Relacja | Mini zlot RnG i GnG w Kraków Arcade Museum

Borsuk na urlopie, więc wychodzi na to że ja poprowadzę ten wpis, zapraszamy do podsumowania naszego małego zlotu fanów arcade i retro!

Było dość spontanicznie, z okazji 6 urodzin RnG postanowiliśmy że „teraz to na bank musimy jechać we wspólnym gronie do Krakowa„. Mieliśmy to w planach dużo wcześniej, ale wiecie rozumiecie, ten wirus w koronie nie pozwolił. Potem ktoś rzucił hasło że w sumie naszych czytelników/widzów możemy też zaprosić, im więcej tym lepiej! No i tak jakoś wyszło, w dniu 24.07.2021 odbył się pierwszy spęd społeczności RnG i GnG! Było super, wszystko dopisało, choć wszystko odbywało się spontanicznie bez większego planu, zostawiam was z krótkim wstępem od Profesora larka w postaci filmu, a następnie krótką relacją uczestników.

tak się rozpoczyna imprezę! Oczywiście jeśli się nie spóźniło…


repip

Dla mnie zlot do samego końca był spontanem i niewiadomą. Nie brałem szczerze mówiąc jakiegoś wielkiego udziału w jego organizacji, miałem w tym czasie przeprowadzko-remonty i braki w dostępie do internetu i nawet nie wiedziałem kto przyjedzie ;). Posklejaliśmy na szybko ekipę czterech muszkieterów i wyruszyliśmy w drogę… spóźniając się 2 godziny dzięki uprzejmości „autostrady” A4 linii Katowice-Kraków. A na miejscu? Dziwne uczucie gdy co chwila ktoś ciebie wita, wie kim jesteś, a ty masz wtf!? nie znam chłopa, powinien mieć avatar gdzieś za sobą wyświetlony ;). Sorry jeśli następnym razem nadal kogoś nie będę pamiętał, tyle się działo, a my jak mówiłem byliśmy na dokładkę 2 godziny w plecy!

taki tam selfiaczek, ponoć modne, choć niekoniecznie jak ktoś jest nieogolony i przepocony :)

Zauważyłem że część załogi która tu nie pierwszy raz była od razu zajęła stanowiska przy swoich konikach i biła rekordy. Ja byłem pierwszy raz w tym przybytku retro rozpusty więc zachowałem się jak chyba wszyscy którzy tam lądują po raz pierwszy, czyli grałem na wszystkim po trochu próbując jak najwięcej ;). Moim głównym kompanem do grania był mój brat Roland, więc najchętniej pykaliśmy we wszystko co miało co-opa, wyścigi, shootery, bitki, rytmiczne, cokolwiek byle razem grać, a było na czym! Jako że ja gram na innych automatach niż reszta ekipy, to pokuszę się o micro opis kilku automatów na jakich grałem bo reszta pewnie ich nie opisze ;). Wybierałem głównie te maszyny, które oferują coś, czego żaden emulator ci nie da: kierownice, siedziska, dziwne kontrolery, guny itp.

Top Skater – nie wiedziałem że ten kultowy automat Segi jest w muzeum, Borsuk mnie do niego podprowadził, ale jazda! Protoplasta pierwszego Tony Hawka, który był inspiracją dla tej serii wciąż daje radę! Na desce skręcamy i robimy tricki opierając ręce na poręczach i się wyginając, trochę to wyczerpujące i z tą pozorowaną klimą się napociłem, ale następnym razem pogram jeszcze więcej! Może jakiś rekord się uda a nie tylko A klasa.

Ridge Racer – szpila od Namco znałem z PSX i średnio mnie przekonywał w tej wersji, ale na arcade to inny świat! Gra się dużo lepiej i od razu mnie wciągnęło, kolejny automat na liście do mocniejszego ogrania następnym razem.

Daytona USA – kolejny raz Sega, brat mnie zawołał do tego automatu bo można było grać we 2. Bardzo fajnie się ściga, ale największe wrażenie robi tutaj odbijanie kierownicy, potrafi wyrwać ramię z barku! Next time pogramy more.

Star Wars Racer Arcade – automat od razu rzucił mi się w oczodoły, jakieś dziwne manetki, future racer, plakietka Segi, w to mi graj! Ładna grafika, szybkie i responsywne sterowanie, ale ale te manetki robią robotę! To jedna  z tych gier która musi być ograna na automacie, jakieś mame można sobie wsadzić w otchłań. To którą manetką sterujesz określa przechył kosmicznego rydwanu, wymaga chwili przyzwyczajenia, ale jest extra!

The Lost World Jurassic Park – to zamknięta buda w której dwóch graczy może przy pomocy pistoletu postrzelać do gadzin. Automat robi wrażenie, cały się trzęsie, dźwięki dochodzą zewsząd, a akcje z T-Rexami robią robotę! Przeszliśmy na hard pocąc się niemiłosiernie bo duszno w tym boxie było ;).

Vampyre Night – automat od Namco nie robił takiego wrażenia jak Park Jurajski Segi, ale grywalnościowo go przebijał! Gotyckie klimaty, dwóch madafakierów strzelających do nieumarłego ścierwa i fajni bossowie, miło było rozstrzelać tą ekipę.

siedziałem głównie w narożnikach muzeum, ten i przeciwległy z racerami ;)

Smuteczek, czyli co nie działało. Niestety nieaktywna była buda z Sega Rally, Killer Instinct i Alpine Racer 2 ;/. Automat z Star Wars Racer Arcade nie miał aktywnego drugiego gracza (zawiesił się), a Sega Rally 2 miała słabszy monitor i kierownicę dla drugiego kierowcy. Jest to nieuniknione przy tym przebiegu tych leciwych maszyn, ale mimo to szkoda że się nie udało zagrać.

Jeszcze raz wszystkim dziękuję za uczestnictwo i organizację, fajnie było wspólnie pograć, szczególnie pozdrawiam „ekipę tarasową” z którą na spokojnie można było wymienić kilka zdań, których nie sposób wymienić w środku muzeum ;). Miało być 400 słów a jest 600, kurde muszę kończyć!

PS. Dzięki raz jeszcze retrek za upominek! Na bank z Borsukiem ogramy na live!

PS2. Wnioski na przyszłość – musimy ogarnąć jakieś identyfikatory, podać godzinę zdjęcia grupowego w zapowiedzi i może na „tarasie” zorganizujemy za zgodą właścicieli jakiś własny stolik by każdy wiedział gdzie się zbierać i pogadać bo w samym muzeum nie ma na to szans ;)


Borsuk

Witam serdecznie wszystkich retromaniaków z urlopu w Dziadowej Kłodzie! Wpadłem na chwilę zrelacjonować wrażenia z naszego mini zlociku. Po pierwsze – jak było? Fantastycznie i w dechę! Dopisała zarówno pogoda, jak i ludziska oraz automaty arcade umieszczone w krakowskim salonie gier, tfu, muzeum znaczy się… Zawiodły bramki na A4, które przytrzymały nas około 50 minut dłużej niźli zazwyczaj i spóźniliśmy się, tak po prostu. Waz z moim przyjacielem Szyszką i jego kumplami Kamilem oraz Tomkiem dojechaliśmy naszym UFOcarem dopiero na 12:30… Szybki niedźwiadek ze wszystkimi obecnymi i jadymy z gierkami! Z Cabalem666 załapałem bardzo szybko wspólny język i przeszliśmy wspólnie Operation Thunderbolt, i co z tego, że zabiliśmy na końcu pilota samolotu, którym mieliśmy uciec – i tak było w pytkę! Chyba z Cabalem to grałem najwięcej na automatach wszelakich, zaś najbardziej w głowie utkwiły mi nasze synchroniczne jazdy w Ridge Racer (a nie, sorki, only for 1 player), czy Sega Rally 2. Wersje domowe tych gier wymiękają, kierownica, siedziska, wielkie ekrany powodują o wiele lepsze doznania na automatach arcade! Tak, takie maszynki chciałbym mieć w domu i to obie!

Cabal666 ciśnie w Star Wars Racer (super automat!), Smakosz Piłat wali z lacia w Kung Fu Master, Bocianu zapiernicza po mieście Harleyem, a Larek i Sikor przemierzają galaktykę w Gyruss!

Jednakże ja przybyłem tutaj dla klasyki! A tej było co niemiara i to w najlepszym wydaniu – bo w oryginalnych budach! Spełnienie moich marzeń, czyli oryginalny automat Moon Patrol prezentował się kapitalnie i to jednak jego wybrałbym do domu zamiast Sega Rally 2, jednakże gałka trochę w nim szwankowała i przyspieszało się tutaj zbyt wolno. Bić rekordów w ten sposób nie sposób… R-Type – a tu dla odmiany wszystko smigało perfecto i się zdziwiłem mocno, gdy za pierwszym podejściem pobiłem swoją życiówkę i doszedłem do bossa w 4 etapie! Dopiero WojT musiał przyjść i mnie zamieść pod dywan, ale przez kilka godzin rekord salonu był mój! Kung Fu Master – ojojoj, znowu klasyk w oryginalnym opakowaniu – i tutaj nawet zaszalałem, 300 tysi przekroczone i rekord muzeum! Jednakże do WojTa było mi daleko na innych maszynkach, skasował skubaniec mój niezły wynik w Commando (znowu oryginalna buda), ale musze przyznać, że na automacie w tego klasyka gra się o wiele lepiej niźli w domciu! Obok Commando stał kolejny kult zwany Ghosts’n Goblins, i tutaj chwilkę pobiegałem Królem Arturem, ale później Grzesiu Devaam pozamiatał mną także na liście hiscore’a… Co jeszcze z grania? Końcówka Golden Axe z Piotrkiem Mallem i zabicie Death Addera, chwilowe szarpanie w Aliens 3 (przekozak!) oraz Jurassic Park (przekozak, ale tam już było za duszno w tej kabinie jeepa), i próba przejścia na jednej blaszce Contry na NES (automat Playchoice) wraz z moim przyjacielem Ślepym. Ślepy jednak nie dojechał z umiejętnościami (tłumaczył się, że do gałki nie przyzwyczajony…) i niestety polegliśmy. Cóż mogę powiedzieć – cienki herbatnik ze Slepego i tyle ;-). Do Gyrussa nie udało mi się dopchać bo Larek z Sikorem wylewali tam siódme poty, oryginalny Defender był trudny jak cholera, ale powiem szczerze – każdy miłośnik  klasyki arcadowej znalazł w tym salonie gier swoje siódme niebo: Centipede, Galaga, Space Invaders, Galaxian, Gaplus, Time Pilot, Donkey Kong, Popeye, Pacman… Normalnie, życie jak w Madrycie w latach 80-tych…

Naczelny Kark Repip czesze triki na desce w Top Skater, Grzesiek Devaam wymiata w GnG, WojT pobija żywcówkę w 1942, zaś Jacek Filarski zjada duchy w PacManie.

Dużo czasu upłynęło mi także na pogaduchach z ludźmi, zarówno znanymi mi wcześniej, jak i poznanymi dopiero na zlocie. Pojawiło się trzech moderatorów mojego kanału Retro Borsuk, czyli Piotr Mall (miłośnik broni palnej), z którym tradycyjnie żeśmy dużo pogawędzili, Jacek Filarski (mistrz Bomb Jacka), który długo się ukrywał w tłumie zwiedzających, a także Grzesiu Devaam (mistrz Ghosts’n Goblins)! Wręczyłem im pamiątkowe koszulki, pogadaliśmy, pograliśmy, fajowo było! Wymieńmy jeszcze innych świezo poznanych retro wariatów! Cabal666 okazał się super ziomem, do tego wielkim miłośnikiem Amigi i myślę o zaproszeniu go na czerwoną sofę do Borsuk Retro Gry TV, abyśmy poszarpali na Przyjaciółce i pograli też w jego ulubionego Cabala. Retrek także okazał się świetnym gościem – nawet sprezentował mnie i repipowi jakieś gry na PS4 (dla mnie klasykę Disneya, czyli Aladyn i Król Lew, a repciowi jakąś hulajnogę), Oak Duck z córką – bardzo wysoki i sympatyczny jegomość, także miłośnik broni palnej (przepraszam, że nie wziąłem Monty’ego dla córeczki, ale jak sam widziałeś on by sie tam męczył), Smakosz Piłat, który przejechał 600 kilometrów, by tylko przez chwilę się z nami spotkać (Brawo TY, mordo TY moja!), albo przesympatyczny Żółw82 z synem, który dojechał późno, ale entuzjazm miał wielki! Było też wielu innych znanych mi retro zgredów i nie tylko retro – jak Flab, Krzychu, czy inni moi kumple, których przepraszam za fakt, iż wolałem urzędować z nowymi twarzami, ale wiecie, rozumiecie, wy mnie macie prawie na co dzień ;-). Ooo, ucieszyłem się bardzo, że odwiedził nas mistrzunio Bocianu (gruuuubo cisnął na Harleyu!) wraz z żoną Olgą (moją fanką ;-)) i flobową ekipą! Oczywiście nie mogło zabraknąć także Fanki Larka i Borsuka (pozdrawiam!), ale jej adoracją zajął się tradycyjnie Larek, więc nawet nie wiem czy grała na jakichś automatach, czy tylko kibicowała Larkowi…

Zdjęcie zbiorcze, od lewej góry stoją: Larek, Fanka, Piotr Mall, WojT, Grzesiek Devaam, Retrek, Jacek Filarski, Żółw 82 z synem, Tomek, Bocianu. Poniżej siedzą od lewej: Sikor, Lokaty, Kamil, Szyszka, pod nimi pręży muskuły Repip, zaś na samym dole spoczywają: Cabal, Ślepy i Roland. Borsuk pstryka fotę.

Normalnie jak zobaczyłem spoconych na maksa Sikora, a także Repipa i jego brata Rolanda Godzillę to wiedziałem, że zlot się udał! Oni wyglądali jakby z siłowni wyszli, a nie z salonu gier! No właśnie – brak klimatyzacji to największa wada tego zlotu, który całościowo oceniam na 10=/10. Drugim poważniejszym minusem było dziwne zachowanie niektórych osób, które o tym, że były na zlocie powiedziały nam dopiero po fakcie, a tak to nawet się z nami nie przywitali… Rozumiem, że fobia społeczna, rozumiem, że świat wirtualny ważniejszy od realnego, ale baz jaj! Niektóre osoby mieliśmy tam spotkać po raz pierwszy, a skoro oni się ukrywali przed nami – to nie spotkaliśmy… Dobra koniec tematu, mam nadzieję, że się te chłopy ogarną (bo to dobre chłopiny) i w przyszłości przybijemy sobie piątki. Dziękuje wszystkim za udział i do następnego razu, a na koniec pocztówka z wakacji – czyli Monty in the Forest!

Dziadowa Kłoda i las, a w nim bestia zwana Montkiem! Przepięknie jest!

Każdą fotkę można powiększyć.


KSH

Zlot wyszedł naprawdę dobrze, czuć było (dusznego) ducha RNG. W swojej liście postaram się nie wymieniać tak zwanych „sprawdzajek”, pojedynczych rund w mordobiciach, lub jednorazowych przejażdżkach na wehikułach, bo to nie ma sensu. Spróbuję zatem opisać te szpile, które albo całkiem przeszedłem, albo byłem w nich daleko:

CADILLACS AND DINOSAURS –  tym automatem, o ile dobrze pamiętam, skończyliśmy wypad do Muzeum. Absolutny capcomowy klasyk, który jest jednym z najbardziej popularnych w Polsce. Wersja była na dwóch a nie trzech playerów, stąd graliśmy tylko w dwie osoby, a szkoda. Post-apokaliptyczny świat opanowany przez dinozaury czyni tę grę wyjątkową na tle ulicznych bijatyk typu Final Fight, Vandetta czy Double Dragon. Gra mojej młodości.

DIE HARD ARCADE – przeszedłem do końca z kolegą, bardzo spodobał mi się ten automat! Jeden z najbardziej udanych beat ’em upów w 3D. Dużo broni białej i palnej z ciekawym systemem QTE podczas etapów. Warty arcade na licencji filmu.

GAUNTLET LEGENDS – swój pazur pokazał dopiero podczas ogrywania w trzy osoby na maszynie, ponieważ na konsoli PS2 jakoś mnie zbytnio nie wciągnął. Jestem fanem staro-szkolnego Gauntleta i wolałbym w 2D niż 3D, ale skoro już człowiek nie miał wyboru, zostało grać! Dobry tylko na multiplayer jak większość takich tytułów.

LUCKY & WILD – przez chwilę jakimś cudem graliśmy w trzy osoby. Jeden kolega prowadził samochód, ja strzelałem z giwery kierowcy, a drugi kumpel miał swojego gnata i po prostu strzelał. Do czasu fajnie się tak grało, jednak takie ułożenie się nie sprawdziło i później już grali sami. Na emulatorze L&W nie dawał tyle frajdy – co innego ogrywać ten tytuł sam a co innego ze znajomymi.

było w czym wybierać

OUTRUN – gdy tylko zobaczyłem Outruna od razu wrzuciłem monetę na pusto i rozegrałem swój pierwszy rajd. Niestety głośniki innych automatów zupełnie zagłuszyły utwór Passing Breeze, jednak kierownica oraz skrzynia biegów wynagrodziły tę niedogodność. Najdalej zajechałem prawie do trzeciej trasy, co i tak było wyczynem po tak długim czasie niegrania w ten tytuł. Jedno wiem na pewno – marzy mi się ta maszyna arcade i widziałbym ją w domu. Jest tak rewelacyjna i regrywalna, że głowa mała.

STAR WARS ARCADE TRILOGY – kolosalny arkejd od Segi spotkałem już w którymś salonie gier lata temu w Katowicach. Podczas zlotu udało mi się przejść cały do początku do końca. Przypomniałem sobie jakie ciekawe sterowanie ma ta maszyna: joystick do symulatorów lotu, który służył również jako miecz świetlny. Grało się całkiem przyjemnie i szpil nie nudził wcale. A szturmowcy? Chybiali jak zawsze.

VIOLENT STORM – klasyk Konami, następca Crime Fighters oraz Vandetty. Grało się do końca na dwóch. Trochę za bardzo ciągnęła się ta chodzona bijatyka, szczególnie pod koniec miałem już dość. Pewnie dlatego, że byłem już wykończony innymi arcade’ami. Niemniej jednak dobrze było sobie przypomnieć tę grę i Borisem dać ostro po mordach.


Wojt

No… i stało się. Wydarzenie zostało odbyte. Mimo, że początkowo jak je planowaliśmy (tak spontanicznie) to nie wiadomo było jaki będzie odzew. Nawet pierwszy termin (czerwcowy) został przełożony. Ale ostatecznie się odbyło i było… co tu dużo mówić – WY-CZE-PIŚ-CIE. Mimo, że pogoda była całkowicie wskazująca na to, że jednak należy się przejść w góry, albo pójść nad jezioro, to jednak kilkadziesiąt osób (a może i kilkaset – patrząc na obłożenie przybytku w ciągu dnia) wybrało się do Muzeum. Ekipa RnG/GnG dopisała i było kilka znanych osób – okazało się, że ja też jestem rozpoznawalny 😊 Nie znałem wielu osób z twarzy, ale po krótkich wymianach zdań okazywało się kto jest kto, z kim „znamy się” z Live’a albo z komentarzy.

Co tu dużo mówić – my z Lokatym dotarliśmy ciut po 12, przebiliśmy się przez autostradę i bramki dość szybko – tracąc ok 20 minut maksymalnie. Polecam AutoPay, dzięki któremu nie trzeba się dopychać na pasach z kasami, tylko można się ustawić na maksymalnie lewym pasie i przejechać tam, gdzie aut najmniej (jednak mało ludzi korzysta z AutoPay :P). Na miejscu już była część ekipy i czekała na schodkach – część z nich spotkać można było później na tarasie, gdzie toczyły się ciekawe rozmowy – oj jak by się przydało, by taki zlot trwał z 48 godzin. By można było i oddać się szarpaniu na automatach i rozmowom – a jakże, bardzo ciekawym – i poznaniu ludzi bliżej. Bo umówmy się – przyjechaliśmy tam pograć i w większości temu procederowi się wszyscy oddawali – i to z ogromnym zaangażowaniem.

po Wojcie już nikt do automatu nie podchodził, bo nie było po co…

Napiszę za siebie i z mojej perspektywy. Ubawiłem się super i widziałem, że większość również miała dużo radochy. Bardzo mnie ucieszył fakt, że oprócz naszej ekipy, muzeum odwiedziło mnóstwo innych ludzi – dzieci, rodzin, młodych ludzi, którzy mieli wyraźną satysfakcję z obcowania ze sprzętem. A było z czym obcować – bo kolekcja się powiększyła o kilka ciekawych pozycji. Natomiast jak już repip zauważył, było tak, że kilka maszyn było wyłączonych, uszkodzonych, itp. – ale to jest normalne przy tej liczbie automatów i liczbie odwiedzających. Serwisant musiałby tam być non-stop i ciągle to naprawiać. Nas z Lokatym zasmucił bardzo fakt, że liczba pinballi zmalała do trzech, z czego grywalny był tylko jeden – South Park. Reszta niestety nie. A szkoda, bo się nastawiliśmy na ogranie kilku. Nie przeszkodziło to jednak Lokatemu złoić mi tyłka w rzeczonego South Parka – i to kilka razy 😊

A co jeszcze się działo z mojej strony – poza tym, że miałem BARDZO DOBRY dzień i poczułem niesamowitą magię tego miejsca, która przełożyła się w bardzo dobre wyniki w grach, w które grałem (np. 1942, Gyruss, R-Type, Commando… – wyniki możecie zobaczyć w Hi-Score). Ten dzień zresetował mój umysł i po powrocie do domu czułem się jakbym się cofnął w czasie o 30 lat – była wspaniała atmosfera i wspaniali ludzie. Czas minął zdecydowanie za szybko i nim się obróciłem, to już trzeba było wracać, bo gasili światło i muzeum opustoszało 😊

Na koniec – grałem głównie w single playery (i pobijałem swoje rekordy), ale zagrałem z Cabalem w Badlands – które daje dużo frajdy, bo dobrze zrobione jest tam sterowanie na tym automacie. Oraz grałem z Lokatym w The House of The Dead (niezła strzelanka z pistoletami), Die Hard Arcade (jak widać nie tylko my ogrywaliśmy) oraz Truxton II. Przy obu tych tytułach, do których wrzuciliśmy dziesiątki „wirtualnych monet”, by je ukończyć, zastanawialiśmy się, że poziom trudności jest okrutnie wysoki i jest pewnie niemożliwością wymasterować te tytuły tak, by przejść je na jednym kredycie. Albo że bardzo dużo trzeba było monet kiedyś wrzucić, żeby je wymasterować. Po prostu gry były wtedy pewnie tak projektowane, by dużo zarobić a jednocześnie wciągnąć gracza, by jeszcze próbował dalej. Oczywiście nie dało mi to spokoju i poszukałem na Youtube gameplaya z Truxtona, który nas niesamowicie zmęczył i zginęliśmy tam setki razy. I co? I da się. Tu filmik, jak gość przechodzi całą grę na jednym życiu i jednocześnie rozwala wszystkich przeciwników – opad SZCZENY!

P.S. Szykujcie się na kolejny zlot w tym samym miejscu!!! KONIECZNIE


Sikor

Jak to zwykle bywa, wypad z rodzinką nieco się opóźnił, choć niewiele (rzecz względna – około 40 minut). Wszystko byłoby do ogarnięcia, gdyby nie korek na około 50km przed Krakowem… W końcu na miejsce dotarliśmy około 12:20 i szczęśliwie weszliśmy do środka, gdzie szybko namierzyliśmy Larka z Fanką oraz resztę (mniej – więcej) ekipy, która już była na miejscu (nieskromnie dodam, że część osób przybyła dopiero po nas, więc nie byliśmy ostatni!

Tak się uczy dzieciaki w retro! Tu z synem Piotrkiem polujemy na dinozaury w Jurajskim Parku!

Mój syn Piotrek (prawie 6,5 roku) był pierwszy raz w salonie gier, ale… szybko się zaaklimatyzował (pewnie to przez treningi na Atari 2600 oraz na Atari 8-bit). Czas szybko mijał, na szybko ograłem kilka tytułów (głównie Tempest, Gyruss i mój ulubiony Defender, ale na tym ostatnim to muszę mocno potrenować. Po latach myliły mi się przyciski (odwracanie, bomba itp.) i nie było łatwo! Syn z żoną upatrzył sobie Harleya Davidsona i ostro na nim jeździł, a żona w tym czasie poprosiła o coś do picia z samochodu. Chyba ze strachu, że się młody rozbije w tak młodym wieku… Wychodzę na dwór, a tam… kicha! Ale nie taka do jedzenia, tylko z jednego koła mojego samochodu schodziło powietrze…. Szybki research za stacją benzynową (na szczęście tuż za rogiem, ale przyznam szczerze, że ludziki też chcieli pomóc) i podjechałem pod kompresor. Standardowe 2,3 atmosfery i słyszę syk. Szybka decyzja – dobijam do 3 i idę na stację dowiedzieć się o wulkanizatora. Szybka reakcja i mam 10 minut do zakładu, zajeżdżam dwie przed teoretycznym zamknięciem, ale… wulkanizator pojechał wcześniej zarejestrować samochód do przeglądu…. Nic to, google moim przyjacielem jest – i już mam wulkanizatora 24h. Jadę, płacę pięć dyszek i gotowe! Przy okazji dotankowałem na stacji obok i wróciliśmy do punktu wejścia, czyli do Krakow Arcade Museum.

Następnym razem pokonam Defendera! Obiecuję, choć to trudna gra…

W sumie całość przygody z oponą zajęła mi około 1,5h., ale potem już była tylko czysta zabawa do około 20:20! Tu głównie znowu Tempest (skromne 26 300) i Gyruss (drugi wynik po Wojcie). Nieco potem zabawa z synem na kilku innych automatach (głównie na dwie osoby, w tym Park Jurajski) i nie wiadomo kiedy czas minął. Zarówno syn, jak i ja – bawiliśmy się przednio! Żona wbrew temu, co twierdziła przed wyjazdem – też sobie kilka tytułów upodobała: Harley i symulator ciężarówki, którym zresztą udało mi się dotrzeć aż do trzeciej trasy! Ogólnie – polecam wypad do tego Muzeum Automatów każdemu – dla wszystkich dużych i małych to fajowa zabawa! Jak kiedyś sam dotrę na spotkanie – musi paść rekord w Defendera (niech tylko klawisze ogarnę na nowo), bo po latach wydaje się nieco szybszy niż kiedyś. Wiem jednak, że to tylko takie wrażenie, a może się starzeję? ;-) Powrót do domciu odbył się już bez żadnych przygód, choć jeszcze „na chwilę” odwiedziłem znajomego i wpadliśmy jeszcze na 10 minut do Smoka Wawelskiego. W domu byliśmy już przed trzecią rano, ale fajnie było! Mam nadzieję, że zobaczymy się tutaj następnym razem. A może odwiedzimy Pinball Muzeum w Warszawie?


Na koniec dziękujemy wszystkim jeszcze raz! Tym którzy przybijali piątki, pobijali rekordy i razem z nami się dobrze bawili. Kiedy kolejny wypad? :)

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox