Recenzja | Need for Speed: Underground (GameCube, PC, PlayStation 2, Xbox)

Mam popęd na szybkość, by pędzić szybko, czuć pęd szybkości i popędzać innych w blasku latarni na świecącym asfalcie bez deszczu.

Kiedyś wam opowiadałem jak to z Mietkiem w jego warsztacie wspominaliśmy NFS: Hot Pursuit 2 majstrując przy jego Ferrari Szpachtla & LPG Edyszyn. Od premiery tej gry minęła ledwo chwila, a świat obrócił się do góry nogami, tak na oko wg. Mietka o 360 stopni. Nikt już nie chciał czerwoniutkiego konia czystej krwi z Włoch, wszyscy nagle chcieli kolorowych Japończyków. I Mietkowi się udzieliło, wytargał z garażu swojego Golfa III, zamontował pod niego dwie jarzeniówki, „szkotem” machnął dwa gustowne pasy wzdłuż karoserii, nakleił wlepy „Alpine” na szyby i nocą rozpoczął swą eskapadę po skrzyżowaniach w mieście szukając przeciwnika. Gdy nowy NFS wtoczył się na nasze salony nasz moto entuzjasta rechotał niczym wydech o asfalt, wydawało się że oto otrzymaliśmy Świętego Graala Sebixów.

 the hype is on! Come on!

Sam również dałem się ponieść w 2003 roku tej szajbie. Pamiętam jak ze Ślepym urwaliśmy się z lekcji w technikum by w Zabrzańskim Media Markt pograć na standzie z GameCubem w trybie 1vs1. Jakie to wtedy robiło wrażenie! Niedługo później miałem już swoją kopię na PieCu i z kumplem Bucolem graliśmy dosłownie do upadłego, kto przegrał wyścig robił serię na klatę na ławeczce… ludzie jakich nabawiliśmy się zakwasów! Dlaczego to wspominam? Bo tym NFS:U był i dla wielu nadal jest, punktem zwrotnym, czymś co zmieniło stylistykę wesołych i kolorowych racerów arcade. Tak było w 2003, kiedy graliśmy w większości na PC nie mając dostępu do np. serii Midnight Club, kiedy jaraliśmy się filmem Szybcy i Wściekli (uwielbiam dwójkę) które wciąż były filmami o samochodach, czasy kiedy wielu z naszych znajomych było jak Mietek i sprowadzało pierwsze „fury” zza zachodniej granicy w przeddzień wejścia do UE. A jak jest dziś? Blask młodzieżowej zajawki opadł i zaczęły wychodzić trupy z bagażnika… ale znim pogadamy o tym mam dla was klimatyczny zwiastun:

IT”S ALIVE!

Jest rok 2021, po latach postanowiłem ponownie odwiedzić to miasto, znów towarzyszyć mi miał Ślepy który grał u siebie podobnie jak ja w wersję na Xboxa. Pierwsze chwile nastrajały pozytywnie, kawałek „Get Low” w menu i już do końca dnia w głowie miałem taaaa rum-dum-dum, taaaa rum-dum-dum-dum-duuuum. Jakiś filmik fabularny się odpalił, podobno to kogoś obchodziło w tej grze, nie wiem, odpalam wyścig i się zaczyna. Środek nocy rozświetlony blaskiem niezliczonych latarń i neonów, połyskujący asfalt jakby przed chwilą była ulewa, kolorowe i ospojlerowane auta, genialna muzyka w tle, oj tak, póki co wszystko idzie zgodnie z planem. Mam popęd na szybkość, by pędzić szybko, czuć pęd szybkości.

Mamy szereg różnych rodzajów wyścigu do zaliczenia, circuit czyli klasyczny wyścig, sprint, czyli wyścig z punktu A do B, czasówka, wyścig K.O. czyli po każdym okrążeniu ostatni odpada. To znasz z serii, niestety nie ma dobrze znanej policji, choć aż się o nią prosi w nielegalnych wyścigach. Są za to dwie świetnie zrealizowane nowinki – Drag i Drift.

drifty wypadają znakomicie, zdecydowanie dobry ruch ze strony EA Black Box

Drag race to wyścig na prostej w której masz obowiązkowo manualną skrzynię biegów, musisz trafić w najlepszy moment przełożenia i przy okazji minąć przeszkody w ruchu ulicznym oraz na późniejszych etapach użyć nitro w odpowiednim momencie. Jeśli za wolno będziesz przekładać biegi wyprzedzą ciebie, jeśli przeszarżujesz z gazem (ciężko, ale się da) wybuchnie silnik, dzwon w przeszkody również eliminuje kierowcę. Drift to z kolei oczywiście robienie efektownych i zamaszystych skrętów w akompaniamencie dźwięków palonej gumy. Wszystko odbywa się na specjalnie przygotowanych torach lub garażach piętrowych, mamy śliską nawierzchnię i palimy gumy aż miło. Im efektowniej, tym większa ilość punktów, przy czym zahaczenie o bandę zeruje licznik aktualnie wykonywanego poślizgu. Oba te eventy są rewelacyjne i na swój czas dość nowatorskie, z przyjemnością się je zalicza, jedyny ich mankament jest taki, że są w stosunku do reszty krótkie i łatwe, przez co zaliczasz je niemal z automatu i nie możesz się w pełni nimi nacieszyć.

Cause once the circle starts to form B-boys and B-girls start to swarm Especially from the beginning of night to morn

Tu zaczyna się pewien mankament i zaczyn tragedii, masz 6 rodzajów eventów, ale czasówka jest tak rzadko że tak jakby jej nie było, drag i drift jako się rzekło są krótkie, więc pozostają trzy. Do przejścia jest łącznie 111 zadań, więc wcale nie mało, tym bardziej, że większość odbywa się na tych samych zasadach, ale do tego motywu wrócimy. To był pierwszy składnik zaczynu, przejdźmy do drugiego, do tras. Cała gra rozgrywa się w ładnym, ale jednak jednym mieście po którym wyznaczono kilka tras. Będziemy je przecinać, skracać, przejeżdżać od tyłu i łączyć z sobą, ale zawsze są to mniej więcej te same trasy. Po ok. 1/4 gry nieśmiało można stwierdzić że widziałeś wszystkie i odtąd do samego końca będziesz jeździł po tych samych. Owszem, wyścigi mają  to do siebie, że nie ma w nich setek tras, ale te które są różnią się od siebie i urozmaicają grę. W NFS:U masz zawsze gwieździstą noc, zawsze te same miasto, zero warunków atmosferycznych, elementów do zniszczenia (no dobra, jakieś symboliczne są), zawsze ta sama pora roku… zmienia się jedynie liczba okrążeń i natężenie ruchu ulicznego. To miasto jest piękne podobnie jak samochody, ale co za dużo to i świnia nie zeżre.

Czy ja tam widzę radiowóz!? (źródło:mobygames)

Powyżej widzicie grafiki koncepcyjne do gry, stylistyka jest brudna i mroczna, cholernie mi się podoba. Niestety w grze już tego nie ma, wszystko jest gładkie i świecące. Niby ładne, ale jednak to co widzę na grafikach bardziej do mnie przemawia.

Ruch uliczny… jak dla nie zmora całej serii. Niby środek nocy, a samochodów jest nasrane pełno, w dodatku zawsze są tam gdzie jest najlepsze miejsce do skrętu, miałem nawet sytuację, gdzie auto stało na środku obwodnicy i czekało aż się w nie wpakuję. Co nieco dziwne, gra zachęcała mnie do włączenia poziomu easy, ponieważ wtedy ruch wydawał mi się mniejszy i mogłem bardziej skupić się na wyścigu niż wymijaniu przeszkód. To frustrujące w późniejszej grze, gdzie jeden błąd może kosztować zwycięstwo, a ty na co drugim zakręcie walczysz o to by się nie nadziać na wyjeżdżającego niedzielniaka. Nie motywowało też to, że przeciwnicy nierzadko bez większych strat taranowali takie auta, a ja po lekkim zahaczeniu kreśliłem figury geometryczne w powietrzu.  Pełno jest też wąskich tuneli i estakad przez środek których lecą słupy. Wąska przestrzeń z zakrętem, pełno samochodów, słupy na środku, a między tym rywale. Nie wiem co bardziej wkurzało, moje dzwony czy to że rywal z przodu stawki przejeżdżał tam śpiewająco. Gdy jechałem na większym niż easy poziomie ruch był taki, że opłacało się zakręty brać haratając po bandzie, a nie wchodzić fajnie po łuku, ale chyba nie o to w tym chodziło co? Popęd na szybkość, by pędzić szybko, i walnąć dzwona…

Problemem jest też to, że w sumie nieistotne jest jak mocno wyżyłujesz czas. Przeciwnik ma taki algorytm, że zawsze jest blisko ciebie, więc np. przez 5 okrążeń jedziesz idealnie, prowadzisz, na ostatnim rąbniesz dzwona o auto które wyjechało z uliczki i wszyscy ciebie biorą. Strat już nie odrobisz nie ważne czy zostało ci coś w zbiorniku nitro czy nie. Dużo narzekań, przejdźmy do czegoś przyjemniejszego.

fotki robione telefonem, ale grunt, że zabawa w tuning wizualny dała frajdę

A samochody? Co tutaj się dzieje? Tu również zmiany, generalnie w serii NFS stawiano na samochody „zachodnie”, a głównym daniem  były takie frykasy jak McLaren F1 i Mercedes CLK-GTR. Tym razem stawia się bardzo wyraźnie na Japońską motoryzację, która w tym czasie miała się czym pochwalić. Przykładowe dobrocie czekające na nas to Honda Civic i S2000, Toyota Celica i Supra, Nissan 350 Z i Skyline, wciąż będące w swojej złotej erze Mitsubishi Lancer i Subaru Impreza, oj jest na czym zawiesić oko. Do tego dochodzi najbardziej eksploatowana nowinka, tuning wizualny. Wcześniej mogliśmy podrasować osiągi naszych samochodów, ale teraz idziemy krok dalej mogąc kupować odjazdowe zderzaki, spoilery, światła, maski, wydechy, dach, neony pod auto, przyciemniane szyby, nalepki, wzorki, nawet kurna silnik pokolorujesz pod kolor swojego Wunderbauma! A to wszystko będziesz robić w sposób bardzo przyjazny i intuicyjny, możesz się bawić do woli, nowe elementy dochodzą wraz z postępami w drabince kariery. Dziś mimo tego iż część vinyli straszy, wciąż sprawia to frajdę, powyżej mały kolaż moich samochodów. Wielu ludzi wyśmiewa ten wieśtuning w stylu Mietka, ale taki urok tej odsłony i dla mnie jest to na plus, zawsze daje to charakteru, sprawia że tytuł jest „jakiś” a nie bezpłciową papką, nawet jeśli nie jest dla wszystkich.


Hot Pursuit 2 vs Underground

Myślę że pora na pojedynek na prostej, obok siebie staną moim zdaniem dwa bardzo symboliczne NFSy. Z jednej strony HP2, czyli ostatni „klasyczny” NFS, a z drugiej Underground, pierwszy krok w kierunku zupełnie nowej ery po którym nic już nie było takie samo. HP2 był mocno krytykowany za to, że nie pociągnął pietyzmu Porsche 2000 dalej, tylko wrócił do starej formuły i nieco wiał już laciem. Mi się to w nim jednak podobało, ale w EA niekoniecznie bo do kolejnej gry zaprzęgnięto inne studio: EA Black Box. Ich NFS:U z kolei był dla serii oddechem jakiego potrzebowała, bez którego prawdopodobnie zostałaby przez EA pogrzebana. Łatwo się krytykuje NFS:U za wprowadzenie wieśtuningu itp. do serii, ale prawda jest taka, że seria czegoś takiego wtedy potrzebowała by zaistnieć i się przeistoczyć. NFS:U2 poszedł krok dalej wprowadzając otwarty świat, ale my dziś nie o tym.

