Gramy Na Gazie | Bruce Lee – Video (recenzja, przejście gry, ciekawostki)

Bruce Lee gramy na gazieCiosem z wyskoku i fangą z piąchy witamy się z wami w kolejnym odcinku Gramy Na Gazie! Dlaczego tak znienacka, brutalnie i prosto w ryj? Jak to dlaczego? Przechodzenie 8-bitowych gier to sport dla prawdziwych mężczyzn!

A na poważnie, to wraz z moim druhem, profesorem Larkiem, wracamy właśnie z wioski w dalekich Chinach, gdzie w przyspieszonym tempie odbyliśmy szkolenie kung-fu połączone z jeet-kune-do, które zaserwował nam legendarny Bruce Lee we własnej osobie! Oczywiście na 8-bitowym Atari. Najznamienitszy wojownik pośród aktorów w historii kina i jednocześnie najlepszy aktor wśród prawdziwych mistrzów sztuk walki początkowo wyśmiał nasze przygotowanie fizyczne (wiecie, starość nie radość plus spasione brzuchy), ale po dłuższych namowach i błaganiach z naszej strony zgodził się udzielić nam kilku lekcji. Czy surowa szkoła życia zaserwowana nam przez mistrza wpłynęła na naszą tężyznę? Czy Borsuk po powrocie z Tybetu ma czteropak na brzuchu? W jaki sposób na lekcjach samodyscypliny spokój Larka wyprowadzał wielkiego Bruce’a z równowagi? Czy Chuck Norris jest niepokonany? A przede wszystkim, czy jedna z bardziej udanych swego czasu gier action-adventure wytrzymała próbę czasu i ciągle pozostaje tak samo grywalna jak w latach 80-tych? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie oglądając najnowszy odcinek naszego cyklu pod tytułem Bruce Lee – wypełnionego akcją, pojedynkami kung-fu oraz ciekawostkami z życia największej legendy sztuk walki! Odcinek nie byle jaki, gdyż nagrany gościnnie u przemiłych atarowców, którzy ugościli nas pikselami na swoim retroparty o nazwie Ironia. Na końcu filmiku znajdziecie także trochę mistrzowskich ujęć z całej imprezy przygotowanych przez najlepszego reżysera wśród programistów – czyli mojego druha. Przede wszystkim zapraszam do seansu oraz lektury i podzielenia się z nami waszymi wrażeniami. Właśnie, ale jak to wszystko się zaczęło i o co tu chodzi?


BRUCE LEE

U.S. GOLD / DATASOFT (1984)

ACTION-ADVENTURE / KOMNATÓWKA / PLATFORMÓWKA

Z ELEMENTAMI BIJATYKI

FILM DOTYCZY WERSJI NA: ATARI XL/XE

IDENTYCZNA ROZGRYWKA NA: COMMODORE 64/128

Także na: Amstrad, ZX Spectrum, MSX, BBC Micro, PC-DOS, Apple II i inne

Bardzo klimatyczna okładka gry – wzorowana na plakatach filmowych z lat 80-tych.

STAROŚĆ MISTRZA – ALTERNATYWNA HISTORIA

Siedział dostojnie przed swoją pagodą i spoglądał z rozbawieniem na pojedynek dwójki jego najgorszych uczniów. Siwizna pokryła już jego kruczoczarne włosy oraz długą brodę, którą zapuścił dla niepoznaki. Na pierwszy rzut oka wyglądał na starca, jednakże wytrawny obserwator rozpoznałby w nim wojownika o wielkiej sile i niezrównanego mistrza. Swoje ponad 60-letnie, wyrzeźbione do granic wytrzymałości, muskularne ciało chował pod czarnym kimonem. Nie chciał, żeby go pamiętano. Ukrywał się tutaj w małej wiosce w Tybecie by odnaleźć spokój po tragicznej śmierci swojego ukochanego syna. Przez nikogo nie rozpoznawany i nie niepokojony wrócił do nauczania, to dawało mu spokój. Drogę Przechwytującej Pięści (Jeet Kune Do) doprowadził do perfekcji i przekazywał swoim uczniom. No, może z wyjątkiem tej dwójki nieudaczników, którzy jak w każde wakacje zostali przy nim, kiedy reszta jego protegowanych odwiedzała swoje rodziny. Możliwe, że nie mieli do kogo wracać? Patrzył jak niezgrabnie wyprowadzają ciosy, przewracają się o własne nogi, upadają niezdarnie na plecy i śmiał się do rozpuku… Nigdy się nie nauczą!

Bruce Lee w najlepszej formie! Artwork z „Bruce Lee Ultimate Tribute” dostępnego na youtub’e. Polecam obejrzeć.

Zastanowił się ile czasu już u niego trenują? Będzie kilkanaście lat, a oni ciągle nie osiągnęli nawet drugiego stopnia wtajemniczenia! Jak to możliwe? Zachichotał w myślach… Nawet nie przymuszał ich do intensywniejszego szkolenia, gdyż od samego początku wiedział, że z tej mąki chleba nie będzie. Większych niedorajd w życiu nie spotkał! Pamiętał jak przyszli do niego niczym bezdomni i chyba tacy byli wtedy naprawdę. Przygarnął ich za drobne prace w swojej szkole, a do treningów nigdy się nie przykładali. W sumie to nawet ich lubił, przez tak długi okres czasu byli dla niego niczym stracona rodzina. Uśmiechnął się, ale zgorzkniał kiedy popatrzył na kalendarz w swoim smartfonie. Niedługo zbliża się rocznica śmierci Brandon’a, jego syna… Na razie nie zaprzątał sobie tym głowy, pewnie znowu wyląduje w karczmie zapijając smutki w dużej ilości Maotai, czy innego Baijiu… Teraz jednak musi być trzeźwy więc wyczyścił głowę z pijackich myśli i wrócił do obserwacji swoich uczniów. Zaklaskał z wrażenia kiedy po raz pierwszy zobaczył kopnięcie z wyskoku w wykonaniu jednego z nich. Tyle lat treningu nie poszło na marne!

Scena z pamiętnego pojedynku finałowego z „Wejścia Smoka” – w gabinecie luster.

Lar-Koo, starszy z jego podopiecznych imponował mu przede wszystkim spokojem i znajomością wszelakiej elektroniki. W zamian za kwaterunek prowadził stronę internetową jego szkoły, komputerową bazę uczniów, obsługiwał wszelakie nowoczesne urządzenia, z którymi on sam – jak przystało na legendę sztuk walki – był na bakier. Nagrywał także filmy instruktażowe i zestawy ćwiczeń Jeet Kune Do, które przynosiły uczelni dobre dochody. Bor-Soo był z kolei jego przeciwieństwem, bardziej narwany, irytujący gaduła, który potrafił przerwać wykład nawet jemu – jego mistrzowi! No, ale przynajmniej świetnie gotował – to objął wakat na kuchni, zaś młodzi adepci nie narzekali na jego potrawy. No i miał jedną zaletę – potrafił postawić na nogi własnego mistrza, kiedy ten wracał z corocznych ciągów alkoholowych w rocznicę śmierci pierworodnego…

… którą tradycyjnie spędził w swojej ulubionej knajpie upijając się prawie do nieprzytomności. Jednak tym razem zamiast ukojenia znalazł tylko cierpienie. Myślami wracał do czasów spędzonych z Brandonem, a gorycz narastała w nim z każdym kieliszkiem. Kiedy nad ranem barman krzyknął do niego – Mistrzu Bruce, starczy na dzisiaj! Zamykamy! Syn nie byłby z ciebie dumny… – Wpadł w szał. Znokautował go jednym ciosem! W kilka sekund zdemolował ochroniarzy wraz z wystrojem lokalu i każdego, kto tylko krzywo na niego spojrzał. W każdym przechodniu widział ohydne, śmiejące się z niego diabelskie gęby, które musiał uciszyć szybkim kopniakiem, albo lewym prostym. Zupełnie przestał się kontrolować i tylko szczęściu zawdzięcza, że jeszcze nikogo nie zabił. Pobiegł szybko do szkoły. – Jeszcze tylko te dwie przybłędy wyrzucę na zbity pysk! – kołatało mu w głowie – Darmozjady pieprzone! Z mordem w oczach wpadł do kuchni, gdzie szykowali się do śniadania. Przy stole zobaczył tylko uśmiechającego się spokojnie Lar-Koo i ruszył do niego z zaciśniętymi pięściami. Nagle coś głucho brzdęknęło – potężny cios największą patelnią wyprowadzony od tyłu przez ukrytego Bor-Soo pozbawił go przytomności. Dwaj najwierniejsi uczniowie spokojnie ułożyli jego ciało na największym stole…

Bruce Lee poza planem filmowym.

Tak naprawdę byli cyber egzorcystami z przyszłości. Wiedzieli dokładnie kiedy nastąpi opętanie. Znali dobrze historię i całe życie swojego mistrza – Bruce’a Lee – co do sekundy. W rzeczywistości – to oni nad nim czuwali od lat. W 1973 roku pokrzyżowali demoniczne plany po raz pierwszy ratując go od pewnej śmierci. Wtedy im się udało, zmienili bieg wydarzeń prawdziwej osi czasu, ale to zupełnie inna opowieść… Siły ciemności nie mogły się z tym pogodzić i kiedy Lar-Koo i Bor-Soo byli zajęci pilnowaniem wielkiego nauczyciela – poprzez dziwny zbieg okoliczności – podstępnie zabiły jego syna na planie filmowym. Kwestią czasu był kolejny atak diabelstw na pogrążonego w rozpaczy mistrza, wiec od tej pory egzorcyści pilnowali go codziennie. Oczywiście wiedzieli, że to właśnie tego poranka nastąpi masowy atak demonicznego ścierwa, najpotężniejsze opętanie, ale woleli czuwać bez wytchnienia. Diabeł ich zresztą wie, czy zło nie wypełzłoby wcześniej… Wiedzieli, że dokładnie dzisiejszego ranka, Bruce Lee zwany kiedyś Małym Smokiem, zrobi zadymę w karczmie, brutalnie pobije biesiadników, a w następnych dniach pogrążony w alkoholowym amoku pozabija wszystkich swoich 44 uczniów wracających z wakacji. Spotka go za to kara śmierci przez powieszenie. Na nic zdadzą się jego tłumaczenia, że działał jakby opętany, że w każdym z uczniów widział twarz swojego syna, a później diabelską mordę. Ludzkość straci jednego z największych wojowników, zaś zło zatańczy nad jego grobem. Najbardziej honorowy mąż jako jeden z największych grzeszników i zabójców w historii – właśnie tym sposobem odwieczna równowaga zostanie zachwiana. Atari Corporation nie mogło do tego dopuścić i cofnęło ich w czasie aby przeciwdziałali…

Bruce Lee AtariEkran tytułowy gry na Atari XL/XE

Lar-Koo spokojnie wyciągnął swoją sferyczną między-wymiarową klawiaturę i szybko popodpinał eteryczne nanoprzewody do nagiego ciała Bruce’a. Kiedy uruchomił program łamiący barierę dostępu do jaźni mistrza – przewody naprężyły się niczym węże i zatopiły swoje kły w głowie i sercu Małego Smoka. Czarnoczerwona krew spłynęła powoli do konsolety egzorcysty. – Dobra mam! Kontakt nawiązany – krzyknął zadowolony z siebie, kiedy nagle nieprzenikniona czerń spowiła całą kuchnię, czas stanął na chwilę w miejscu, zaś krew zaczęła krzepnąć w nanokablach. – Co się dzieje?! – krzyknął zaniepokojony Bor-Soo – Hackują go?, – Tak, wiedzą, że tu jesteśmy, za wszelką cenę chcą nie dopuścić do naszego wejścia. Wyczuwam dodatkową, nadprzyrodzoną blokadę, diabelskie ścierwa maja uzdolnionych programistów! Chwila zaraz ją obejdę – i palce Lar-Koo niczym w transie zaczęły tańczyć na między-wymiarowej klawiaturze – Zaraz kończę, ubieraj się… Na te słowa Bor-Soo zaczął szybko wciskać się w duchowy kombinezon wejścia, zbudowany z przezroczystego materiału oraz fotonów, które natychmiast rozświetliły mrok w pomieszczeniu. – Ciągle przysyłają mi za mały rozmiar! – zaklął jeszcze siarczyście pod nosem – i wtedy czas znowu zaczął biec, a krew popłynęła w przewodach. – Dobra, obszedłem barierę – krzyknął zadowolony z siebie Lar-Koo – Szybko, bierz kontroler dusz i wskakuj w niego! Teraz, albo nigdy! Na trzy, cztery – przechodzimy w sferę duchową! – zdążył jeszcze krzyknąć, kiedy Bor-Soo rozbłysł oślepiającym światłem i zniknął. Zawsze zastanawiał się dlaczego kontroler dusz, którego używa jego przyjaciel  przypomina joystick…

Bruce Lee AtariNinja i Yamo dostaną wpiernicz niezliczoną ilość razy! (Atari)

– Jesteś w środku? Słyszysz mnie? – Tak, wszedłem. Jestem nim. Jestem Bruce’m Lee! – krzyknął uradowany Bor-Soo – i znam wszystkie jego ciosy! Ręka, noga, mózg na ścianie, ja pierdziu, ale ten gostek ma ciało, eee to znaczy ja mam! Ty on naprawdę ma ponad 60 lat? Czteropak na brzuchu?! Chyba trenuje od dziecka… – Dobra, uspokój się wariacie! Wyczuwasz jakieś zagrożenie, co widzisz, co tam się dzieje? – Na razie spokój, jakaś świątynia czy zamek, pełen pułapek, ale stąpam ostrożnie, nie widzę żadnych demonów, które by go opętały… Chwila, są! Znana nam dobrze dwójka z przeszłości. Odpowiedzialny za złość i gniew Mroczny Ninja i za obżarstwo Gnijący Yamo. – Gnijący Yamo? Jesteś pewien? Bor-Soo? Popatrz dobrze! Przecież Bruce jest na diecie! –  No jest, ale sake, czy tą chińską gorzałę to wali, aż miło. Po kryjomu podpija, sam widziałem, ale wiesz, że jemu uwagę zwrócić… Wydolność i krzepę mistrzunio nasz ma, to po nim nie widać. Nieumiarkowanie żłopie od śmierci syna. Spokojnie, tych dwóch to pokonam na luzie. Ja jestem king Bruce Lee, karate mistrz… – Bor-Soo! Wskaźniki oszalały! Opętanie piątego stopnia! Uciekaj stamtąd! Wyczuwam demona pierwszego rzędu, lewiatana czy innego smoka, sam sobie tam nie poradzisz! Bruce jest stracony… – Profesorku nie lamentuj, tylko mi pomóż, do cholery. Hackuj tego Gnijącego Yamo! Silny skurczybyk, ale głupi jak but. To demon obżarstwa przecież, skuś go jakimś tortem czy innym zawirusowanym ciastkiem. Przyda mi się twoja pomocna pięść! – Robi się! Poczekaj chwilę. Raz, dwa, trzy. Jestem! Przejąłem grubasa. Poczekaj, muszę sprzątnąć Ninję. Uff. Było łatwiej niż myślałem! Czekaj, teraz muszę dojść, o co chodzi w tym opętaniu, jak je pokonać… Mam! Widzisz te lampiony? – No, widzę. – Bor-Soo musisz zebrać je wszystkie – ich płomień rozświetli mrok w duszy naszego mistrza. Później pozostanie nam tylko ubić tego skurkowańca, tego wielkiego demona, co się tutaj panoszy… – Czyli Mały Smok kontra Wielki Smok? – W rzeczy samej…

Bruce Lee Commodore 64Z wyskoku w ryj i nie ma co zbierać! (Commodore)

Wielki Mistrz musiał spać naprawdę długo, gdyż kiedy się obudził okazało się, że jego wszyscy uczniowie zdążyli już wrócić z wakacji. Ich zakwaterowaniem i wyżywieniem zajęli się jego pomocnicy Lar-Koo i Bor-Soo, naprawdę pomocne z nich chłopaki. Możliwe, że nawet przyjaciele? Spał tydzień, albo i dłużej, gdyż jeszcze nigdy w życiu nie był tak wypoczęty ani spokojny. Miał dziwny sen, w którym walczył z demonami i smokami u boku grubego, zielonego wojownika sumo. Hmmm. Postanowił zgolić brodę by przypomnieć sobie oraz innym kim naprawdę jest. Małym Smokiem. Bruce’m Lee. Wielkim mistrzem Jeet Kune Do. Nawet dziwne blizny w okolicach skroni oraz klatki piersiowej nie zachwiały jego wybornego nastroju. Skąd je ma? Pewnie wdał się z kimś w bijatykę po ostatniej pijatyce, którą ledwie pamięta. Bor-Soo przygotował mu na śniadanie przepyszną jajecznicę z górskim serem i grzybami. Była bardzo pożywna. Przy posiłku jego najniezdarniejsi uczniowie nieoczekiwanie oznajmili mu, że wracają do domu. Dziękują mu za wszystko, ale czas ich nagli. Był zaskoczony, ale wcale się na nich nie gniewał. Był im wdzięczny, za to, że zaopiekowali się szkołą, kiedy był niedysponowany. Przecież w sumie przez ostatnie lata, to oni dbali bardziej o ośrodek treningowy niż on sam…

Rodzina Lee: Bruce, Lindy i mały Brandon.

Po południu pożegnali się wylewnie i odjechali w dal dziwnym samochodem marki DeLorean, którego wcześniej chyba widział na jakimś starym filmie science fiction. Wrócił do swojej pagody i popatrzył na zdjęcie syna. Pierwszy raz od niepamiętnego czasu nie poczuł żalu, nie uronił łzy – pogodził się z jego odejściem. Postanowi zmienić swoje życie. Kiedy wylewał do zlewu wszelki poukrywany alkohol znalazł niepozorną małą paczkę. Jakby prezent od kogoś. W środku znajdował się przestarzały mikrokomputer sprzed kilkudziesięciu lat, ze znakiem góry Fuji na opakowaniu. Z boku kartonu wisiała kartka zaadresowana do niego. – Wielki Mistrzu, jeżeli z ciebie twardziel nad twardzielami i jaja masz ze stali – zagraj sobie na Atari!

Jeszcze tylko parę słów wyjaśnienia, żeby mi tutaj jakiś wielki fan Bruce’a Lee nie zarzucił, że bezczeszczę mistrza. Dla mnie jest on LEGENDĄ! To opowiadanko to tylko alternatywna historyjka science fiction, w której ojciec przeżył syna. Mam nadzieje, że niektórym czytelnikom dostarczy trochę rozrywki – tylko tyle i aż tyle. Przejdźmy jednak do tego, o czym warto jeszcze powiedzieć.

ZZA KULIS

Ten odcinek Gramy Na Gazie nagrywaliśmy na Ironii – zlocie atarowców. Od lewej Larek, Borsuk i Sikor. (foto by IRATA4)

IRONIA. Tak jak w podpisie pod zdjęciem. Przygody Małego Smoka nagrywaliśmy w terenie, dokładnie na zlocie miłośników komputerów Atari nazwanym Ironia od pseudonimu organizatora. Był on bardziej kameralny niż poprzednie, na których bywałem – co nie znaczy, że nie był udany – panowała tam bardzo miła i przyjazna atmosfera. Uczestnicy zakręceni na punkcie Małych i Dużych Ataryn niemiłosiernie! Jestem zadowolony – poznałem wielu nowych sympatycznych retromaniaków, z których najwięcej czasu spędziłem z takimi uznanymi personami na retroscenie jak: Sikor, Kroll, mgr. inż Rafał, Irata4, Bocianu, Pin oraz oczywiście z moim kompanem Larkiem. Więcej o zlocie dowiecie się z relacji, którą oczywiście przygotujemy. Jednak, żeby zapoznać się z atmosferą jaka tam panowała, prosimy obejrzeć…

KONIEC FILMU. Nie wyłączajcie odbiorników po napisach końcowych, gdyż mój przyjaciel przygotował małą niespodziankę – mini relację ze zlotu – ubarwioną wpadającą w ucho muzyką. Muszę powiedzieć, że reżyserię ma on we krwi, a montażu nie powstydziłby się w Hollywood! Zachęcam do obejrzenia odcinka do samego końca, a mojego towarzysza do spróbowania sił w dłuższym metrażu. Może jakieś filmy retrodokumentalne o rozwoju growej branży w Polsce? Polacy przed czasami Wiedźmina, to właśnie na Małą Atarynę wydali najwięcej hitów.

Bruce Lee Amstrad– Słuchaj Yamo, spadamy na piwo, przecież to Bruce! (Amstrad)

DZIECIAKI. Wiadomo, że wyborna bitka na ekranie oraz postać samego wielkiego Bruce’a przyciąga do ekranu każdego niczym magnes. Wszystkie dzieciaki obecne na zlocie w pewnym momencie zleciały się oglądać przygody naszego herosa. Świetnie, że najmłodsze pokolenia garną się grać na 8-bitowych sprzętach! Musimy także oznajmić, żeby nie było późniejszych nieporozumień, że dostaliśmy słowną zgodę od mam sympatycznych dzieciaków na umieszczenie scen z nimi w naszym filmiku.

KOOPERACJA. Proszę nie zarzucać nam, że w przypadku przechodzenia przygód Wielkiego Mistrza poszliśmy na łatwiznę grając w kooperacji. Zaprawdę to nie jest wielce trudna gra i bez problemu została parę dni wcześniej przeze mnie ukończona w trybie dla jednego gracza. Grając samemu jest ona troszkę większym wyzwaniem, gdyż kontrolowany przez komputer Zielony Yamo to bardziej wymagający przeciwnik od Nindży. No i startujemy wtedy z mniejszą ilością początkowych wcieleń.

KONTYNUACJA. Prezentowany przez nas tytuł doczekał się bardziej rozbudowanej i całkiem udanej kontynuacji pod tytułem Bruce Lee II wydanej w 2013 roku na komputery PC i dwa lata później elegancko skonwertowanej na Commodore 64. W grze dodano naszemu protagoniście umiejętność pływania, wprowadzono nowe pułapki oraz możliwość aktywowania przełączników, zaś starą dwójkę przeciwników zastąpiono trójką nowych mistrzów różnych sztuk walk. Gra zebrała bardzo pozytywne recenzje i na pierwszy rzut oka wygląda na świetną kontynuację zachowującą styl oryginału. Możliwe, że kiedyś doczeka się u nas swojej recenzji.

Bruce Lee II Commodore 64Kontynuacja po latach. Bruce Lee II (Commodore)

REMAKE. Przygody naszego wojownika zostały także wydane w odświeżonej, odrestaurowanej wersji w 2008 roku pod tytułem Ultimate Bruce Lee. Ulepszono i trochę podrasowano oprawę graficzną i dźwiękowa, zaś rozgrywka z oryginału została na szczęście nie zmieniona. Remake zawiera w sobie także starszą, rozpikselizowaną wersję oraz nowe tryby zabawy. Śmiało możecie odbyć tą nostalgiczną podróż do demonicznej świątyni w tym miejscu, gdyż gra jest dostępna za darmo. Aha, zrobił ją znany autor commodorowych nowości – Trevor Storey.

Bruce LeeRemake po latach. Ultimate Bruce Lee (PC)

17 MILIONÓW WIDZÓW! Tyle właśnie ludzi w Polsce obejrzało w kinie Wejście Smoka! Gruuuuubo, no nie? Weźcie pod uwagę, że szkoły nie organizowały seansów dla młodzieży to zrozumiecie jaki to był szał pał! Po prostu jedna trzecia Polaków ruszyła szturmem do kina. Dosłownie!

BABY BERKS. Tuż przed zlotem, autor mojego ulubionego Jet Boot Jack’a – Jon Williams – wydał swoją najnowszą grę na Atari XL/XE. Wrócił do programowania po wielu latach i właśnie za pomocą Baby Berks przypomniał się atarowcom. Rozgrywkę z tej całkiem udanej strzelaniny czerpiącej garściami z Robotron’a możecie zobaczyć w końcówce naszego filmu. Zaznaczę, że udało mi się przejść wszystkie dostępne poziomy (32 etapy) i zapętlić grę. Spodziewajcie się więc niedługo jej recenzji na Retro Na Gazie. Dobra rozrywka.

A to co? Gościnnie w filmie nowość Baby Berks na Małe Atari. Będzie recka.

TIME PILOT. Znowu Borsuk na zlocie grał w Pilota Czasu? Jak nie, jak tak! W tym przypadku wreszcie mogłem zobaczyć jak wygląda dodatkowy, hardkorowy tryb rozgrywki w tej świetnej grze. Chodzi o Swarm (Rój), w którym jesteśmy jednocześnie atakowani przez setki samolotów wroga. Dostępny jest on tylko dla posiadaczy akceleratora Rapidus dla Atarynki. Jak wrażenia? Zobaczcie na filmiku… Po prostu skurczysyńsko trudno i trzeba naprawdę zacisnąć zęby i poślady, aby przejść jakiś poziom bez straty życia. Wrogowie są wszędzie. Co prawda, udało mi się dolecieć do ostatniego bossa czyli wielkiego ufo, ale tylko dlatego, że w Roju dysponujemy większą ilością startowych myśliwców. Zresztą ja ciągle czekam, aż ktoś pobije mój rekord w Time Pilocie! Nie ma tu żadnych mistrzów pilotażu?

YOU’RE BEAUTIFUL. Dziękuje przede wszystkim za duchowe wsparcie najpiękniejszej kobiecie świata, która bardzo się martwiła czy dam radę wcielić się w Bruce’a Lee. Czy podołam tak ogromnemu wyzwaniu… Przecież nigdy nie trenowałem sztuk walki, a tu mordobicie z rana tuż po porannej kawie! Tak bardzo, że nawet kontrolnie sprawdziła w trakcie naszej rozgrywki czy jeszcze z Larkiem dychamy. Kiedy wróciłem do domu cały i zdrowy czule opatrzyła moje rany. Mam nadzieję, że mojemu dzielnemu towarzyszowi żona także rozmasowała plecy. Chyba, że wystraszyło ją to limo pod okiem jakie zrobił mu przebiegły Nindża!

Bruce Lee MSXYamo atakuje zamaskowany niczym Predator! (MSX)

RECENZJA

OPIS. Zarys fabuły gry macie powyżej w moim trochę zwichrowanym opowiadanku. No, możliwe, że mnie tam trochę poniosło. Naprawdę Bruce Lee wyrusza do fortecy smokodemona celem zdobycia nieśmiertelności i wielkiego bogactwa. W trakcie swojej wędrówki jest nieustannie nękany przez dwójkę jego nieśmiertelnych sługusów. Mniej groźnego i słabszego pod względem odporności Mrocznego Ninję uzbrojonego w shinobi-gatanę oraz zdecydowanie bardziej groźnego i silniejszego, zielonoskórego sumitę Yamo, który atakuje nas swoimi niszczycielskimi ciosami i kopniakami. W trakcie zwiedzania komnat okazuje się, że twierdza naszpikowana jest także zróżnicowanymi pułapkami (miecze, prądy w posadzce, miny), a dostęp do dalszych jej pięter uzyskamy poprzez kolekcjonowanie porozwieszanych tu i ówdzie lampionów. Gra jest protoplastą gier action-adventure i opiera się na eksploracji komnat, połączonej z elementami platformowymi oraz prostą bijatyką.

PLUSY. Różnorodność rozgrywki na pierwszy rzut oka to największy z plusów tego hitu z przeszłości. Mordobicie, unikanie pułapek, ruchome schody, skoki po platformach połączone ze zbieractwem dają początkowo dużo frajdy. Typowa dla twórców z Datasoft grafika także robi dobre, lecz nie rewelacyjne wrażenie. Na szczególną uwagę zasługują budzące sympatię postacie trójki głównych aktorów – Bruce’a jak i jego przeciwników. Gra jest także dosyć barwna, a kolorystyka plansz zmienia się co pewien czas – brama świątynna w innej tonacji, podziemia i ich głębsze komnaty w mroczniejszej stylistyce, wewnętrzny dziedziniec także w odmiennej. Wielką zaletą gry są zróżnicowane tryby rozgrywki. Naszą krucjatę możemy prowadzić samemu, lub na zmianę z drugim graczem pobijając własne rekordy lub zatrudniając do wyprawy pomocnika, który wcieli się w skórę Gnijącego Yamo. Oczywiście nie musi on nam wcale pomagać, wręcz przeciwnie – może stać się naszym najbardziej zajadłym wrogiem. I to jest bardzo fajne!

W podziemiach jest trochę trudniej. Tylko trochę… (Atari)

MINUSY. Największą bolączką gry jest jej krótkość – dla wprawnego gracza to niestety przygoda tylko na kilkanaście minut. Zróżnicowanie wojaków ciemności także mogłoby być większe. Tylko dwójka przeciwników to zdecydowanie zbyt mało i powoduje monotonnie. Projektanci poziomów, pomimo, że za młodu tego nie zauważałem – także mogliby się bardziej postarać. Najdobitniej ukazuje nam to świetna komnata, w której po raz pierwszy i niestety jedyny występują: zabójcze „robaki” i jako element wystroju – poręcze (gzymsy), po których Bruce może się wspinać. Tutaj także (pod koniec gry) wykorzystamy jedyny raz  umiejętność schylania się przez naszego bohatera. No bez jaj! Ta komnata uświadamia nam jaki potencjał był w tej produkcji, jeżeli autorzy kreatywniej zaprojektowaliby poszczególne plansze. Więcej takich etapów i moja ocena byłaby zdecydowanie wyższa. Bardzo prosty, wręcz prostacki pojedynek z ostatnim bossem także sprawia zawód.

Bruce Lee Zx SpectrumCo tu robi Biały Ninja? (Spectrum)

KIEDYŚ. Za młodu była to dla mnie jedna z najlepszych gier action-adventure w jakie grałem. Przynajmniej do momentu kiedy ją ukończyłem. Cieszyłem się jak dziecko, że mogę wcielić się w takiego chojraka jak Bruce Lee i skopać parę tyłków. Wspólne przemierzanie lochów z kuzynem czy pojedynkowanie się z nim dawało wiele radochy, gdyż…

TERAZ. … dopiero właśnie teraz, przechodząc ją po latach zauważyłem jej główne wady. Nie zrozumcie mnie źle, to dalej prawie bardzo dobra pozycja, jednak minusy, które wymieniłem powyżej powodują, że zmuszony jestem obniżyć trochę ocenę końcową. Najbardziej boli niewykorzystany do końca potencjał gry, jej krótkość i niski poziom wyzwania jaki sobą reprezentuje. Polecam jednak chociaż raz wskoczyć w buty Małego Smoka i przeżyć tą przygodę. W szkolnej skali z moich młodzieńczych lat – gra zasługuje na dobry z plusem!

STEROWANIE. JOY – bieganie Bruce’m i poruszanie po drabinach, GÓRA i skosy – skoki, DÓŁ – schylanie się, FIRE – prawy lub lewy prosty, FIRE + kierunek biegu – niesamowity cios z wyskoku. Jebudu!

ArSoft CORPORATION i Retro Na Gazie prezentują:

Gramy Na Gazie #4 – Bruce Lee (1984) + krótka zajawka z Ironii (oglądać do końca!).

BRUCE LEE

(ATARI XL/XE , COMMODORE 64/128, AMSTRAD, SPECTRUM, MSX i inne)

Retrometr

Bruce trochę się postarzał i nie kopie zadka jak w młodości.

Wciąż jednak jego wyczyny dostarczają dobrej rozrywki!


PS. Po nakręceniu naszego filmu odkryliśmy także nowy remake na Segę Master System i wygląda on bardzo ciekawie. Ponoć nie jest wierny do końca oryginałowi. Może ktoś ogra, bo mi nie starczy życia. Poniżej kolaż screenów z tej wersji ze strony Finish Retro Game Comparison Blog.

Bruce Lee Remake na Segę Master System (2015)

Inne artykuły:

Mega Recenzja | Laura (Atari) Witam najgoręcej wszystkich retrograczy miłujących swoje 8-bitowe potwory, a w szczególności posiadaczy i użytkowników Małego Atari, na które to cacus...
Recenzja | LEGO: Lord of the Rings Gdyby ktoś 15 lat temu powiedział, że planuje zrobić grę opartą o trylogię Władcy Pierścieni w świecie klocków LEGO zostałby najprawdopodobniej zabity...
Recenzja | Mega Man X Długie blond włosy, biało-czerwony kombinezon i miecz świetlny w ręku - tak miał wyglądać nowy Mega Man. Ktoś z Capcomu uderzył w stół i powiedział "N...
O RetroBorsuk 60 artykułów
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.