Gracz czyta | Pegasus Extreme, Pegagruz #2

WlepaJakiś czas temu zrobiłam przegląd literatury zagranicznej, a właściwie jedynie anglojęzycznej, dotyczącej NES-a. Górnolotnie to zabrzmiało, ponieważ jednak sięgnęłam jedynie po te pozycje, do których miałam dostęp, a których zakup, z naciskiem na przesyłkę, nie zmuszałby mnie do przeprowadzki pod most. Tym większa jest moja radość, że w końcu ukazało się coś polskiego o mojej ulubionej konsolce, na dodatek w papierze! Na obydwie omawiane pozycje ostrzyłam sobie mocno zęby. Czy było warto? Zaraz się dowiecie.

Pegasus Extreme

Kiedy tylko na FB zobaczyłam, że na pewnym portalu aukcyjnym pojawił się preorder, nie zastanawiałam się ani chwili. No dobrze, refleksja towarzyszyła wyborowi jednej z kilka okładek, jednak prędko Goal 3 zmiótł konkurencję. Datę ukazania się numeru dobrze zapamiętałam i czekałam na przesyłkę. Czego się spodziewałam? Cóż, najbardziej zawsze lubię rozmawiać o samych grach, nie tyle samym zjawisku, jakim jest nasza podróbka podróbki, dlatego ciekawiły mnie opinie na temat pozycji, które doskonale znam, jak również recenzje tytułów mniej przeze mnie ogranych.

Nie obyło się bez niesmaku na początek, ponieważ przesyłka była spóźniona. Nie tylko u mnie – wydruk magazynu się przesunął, o czym nikt jakoś wcześniej nie poinformował. Sama też miałam niewielką przygodę, ponieważ dostałam okładkę z Duck Hunt, a zamówiłam inną, jednak wydawca stanął na wysokości zadania i dosłał zakupiony pierwotnie egzemplarz. Już po samym przekartkowaniu jarałam się niesamowicie. Niektórzy krytykowali papier, ale mnie się podobał. Jest śliski i pachnie, więc spełnia moje wymogi. Faktycznie dominują recenzje, których jest masa. Ważniejszym tytułom poświęcono stronę, zwykle jednak to jedna trzecia lub połowa. Prócz tego artykuły o Pegazusie w Polsce, ale też teksty około giereczkowe, choćby o Kapitanie Tsubasie czy animatorach Hannie i Barberze.

Najwięcej emocji wzbudzało we mnie czytanie recek. Wybór był czysto subiektywny, czuć było, że każdy redaktor sięgnął po tytuły, które doskonale znał, żadna gra nie została nikomu na siłę narzucona. Nie można zatem jednoznacznie ocenić, że sugerowano się jakimś kluczem najlepszych wydanych gier, czy czegokolwiek w tym stylu. Oczywiście nie sposób wyobrazić sobie czasopisma o Pegasusie bez opinii na temat Super Mario BrosMegaMana 2, czy choćby Contry. Te gry faktycznie cieszyły się uznaniem wielu graczy, co znalazło odzwierciedlenie w odpowiednio wysokich ocenach. Sama także jak najbardziej podpisuję się pod opinią na temat Goal 3, które otrzymało dyszkę. Najwięcej kontrowersji wzbudziła u mnie 3 dla Legend of Kage, ale jak wiadomo recenzje rządzą się swoimi prawami. Coś, co jednej osobie może się podobać, kogoś innego wręcz odstręczy.

Artykuły są porządnie napisane, widać że autorzy nie tylko odnosili się do swoich doświadczeń i wspomnień, ale też sięgali głębiej. Ukazują popilarność Robocopa oraz Drużyny A. Choć programy te przypadają na lata świetności Pegasusa, nie czerpałam z nich aż takiej przyjemności, gdyż jestem nieco młodsza i fenomen tych produkcji nie zbiegł się z moim dzieciństwem. Ciekawie czytało mi się o grach na ryneczkach, bo tutaj już wspomnienia mam. Niewielkie, gdyż wychowywałam się na wsi i tylko raz na jakiś czas jeździliśmy do rodziny w Przemyślu, gdzie faktycznie można było poprzebierać w grach, czasem wymienić coś, jeśli zakup nie pasował. Jeden Azer posiadał nawet TV i był absolutnym królem na dzielni. Na jego stoisku zatem nie dało się nabrać na jakieś fikuśne okładeczki, każdy mógł zobaczyć, z czym przyjdzie mu się zmierzyć.

Czas przejść do słynnego “ale”. Niestety, musi się ono pojawić i mocno wybrzmieć. W całym numerze jest masa literówek. Nie, nie są to pojedyncze sytuacje, kiedy to komuś umknęła pomyłka, co zdarza się i najlepszym. Błędy tego typu sypią się hurtowo, co w moim odczuciu stanowi dowód na to, że ktoś – autor tekstu, redaktor, korektor? – zrobił to po prostu na odpierdol. Nie wiem, czy wynikało to z obsuwy i nie dopilnowano tego, by fani nie psioczyli jeszcze bardziej, czy faktycznie wydano to nieco po macoszemu. Druga sprawa, szczególnie istotna dla kolekcjonerów, wiąże się z konkursem. Zadaniem było napisanie wiersza o grze lub konsoli i aby wziąć w nim udział, należało wyciąć kupon, który dołączano do zgłoszenia. Z jego drugiej strony znajdywał się fragment innego tekstu. Wiem, że bywało tak i w starszych czasopismach, ale jednak udział w zabawie wiązał się z poświęceniem. Dla mnie nie był to taki problem, bo miałam dwa egzemplarze (wysłany ze złą okładką i właściwy), ale dla kogoś, kto kupił jeden i chciał mieć kompletny numer na lata, mogło to stanowić przeszkodę.

Trudno mi jednoznacznie ocenić tę pozycję. Miałam na nią ogromny hype, jak zresztą na wszystko, co wychodzi po polsku o NES-ie, jednak ta radość nieco ulatywała. Nie wiem, czy to kwestia ogromnych oczekiwań, czy jednak pewnych braków, choćby i czysto gramatycznych, ale czuję pewien niedosyt. Zamiast artykułów o popkulturze, można było uderzyć w tekst o jakimś studiu czy temat bliższy samym grom, jak egranizacje. Niestety, nie pokuszono się o to. Sam zamysł mi się bardzo podoba i przyznaję bez bicia, że gdyby postanowili wydać kolejny numer o Pegazie, także zamówiłabym w dniu ogłoszenia informacji. Ze względu na mieszane uczucia stawiam żółtko, jednak jeśli ktoś słabo zna grotekę NES-a, a zamiast samej platformy chciałby jeszcze poczuć sentymentalną nutkę i klimat lat 90., może dać zieleń, ale też nie jakąś mocną.

Retrometr


Pegagruz #2

Kolejne czasopismo dotyczące NES-a, tym razem nie o takim nakładzie, a wręcz wydane własnym sumptem przez redaktorów z forum Contrabanda. O tym, że ma pojawić się drugi numer dekadnika dowiedziałam się z ich strony na Facebooku i momentalnie się podkręciłam. Okazało się jednak, że pierwszeństwo do zakupu premierowego magazynu będą mieć członkowie zlotu fanowskiego. Jako że miałam w tym terminie inne obowiązki, przyjęłam z godnością informację o tym, że raczej do numeru nie dotrę, gdyż nakład nie był zbyt wysoki. Historia ta miała jednak szczęśliwe zakończenie, ponieważ kilka egzemplarzy zostało, dzięki czemu i ja mam swój. W razie zainteresowania wersję PDF-owską udostępniono za darmo. Czy warto było walczyć o pierwszeństwo do zakupu?

Nie udzielę tej odpowiedzi od razu, bo nie będziecie dalej czytać :p Na początek przedstawię zawartość numeru. Znajdziemy w nim recenzje, ale bardziej rozbudowane niż w opisywanej wyżej gazetce. Kilka tekstów jest starszych, co zaznaczono w tekście. Jak dla mnie samych informacji o grach było za mało, ale faktycznie trzeba oddać, że autorzy świetnie się przygotowali do ich napisania. Nie znajdziemy jedynie oceny gry, do której przysiedli, ale też szerszy kontekst, jakąś historię, na bazie której powstała konkretna pozycja. Żeby podać to na przykładzie jakiegoś popularnego tytułu, wskażę recenzję Monster in my Pocket, gdzie znajdziemy także informacje o fenomenie figurek, których wirtualni przedstawiciele pomykają po ekranie. Nie jestem aż tak zaznajomiona z ekipą, więc nie wiem, czy to redaktorzy się wyrobili, czy może za starsze teksty odpowiadali jedynie użytkownicy, ale nówki zdecydowanie przeskakują poziomem teksty spod szyldu Z archiwum Y. Uderza w nich duża swoboda słowa, nie ma tak mocno zarysowanych ram jak u Ekstrimowców, a jako że nie jestem purystką, kompletnie mnie to nie razi.

Teksty publicystyczne również są bardzo rozbudowane. Znajdziemy długi tekst o historii Sunsoftu, będący wyimkiem dłuższego cyklu, kilka felietonów, obszerne relacje z turniejów, jakie odbywały się na zlotach, a także tekst, który mnie szczególnie zainteresował, dotyczący strony Retroachievements. Sama mocno wkręciłam się w zdobywanie trofeów w grach na NES-a (chciałam popróbować też z PSX-em, ale nie udało mi się odpowiednio skonfigurować emulatora), dzięki czemu do niektórych tytułów wróciłam ponownie, po wielu latach, inne z kolei dopiero odkryłam, część udało mi się scalakować. Autor przedstawia swoje wrażenia oraz przykładowe osiągnięcia, które zdobył w Contrze. Jak na czasopismo z prawdziwego zdarzenia przystało, pod koniec numeru możemy trafić na giereczkową krzyżówkę, a także horoskop. Zgodnie z Pegagruzową wróżką, jestem graczem, który ma wysokie skille. Raczej nie jest to prawda, ale cóż, w tym wypadku zamierzam zaufać gwiazdom ;)

Co do samego wydania, jest bardzo porządne. Twarda, lakierowana okładka, papier też niczego sobie.  Jest to trochę nieporęczne podczas czytania, ale jednak zapewnia trwałość czasopismu. Na niektórych stronach znajdziemy okładki gier lub ich reklamy, co wpływa mocno na klimat. Co będzie po stronie minusów? Cóż, tutaj też się ich nie ustrzeżono. Jako że numer wydawali sami Contrabandyci, w jakości przedstawionej wyżej, numer jest drogi. Jestem bezdzietną lambadziarą, więc mam zawsze przygotowane zaskórniaki na takie momenty jak szybki zakup czasopisma o Pegazie, jednak 50 zł to całkiem sporo. W takiej cenie hulają Retrogamery. Druga rzecz to objętość. Im więcej się czyta, tym więcej się chce. Prawdopodobnie więcej stron oznaczałoby wyższą cenę, ale jednak 82 strony jak na czasopismo wychodzące raz na dziesięć lat… Gdyby pojawiało się częściej, byłoby super, ale jestem świadoma wielu trudności, które towarzyszą takiemu wydaniu. Literówki też się zdarzały, ale to raczej pojedyncze sytuacje, nie tendencja.

Płynąc do brzegu, tutaj także mocno zajarałam się możliwością zdobycia numeru poświęconego w zupełności Pegasusowi. Przesyłka była o czasie, hype utrzymuje się cały czas. Mimo mojej sympatii do recenzji, wydanie Contrabandy wydaje mi się lepsze. Dużo ciekawostek, mniej jazdy na sentymencie (chyba że był to pewien wymóg edytorski, jak choćby w przypadku Retro od CD Action, wówczas się nie czepiam). Jak zawsze, nie jest idealnie, a i ja, choć zwykle mam mało wymagań, tu jestem wyjątkowo kapryśna, bo mówimy o sprzęcie, który bardzo lubię, stąd mam jakieś wygórowane pragnienia związane z tekstami. Myślę, że za całokształt można dać zieleń, choć zdecydowanie postuluję o to, by dekadnik ukazywał się częściej. Nie wiem, jaka jest opinia innych czytelników, ale nakład “pozazjadzowy” zszedł na pniu, więc chyba byłoby dla kogo tworzyć.

Retrometr

Podsumowując obydwa teksty, nadal jest mi mało NES-a w przestrzeni publicznej. Fani innych starszych sprzętów, choćby Commodore i Amigi, doczekali się dedykowanego sobie medium pisanego. Z pewnością przy cenach papieru porwanie się na wydawanie czegokolwiek jest misją trudną, ale fajnie by było, by więcej tekstów o grach na ten sprzęt mogło pojawiać się w szerszej przestrzeni. Tym bardziej zachęcam do publikacji recek u nas, choćby i w sieci, żeby móc powymieniać się opiniami na temat bardziej i mniej znanych gier na tę maszynkę.

O Prezesowa 70 artykułów
Nowa na pokładzie, gotowa do pracy! Ulubione gatunki gier: jRPG-i, wszelkie Simsy, sportowe, platformówki, "GTA podobne" oraz tytuły poruszające problematykę moralną. Posiadane platformy: NES (no dobra, Pegasus), PSX, PS2, PSP, PC, od niedawna także PS3, przy czym najukochańszą jest ta pierwsza. Raczej casual niż hardcore, niemniej potrafiąca docenić tytuły kopiące w rzyć.