Recenzje | Planet Alpha, Little Nightmares, GRIS (PC, PS4, Xone, Switch)

Zapraszam dzisiaj na trzy minirecenzje naprawdę efektownych pod względem oprawy audiowizualnej tytułów! Wszystkie dzisiejsze produkcje łączy jedno – to gry action adventure z mocnymi elementami platformowymi, jednakże na tyle proste pod względem poziomu trudności, że każdy powinien sobie z nimi poradzić, nawet nasza połowica, czy dzieciak. Poniżej bardziej zachwycam się w nich oprawą, klimatem, czy zwrotami akcji, niźli pomysłami zawartymi w ich mechanice czy grywalności, jednakże nie oznacza to, iż są to złe tytuły, wręcz przeciwnie, przyjemnie jest czasem smakować takie „artystyczne” i odprężające przygody. Jednocześnie ten wpis będzie pierwszym z serii minirecenzji, na które się właśnie przerzucam, gdyż po prostu nie mam już czasu na pisanie artykułów molochów. Nie martwcie się jednak – w przypadku premier wielkich polskich (i nie tylko) hitów na mikrokomputery – Borsuk powróci z gargantuicznymi recenzjami! A teraz zabieram was na…


PLANET ALPHA

TEAM 17 / PLANET ALPHA TEAM (2018)

ACTION-ADVENTURE / PLATFORMER

PC, PS4, XONE, SWITCH

Każdy obrazek we wpisie można kliknąć celem jego powiększenia, zaś w filmach na pewno są spoilery.

Witamy na Planecie Alpha. Prawda, że pięknie?! / Gwiezdny rozbitek na pustkowiach. / Marsz brachiozaurożyraf robi wrażenie! / Jakaś instalacja starożytnej rasy?

Bohatera Planet Alpha spotykamy, kiedy ledwo uszedł z życiem z jakichś poważnych tarapatów, poobijany, ranny, ledwo powłóczący nogami po jakimś pustynnym krajobrazie. Spocznie na chwile w świątyni by odpocząć i zregenerować siły, a później my wcielimy się w jego skórę, a raczej skafander, gdyż to najwyraźniej przybysz z innej planety. Zresztą popatrzcie tylko na niego – wygląda jak pospolity UFOK! Gdyby nie intrygujący początek gry pomyślałbym, że nasz kosmita przybył tutaj pozwiedzać tę przepiękną planetę, gdyż rozgrywkę rozpoczynają urokliwe spacery w najpiękniejszych okolicznościach przyrody jakie widziały moje gały na PS4. Zresztą zerknijcie na film na końcu tej recenzji, akurat zobaczycie wyjątkowo urokliwe, cudne i zachwycające, po prostu „nie z tej ziemi” widoki i panoramy wypełnione obcą fauną i florą. To zdecydowanie największa zaleta tej wyprawy! Wspaniałe górskie szczyty i doliny, spadziste wodospady, kolosalne drzewa mieniące się w nocy neonami barw, ogromne i wielobarwne grzyby służące za platformy, fruwające w powietrzu wieloryby i uganiające się za nimi najróżniejsze owady, a nawet brachiozaurożyrafy – które z powodzeniem mogłyby panować na Ziemi w czasach dinozaurów… Jasny gwint jak to wszystko wygląda, toż to Avatar od Jamesa Camerona przedstawiony w formie platformówki 2,5D! Tylko szkoda, że wygląd naszego herosa nie jest równie zachwycający, ani świetnie animowany, wręcz kontrastuje z przepychem kadrów widocznych w oddali.

Wojna Światów na Pandorze! / Gwiezdna mapa pokazuje ukrycie pradawnych artefaktów. / Legowisko robali to nieprzyjazne miejsce… / Zakłady Mięsne „Robotnik!”.

Okazuje się, że nasz brzydal nie przybył tu jednak pozwiedzać, gdyż sielską wędrówkę zakłóca mu nagły atak spawacza! Co ja gadam, nagły atak bezwzględnych robotów z innej galaktyki (chociaż spawacze też tam są!), którzy przybyli tutaj wydrenować, splądrować, zniszczyć, ostro przenicować ten wspaniały świat oraz przerobić na mielone i pieczyste wszelkich jego mieszkańców. Mówię wam bez kitu, że będziemy tu świadkami i uczestnikami niesamowitych wydarzeń! Karkołomna ucieczka przed goniącymi nas stalowymi wężami, pełne adrenaliny skradanie się w wysokiej trawie pomiędzy metalowymi zabójcami, zjazd na tyłku w bezdenną przepaść w trakcie trzęsienia ziemi i skok wiary znad urwiska… Mało? Odwiedzimy majestatyczne lasy, gdzie będziemy przeciskać się pomiędzy nogami żyraf behemotów, zwiedzimy podniebne świątynie w poszukiwaniu starożytnych artefaktów, wskoczymy na chwilę do innego wymiaru, w którym grawitacja jest zadziwiająco niska, a nawet zahaczymy o piekło (wnętrze ziemi) i niebo (przestworza) Planety Alpha… Powietrzna bitwa pomiędzy stadem wielorybów, a działami laserowymi spowodowała, że zbierałem szczękę z podłogi, podobnie efektownie wyglądało złomowanie oddziału robotów przez Królową Podziemnych Żuków, powiadam wam – flora i fauna tytułowej planety – tanio nie sprzeda oprawcom skóry, jednakże kiedy trafimy do fabryki Zakładów Mięsnych „Robotnik” naszym oczom ukażą się wstrząsające sceny i wtedy zapłaczemy nad losem mieszkańców Alphy. Bezduszne roboty, które zostały świetnie zaprojektowane i wyglądem przypominają niskobudżetowe droidy ze stareńkich filmów science fiction to w rzeczy samej – żywa (a raczej martwa) metafora ludzkości niszczącej matulę Ziemię i wszelkie gatunki na niej żyjące.

Sonda i patrol złowrogich robotów. / Panorama Tatr na Alphie. / Świątynia w chmurach to najtrudniejsze wyzwanie platformowe. / Podróż do jądra planety!

Pomimo, że grze trochę brakuje oryginalności, bo jak już wspomniałem Alpha przypomina mocno planetę Pandora z Avatara, a także sama historia jest w obu produkcjach bardzo podobna – to jednak to ekologiczne przesłanie ciągle ma siłę oddziaływania. Co więcej, Planet Alpha zagłębia się jeszcze bardziej w kolejne metafory, czy analogie. Kiedy uświadomimy sobie, że specjalna zdolność naszego bohatera to manipulacja czasem (obrót planety i zmiana pór dnia, chociaż w grze nie jest ona tak często wykorzystywana jakbyśmy tego chcieli) i posklejamy w głowie niektóre wskazówki, to jak najbardziej możemy odczytać całą prezentowaną tu historię w odniesieniu do biblijnego Edenu. A co jeśli nasz protagonista nie znalazł się tutaj przypadkiem tylko… No właśnie! Jednakże moi mili uświadomicie sobie to dopiero, gdy znajdziecie starożytne artefakty, które ukażą wam prawdziwe zakończenie tejże wędrówki, które naprawdę nie pozostawia gracza obojętnym i powoduje jeszcze większe docenienie całości. Filmomaniacy zauważą, że takie zabiegi były w kinie już prezentowane kilkukrotnie, ale w grach to nie jest chleb powszedni i tym bardziej należy to docenić. Szczególnie, że właśnie wtedy wszystkie niewyjaśnione puzzle ułożą się w całość i docenimy męstwo naszego pokracznego UFOKA, zaś samo zakończenie będzie się kołatać w naszej czaszce przynajmniej do następnego poranka… Czytając pewnie te wszystkie zachwyty pomyślicie pewnikiem, że Borsuk wystawi medal na końcu recenzji? Hmm, czyżby arcydzieło?!

Ławica powietrznych wielorybów rusza do boju! / Żyrafy wchodzą do szafy, eee, raczej na Wkrętacz Robotów! / – Skoczę, czy nie skoczę? Niska grawitacja pomoże! / Szef robotów rozpierdala krajobraz!

Niestety muszę was rozczarować, Planet Alpha posiada znaczące wady, na przykład zakres ruchów naszego herosa ogranicza się tylko do biegania, skakania, wspinania, skradania oraz do przeciągania przedmiotów i włączania przełączników. Elementy platformowe zawarte w grze tylko nieraz ocierają się o poważne wyzwanie (świątynia z wysuwającymi się podłogami) i przez większą część rozgrywki gra jest dosyć łatwa, szczególnie dla doświadczonych graczy. Oprócz wspomnianych artefaktów brakuje tutaj jakichkolwiek znajdziek, zaś zagadki oparte na manipulacji czasem, czy przesuwaniu obiektów nie spowodują nadmiernego rozprostowania waszych szarych komórek. Dać naszemu herosowi spluwę w łapę, zwiększyć poziom trudności, wprowadzić więcej pojedynków z bossami i mamy grę generacji! A propo bossów – fachowo zaprojektowany i dupny jak stodoła robot, który dybie na nasze życie przez większość gry i atakuje znienacka to w sumie jedyny poważniejszy większy przeciwnik jakiego napotkamy. Starcia z nim są naprawdę emocjonujące (zgniatanie, lasery, latanie, bajery…), jednakże po krótkim treningu przerobimy go bezproblemowo na konserwy… Podsumowując: Planet Alpha to zapadająca w pamięć przygoda, w przepięknych pejzażach, wybornie zaprojektowanego świata, z kapitalnie odwzorowaną jego fauną, florą i wrogimi robotami, która mogła zostać zapamiętana przez graczy na dziesięciolecia, podobnie do legendarnego Another World ze sprzętów 16-bitowych. Jednakże niski poziom wyzwania, plus wiele niedociągnięć spowodowało, że nie mogę dać jej medalu, pomimo że końcówka gry oraz krajobrazy wgniotły mnie w fotel!

Borsuk w skafandrze UFOKA, krajobraz Planety Alpha powalił go na kolana! Zapraszam do subskrypcji kanału RetroBorsuk.

PLANET ALPHA

Retrometr

PODOBNE GRY: ANOTHER WORLD, HEART OF DARKNESS


LITTLE NIGHTMARES

BANDAI NAMCO / TARSIER STUDIOS (2018)

SURVIVAL HORROR / PLATFORMER

PC, PS4, XONE, SWITCH

Witamy w Małych Koszmarkach. / Z tej walizki wskoczę na łóżko? Prawie jak w Henry’s House! / Lalkarz to odpychający typ! Fuuuuj! / Problemy maluczkich przy otwieraniu drzwi…

Kolejna dzisiaj omawiana przeze mnie gra to znowu piękne (i straszne zarazem), wręcz filmowe dzieło, które świetnie się ogląda i chłonie, jednakże samej grywalności sporo tutaj brakuje jakości, żeby mocniej nas zaangażować. Małe Koszmarki prezentują przygody dziewięcioletniej dziewczynki imieniem Six, ubranej w uroczy, żółty przeciwdeszczowy płaszczyk, która budzi się samotna w środku nocy na jakimś wielkim statku pasażerskim. W kątach pokoi czają się dziwne skrzaty, gdzieniegdzie widać ślady krwi i walki, a po pokładzie szaleje przerażający długoręki, zdeformowany człowiek, zwany przeze mnie lalkarzem, który najwyraźniej poluje na pozostałe przy życiu dzieciaczki. O co tu chodzi i skąd się wzięła tutaj nasza mała bohaterka? Na razie nie wiemy. Po opanowaniu początku gry i pozbyciu się natrętnego lalkarza (w dosyć brutalny sposób) zwiedzimy także kolejne pokłady tego wielkiego frachtowca, zahaczając o kuchnię wypełnioną grubaśnymi i przerażającymi kucharkami (kucharzami?), które przygotowują wielką ucztę dla najznamienitszych obżartuchów, najprawdopodobniej zrobioną z ludzkiego mięsa. Na ten obrzydliwy bankiet także trafimy i będziemy nawet aktywnie w nim uczestniczyć, patrząc ze wstrętem na ten wielki manifest ludzkiej konsumpcyjności (nasz przyjaciel WojT zasugerował nam taką interpretację). Na końcu stoczymy pojedynek z demoniczną gejszą, która zarządza całym tym burdelem, tfu, całą tą łajbą szaleństwa. Powiem wam szczerze, że naprawdę paskudna z niej poczwara, która potrafi kontrolować dusze swoich gości, zaś kiedy ją pokonamy…

– Skrzaty pomocy! Zgubiłam kolczyk! / Kucharz, który ugotuje wszystko! Człeka, kota, stare psisko! / Mount Everest z mebelków! / Uczta grubasów, się je, się tyje!

Dobra, cicho sza, bo zakończenie tej gry to zdecydowanie największy jej atut, który uratował ją przed żółtym światłem w retrometrze. Samą rozgrywkę widzimy zaprezentowaną niby z profilu, jednakże mamy możliwość wchodzenia w głąb ekranu, więc nie jest to 2,5D, a niby pełne 3D, ale w mocno ograniczonej przestrzeni – wiecie, rozumiecie, taki Resident Evil, tylko jakby z kamerą poziomo podążająca za bohaterką. Nasza bidulka Six potrafi oczywiście skakać, przełączać przełączniki, przenosić przedmioty, używać ich (są to głównie klucze), a przede wszystkim skradać się. Właśnie na skradaniu spędzimy tutaj najwięcej czasu, na kombinowaniu jak wyrolować prześladowców, jak dostać się do klucza, a później do zamka w drzwiach, pozostając przy tym niezauważonym. No i szkoda, bo gra ma ogromny potencjał, a elementy platformowe, czy zagadki w niej zawarte – zostały potraktowane po macoszemu i głównie to uciekamy przed większymi, odrażającymi i zabójczymi dla nas bydlakami. Wspinaczka po szufladach, skoki po talerzach, przepychanie ciężkich drzwi, czy taboretów – cieszy to wszystko michę, tylko wyzwania w tym nie ma żadnego i po pewnym czasie w takcie rozgrywki zaczyna doskwierać syndrom „pustostanu”, czyli gracz zaczyna myśleć: – Ech w sumie to powtarzam tu w kółko te same proste czynności, jakbym do cholery nic nie robił… Trafiają się co prawda upierdliwe momenty, które trzeba parokrotnie ponawiać, ale głównie giniemy z powodu spierniczonej perspektywy czy kamery (w trakcie skoku z wysokości nie trafiamy bohaterką w dużo niższą platformę), lub zanim poznamy ścieżki marszu naszych oprawców.

Samotny Borsuk w ciemności, w płaszczu przeciwdeszczowym i w ciele 9 letniej dziewczynki. Takie cuda (koszmary?) tylko na kanale RetroBorsuk!

Na szczęście wspomniane wcześniej przeze mnie zakończenie gry (niewinne dziecko poznaje zło i staje się podobne do swoich prześladowców, a może nasza Six została tu wysłana z pewną misją przez pradawnych Cthulhu?) mocno poniewiera i zdecydowanie podwyższa ocenę końcową tego tytułu. Nie należy także przejść obojętnie wobec artystycznego zacięcia twórców przy projekcie wrogów – wyglądają oni trochę jak kukiełkowe stwory znane z techniki animacji poklatkowej, jednak tu poruszają się płynniej – i należy docenić kapitalny klimat całości, szczególnie pod koniec rozgrywki. Maniacy filmowi pewnie od razu odgadną jakimi dziełami inspirowali się twórcy tej produkcji – Wielkie Żarcie spotyka Delicatessen z domieszką włosów japońskiej upiorzycy z Kręgu, tylko szkoda, że jest tu więcej oglądania, niźli grania.

LITTLE NIGHTMARES

Retrometr

PODOBNE GRY: LIMBO, INSIDE, BROTHERS


GRIS

DEVOLVER DIGITAL / NOMADA STUDIO (2018)

ACTION-ADVENTURE / PLATFORMER

PC, PS4, SWITCH, MOBILE

– Nie czas na łzy dziewczyno! / – Ale ten świat jest taki odpychający, szary i nudny, tak jak moje życie, mam go dosyć!/ – Przyjrzyj się lepiej młoda damo, nawet pustkowia potrafią zauroczyć.. / – Pamiętaj mała, nie wszystko co piękne jest przemija…

Ostatnia z dzisiaj omawianych gier to zdecydowanie najbardziej ambitna produkcja pod względem artystycznym i nie chodzi tutaj tylko o jej wspaniałą oprawę graficzną, za którą odpowiada hiszpański ilustrator Conrad Roset. Właśnie, może zacznijmy od wizualiów, bo jest o czym gadać! Kiedy pierwszy raz zobaczyłem jak ładnie narysowane jest GRIS to od razu skojarzyłem te cyfrowe malowidła z wybitnym komiksem Rork (pamiętacie jak zadebiutował w Polsce w Komiksie Fantastyce?), którego cechuje podobna kreska, a w szczególności przepiękne przedstawienie najróżniejszych monumentalnych budowli. Normalnie i genialnie, gdybym nie wiedział, że to dzieło Pana Roseta z Hiszpanii, to dałbym sobie rękę uciąć, że namalował to wszystko kultowy ilustrator i scenarzysta komiksów – Andreas. Całość została przedstawiona w wysokiej rozdzielczości i przywołuje po trosze takie graficzne perełki jak Okami, Viewtiful Joe czy Child of Light, tylko jakby z domieszką geniuszu polskich fantastycznych malarzy pokroju Wojtka Siudmaka, czy Tomasza Sętowskiego. Po prostu co ja tu będę dłużej zanudzał – za grafikę GRIS dostaje ode mnie najwyższe laury!

– Pamiętasz to uczucie gdy biegłaś na spotkanie zachodzącego słońca, a wiatr rozwiewał ci włosy? / – Tak, przypominam sobie. Ooo, przecież to ten las, w którym bawiłam się jako dziecko! On znowu nabiera barw! / – Widzisz, a jednak pamiętasz? Wyrzuć z głowy złe myśli! Uważaj, ten wrzeszczoptak ci na to nie pozwoli! / – Udało się! Odpocznij trochę, popływaj w tej jaskini, wycisz się…

Pod względem tematu, który porusza bliżej niesprecyzowana i zagadkowa fabuła gry – to także Nomada Studio chciało tu złapać największego byka za dupne rogi, ale czy to się udało? W jakimś stopniu tak, ale najpewniej większość graczy po przejściu gry pomyśli pewnie – what the fuck? – niźli zachwyci geniuszem twórców… Wędrówka głównej bohaterki GRIS symbolizuje jej walkę z depresją, najprawdopodobniej po stracie bliskiej osoby (a w tym wypadku chyba matki?), dlatego najpierw świat, który zwiedzamy jest praktycznie bezbarwny, dosyć mroczny i pełen niszczejących, wręcz walących się budynków, zaś wszelcy wrogowie i nieliczni bossowie (wielki ptak, olbrzymia wodna płaszczka) to stwory ciemności, depresyjne myśli dziewczyny. W trakcie naszej podróży i zdobywania nowych umiejętności nasza heroina powoli rozświetla niebo, przywraca barwy światu, powoduje, że zakwitają kwiaty, a cały pejzaż nabiera rumieńców i znowu zachwyca zarówno jej oczy jak i nasze. Ta mroczna, zimna i odpychająca rzeczywistość, w której się znalazła staje się powoli kolorowa, pełna życia, piękna i zachwycająca. Po prostu chce się żyć! Symboliczna jest tu także pomoc malutkich, leśnych, kwadratowych stworków, obrazujących przyjaciół, którzy wyciągają do niej pomocną dłoń, dosłownie jak w życiu… GRIS to platformowa gra 2D z delikatnymi naleciałościami action-adventure, czy metroidvanii – w postaci zdobywania nowych umiejętności: zamiana płaszcza bohaterki w odważnik powala rozbijać niektóre podłogi, czy zrobić przeciwwagę dla pewnych przedmiotów; przeistoczenie go w płetwę pozwala pływać; możemy także stawiać swoje lodowe klony na płytach naciskowych, czy za pomocą światła rozświetlać niewidoczne platformy. Jest fajnie, ale…

– Przepięknie tu, tylko trochę smutno… / – Nie smuć się mała, zza każdych chmur w końcu wyjdzie słońce! / – Wiem, tylko w tej otchłani wszystko przypomina mi o Tobie… / – Głupolu, przecież ja żyję, w okruchach twoich wspomnień. Poskładaj je do kupy i ciesz się nimi!

Wydawałoby się, że takie zdolności bohaterki wpłyną na skomplikowanie rozgrywki i GRIS będzie ucztą zarówno dla wielbicieli wymagających skoków po platformach, jak i miłośników skomplikowanych zagadek. Niestety tak nie jest i z przykrością stwierdzam, że ta gra to największy samograj z dzisiaj prezentowanych, najłatwiejsze wyzwanie, a przecież jej potencjał był zdecydowanie największy i bardzo, ale to bardzo szkoda, iż autorzy celowali w target graczy mobilnych, a może raczej chcieli stworzyć dzieło sztuki niźli pełnoprawną grę. Jedyne trudności jakie napotkałem w trakcie tej podróży wynikały głównie z faktu, że wielokrotnie próbowałem hardkorowych rozwiązań danego problemu (długaśne skoki w przestworzach), a wystarczyło szukać najprostszych ścieżek. Na szczęście gra posiada jednak trochę sekretów i możliwe, że jakby się w niej bardziej powłóczyć i próbować znaleźć wszystkie konstelacje gwiazd (nasze znajdźki) to trafilibyśmy także na wyzwania, które by mnie usatysfakcjonowały. A jest tu co zwiedzać, oglądać i czym się zachwycać, niektóre krainy po prostu urzekają: piaszczyste, czerwonawe równiny z surrealistycznymi budowlami, zielony las pełen cudownych kwiatów i dziwnych kwadratowych drzew, ogromny akwen wodny z pobudowaną na niej świątynią, czy lodowa zimna kraina we wnętrzu ziemi. Niestety z powodu braku jakiegokolwiek wyzwania zupełnie nie miałem ochoty na masterowanie tego tytułu, a wspomniane przeze mnie wcześniej walki z bossami polegają głównie na ucieczce, bądź na dostaniu się w odpowiednie miejsce i aktywowaniu zdolności. Nie wspomniałem jeszcze nic o ścieżce dźwiękowej, która podobnie do oprawy graficznej ociera się tu o geniusz i zawiera przeważnie spokojne, wręcz kontemplacyjne utwory, przeplatane z kobiecymi wokalizami i niepokojącą nutą w momencie zagrożenia.

– Nie potrafię, nie pamiętam. Chyba zbytnio zmroziłam już swoje serce… / – Nie poddawaj się! – Boje się. Najgłupsze myśli przychodzą do mnie nocą… – Spójrz wtedy na gwiazdy, one rozświetlą twój niepokój! / – Udało się! Będę o Tobie zawsze pamiętać Mamo! / – Wiem kochanie, ale najważniejsze to musisz nauczyć się żyć beze mnie. Musisz pogodzić się z moim odejściem…

Artyzm wylewa się zewsząd, wiec czy będzie tu medal przyznany na końcu recenzji? Podsumowując powiem tak: kiedy siadłem do pisania tego tekstu w mojej głowie kiełkowała tylko ocena dobra dla tej nietuzinkowej produkcji, czyli żółte światło w retrometrze, jednakże w trakcie pisania uświadomiłem sobie jak ważne tematy porusza GRIS i na chwilę zapaliła się w mojej łepetynie zielona lampka – oznaczająca tytuł bardzo dobry. Niestety pod koniec zmieniła się znowu w żółte światełko, niczym ostrzeżenie na sygnalizacji świetlnej, gdy zorientowałem się – jak bardzo został tu zmarnowany potencjał na grę pamiętaną przez lata! Potencjał na arcydzieło! A wyszła przepiękna i ważna pod względem treści, jednak metaforyczna wydmuszka, dosyć uboga pod względem mechaniki i grywalności. Wiecie, rozumiecie taka gra idealna dla krytyków, niczym oscarowy film, na którym wszyscy widzowie usypiają w kinie. Możliwe, że gdyby przekaz tego tytułu byłby mniej symboliczny, a autorzy potrafiliby niekiedy uderzyć mnie obuchem emocji w głowę niczym twórcy niezapomnianego Brothers to piałbym z zachwytu. Cholera, gdyby za GRIS wzięli się mistrzowie platformerów, czy metroidvanii to wyszedłby z tego pewnikiem tytuł pokroju genialnego FEZ’a, a tak to Borsuk trochę ziewał jak grał…

Gra GRIS została zaproponowana mi przez jednego z widzów – sympatycznego Piotrka Malla, który wpadł do mnie ogrywać ją w trakcie transmisji live. Kanał RetroBorsuk.

GRIS

Retrometr

PODOBNE GRY: JOURNEY, FEZ


Na koniec jeszcze napiszę, że świetnie się dzieje, iż takie artystyczne, niezależne gierki wychodzą i mają już silne grono swoich przedstawicieli, gdyż często i gęsto mają one odwagę poruszać tematy, które umykają całkowicie wysokobudżetowym produkcjom AAA, lub są przez nie traktowane po macoszemu. O dziwo z powyższej trójki najbardziej podobała mi się ta niby najmniej oryginalna produkcja, czyli Planet Alpha (eee, że znowu Avatar?), chociaż może i nie dziwota, gdyż wiadomo, że kocham science fiction i epickie kadry, a tam na ekranie dzieją się nieraz cuda, wianki i kosmiczne obwarzanki! Z drugiej strony jak zastanowić się nad faktem – kim naprawdę jest bohater tej gry – to całość nabiera wówczas wyjątkowego posmaku, mocno zapadającego w pamięć!

Medytacyjne, kontemplacyjne rysunki Grześka Devaama. Mocno uduchowione! Pozdrawiamy!

W związku z faktem, że dzisiejsza trójca indyków ma bardzo artystyczne zacięcie – pozwolę sobie umieścić na koniec artykułu – prace jednego z najwierniejszych widzów mojego kanału na YouTube – Grześka Devaama, który od samego początku wspiera moje transmisje, a nawet moderuje czat! Dzięki stary. Aha, każda z dzisiaj omawianych gier mogłaby zostać hitem generacji, gdyby je doszlifować, jednakże tych szlifów zabrakło, a szkoda… Bardzo szkoda.

O RetroBorsuk 193 artykuły
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.