Recenzja | ChuChu Rocket!

ChuChu Rocket DC recenzjaPonoć jak kota nie ma to myszy harcują, a co jak kot wróci? Wskakują do rakiet i lecą gdzie indziej harcować!

Sonic Team już chociażby ze względu na nazwę kojarzy nam się jednoznacznie z niebieskim jeżem śmigającym niczym struś pędziwiatr po bezdrożach asfaltowej dżungli. W 1999 roku jednak nastąpiła mała zmiana, testując możliwości sprzętowe i nowinkę jaką była gra sieciowa testerzy wiśni z Tokio stworzyli niepozornie wyglądającego killera, ale nie wyprzedzajmy faktów. Przy okazji omawiania Super Mario Sunshine zajrzeliśmy na chwilkę za kulisy pokoju prezesa Nintendo, tym razem zapraszam Was do pokoju szefów niebieskich w przeddzień stworzenia ChuChu Rocket!

– pokornie witam Pana Panie Prezesie San

– witam i ja Ciebie Panie Naka San

– wzywał Pan Panie Prezesie San

– Panie Naka San jak Pan wie pokładamy wielkie nadzieje w naszej Skrzyni Pełnej Snów. Doceniając wkład Pańskiego zespołu w start naszej konsoli, chcemy by powtórzył Pan sukces kolejną zupełnie nową grą, wykorzystując tym razem nasze możliwości sieciowe

– pokornie dziękuję Panu Panie Prezesie San, ale cóż to ma być za gra skoro ma być zupełnie nowa

– nie wiem Panie Naka San, popatrzcie na tych czerwonych z Kioto, tam jeden zbierał robaki w dzieciństwie, zrobił o tym gre i popatrzcie Panie Naka San jak jeny płyną niczym tsunami. Jakie zwierzaki mieliście w dzieciństwie Panie Naka San?

– ja z biednej dzielnicy jestem Panie Prezesie San, mieliśmy tylko myszy w domu…

– o widzicie Panie Naka San, myszy! Niech te myszy szybko biegają i zbierają pierścionki!

– ależ Panie Prezesie San, już Sonic szybko biega i zbiera pierścionki

– takiż z ciebie bystrzak Panie Naka San? W takim razie zrób grę sieciową o myszach po swojemu! Byle nie będą to zwykłe myszy! A i jeszcze jedno, oddział z Ameryki życzył sobie by w grze były rakiety. Rozumiecie, ze względów marketingowych bo białasy lubią takie rzeczy. A teraz idźcie z całym zespołem na karaoke, od jutra chcę byście tworzyli tą grę – DreamON!

– tak też się stanie Panie Prezesie San, już czuję jak mój samurajski konar płonie, DreamON!

Tak oto doszło do powstania zarysu ChuChu Rocket! Jak pracowici Japończycy powiedzieli tak zrobili, bo to lud pracowity jest.

„ChuChus aren’t ordinary mice. We’re space mice!”

ChChu nie są zwykłymi myszami, są kosmicznymi myszami, ale to już wiecie. Ten tytuł można traktować dwojako, albo jako party game gdy masz z kim grać, albo jako grę logiczno-zręcznościową, gdy grasz sam. Ze względu na śmierć usług sieciowych DC (no bo trochę czasu od premiery minęło) jak i śmierć kanapowego multi w moim gronie (planszówki wygrały ten bój) skoncentruję się w tym tekście głównie na tym co otrzyma pojedynczy gracz. Po tak długim czasie prowadzenia RnG zauważyłem, że większość z Was gra w stare gry tak jak ja, skupiamy się na „singlu” pozostawiając multi nowszym platformą (a w moim przypadku są to planszówki). Więc chyba „wiecie, rozumiecie” dlaczego tak, a nie inaczej. Odpalamy zatem rakietę i kierujemy ją w tryb „Puzzle”.

Zacznijmy od zasad gry, które w pewnym stopniu przypominają amigowe Lemingi, nasi podopieczni będą brnąć przed siebie, a Ty musisz sprawić by dotarli cało do celu. Każdy etap to samodzielna plansza na której widzisz z góry pozycje myszek, kotów i rakiet, są one niejako zamrożone i czekają na Twój znak by ruszyć. Cała zabawa odbywa się właśnie w tym momencie, masz scenę i musisz wyreżyserować to co zaraz nastąpi. Gdy już aktorzy ruszą to nie ma zmiłuj, nie masz już wpływu na to co się dzieje, będą grali swe role do końca nawet jeśli oznacza to skok w przepaść. Jakie mamy zatem narzędzia? Wiedzę i strzałki! Nie brzmi to imponująco co? Niby nie, ale w tej prostocie tkwi siła i ta gra będzie Ci to udowadniać na każdym kroku. Masz zawsze narzucone strzałki jakich możesz użyć w danej planszy, możliwe są góra, dół, lewo, prawo i są przypisane intuicyjnie pod klawisze na padzie. Sęk w tym, że masz ich zawsze mało i musisz tak obmyślić ich rozłożenie, by myszki podążając za nimi trafiły do celu i by nic im się po drodze nie stało (nie mogą spaść w przepaść, w paszczę kota lub się po prostu zapętlić tak, że nigdy nie dotrą do rakiety). Zarówno myszy (ChuChu) jak i koty (KapuKapu) idą zawsze przed siebie, co gdy natkną się na ścianę? Odbijają zawsze w prawą stronę. To jest właściwie cała gra i cała wiedza jaką powinieneś o niej posiadać, ale uwierz mi, tyle wystarczy by oddać w Twoje spocone ręce świetnego szpila.

Po odpaleniu trybu Puzzle dostajemy przygotowanych dla nas 25 plansz na poziomie normal. Szybko jednak sobie z nim radzimy i należy go traktować jako trening bo po ok 30 minutach widzimy już napisy końcowe. Że co? Nie panikuj! Na końcu napisów pojawi się sympatyczny ChuChu i powie że odblokowałeś właśnie poziom hard. Kolejne 25 poziomów czeka na ogranie, tym razem trudniejszych. Tu zaczyna się pierwsza poważna analiza toru naszych podopiecznych, pierwsze zagwozdki które pokonujemy metodą prób i błędów coraz częściej patrząc jak nasze myszy wpadają w tarapaty. 25 plansz jednak w końcu pęka, kolejne napisy końcowe na końcu których znów powita nas sympatyczny ChuChu informując o odblokowaniu poziomu special. Tak, dobrze dedukujesz, kolejne 25 plansz, ale tym razem trudniejszych! Tu już nie ma przebacz, czujemy od razu że jest trudniej, a sielanka się skończyła. Czasem warto się z problemem „przespać”, by potem świeżym okiem zerknąć na planszę bo czasami się tak zafiksowałem na jednym wariancie, że nie dostrzegłem dobrej ścieżki gdzie indziej. Ciężko wypracowane napisy końcowe i co? Znów ChuChu i informacja o nowym poziomie trudności (mania), tego się nie spodziewałem i miło mnie zaskoczył. 25 plansz i kolejne móżdżenie na którym się kilka razy poważnie zaciąłem, stage 22 mnie pokonał i musiałem skorzystać z podpowiedzi, nie byłem nawet blisko rozwiązania. Napisy końcowe i znów ChuChu! Tym razem nasz przyjaciel nie ma już dla nas nowych poziomów a bonus, możemy od tej chwili zamienić ChuChu w ludzików z NiGHTS. 

ChuChu Rocket DC recenzja

Po przygodzie z Puzzle ruszyłem na drugi tryb dla jednego gracza – stage challenge. Tu mamy kolejny raz 25 plansz do dyspozycji, ale podzielonych na 5 zadań (wsadź myszy do rakiety (2 warianty), zdobądź 100 myszy, zjedz myszy kotem, uzbieraj więcej myszy niż przeciwnik), a każda plansza może trwać max 30 sekund! Czasu jest cholernie mało, a zadania czasem mega wyzywające, tutaj gra się robi bardziej zręcznościowa i wymaga bardzo szybkich reakcji bo po 3 sekundach może być już po szpilu jeśli w porę nie zmienisz toru marszu myszy. Bardzo fajny tryb, choć głównym mięskiem jest dla mnie Puzzle.

100 poziomów Puzzle + 25 stage challange to moim zdaniem solidny wynik, jak sobie przypomnę niedawno opisywany Kororinpa: Ball-Rolling Maze Game gdzie ledwie na 45 starczyło pary… szkoda gadać. Do tego trzeba sobie uzmysłowić, że gdy DC był jeszcze na chodzie i funkcjonowały jego usługi sieciowe każdy mógł tworzyć nowe plansze i je udostępniać, powstały ich wtedy grube tysiące! Niestety, ja się na ten czas nie załapałem. Niby dziś fani uruchomili prywatne serwery i da się teoretycznie grać przez sieć oraz pobierać jakieś labirynty (na Dreamcast Live był nawet konkurs na labirynt), ale połączenie się z tymi serwerami wymaga trochę roboty z naszej strony (jak również kosztów) i nie jest to takie proste – gra nie warta świeczki moim zdaniem. Do tego ktoś tam jeszcze musi po drugiej stronie chcieć z Tobą grać, a z tego co wyszukałem to nie dość że osób jest mało, to grają głównie w 2 gry i ChuChu nie jest jedną z nich. Wraca jak bumerang temat grania na multi, bo po prawdzie ChuChu to też gra na imprezki z kumplami. Jako że jak się już rzekło ten tekst nie rozstrzyga kwestii multi to jednak mamy jego namiastkę w singlu. Można grać z botami, ale to trochę jak gra z botami w Quake III Arena, czyli słabo.

„The fate of the ChuChus is in your hands!”

Przy tego typu grach nie oceniam oprawy a/v i tym razem się to nie zmieni bo nie o to w nich chodzi. Grafa jaka jest widzisz na screenach, a muzyka jest równie symboliczna i jedyna rzecz warta omówienia to płynność gry i sterowanie – tak, gra chodzi płynnie, a sterowanie jest intuicyjne ;). Kwestie techniczne za nami to lecimy do podsumowań, „Ojciec grać?!„, grać! Cenowo jest to jedna z najtańszych gier na DC, nie wymaga jakiegoś wkręcania się w sterowanie, zasady są proste, a partyjki można w starym dobrym stylu rozegrać w bardzo krótkim czasie. Nie musisz poświęcać wiele czasu by sobie dobrze pograć, odpalisz na 5 minut DC’ka i rozegrasz parę partyjek. Plansz jest sporo i spokojnie na przynajmniej 8 godzin wsiąkniesz, czyli bardzo solidny wynik, a jak masz z kim grać na multi to w ogóle bajka. Może i popełniam herezję, ale dla mnie póki co jest to najlepsza gra Segi w jaką grałem i cholernie żałuję, że nie miałem okazji pograć w nią gdy serwery Segi były na chodzie (raz, że nie miałem DC, a dwa, że w tamtych czasach nie było mowy o graniu online u mnie). Gdybym miał możliwość grania z kumplami na czterech graczy to pewnie przydzieliłbym nawet medal. Nie zwlekaj bo los tych niezwykłych myszy leży w Twych spoconych dłoniach. Odpal swego DC lub GBA i poprowadź czym prędzej ChuChu do rakiet by mogły dalej w spokoju harcować.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Dreamcast/2017

3 słowa do gracza: mała-wielka gra, niby jest prosta, ale w tej prostocie leży jej siła, wciąga jak bagno i daje masę radochy


Ciekawostki:

» ChuChu Rocket był pierwszym tytułem korzystającym z dobrodziejstw grania po sieci na Dreamcaście. Prócz grania gracze mogli również ściągać i wgrywać własne poziomy. Często mówi się że była to pierwsza tak popularna gra online w historii konsol, nigdy wcześniej czegoś na taką skalę na konsolach nie było. W 2016 roku fani uruchomili na własną rękę ponownie możliwość gry online

» Sega organizowała turnieje w których gracze mogli się mierzyć z pracownikami Segi i Sonic Team

» ChuChu Rocket był dodawany w Europie za darmo wszystkim użytkownikom Dreamarena i dodawany w zestawie z DreamKey, w praktyce oznaczało to dodawanie gry do konsoli

» gra została przeportowana na GBA, co ciekawe na carcie znalazło się również 2500 plansz które stworzyli fani na wersji z DC – mają rozmach! Pojawiły się też porty na iOS i androida, ale po paru latach zostały wycofane ze sprzedaży

» nieoficjalny port gry pojawił się również na Atari ST! Do dziś można się z nim zapoznać na stronie „twórców”, którą znajdziecie tutaj

» zamiast myszek możemy sterować Chao z Sonic Adventure lub ludkami z NiGHTS, trzeba przejść mania w Puzzle i stage challange

Inne artykuły:

Recenzja | Need for Speed: Hot Pursuit 2 Mam popęd na szybkość, by pędzić szybko, czuć pęd szybkości i popędzać innych na asfaltowej trasie bez końca. Seria Need for Speed to dziesiątki częś...
Recenzja | Tony Hawk’s Skateboarding Są takie gry, które były swoistym krokiem milowym i przełomem w gatunku. Resident Evil nie był pierwszym survival horrorem, ale to on spopularyzował g...
Recenzja | Nox Każdy szanujący się gracz zna gry z serii Diablo. Ich wpływ na gatunek hack’n’slash był i jest ogromny, o czym świadczy masa inspirowanych tym tytułem...
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox