-BIT.

Na powyższej stronie możecie za darmo ściągnąć cyfrową wersję przeboju.

PS2. Powyższą ocenę można z powodzeniem zastosować do automatowego oryginału od Konami z 1982 roku. Dla mnie jedna z Top 100 gier wszechczasów.

PS3. Długo zastanawiałem się nad końcową oceną, czy aby nie przesadzam i moje prywatne uwielbienie do pierwowzoru nie bierze góry nad zdrowym rozsądkiem i nie powinienem darować sobie medalu. Obejrzałem jednak filmik porównujący inne 8-bitowe wersje i wtedy jeszcze bardziej doceniłem jakość polskiego portu na Atari. Żeby jednak nie było niedomówień – jeżeli ktoś nie grał nigdy w Time Pilot – gra może wydawać się dla niego zbyt prosta w założeniach – medal może schować do kieszeni. Pamiętajmy, że bazuje na tytule z 1982 roku. Potwierdzeniem medalu jest też dla mnie zachwyt Wojt’a nad grą i nasz wspólny miniturniej na ostatnim Silesian Amiga Classic Party. Ależ emocje!

PS4. Dziękuje Adamowi z Atari Online za info: Time Pilot jest dostępny jeszcze na C16/C64 i BBC Micro pod nazwą Space Pilot. Sprawdziłem ich gameplay i są to porządne wersje, ale ciągle ustępują atarowskiej pod względem dynamiki i wierności oryginałowi. Istnieje także konwersja na egzotyka TRS-80 pod nazwą Fury i tutaj rewelacji pod względem grywalności nie stwierdziłem. Medal ciągle zasłużony! Także dziękuje za zwrócenie uwagi o przegapieniu przeze mnie faktu zmiany daty starcia z UFO w recenzowanej wersji. Adrenalina przysłoniła mi wzrok! Talerze atakują nas teraz w 2077!

PS5. Mini opowiadanko Pilot Czasu – Ostatni Pilot Na Ziemi Powraca jest kontynuacją opowiadania Ostatni Pilot Na Ziemi z recenzji innych atarowskich strzelanin: Panther, The Extirpator i Stealth, które opisywałem kilka lat temu. Lubię sobie takie bzdurki nieraz popisać :-). See You Nara!

PS6. Borsuk nie rzuca słów na wiatr! Uwielbiam zapach kosmicznego ścierwa w sobotnią noc! 

NOWY REKORD! Ktoś rzuca wyzwanie? :-)

Inne artykuły:

Magiel | Gra na Halloween Dawno nie maglowaliśmy żadnego tematu na naszej witrynie, więc czas nadrobić zaległości. Z okazji zbliżającego się właśnie Święta Zmarłych, przemianow...
Nora | Dalsze Zabawy Kulkami W dzisiejszym odcinku poczytacie jak dalej bawię  się kulkami... Nie, nie jajami tylko kulkami! Wiem, że to już było ale, żeby Was zachęcić napiszę ty...
Retro Rozmaitości | Luty 2018 Kolejny miesiąc mija, czas podsumować nowinki oraz rozwiązać konkurs na komentatora lutego. Miesiąc temu odzew był pozytywny, a w tym się sporo dzi...
O RetroBorsuk 68 artykułów
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.