Recenzja | Doom 3, Doom 3: Resurrection of Evil, Doom 3: The Lost Mission (PC, Xbox, X360, PS3)

Wlepa

Na kolejną część marsjańskiej opowieści na PC gracze musieli nieco poczekać, bo aż 10 lat. Widocznie ID Software dopiero po dłuższym czasie przypomniał o swoim największym hicie i dał nieco odpocząć Quake’owi.

Doom 3

ID Software – PC, Xbox (2004)

Doom 3

Jest rok 2145, największy znany ośrodek badawczy Union Aerospace Corporation (UAC) zajmujących się głównie biotechnologią i odkrywaniem kosmosu od wielu lat prowadzi rozmaite eksperymenty na powierzchni Marsa. Podczas długotrwałej eksploracji tej nie za bardzo idealnej do życia planety odkryto szczątki zaawansowanej pozaziemskiej cywilizacji. Parę dni później zaczęło dziać się coś złego, jeden z naukowców zaginął w tajemniczych okolicznościach. Natychmiastowo podjęto wszelakie środki ostrożności i wysłano wiadomość na Ziemię o treści: „Potrzebna pomoc, przyślijcie tu kogoś”. Wniosek został rozpatrzony pozytywnie, bo w końcu kto tam wie co może się jeszcze przytrafić grupce naukowców. Sprawa jest na tyle poważna, że najlepiej by było wysłać doświadczonego w bojach żołnierza, w którego wcielisz się Ty drogi graczu! Po niezbyt ciepłym powitaniu zauważasz, że z pozoru zwykła misja polegająca na ochranianiu paru cywilów nie będzie należała do najłatwiejszych i będzie cię czekać piekło.

Niestety nasz komandos nie posiada kapcia do samoobrony przed marsjańskimi pająkami.

Tak mniej więcej prezentuje się fabuła. Jak pewnie zauważyliście jest ona bardzo, aż za bardzo podobna do tej z części pierwszej, można by powiedzieć, że mamy do czynienia z rebootem tej serii. Po dość długawym i nudnym początku, kiedy zwątpimy, czy na pewno gramy w Dooma wreszcie zaczyna się coś dziać, wiadomo – awaria, tajemnicze wrogo nastawione potwory i takie tam sprawy, a no i oczywiście tylko nieliczni ocaleli, w tym my. Niby nic nowego, no ale w tej serii fabuła jest sprawą raczej trzeciorzędną, liczy się ostra jatka w rytmie dynamicznej muzyki.

I w tym miejscu zaczynają się pojawiać problemy z grą. Mniej więcej przez pierwsze dwie godziny gry będziemy głównie strzelać z strzelby w zombiaki w totalnych ciemnościach, nie raz zaliczając jumpscare z ich strony. Później do obsady dołączą impy rzucające kule ognia, które odrobinkę zwiększą dynamikę gry, ale i tak przez 90% rozgrywki będziemy łazić po ciemnych, nudnych i opuszczonych kompleksach badawczych, zbierać klucze oraz kody dostępu, otwierać kolejne drzwi w celu znalezienia kolejnych kart z kodem dostępu, by dostać się do windy i zacząć kolejny poziom. A co z pozostałymi 10% spytacie? Otóż dla różnorodności będziemy przechadzać się po powierzchni planety zważając że nie możemy przebywać na otwartym powietrzu za długo, gdyż nasze zbiorniki z tlenem na to nie pozwolą. Przyznaję, że te sekcje są ciekawie zaprojektowane, bo nie dość że musimy jak najszybciej dostać się do kolejnej sekcji to jeszcze okazyjnie będzie trzeba wyeliminować parę demonów stojących na naszej drodze, a i co najważniejsze na powierzchni Marsa nie ma ciemności.

W późniejszych godzinach gry dołączy nieco więcej typów przeciwników, będącymi w większości starymi, dobrymi „znajomymi” z dwóch poprzednich odsłon po paru drobnych modyfikacjach w wyglądzie, jak i w zachowaniu, ale ciemności jak były, tak nadal są. Od czasu do czasu będziemy mieli niepowtarzalną możliwość zagrania na automacie w Super Turbo Turkey Puncher 3 bijąc kolejne rekordy.

Jeżeli chodzi o pukawki to niestety wymagają przeładowywania magazynka. Będziemy eliminować marsjańskie bestie głównie z wykorzystaniem sprawdzonych w boju narzędzi: pistoletu, strzelby, chainguna, rakietnicy, działka plazmowego, piły motorowej oraz BFG, jak i z całkowicie nowych broni: karabinu maszynowego, granatów oraz… latarki i z tej niestety będziemy najczęściej korzystać. Tak dobrze przeczytaliście, przez większość czasu będziemy latać z bezużyteczną latarką, by oświetlić drogę, a jak coś na nas wyskoczy to ułamku sekundy trzeba przełączyć na coś mocniejszego. Jest jeszcze jedna, nowa broń, na tyle potężna, że nie dość, że uzyskujemy ją pod koniec gry to jeszcze możemy ją użyć dopiero co parę fragów, ale za to ma nielimitowaną amunicję i potrafić leczyć, miodzio!

Powiało trochę pierwszym Half Life’em.

Kolejną niezbyt przemyślaną decyzją jest kwestia amunicji, a właśnie jej niedostatki, jak mamy powodować masakrę na Marsie, gdy w naszym karabinie maszynowym zaczyna brakować amunicji i pozostaje nam „siejenie zniszczenia” z użyciem pistoletu? Owszem, co jakiś czas będzie można znaleźć parę dodatkowych naboi w szafkach, tyle że te są zabezpieczone szyfrem, i tu zaczyna się zabawa. Tak jak wcześniej wspomniałem, aby dostać się do kolejnych pomieszczeń czasem wymagana jest karta dostępu, a czasem wpisanie trzycyfrowego hasła, a jak je zdobyć? Ano poprzez czytanie zgranych wiadomości e-mail, przyklejonych żółtych karteczek na monitorach i szukania tych nieszczęsnych cyferek w prywatnej korespondencji. Dobrze, chociaż że każda z szafek jest ponumerowana, dzięki czemu wystarczy tylko wydrukować z internetu listę i szukać odpowiedniego kodu, nie zaprzątając sobie głowy czytaniem prywatnej poczty. Pomysł może i na papierze był ciekawy, tyle że pasuje on bardziej do gier RPG, niż do strzelanki typu: „najpierw strzel, a potem zadaj pytanie”.

Jedną z największych bolączek, czyli problem z latarką oraz amunicją naprawiono w reedycji BFG Edition (teraz możemy strzelać i świecić przed siebie!), ale to i tak mało by dorównać poziomowi pierwszego i drugiego Dooma.

Naprawdę ciężko mi jednoznacznie ocenić tę grę. Z jednej strony gra oferuje mroczno realistyczny klimat jakbyśmy naprawdę wylądowali na kosmicznej stacji badawczej zaraz po katastrofie, z drugiej zaś strony ciężko by wnętrza laboratoriów były różnorodne pod względem wizualnym, no nie da się tam na przykład wrzucić pustyni, zamku czy lasu pokrytego śniegiem. Owszem gra stara się co jakiś czas zarzucić jakąś różnorodnością w postaci przejażdżki kolejką rodem z Half Life czy zabawa z kierowaniem platformy sunącej po szynach jednak po dłuższym graniu czuć lekką monotonię. Starcia z przeciwnikami bywają emocjonujące, gdyż nigdy nie wiadomo, z której strony dany stwór się pojawi. Nie raz przydarza się sytuacja rodem z jRPGów: idzie sobie człowiek po pustym korytarzu, trafia do równie pustego pokoju, aż tu nagle random encounter, robi się pomarańczowo i wściekły imp wyskakuje z teleportera, by zaraz potem zza drzwi wyskoczył zmutowany żołnierz.

Niekiedy trafimy na naprawdę CIEMNE sekcje.

Dopiero tak w mniej więcej czwartej godzinie rozgrywki gra pokazuje pazura, gdy wkroczymy na chwilę do marsjańskiego piekła. Oj tam to się będzie działo: oceany lawy, tajemnicze lewitujące platformy, jeszcze więcej wrogów oraz aura niepewności, no nareszcie czuć, że gra się w Dooma. Szkoda tylko, że ten jeden jedyny level wyróżnia się na tle pozostałych, chociaż w ostatnich poziomach także coś się dzieje. Eh, gdyby tylko te wcześniejsze poziomy w laboratoriach skrócono o co najmniej połowę, a dali więcej tych końcowych.

Niestety Doom 3, który de facto jest częścią czwartą* nie dorównał poziomowi poprzednich części, głównie dlatego, że zbyt długo się rozkręca, gdyby z tych sześciu godzin gry ucięto pierwsze cztery to spokojnie dałbym zieloną notę (oczywiście dla wersji BFG). A szkoda, bo pod koniec robi się ciekawie i dynamicznie, owszem nie jest to ta sama prędkość jak w poprzednikach, ale i tak jest dobrze. Graficznie stoi na bardzo wysokim poziomie, ale jak wiadomo nie samą grafą żyje człowiek. Prawdopodobnie, gdyby to nie była kontynuacja Dooma, a zupełnie inny tytuł, to potraktowałbym łagodniej tą produkcję, a tak wyszedł tytuł dobry i tylko dobry.

Jeżeli naprawdę chcecie zagrać w trzeciego Dooma definitywnie polecam zapoznać się z remasterem z 2012 (który niestety nie obsługuje modów), który nie dość, że jak wcześniej wspomniałem naprawia największe minusy gry zwiększając dynamikę gry to jeszcze w gratisie dostajemy Ultimate Doom, Doom 2, Doom 3: Resurrection of Evil oraz dwie piekielnie gorące nowości: dodatek do dwójki Thy Flesh Consumed, oraz zupełnie nową kampanię The Lost Mission niedostępną nigdzie indziej.

Retrometr

Ocena dla BFG Edition

*prawdziwą trójką jest Doom 64 utrzymany w duchu oryginału, z nową, mroczniejszą grafiką, wydany z początku na Nintendo 64, a wydany na PC i konsole nowej generacji w 2020 roku.


Doom 3: Resurrection of Evil

Nerve Software – PC, Xbox (2005)

Doom 3

Akcja dodatku dzieje się zaraz po wydarzeniach z podstawki. Wcielamy się w kolejnego komandosa z kolejną misją badawczą, tym razem w samo centrum zamieszania, co jest jak najbardziej na plus.

Standardowo zaczynamy z piąchami i pistoletem u boku, by zaraz potem podnieść parę lepszych, podstawowych gnatów. Prawdziwą perełkę uzyskujemy w mniej więcej dziesiątej minucie gry – Gravity Gun… znaczy Grabber, który tak jak w Half Life 2 służy do podnoszenia i rzucania metalowymi przedmiotami. No i kto od kogo ściągnął pomysł, oto jest pytanie? Jednak działko grawitacyjne nie jest tu główną atrakcją, gdyż paręnaście minut później dostajemy nowy artefakt, może i nie tak potężny, jak ten z podstawki, ale i tak daje czadu, a jest nim lewitujące serduszko umożliwiające aktywowanie bullet time prawie jak wydany w tym samym roku F.E.A.R. Wtedy żaden kosmiczny bydlak do nas nie podskoczy. Oczywiście efekt trwa parę sekund i musimy doładować starożytną broń wchłaniając ciała poległych żołnierzy oraz naukowców, a takowych ładunków możemy mieć przy sobie aż trzy. Co ciekawe możliwość spowalniania czasu przyda nam się nie tylko w boju, ale i także do rozwiązywania zagadek logiczno-zręcznościowych, np. podczas przebiegnięcia się pod zamykającymi się drzwiami trzymając baterię, które je zasilała, albo jako pomoc w unikaniu latających ostrzy podczas spaceru po wąskiej platformie. Właśnie takich momentów brakowało mi w oryginalnym Doomie Trzy.

A tu mamy swoisty klasyk: Doom 2,5 – Hell on Chicken.

Co ciekawe to nie koniec atrakcji, gdyż twórcy dali nam do dyspozycji ulubioną zabawkę z dwójki, czyli dwururkę, która jak w klasyku z 1994 potrafi spowodować niezłe spustoszenie, o ile uda nam się takowego delikwenta trafić, gdyż tutejsi przeciwnicy są bardziej ruchliwi niż poprzednio, no chyba, że wcześniej aktywujecie spowolnienie czasu. Nawet nie wiecie jaką satysfakcję daje ustrzelenie ufoka nim ten zdąży wypowiedzieć „Gutten Tag, mój ziemianinie!” parę milisekund po zakończeniu teleportacji.

Przez pierwszą godzinę gry głównie będziemy walczyć z dobrze znanymi z poprzedniej historii impami i zombie komandosami, spotkamy też nowych osobników, z którymi raczej nie zawrzemy znajomości. A mowa tu o nowej odmianie latających czaszek oraz o Vulgarze będący czymś w rodzaju ksenomorpha z serii Obcy, który dodatkowo rzucająca kulami plazmy, które możemy złapać w locie Grabberem. Są też nowi, świetnie zaprojektowani bossowie, na których będzie trzeba znaleźć metodę. Przykładowo jeden z nich jest wrażliwy tylko, ale to tylko w momencie jak odsłoni swe serce na parę sekund, kolejnym przykładem jest delikwent będący poza naszym zasięgiem, którego mogą zranić jego własne kule plazmy chętnie przyciągane przez nasz pukawko-magnes.

“Zatańczysz ze mną jeszcze raz, OSTATNI raz.”

Z tego, co udało mi się wyczytać w ulepszonej wersji BFG usunięto trzy proste minigierki, w tym arkanoida, w ich miejsce dano możliwość ogrania po raz kolejny Super Turbo Turkey Puncher 3. Nie jest to jakiś ogromny minus, ale warto o tym wspomnieć.

W RoE jest szybciej, dynamiczniej i równie mroczno, jak i brutalnie. Podobnie jak w podstawce przez większość czasu będziemy zwiedzać opuszczone stacje badawcze, jednak są one lepiej i ciekawiej zaprojektowane, ba nawet etap w kanałach o dziwo nie jest irytujący. Czy dodatek okazał się lepszy od oryginału? Mimo że jest o połowę krótszy to moim zdaniem definitywnie tak.

Retrometr


Doom 3: The Lost Mission

ID Software – PC, Xbox 360, Playstation 3 (2012)

Doom 3

W trzecim Doomie trzy (dostępnym tylko w edycji BFG) od razu wrzucaniu jesteśmy w wir przygody, króciutkie jednominutowe intro i już wkraczamy do akcji ubijając pierwszego ufoka z pistoletu. Potem oczywiście dostajemy strzelbę i karabin maszynowi i robimy to samo co zwykle, co nie znaczy, że jest to wada. W zaginionych misjach uzyskujemy 8 dodatkowych mapek (które rzekomo miały pojawić się w podstawce, w co osobiście wątpię), czyli można by powiedzieć, że to taki bonusowy epizod tak jak to było w przypadku jedynki. Jakie dodatkowe atrakcje przygotowali dla nas twórcy po 7 latach od wydania poprzedniego dodatku do gry? Niestety was rozczaruję, ale poza dodatkowymi poziomami to nic. A jak się mają nowe lokacje? Podobnie jak poprzednie, z tą różnicą, że nowe poziomy są bardziej liniowe i głównie nastawione na strzelanie, czuć w nich nową szkołę tworzenia poziomów, co dla jednych może być plusem, dla innych minusem.

Czy warto zagrać w Zaginione misje? No jasne, że tak, początkowo miałem napisać, że jest to tylko zwyczajna paczka dodatkowych poziomów, tyle że ów poziomy są na tyle wykonane, że z miłą chęcią po raz trzeci wkroczyłem w marsjański świat pełen tajemnic i niezbyt towarzyskich stworzeń.

Retrometr

Na kolejnego większego Dooma (bez numerka w nazwie) gracze musieli poczekać kolejne 11 lat. W międzyczasie powstał film aktorski na podstawie trójki w klimatach horroru, smartfonowy spinoff, dwie turowe gry RPG na komórki java oraz parę książek nieznajomej mi jakości.

Informatyk z zawodu i zamiłowania. Ulubione gatunki: platformówki, gun and run, FPSy, TPSy, wyścigowe, metroidvanie oraz cała reszta co jest szybka i dynamiczna - wiek gry nie ma znaczenia. Posiadane platformy: Commodore C64, Brick Game, Pegazus, PC