Recenzja | RalliSport Challenge (Xbox, PC)

Recenzja | RalliSport Challenge (Xbox, PC)

Tyle ostatnio grałem w wyścigi wszelakie, czy to cart racery, czy to future racery, że dla odmiany postanowiłem pograć w co innego… włączyłem rajdy ;)

Jedną z rajdówek na mojej półce był niedokończony wcześniej RalliSport Challenge w wersji na Xboxa. Dzieło szwedzkiego DICE zaskakuje na niejednym polu, okazuje się że zanim developer rozpoczął klepanie całymi latami markę Battlelfield, świetnie odnajdywał się w błocku, śniegu i dymie o zupełnie innym charakterze.

RalliSport Challenge na Xboxie wyszedł w marcu 2002 roku i jako jedna z pierwszych rajdówek na tą generację robił wrażenie. Dla porównania dopiero jesienią 2002 wyszedł arcadeowy Shox Rally Reinvented w którym było dużo z RallyCross i licencjonowany WRC II Extreme w pełni skupiony na rajdach (obydwa to exy na PS2). RalliSport nie ma ani licencji FIA, ani nie jest tak odjechany i napompowany adrenaliną jak Shox wydany pod skrzydłami EA BiG. Nie znaczy to jednak że jest spisany na straty, postanowił się bowiem czymś wyróżnić.

Czym jest zatem RalliSport Challenge? Nie jest to taka klasyczna rajdówka jak np. Colin 2.0, gdzie dostajemy OSy i ciśniemy sami zmagając się z czasem. W RC mamy różnorodność, będziemy się bowiem zmagać w aż 4 dyscyplinach motosportu co nadaje grze własnego charakteru. Jedną z nich jest oczywiście Rally, jest tu wszystko to co znasz z tego typu gier, zaliczasz OS, patrzysz na czasy rywali i przy ryku silnika mkniesz po żwirze i szutrze. Drugim rodzajem zmagań jest RallyCross, z trzema innymi zawodnikami śmigamy po torze zaliczając kolejne okrążenia, nie szczędząc siebie nawzajem. Trzecim jest podobny do RallyCross jeżeli chodzi o zasady Ice Race z tą różnicą, że robimy to samo na lodzie i śniegu! Ostatni jest Hill Climb, podobny do rally z tą różnicą, że wspinamy się cały czas w górę po zboczach!

Recenzja | RalliSport Challenge (Xbox, PC)

malownicze rajdy i hill climb, piękne krajobrazy!

Różne dyscypliny to i różne fury jakie dostaniemy w swoje łapy! Z początku dostajemy kilka bryk, w kolejnej klasie dochodzą potwory WRC, a w trzeciej klasie mamy możliwość śmigania maszynami z legendarnej grupy B! W ostatniej klasie otrzymamy coś ekstra, będą to monstra znane z Hill Climb! Wcześniej nie znałem takiej Toyoty Tacoma, okazuje się że to niezły koks, ale podejrzewam, że większość graczy wybierze w tym momencie Suzuki Grand Vitara PP Special, którą znamy z początków serii Gran Turismo.

Model sterowania proszę Państwa, to co najważniejsze! Szczerze mówiąc na początku mnie nie oczarował, w ogóle wydaje się drętwy. Po kilku rajdach dałem sobie z tym tytułem spokój i leżał przez rok na kupce wstydu czekając aż do niego wrócę, nijak ma się do wcześniej wspominanych WRC2 czy Shox, które miałem już za sobą. Po jakimś czasie wróciłem do starego zapisu, przez co ze świeżym umysłem podszedłem jeszcze raz do gry mając już lepsze fury na start i rzucone w niepamięć trudne początki. Gdy masz mocniejsze maszyny do dyspozycji gra jest lepsza, a przynajmniej nie doskwierała mi aż tak, szczególnie pochwalić należy zróżnicowane nawierzchnie i ich wpływ na jazdę. Czuć różnicę pomiędzy błotem, szutrem, asfaltem i lodem. Ten moment kiedy jedziesz po ulewie i zamaszystym wejściem wbijasz w zakręt bokiem łoooo, uwielbiam to w tych grach! Na lodzie monstra z grupy B pięknie tańczą! Olimpiada to syf przy tym :).

Recenzja | RalliSport Challenge (Xbox, PC)

w RallyCross i Ice Race też jest na co popatrzeć

Grafika jak na rok wydania miażdży suty! Widać że w DICE robili już wcześniej szpece od silników, którzy już niedługo zasłyną z niemożliwych efektów. Szwedzi jak to Szwedzi, znają się dobrze na zimowych rajdach i tutaj są one cudowne! Zachodzące słońce odbijające się w lodzie, czy wspinaczka po zboczu oblodzonej góry, pikne! Popatrzcie na screeny i pomyślcie, że niedawno Xbox miał premierę, ba! W Europie ta gra była na premierę konsoli! Jeśli macie chwilę to popatrzcie „w ruchu” na analogiczne wydane na tej konsoli (nieco wcześniej na PS2) V-Rally 3nie ma co zbierać! 

Zmienne pory dnia, pogody, ich wpływ na widoczność i nawierzchnię, dodaj do tego zniszczenia samochodu i symboliczne, ale jednak zniszczenia otoczenia (np. barierki). No w tym czasie były to pod tym względem mocarne wyniki, gdybym widział na premierę pewnie by mnie pozamiatało, do dziś pamiętam szok jak oglądałem screeny w PSX Extreme. Wisienka na torcie jest przed nami odkrywana dopiero na koniec kariery. Na poziomie w którym mamy już monstra z Hill Climb odblokuje się Kenig Unlimited, oj jakie to cudo! Musicie wiedzieć że ja uwielbiam zawsze i w każdych rajdówkach przejazdy zimą. Tak już mam i zawsze te etapy mi się podobają, ale tutaj mnie zaskoczono. Hill Climb od stóp po szczyt ośnieżonej góry, z lodowatymi skarpami po których zapierdzielamy ogarniając jak najlepszy czas. Poniżej dam screena „widokówkowego”, ale nijak tego nie odda, a w ciekawostkach napiszę wam o prawdziwej petardzie.

Recenzja | RalliSport Challenge (Xbox, PC)

Kenig Unlimited – gwóźdź programu

Jeśli nie liczyć wąskich torów i przesmyków dość otwarta jest przestrzeń na pustyni, czy śniegu. Można czasem wyjechać mocno poza tor, a w zimowym puchu nawet się zdezorientować. Są tu jednak ograniczenia i to takie „z rozmysłem” co jest sztuczne, bo lekko ściąć zakrętu się już nie da (no nie zawsze, ale często tak miałem). Jak za bardzo „urwiesz” zakręt to ci restartują auto, pojawiasz się przed zakrętem i jesteś nieźle w tyłku z czasem.

Trasy są piękne i malownicze, ale jest ich mało. 3 zestawy Rally, 3x Hill Climb, 3x RallyCross (te same auta rywali na wszystkich?!), 3x Ice Race (przy czym wszystkie są podobne). Mało tego jest, a przy Ice Race i RallyCross tym bardziej nuży, bo autorzy dodają na każdym poziomie wtajemniczenia tylko więcej okrążeń. Na koniec koncentracja mi już siada jak lecę 7 lap ten sam, lekkie nudy.

Koniec końców myślę, że RalliSport Challenge to nietuzinkowy i niejednoznaczny tytuł. Plusy mieszają się z minusami, tras mogłoby być więcej, model jazdy nieco ciekawszy, ale grafika i dobór dyscyplin nadrabiają to wszystko. Myślę że po przełknięciu pierwszych chwil kiedy to prócz grafiki gra nie oferuje za wiele da ona wam więcej niż się spodziewacie. Trochę cierpliwości, trochę wyrozumiałości, a potem już jest z górki, dosłownie, po Kenig Unlimited ;). Druga część to ponoć diament, orgia dla fana motosportu która wbiła wszystko na level wyżej niczym Borsuk przechodzący na jednym coinie salonówki z lat 80siatych. No cóż, dziś polecam pierwszą odsłonę do sprawdzenia, a z kontynuacją się jeszcze spotkamy.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Xbox /2022

3 słowa do gracza: nie jest to miłość od pierwszego wrażenia, ale z czasem robi się lepiej z Kenig Unlimited na pożegnanie


Ciekawostki:

» po zakończonej karierze w single race odblokuje się ciekawa opcja. Wszystkie trasy które były w Hill Climb zmieniają się teraz w Downhill! I to z 3 rywalami, gdzie Hill Climb odbywa się bez rywali na trasie. Od razu odpaliłem Kenig Unlimited. Miazga i adrenalina! Że tego nie ma w karierze to się dziwię. Wiem że to nie są jakieś oficjalne zawody i zrobiono to for fun, ale kurde ta opcja dała mi najwięcej frajdy!

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64 i wszystko co wyzwala adrenalinę! Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, DC, Xbox