klasyk kontra świeża krew

Prócz rzeczy oczywistych jak zmiana stylistyki i wachlarza aut, a także zmian w trybach gry (policja w HP2 vs Drag&Drift w Underground) jest tu kilka elementów wspólnych. Obie gry cierpią na mało tras, jednak o ile w HP2 były one różne stylistycznie, tak monotonia w ich stylistyce w NFS:U mnie dobiła. Obie gry na konsolach też nie radzą sobie z płynną animacją i chrupią co jest po prostu partactwem, zobaczcie sobie co się dzieje w Burnoutach dla porównania. Obie mają za to genialnie dobrane ścieżki dźwiękowe, można słuchać w całości. Na plus dla mnie w NFS:HP2 jest progres w grze, drzewka zadań pozwalały dość dowolnie wybierać kolejne wyścigi, pozwalając również np. na zajęcie brązu. W NFS:U wszystko jest liniowe, dostajesz kolejne wyścigi i musisz je wygrać, po wygraniu znikają i pojawiają się następne, nie ma do nich powrotu. No i w trybie Championship w HP2 nie było ruchu ulicznego!

Tak więc reasumując ten krótki drag race: nieznacznie, ale jednak preferuję „klasyka” Hot Pursuit 2 mimo braku innowacji, czy głupich motywów z beczkami zrzucanymi z policyjnych helikopterów. Mamy zatem pojedynek za sobą, wracamy do recenzji Undergrounda.


To co można omówić w sposób bardziej rozbudowany to grafika na poszczególnych sprzętach, ale że nie jestem jakimś szczególnym dewiantem na tym punkcie to krótko moje wnioski. Ludzie na PS2 chwalą odbicia świateł na samochodzie, dla mnie śmiechu warte bo świecą się jak psie jajca, posiadacze GC z kolei chwalą świecący się asfalt – ja znów wyjdę na ignoranta ale nie pasuje mi ten efekt psich jajec. Posiadam wersję na Xboxa, która jest najbardziej wyważona pod względem „efektu jajec”, a do tego ma chyba najostrzejsze tekstury. Podobno też wersja na Xa najmniej tnie, od czasu do czasu zwalnia co irytuje, ale nie ma slideshow jak momentami w HP2 miałem. Wersje z PS2 i GC ponoć też zwalniają, ale nie mam ich to trudno się wypowiedzieć. W grze w której na raz ściga się 4 kierowców i nie ma jakichkolwiek zniszczeń, zmian pogody, pory dnia itp jest to słabizna, ot co. O wersji PC można powiedzieć tyle, że jak to wersja na PC ma już pierdyliard modów dzięki którym może wyglądać obłędnie, więc puryści graficzni koniecznie tutaj powinni atakować, z konsolowych na moje kieprawe oko Xbox wydaje się najlepszy.

co by nie mówić mody na PC robią wrażenie i przybliżają styl gry do grafik koncepcyjnych

Dobra pora wdziać kościołowy dresik, wbić się do Golfa i podkręcić audio! Czego złego bym dziś o tej grze nie napisał nie mogę doczepić się do tracklisty! OST w tej części jest nadal genialny! Tak wysokokalorycznej kompozycji ze świecą szukać! Tutaj możecie sobie go przesłuchać, ja wam chciałbym zwrócić szczególną uwagę na Overseer – Doomsday, The Crystal Method – Born to slow, Asian Dub Foundation – Fortress Europe, czy Static-X, a i Junkie XL się tu znalazł. Najbardziej zapadł mi w pamięci BT – Kimosabe, po pierwsze uruchamia w głowie jedną podstawową myśl, a mianowicie „gaz do dechy”, a po drugie, faktycznie przez niego otrzymałem mandat ;). Wiele lat wstecz jadąc popularną na Śląsku DTŚką przy tym kawałku jako szczawik jadący symbolem młodzieży na dorobku tamtych czasów, czyli moim Golfem III przeszarżowałem nieco nawet o tym nie wiedząc, no ale miły policjant zwrócił mi uwagę… Od tamtej pory OST z NFS:U miał u mnie bana w samochodzie, ale może wrzucę go kolejny raz… stary jestem to może się pohamuję ;). Fajne w tej ścieżce jest też to że inne kawałki się do wyścigu, a inne lecą w menusach (powtarzajcie za Lil Jonem: taaaa rum-dum-dum, taaaa rum-dum-dum-dum-duuuum).

the expectation was visible Make money residual paying dues physically

Co tu dużo mówić, na premierę miałem tylko PC to się jarałem tym tytułem jak Mietek na auto po którym Niemiec płakał jak sprzedawał. Ta gra trafiła idealnie, to był ten moment i ta stylistyka, taki jeden na milion, punkt zwrotny który zredefiniował serię na najbliższe kilka lat. Dziś kiedy mam masę konsol i innych super gier patrzę na Undergrounda bardzo krytycznie. W 1/3 gry widziałeś wszystko, nie ma już dla ciebie tajemnic, nie masz nic do odkrycia, nie czeka ciebie nic ciekawego, nie będziesz szlifował swoich umiejętności, a co najgorsze gra nie nagrodzi twoich starań. Masz tylko więcej okrążeń, więcej ruchu ulicznego, dajesz na easy bo hard i tak niczego nie daje, kasy masz jak lodu i nie masz co z nią robić i brniesz byle dobić do 111 wyścigu. Ruch uliczny obrzydza granie, są momenty że nie grałem w wyścigi tylko w tor przeszkód.

świecidełek ci u nas dostatek, gameplay jednak szwankuje

Na premierę wymaksowałem ten tytuł, dziś na 86 etapie powiedziałem dość, nie będę tracił czasu na to (choć i tak grałem ok. 11 godzin, więc jakieś crapiszcze to oczywiście nie jest). Zamiast zatrudnić speców od gier zatrudnili ludzi z modelowaniem psich jajec w CV. EA wydało w tym okresie takie ścigałki jak Shox, czy Burnout 3 Takedown, to są gry z najwyższej półki, NFS:U jest wydmuszką. To taki piękny i imponujący szklany drapacz chmur, jest cudowny dopóki nie wejdziesz do środka i zobaczysz wszędzie te same, szare i nudne boxy korpoludków. Jedyne co to OST do dziś jest bez skazy, mocny i cudowny, idę sobie posłuchać, a do gry nie wracam.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Xbox/2021; PC/2003

3 słowa do gracza: Dla serii przełomowa część, która wyczuła nastroje graczy idealnie. Mimo to dziś się nie broni


Ciekawostki:

» gra okazała się hitem kasowym sprzedając się w ponad 15 milionach kopii (wg. vgchartz i wikipedii). Idąc w ślad komercyjnego sukcesu na każdej z platform ukazała się w edycjach typu Greatest Hits, Platinium Hits, czy Players Choice.

» dla EA Black Box ten sukces był też początkiem nowej ery, wcześniej portowali NFS: Hot Pursuit 2 na PlayStation 2 i tyle z bardziej znanych epizodów w dorobku. Po NFS:U poszło lawinowo: NFS: Underground 2 (2004), NFS: Most Wanted (2005), NFS: Carbon (2006), NFS: ProStreet (2007), NFS: Undercover (2008), NFS: The Run (2011). Forma spadała, gracze kręcili nosem, a EA błędów nie wybacza, mimo iż sami pewnie wydoili ich jak i markę NFS do cna. W kwietniu 2013 studio rozwiązano.

*teksty w śródtytułach zapożyczone z BT – Kimosabe
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox