Recenzja | Crash Bandicoot 2: Cortex Strikes Back

crash bandicoot 2 psxTo ptak! To samolot! Nie! To Jamraj Kraksa z jetpackiem na plecach!!

Co tu dużo mówić, czego bym nie napisał nie będzie to tutaj odkrywcze. No bo jak zapowiedzieć Crasha, skoro już widząc miniaturkę na stronie głównej 90% z Was uruchomiło w głowie procesy odpowiedzialne za wspomnienia i nostalgię. Rudzielec żrący jabłka był nieoficjalną maskotką szaraczka, który w naszym kraju był niemal bezkonkurencyjny, no bo tych kilku wariatów z N64 i Saturnem nijak nie mogło zagrozić kolosowi, z resztą suche fakty potwierdzają podobną sytuację na innych światowych frontach. Do tego teraz większość fanów już zapewne zaliczyła najnowszy remaster na PS4… opowiem Wam zatem może jak odpaliłem po latach kolejny raz Jamraja Kraksę i zakochałem się na nowo.

Well, well, well. If it isn’t Crash Bandicoot. Welcome. I apologize for the crude means used to bring you here

Był grudzień 2017 roku, okres przedświąteczny w którym to magia unosi się w powietrzu zarażając nutką nostalgii gburów i prostaków przez co nawet taki ktoś jak ja ma ochotę, by „odpłynąć” w tej eterycznej zupie złożonej z wspomnień oraz zakodowanych w podświadomości obrazów i dźwięków. Korzystając z okazji przyprawionej nutką aromatu cebuli zakupiłem w owym grudniu roku pańskiego 2017’tego Jamraja Kraksę Drugiego. Przybyła przesyłka wspomagana przez hiper użyteczny system paczkomatów inspirowany warproomami i stanąłem przed niezwykłym zadaniem – sprawdź czy płyta działa. Tak oto w malutką, ale jakże zgrabną paszczę mego PSOne trafiła płytka o czarnym jak smoła spodzie. Neurony pracowały na podwójnym gazie gdy pojawiła się charakterystyczna muzyka i postacie, pad ułożył się w dłoni niczym miecz w ręku doświadczonego wojownika – instynktownie i skutecznie. Dałem sobie kilka minut na wykonanie zadania o nazwie sprawdź czy płyta działa i wpadłem w zakrzywioną czasoprzestrzeń – pułapka zastawiona przez obcego mi czarnoksiężnika zadziałała. Odzyskałem świadomość po kilku godzinach, zdając sobie sprawę, że niemal ukończyłem podstawowy tryb gry z nawiązką. Ogoliłem z kryształów mnóstwo krain śmiejąc się w twarz przeciwnością losu – całkowita dominacja nad tym światem była kwestią kilku wieczorów, przepadłem…crash bandicoot 2 psx

Cóż innego miałem zrobić? Arcywróg o głowie bojlerokształtnej znów zapragnął zniszczyć ten świat, a ja byłem jego jedyną nadzieją. Nie było misternych intryg, wzniosłych dialogów, dramatycznych scen, czy heroicznych czynów. Ot po prostu – dałem się porwać w wir warp roomów i przemierzałem kolejne krainy. Były to wielce zróżnicowane światy, od dżungli wypełnionej ruinami skąpanymi w deszczu przez zalane kanalizacje po śnieżne odstępy skute śliskim lodem. Mimo tego, że jak już przystało na serię poruszałem się wąskimi korytarzami z rzadka pozwalającymi udać się w inny wąski korytarz niż ten startowy nie odczuwałem schematyczności i nudy. Niegrzeczne Psy smagane batem przez swych chciwych i okrutnych panów z Universal Studios dwoiły się i troiły by zapewnić mi rozrywkę na każdym kroku. I tak oto jednego dnia pływałem po bagnach deską motorową depcząc żarłoczne kwiaty, innego zaś dnia uciekałem na oślep co tchu przed wygłodniałym niedźwiedziem wielkości stodoły. Przyszło mi też pogrążyć się w kompletnych ciemnościach mając za światełko w tunelu wątłego świetlika, który w każdej chwili mógł zgasnąć niechybnie narażając mnie na wejście wprost w przepaść. Pomysłów nie brakowało, część była znana już w pierwszej części, ale doszło również wiele dobrego z nową odsłoną.

A sam gameplay? Zawrotne tempo, płynna animacja, intuicyjność, szybka reakcja – to opis gameplayu w pigułce. Albo potrafisz się odnaleźć w tym świecie wypełnionym precyzyjnymi skokami i natychmiastowymi reakcjami albo będziesz tylko żarciem dla niedźwiedzia polarnego. Jak już wspomniałem gra oparta jest na wąskich korytarzach, ale są one bardzo zmyślnie zaprojektowane.crash bandicoot 2 psx

Odkrywanie światów skrytych za portalami jest satysfakcjonujące, te kolorowe krainy wypełnione pułapkami potrafią zachwycić mimo swej prostej budowy. Animacja świetlika, padający ulewny deszcz, błyszczące tafle lodu, a przede wszystkim legendarne animacje zgonu naszego rudego bohatera. Ginąć tutaj to nie wstyd, choć poziom trudności jest zdecydowanie najniższy ze wszystkich odsłon trylogii. Dziedzictwo pierwszej części wciąż jest obecne, ale odratowano z niego człowieczeństwo. Nie ma już koszmaru z slippery climb, nie ma frustracji, nie ma dziwnego systemu zapisu, jest za to warp room który okazuje się zaginionym ogniwem bez którego poprzednik wypada dziś bardzo blado. Możesz spokojnie cieszyć się wyzwaniem i atrakcjami, ale nie musisz się zatracać w szaleństwie. Możesz spokojnie delektować się tą specyficzną muzyką nadającą się na wieczorne pląsy na nieskazitelnych karaibskich piaskach. Mnóstwo rytmicznych bębnów, skocznych melodii i szczypta dźwięków twych organów podarowanych ci za pieniądze z komunii.

Jak w tej liniowej do bólu grze udało się zmusić gracza do lizania ścian i szukania poukrywanych korytarzy i poziomów to tylko twórcy raczą wiedzieć. W czasach dawnych, w których to nie istniał youtube, ba! Dostęp do internetu był zarezerwowany dla nielicznych, spędziłem dziesiątki godzin szukając sekretów, których nikt nie chciał mi wyjawić bo połączenie przez modem było zbyt drogie. Zdobycie 100% nie było oczywiste, gdy wejście ukryte jest w dziurze w ziemi, czy na skrzyniach wybuchowego nitro. A pomiędzy tym wszystkim w tym spektaklu w którym pamięć miesza się z teraźniejszością na ekranie są bossowie. Zróżnicowani, humorystyczni, ale w odróżnieniu od części trzeciej nie dający nic w zamian prócz możliwości przejścia dalej. Podobało mi się gdy moja postać ewoluowała wraz z każdym następnym zgniecionym bydlakiem. Pod koniec wyposażony w bazookę, podwójny skok, mega świder czy sprint czułem się jak Pan na włościach. Tutaj brak jest tego elementu, Crash musi przyjąć wszystko na gołą klatę. Owszem dochodzą pojazdy, będziemy ujeżdżać polara który to okazuje się równie przydatny co sympatyczny, jest też jetpack, który to jednak zawodzi sterowaniem i detekcją kolizji na całej rozciągłości. Dodano „skok na klatę” i wślizg od początku, nie rekompensuje mi to jednak umiejętności z „trójki”. Mimo wszystko 100% jest celem do którego się dąży z dziką radością. To jedna z tych gier która nie wypuści Ciebie ze swych szponów dopóki nie zrobi z Tobą tego co jej się żywnie podoba.

crash bandicoot 2 psx

We are ready, Crash. Would you like to do the…ahem…honors?

Mimo iż opus magnum serii objawiło się w moim mniemaniu dopiero w kolejnej odsłonie chylę czoła przed tym wciąż grywalnym szpilem, który to zaserwował mi kilka godzin wesołej rozrywki. Brnąc wciąż dalej w swej pamięci dochodzę do numeru PSX Extreme w którym to imić HIV wraz ze swym padawanem Aju pod zarzutem odrywania kuponów skarcił rudego skazując na ocenę 8 narzekając że to nie jedynka, ale w sumie jedynka i w ogóle ojojoj Crash jest Crashem mimo bycia Crashem. Głównym minusem Crasha 2 było to, że jest kontynuacją… trudno by nie był. Czas osądzi nas wszystkich, a ja zapraszam na ostatnie słówko samego zainteresowanego jamraja, który to po latach już swój osąd wydał.

Crash Bandicoot:Kolejnych fałszywych bogów jest pełno, a prawda jest jedna – HIV od zawsze się gówno na grach znał! Bolało go że byłem bardziej szanowany na dzielni niż on i że miałem darmowe jabłka w monopolowym (Uśmiech Wumpa się zwały – miodzio). Do tego miałem nowe ruchy, technologicznie popędziłem do przodu, a gość od tego przypała Gexa podpowiedział mi to i owo. A że nie zmieniłem ryja? Stary! Za tak charakterystyczny ryj płaci się krocie, a ja mam go za free!

Nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się przedmówcą, a Was zachęcić do ponownego ogrania niewąskich przygód Jamraja Kraksy. Może i nie ma poziomu trudności jedynki, nie ma tylu opcji co trójka, ale udaje jej się to ładnie wypośrodkować. Remaster, czy oryginał? Nie ma to chyba większego znaczenia, jeśli ktoś się boi wracać do starych gier uspokajam – oprawa a/v i sterowanie nadal robią robotę. Choć jak ktoś chce mieć koniecznie (czyli tak jak ja, jest trochę niezrównoważonym maniakiem) oryginał z PSX’a to musi wykazać się cierpliwością i niezłomnością by przygarnąć coś w sensownej cenie nie dając się orżnąć na szekle. Od 2015 roku na naszych serwisach aukcyjnych, ale i nie tylko gry z rudym chodzą coraz grubiej ponad 100 złoty za sztukę. Są jednak alternatywy na PSN oraz nowy remaster.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Playstation (PSX)/2017

3 słowa do gracza: wciąż dobry, wciąż grywalny, wciąż ładny, nic tylko grać kolejny raz


Ciekawostki:

» w jednym z warp roomów siedzi sobie spokojnie polar. Poskacz mu trochę po głowie a dostaniesz kilka żyć za free

» w tej części pierwszy raz pojawia się siostra Crasha – Coco, znikła za to lasencja do której rudy wzdychał w pierwszej części (Tawna). Powodem zastąpienia sexbomby łagodną Coco miał być japoński oddział Sony, któremu jej wizerunek wydawał się zbyt ordynarny

» podczas prac nad drugą częścią do ekipy Naughty Dog dołączył Dan Arey, jeden z głównych projektantów Gex 3D: Enter the Gecko

Inne artykuły:

Recenzja | The Legend of Zelda: Phantom Hourglass Nie ma satyry bez Dr. Yry, nie ma konsoli Nintendo bez Linka i jego nieustannej pogoni za uprowadzoną księżniczką, a przy okazji i ratowania świata pr...
Przegląd | Najlepsze gry bokserskie na konsole wg ... Witam serdecznie. Dzisiaj z moim przyjacielem JANĄ przyjrzymy się najlepszym grom bokserskim wydanym na poczciwe, starsze konsole. Czyli prawie jak ...
Recenzja | Crash Team Racing Choć wyścigi go-cart’ów zadebiutowały na SNES’ie za sprawą Super Mario Kart, swoje najlepsze lata gatunek przeżywał dopiero na konsolach piątej genera...
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox