Gra Wstępna | Video – Hard’n Heavy, Lords of War, Cytron (Amiga)

We współpracy z naszym znajomym z RETROnizacji rozpoczynamy nowy minicykl video, w którym zaprezentujemy wam rozgrywkę z mało znanych amigowych gier. Zapraszamy do seansu oraz lektury! Jako, że trzeba wychodzić naprzeciw zapotrzebowaniu naszych czytelników i widzów – uruchamiamy w kooperacji z Marechckiem Retromanem nowy cykl video na Retro Na Gazie! Dotyczyć on będzie głównie nieznanych lub zapomnianych amigowych szpili, które wartałoby ocalić od zapomnienia, albo w przypadku kiepskiej ich jakości – ostrzec was przed ewentualna stratą czasu. Możliwe, że dzięki serii filmików przygotowanych przez Marka oraz krótkich wpisów dotyczących prezentowanych tutaj gier – przypomnimy wam kilka przyjaciółkowych perełek? Pewnie patrząc na video zaprezentowane poniżej dziwicie się – o jakim rozpoczęciu cyklu wam tutaj Borsuk bredzi – skoro pierwszy materiał to już siódmy odcinek Rozgrywki? Jednakże pierwszy, którego premiera następuje jednocześnie z publikacją wpisu na naszej witrynie.

Wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, że mój odwieczny rywal w Sensible Soccer wystartował z własnym kanałem video i dopiero na ostatnim zlocie amigowców czyli SACPie dowiedziałem się o tym fakcie. Co zachęciło mnie do współpracy z Marechckiem? Po pierwsze świetnie, że nie prezentuje on największych amigowych hitów, które wszyscy znają – zawsze można poszerzyć sobie w ten sposób wiedzę na temat przyjaciółkowej groteki. Po drugie – krótki metraż jego filmów, będący przeciwwagą dla kolosów z Gramy Na Gazie. I po trzecie – fakt, że rozgrywka, którą prezentuje jest ściągana z Amigi za pomocą grabbera, gdyż nie chciałbym promować tutaj filmów kręconych z ekranu telewizora czy monitora. No i przede wszystkim – sam autor jest człowiekiem, którego nie sposób nie lubić! Kto bywa na amigowych zlotach ten wie, że można z nim konie kraść i nie tylko…

Proszę także o wyrozumiałość dla twórcy, gdyż jest on początkującym youtuberem, ale pełnym zapału i chęci doskonalenia, dzięki temu mam nadzieję, że nasza współpraca przyniesie obopólne korzyści. Cykl Gra Wstępna (na kanale autora zatytułowany jest Rozgrywka) nazywa się tak dlatego, iż w filmikach będą prezentowane tylko początkowe etapy danej produkcji plus opinia Marka o danym hicie (lub kicie). Możliwe przez to, iż jego ocena w filmie rozminie się z moją umieszczoną we wpisie. Sytuacje takie mogą przecież wyniknąć, jeżeli któryś z nas ma odmienne zdanie – co do miodności prezentowanego tytułu. Tradycyjnie oprócz filmów znajdziecie tutaj screeny i okładki z przedstawianych gier, moje wrażenia z obcowania z nimi, i nasze wspólne plusy i minusy pokazywanych szpili. Myślę, że tyle tytułem wstępu wystarczy, zachęcam do obejrzenia filmików, lektury całości i podzielenia się z nami opiniami na temat wpisu oraz filmów. Zaczynamy od materiału, którego premiera była uzgodniona pomiędzy nami czyli kontynuacji Giana Sisters w klimatach science fiction – zatytułowanej Hard’n Heavy!


HARD’ N’ HEAVY

RELINE SOFTWARE (1989)

PLATFORMOWA

ROZGRYWKA DOTYCZY: AMIGA

TAKŻE NA: COMMODORE 64, ATARI ST(E)

Klimatyczna okładka gry w wersji na C64 jet identyczna z amigową. Niestety nie znalazłem tej drugiej w dobrej jakości.

Czy rozgrywka z tego zaprezentowanego poniżej przyjemnego platformera czegoś wam nie przypomina? Dokładnie! Twardy i Ciężki (nazwa jak z pornola) to kontynuacja kultowych przygód skocznych sióstr czyli The Great Giana Sisters. Wydawcą tej gry na premierę miała być oczywiście firma odpowiedzialna za pierwszą cześć czyli Rainbow Arts, jednakże problemy prawne z Nintendo, które oskarżyło ich o plagiat Super Mario Bros spowodowały spore zamieszanie. Po kryjomu, po wielkiemu cichu – próbowano wydać sequel pod banderą mniej znanego wydawcy – reLine Software. Ryzykownym byłoby wypuszczenie tej gry jako oficjalnej kontynuacji (miała nosić ona tytuł Giana 2 – Arthur and Martha in The Future World), więc zmieniono jej nazwę na nikomu nic nie mówiące Hard’n Heavy. Bohaterów przebrano w kosmiczne skafandry z wielkimi hełmami i w stylistyce science fiction wypuszczono na rynek w skromnej ilości egzemplarzy. Niestety to było chyba głównym powodem, że gra przeszła zupełnie bez echa zarówno pośród Komodziarzy, jak i Amigowców. Niektórzy z graczy pewnie nawet nie wiedzą, że siostry Giana doczekały się całkiem udanego następcy. Chociaż opinie o tej produkcji są różne, Marecheck twierdzi, że to platformer jakich wiele, ja że gra co najmniej dobra, a nasz redakcyjny miłośnik tej serii platformówek czyli WojT zapewne jest nią zachwycony?

Gianę Sisters wystrzelono w kosmos…

Na szczęście oprócz fantastycznego sztafażu twórcy nie naruszyli przyjemnych i natychmiastowych zasad rozgrywki, ani dobrej mechaniki rządzącej sławniejszym pierwowzorem. Hard’n Heavy to w dalszym ciągu szybka platformówka, w której biegniemy ciągle w prawo, skaczemy po zbudowanym z platform świecie oraz po grzbietach najróżniejszych robotów i potworów walcząc okazyjnie z bossami. Po drodze zbieramy tony świecidełek (za zebranie stu otrzymujemy bonusowe życie), oraz dodatkowe powerupy i bronie, które pomogą nam zarówno w walce jak i w kontynuowaniu naszej przygody. Gra charakteryzuje się czytelną i całkiem zjadliwą oprawą graficzną, jednakże nie rzucającą na kolana graczy ani naszej Amigi. Mieściła się swego czasu na jednej dyskietce i jest po prostu konwersją gry z Commodore 64. Na uznanie zasługuje muzyka przygotowana przez amigowego magika czyli Chrisa Huelsbecka znanego później ze swojej pamiętnej ścieżki dźwiękowej z trylogii o Turricanie. Naszej wędrówce towarzyszy szybki i przyjemny scrolling ekranu i jednocześnie troszkę zbyt monotonna scenografia. Brakuje tutaj większej różnorodności odwiedzanych światów, wszystkie są utrzymane w chłodnej, futurystycznej stylistyce. Pomimo wad uważam amigową wersję tej produkcji za całkiem dobrą rozrywkę, jednak nie jest to pierwsza liga przyjaciółkowych platformerów. Jeżeli chodzi zaś o edycję na Commodore 64 – to do oceny należy dodać minimum jedno oczko retrometru, gdyż wyciska ona dużo z poczciwej Komody i zapewnia tylko minimalnie mniejsze doznania niż kultowa Giana. Komodziarzom polecam, amigowcy także mogą się pobawić. Przejdźmy do plusów i minusów gry, a później do filmu mojego kompana.

Uwaga na zapadający się most!

PLUSY:

Graficznie daje radę.

Świetna ścieżka dźwiękowa podczas rozgrywki.

Wzmacnia sentyment do oryginalnej Giany.

Zasady i mechanika zachowane z pierwowzoru.

MINUSY

Dlaczego gramy robotem, skoro na witającym nas screenie gry jest kobieta? Wolę babki.

Ot, taka zwykła platformówka, sklonowana i przebrana Giana przeniesiona w scifi.

Monotonia odwiedzanych światów.

Praktycznie żadnych usprawnień w gameplayu w stosunku do oryginału oprócz odmiennych broni.

VIDEO – ROZGRYWKA

Marecheck Retroman – Rozgrywka HARD’N HEAVY – Amiga

Retrometr


LORDS OF WAR

DIGITAL CONCEPTS (1990)

ZRĘCZNOŚCIOWA / PONG

ROZGRYWKA DOTYCZY: AMIGA

WZOROWANE NA: WARLORDS (Automaty Arcade, Atari 2600)

Wąż i sztylet zapraszają do partyjki bitewnego arkanoida w klimatach fantasy.

Miałem w tym wpisie umieścić tylko Hard’n Heavy, jednak po obejrzeniu rozgrywki Marechcka z poprzednio ogrywanych przez niego tytułów stwierdziłem, że warto także pokazać światu dwie inne gry. Są one dosyć specyficzne i na swój sposób ciekawe. Pierwszą z nich jest zupełnie nieznana mi produkcja zatytułowana Lords of War, wydana przez całkowicie tajemniczą dla mnie firmę Digital Concept. W młodości nigdy nie spotkałem się z tym tytułem, lecz po uruchomieniu gry – jej zasady oraz gameplay wydały mi się dziwnie znajome… Władcy Wojny to nowe wcielenie stareńkiego hitu prosto od Atari zatytułowanego Warlords i wydanego w 1980 na automaty arcade oraz na konsolkę Atari 2600. Czymże było Warlords? Wariacją niesmiertelnego Ponga na cztery paletki osadzoną w średniowieczu!

Rozpadlina, a po każdej jej stronie zamek do obrony. Paletka stoi przy wieży jakby kto pytał…

Lords of War jest bardzo wierne swojemu wiekowemu prekursorowi i przedstawia pojedynek czterech rycerzy (zobrazowanych przez paletki) którzy próbują zniszczyć zamki rywali. Rozgrywka polega na odbijaniu przez nich wielkiej czaszki, która przy uderzeniu w mury którejkolwiek twierdzy – kruszy je na gruz. W środku każdej fortecy znajduje się tarcza, serce zamku. Naszym celem jest zniszczenie najpierw murów obronnych należących do przeciwników, a później rozbicie znajdującej się w ich wnętrzu tarczy. Jeżeli nam się to uda przechodzimy do kolejnego etapu, a jeżeli nie – tracimy jedno z cennych żyć. Oczywiście nasi wrogowie mają dokładnie takie same zamiary i uwijają się jak w ukropie chroniąc swojej siedziby. Potyczkę urozmaicają różnorodne czary, które mogą wpłynąć na jej przebieg i są odpowiednikiem ulepszeń, które spotykaliśmy w innych grach arkanoidowych. Całość została okraszona przyjemną, lecz jednorodną kolorystycznie oprawą graficzną, słabymi efektami dźwiękowymi oraz stylistyką dark fantasy. Gra zdecydowanie nabiera rumieńców, kiedy zaprosimy do niej przyjaciela i razem mierzymy się w tym śmiertelnym Pongu przeciwko dwóm komputerowym oponentom. Pomimo, że tytuł ten jest nieoficjalnym remakiem Warlords to doceniam jego nowatorskość. Pomysł na taki rodzaj zabawy dosyć rzadko reaktywowano w historii naszej branży. W tym przypadku moja ocena będzie pokrywać się z opinią w filmie. Lords of War to pomysłowy średniak, który potrafi wciągnąć.

Etap piekielny. I jakieś wielki ziarna kawy jako przeszkody? Hmm…

PLUSY:

Grafika i klimat fantasy, szczególnie urodziwy jest pewien goblin na ekranie High Score.

Na początku może nie zachęca, ale później wciąga na kilka godzin.

Przyspieszenie rozgrywki w trakcie zbyt długich pojedynków.

Zastosowanie dodatkowych czarów podczas rozgrywki.

Opcja dla dwóch graczy.

MINUSY

Nie wymaga zbyt dużego myślenia, liczy się tylko refleks.

Autorzy mogli postarać się o lepsze efekty dźwiękowe.

Samotny gracz przy dłuższej nasiadówie może się znudzić.

VIDEO – ROZGRYWKA

Marecheck Retroman – Rozgrywka LORDS OF WAR – Amiga.

Retrometr


CYTRON

PSYGNOSIS / LUNATIC SOFTWARE (1992)

STRZELANINA – LABIRYNTOWA

ROZGRYWKA DOTYCZY: AMIGA

Tradycyjnie arty na okładkach gier Psygnosis prezentują się fenomenalnie.

Bardzo lubię gry firmy Psygnosis, wielce zasłużonej na amigowym poletku. Szczególnie cenię je sobie za piękną oprawę graficzną, artyzm wylewający się z ekranu i cudowną muzykę, która wielokrotnie pieściła moje uszy w młodości. Niestety produkty tej firmy często cierpią na przerost formy nad treścią, skupiając się na grafice i muzyce autorzy zapominają o grywalności. Obok bardzo miodnych hitów pokroju Leandera, Lemmings 2 czy Shadow of the Beast 3, przytrafiają się im niegrywalne pokraki typu Drugiej Bestii albo Draculi. Włączając ich gry jednego możesz być pewien – kunsztu grafików oraz muzyków i najprawdopodobniej ciekawego pomysłu na rozgrywkę. Jak ma się sprawa z prezentowanym poniżej Cytronem?

Labirynty przedstawiono głównie w pomarańczowych i brązowych barwach. Szkoda…

Gra ta należy do gatunku labiryntowych strzelanin z widokiem z góry, podobnych w mechanice do stareńkiego Gauntleta, lub z nowszych produkcji do świetnej serii Alien Breed od Team 17. Po uruchomieniu tytułu naszym oczom ukazuje się świetne, renderowane intro, które zapewne w czasie premiery gry – powodowało delikatne popuszczanie po nogawce przez większość amigowców. Jak na grę wydaną na dwóch dyskietkach to jestem pod wielkim wrażeniem! Przejdźmy jednak do gameplayu. Wcielamy się tutaj w dwuczłonowego droida, zbudowanego z gąsienic oraz wieżyczki, którego celem jest uratowanie pozostałych przy życiu naukowców, którzy przeżyli atak złowrogich robotów na platformy wiertnicze naszej korporacji. Widok na pole akcji przedstawiono z lotu ptaka i naszym mechanicznym bohaterem możemy przemieszczać się w każdym kierunku po bardzo płynnie scrollowanej planszy. W trakcie naszej misji ratunkowej zwiedzamy piętra każdego etapu i prowadzimy wymianę ognia (także w każdym kierunku) z bliżej niezidentyfikowanymi, mechanicznymi jednostkami wroga. Niestety są one dosyć nieczytelne dla gracza i przez dłuższą chwilę zastanawiałem się z kim lub z czym tutaj walczymy? Jakieś roboty? Organiczni wrogowie? Czort wie…

W lewym górnym rogu większy przeciwnik. Cel – zniszczyć!

Oprócz przeciwników napotkamy na swojej drodze pozamykane śluzy, które otworzymy strzelając w specjalny przełącznik, albo ruchome taśmociągi popychające nas tylko w jedną stronę lub windy na inne piętra poziomu. Natrafimy także na wąskie przesmyki, poprzez które nie przeciśniemy naszej maszyny zagłady i wtedy na ratunek przychodzi nam dwuczłonowa budowa naszego czołgu. Możemy odłączyć wieżyczkę od gąsienic i przepchnąć się nią poprzez ciasne korytarze. Wszystkie te elementy powodują, że gra ma olbrzymi potencjał i mogłaby się zamienić w ciekawe połączenie strzelaniny z grą logiczną. Sami pomyślcie, taka kombinacja Robbo z Robotronem to byłaby bardzo rajcowna pozycja! Błądząc po korytarzach znajdziemy wiele znajdziek, niektóre z nich uzupełniają nam energię, inne stanowią ulepszenie naszego arsenału. Modyfikacji naszego droida możemy dokonywać w specjalnych terminalach i bardzo podoba mi się fakt, iż można odmiennie uzbroić zarówno wieżyczkę jak i samą podstawę naszego robota. Oprawa graficzna otoczenia jest prosta i porządna jednocześnie, jednakże kolorystyka wystroju wnętrz została zaprojektowana dla smakoszy zgniłych pomarańczy. Buerk!  Na moim telewizorze CRT zlewa się to wszystko w brunatną i nieapetyczną breję… O dźwiękach i muzyce mogę napisać tylko, że występują, nie ranią uszu, ani nie powodują mimowolnego nucenia ich przed snem. Podsumowując – jeżeli autorzy w dalszych etapach ogarnęliby porządnie design poziomów i kreatywnie wykorzystaliby potencjał tej gry – to mogłaby wyjść z tego ciekawa strzelanka z zacięciem logicznym. Niestety rozgrywka to głównie żmudne przeszukiwanie podobnych sobie korytarzy i pomieszczeń, połączone z dosyć słabą rozpierduchą… Nie ukrywajmy Cytron to przeciętniak, fakt, że intrygujący i z potencjałem, ale tylko przeciętniak.

Terminal, gdzie zmodernizujemy arsenał.

PLUSY:

Płynność sterowania droidem/czołgiem.

Dobra oprawa graficzna i płynniutki scrolling.

Innowacja związana z rozdzieleniem droida na dwie mniejsze części.

Zbierając rożne ikony na planszy – możemy generować nowe bronie dokując przy terminalach.

Osobne uzbrojenie dla wieżyczki droida jak i dla jego podstawy.

Taki mechaniczny Alien Breed ze sporym potencjałem.

Wspaniałe Intro.

MINUSY:

Podobny wygląd robotów i ratowanych naukowców oraz nieczytelność przeciwników.

Twórcy nie wiedzieli czy pójść w kierunku strzelanki, gry logicznej czy taktycznej.

Po czasie może się nudzić bo nie wprowadza nic nowego – zabij, zbierz, uratuj.

Monotonny projekt pięter i całych poziomów.

VIDEO – ROZGRYWKA

Marecheck Retroman – Rozgrywka CYTRON – Amiga.

Retrometr


PS1. Okładki i screeny pochodzą głównie z Moby Games oraz Lemon Amiga.

PS2. Wcześniejsze filmy Marechcka prezentujące także mniej znane amigowe gry znajdziecie na jego KANALE.

PS3. Od tego odcinka zarówno film jak i wpis (o jednej grze) będą miały jednoczesną premierę.

PS4. Plusy i minusy do każdego z tytułów pochodzą zarówno od Marechcka, jak i i Borsuka.

PS5. Zachęcam do opinii i komentarzy na temat filmu jak i wpisu, zarówno tutaj jak i na kanale autora filmów. Może macie jakieś porady dla naszego nowego kolegi, które pozytywnie przyczyną się do rozwoju jego cyklu video? A na koniec…


HARD’N HEAVY NA COMMODORE 64

+ bardzo dobra grafika i muzyka,

+ dynamiczna rozgrywka i miodoność zbliżone do Giana Sisters,

+ stosunek możliwości sprzętu do jakości gry – dużo korzystniejszy niż na Amidze.

Retrometr


WERSJA NA ATARI ST(E)

Hard’n Heavy zostało wydane także premierowo na Atari ST i niestety była to zdecydowanie najgorsza edycja. Wręcz uwłaczająca poziomem wykonania 16-bitowemu Atari. Brak scrollingu (przeskok ekranu niczym w komnatówkach), brak kolorowego tła na planszach, które było obecne przecież nawet na poczciwym C64. Muzyka wybijała się tylko z tego marazmu, chociaż i tak była najmniej przebojowa ze wszystkich wersji. Na szczęście po latach na ratunek Twardemu i Ciężkiemu przyszedł niejaki Peter Putnik i zmodyfikował grę pod możliwości Atari STE, korzystając z mocy wbudowanego weń blittera. Co zapewniło jej zwiększenie grywalności poprzez dodanie scrollingu. Wreszcie! Szkoda jedynie, że tło rozgrywki to ciągle otchłań kosmosu… Gra w wersji STE jest już jednak całkiem przyjemną pozycją, może nie wybitną, ale konkurencja w przypadku platformówek na tym sprzęcie – nie jest tak znacząca jak na Amidze. Stąd ocena identyczna. Więcej o tej grze poczytacie na Atari Crypt.

Retrometr

Inne artykuły:

Recenzja | Sonic Adventure Pewnego dnia w Dżapanii, kraju znanego z fermentacji wiśni pewien pracownik związany z Segą wpadł na niecodzienny pomysł podczas kontroli jakości owej...
Moje Top 10 gier na NESa Moje życie, jako gracz, zaczęło się od otrzymania w wieku około 6-7 lat rodzimego Pegasusa. Lata później przygodę z kolekcjonowaniem również rozpoczął...
Recenzja | The Bugs Bunny Crazy Castle Z Królikiem Bugsem z ery PegasNESa (wybaczcie słowotwórstwo) zapoznałem się przez czysty przypadek. Ot była to kolejna eskapada na halę targową, gdzie...
O RetroBorsuk 80 artykułów
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.