Relacja | REWIND 2020 – Retro Zlot w Cieszynie

Zapraszamy na świeżutką relację z nowego zlotu REWIND, który odbył się 12 i 13 września tego roku w Cieszynie. Retro na Gazie tam było, miód z pikseli piło, świetnie się bawiło, w retro gry pograło, z retro ziomalami zbratało! Było naprawdę fajnie i mam nadzieję, że impreza ta na stałe wejdzie do rocznego programu retro eventów organizowanych w Polsce. Zapraszamy do lektury!


REWIND 2020

Ale o co tu chodzi, kto był pomysłodawcą tego zlotu oraz jakie retro systemy były na nim obecne? O organizacji retrobiesiady w Cieszynie dowiedziałem się już jakiś czas temu, gdzieniegdzie pojawiały się plotki, że być może pojawi się taka nowa inicjatywa w malowniczym mieście przy czeskiej granicy. Jednakże były to tylko plotki rozgłaszane przez jakieś stare przekupy, więc po prostu zapomniałem o tym fakcie. Dopiero w którymś odcinku Gramy na Gazie na czacie przypomnieli nam o tym wydarzeniu Marecheck wraz z Lemonem – zapytując, czy będziemy i kiedy? Posucha w zlotach wywołana przez p(l)andemię była straszliwa, więc z uśmiechem na ustach przyklasnęliśmy temu pomysłowi! Niestety mój przyjaciel Profesor Larek nie mógł wyruszyć ze mną na retro wyprawę (praca), ale bardzo udanie zastąpił go inny zgredaktor – mistrz speedrunów WojT. Jadymy? Jadymy!

Filmik promujący imprezę, a w nim organizatorzy tego zlotu. Lubię tych ziomków!

Organizatorami zlotu REWIND są znani i lubiani retro youtuberzy, czyli: retroSZPUNTAfan (wielki miłośnik Commodore 64), Marecheck Retroman (znany z naszej strony wielbiciel Amigi) oraz dwa ziomale z kanału Retro Gulasz, czyli Lemon i Wafel. Dziękujemy chłopaki za wzięcie sprawy w swoje ręce i zmierzenie się z wyzwaniem jakim jest organizacja zlotu dla retro nerdów wszelakich, gdyż czytelnicy pewnie nie wiedzą, ale REWIND był to multiplatformowy event z naciskiem na granie w stareńkie gierki. Pojawiły się więc na nim głównie sprzęty, które wielbili organizatorzy, czyli najwięcej było różnego rodzaju Komódek (C64 w wielu wydaniach) oraz Przyjaciółek (od Amigi 500, przez 1200 do 4000), ale nie tylko! Na wielu stanowiskach można było także znaleźć inne retro konsole: NESa przytargał Sajdor, SNESa dwóch sympatycznych jegomości z Gdyni (kawał drogi! – o nich będzie więcej we wpisie), nie wiem kto przytargał Segę Megadrive 2 (a na niej odpalono nieoficjalnego Super Mario Bros 2!), pojawiło się lubiane Playstation, a Nekroskop zarzucił Xboxa z zapodaną na nim świetną emulacją. Z bardziej rarytasowych sprzętów można było położyć łapska na Amstradzie CPC 464 albo na kultowej grze video z czasach PRL-u, czyli Mentorze i zawartym w nim Pongu, zaś młodzian Bartek przytargał świetnie wyglądający magnetowid, tfu, znaczy się Amigę CDTV. Myśmy przywieźli ze sobą poczciwą Amigę CD32 z Terrible Fire 328 oraz legendarnego Vectrexa z kilkoma grami. A moje ulubione Atari? Buhehe, jedna sztuka się trafiła, ale nawet do niej nie siadłem i teraz nie pamiętam, czy to była 65, czy 130, na pewno seria XE. Wcale mi nie szkoda, Atari to ja mam w domu, wiecie, rozumiecie…

Sala REWIND przygotowana na pierwszych gości. Projektor działa? Działa! Pokazywano nim konkursy, rozgrywkę z gier oraz dema.

Jak sami widzicie, każdy miłośnik retro giercowania mógł znaleźć na tej imprezie swój ulubiony sprzęcik z młodości i oddać się grywalnościowej Valhalli. Skoro napomknąłem już o maszynkach jakie tam stały, to może wartałoby napomknąć jeszcze o szanownych gościach, którzy odwiedzili Osiedlowy Ośrodek Kultury w Cieszynie, gdyż w sumie ludzie na tym zlocie byli najważniejsi. Przecież to dzięki nim to retro hobby jeszcze istnieje i jakoś się kręci. Wielu z nich (oraz ich zajebiste maszyny) znajdziecie w poniższych akapitach, więc szykujcie kawę, przekąskę i czytamy! Na jakie atrakcje natrafił Borsuk w trakcie REWINDA 2020?

WojT: ohoho, hoho! Hoooold your horses kolego! Nie tak szybko ;) Wiem, że już byś chciał, by wszyscy poczytali coś tu napłodził – nawet nie wiem, czy jest sens się tu wtrącać z czymkolwiek, boś tekst naprodukował wielce zacny, dokładny i szczegółowy. Ale przecież ja tam też byłem i też te piksele chłonąłem, więc muszę powiedzieć co ja czuję. Bo bym sobą nie był. To jedziemy. Wiedziałem o imprezie od samego początku i chciałem jechać, by zobaczyć co chłopaki podpatrzyli na Retronizacji i jak zrobią u siebie. Bo lubię chłopaków i lubię oglądać ich jutubowe kanały. Świrus nie pokrzyżował im planów i nie odwołał imprezy, więc pewne było, że po tym jak już zaczynam „biegać po mieście”, muszę zawitać i tam. Dogadałem się z Borsukiem, że pojedziemy w dwójkę, ale ostatecznie załapałem się tylko na powrót, bo pojechałem do Cieszyna wcześniej o jeden dzień. Połączyłem to z kilkoma innymi przyjemnościami – jedną z nich było nawiedzenie Quada w jego pizzerii i skorzystanie z dobrodziejstw kuchni – ależ to było dobre! Jak ktoś jeszcze nie był i nie jadł – to szybciutko nadrabiajcie :) Druga, to możliwość skorzystania z czegoś z czego Cieszyn słynie – mianowicie cieszyńskich kanapek – śniadanko składające się z kilku sztuk nabytych przy rynku kanapeczek – to kolejna obowiązkowa rzecz w Cieszynie. Quadów odwiedziłem dwa razy – w piątek wczesnym wieczorkiem, a potem późnym wieczorkiem – kiedy to razem przenieśliśmy się na Party Place, gdzie rozgrzewali się już niektórzy przybyli partowicze.

W sobotę rano, na początku imprezy sala jeszcze świeciła pustkami, ale później… Wszystkiemu winny pieprzony świrus!

Jak się później dowiecie wiele się działo w ciągu soboty, ale i w piątek trening już rozpoczęli Nekroskop, Phibrizzo, Młody i Wafel i ogarniali fajną gierkę na C64 – BoxyMoxy. Ciekawy tytuł, przy którym spędziłem z nimi parę chwil. Na innym stanowisku SuperBonio i Skiba trenowali kopanie piłki przed turniejem sobotnim – ale zamiast na Sensiblu to trenowali w Microprose Soccer – co z tego wyszło, dowiecie się później. Spędziłem tam kilkadziesiąt minut i ok 1:30 w nocy udałem się do hotelu, by odpocząć – ale byłem naładowany już pozytywnie i wiedziałem, że następny dzień będzie udany. W głowie miałem też jeden cel – w sobotę dobrze się bawić, pogadać z wieloma ludźmi, pograć w ciekawe gry i wziąć udział w tylu turniejach ile to będzie możliwe, wykorzystując czas do maksimum, bo wiedziałem, że wieczorem muszę się udać już do domu, by z rodziną pojechać w góry w niedzielę z samuśkiego rana.

Borsuk: Smaków mi narobiłeś cholerniku to też napiszę jak ja rozwiązałem sprawy kulinarne! Stwierdziłem, że nie będę jadł żadnych pizzy, tylko dzień wcześniej o 22.30 wybrałem się do najlepszego (bo hinduskiego) kebaba w Sosno City, zakupiłem dwa wielkie skurczysyny i jednego zjadłem z Montym na spółę, a drugiego wziąłem na wyjazd. I co z tego, że był zimny, skoro był przepyszny, a taki duży, że jedną trzecią miałem jeszcze na sobotnią kolację… Polecam Habib Kebab w Sosnowcu jakby ktoś był głodny, ale tak fest!


KAŁASZNIKOW I LOGICZNE SZPILE

Caommodore 64 Kałasznikow a na nim BoxyMoxy. Magnetofon Atari, a raczej tylko jego obudowa. W środku siedzi Tapuino.

Nie lada atrakcją był przywieziony przez Nekroskopa (albo któregoś z jego znajomych) nietypowy, bo ruski Commodore 64 zwany Kałasznikowem! Radziecki powiedziałaby moja pani od polskiego, gdyby to było w latach 80-tych, a rosyjski rzekłaby teraz, ale nie roztrząsajmy tego! Faktem jest, że ten C64 posiadał klawiaturę z rosyjskim alfabetem i startował systemem zaopatrzonym w sierp i młot, zaś jego nazwa budziła grozę pośród wszystkich odwiedzających imprezę. Chodzą plotki, że tę zabawkę chłopaki zajumali z kolekcji samego Putina, ale prawdą jest, że chyba Nekorksop (z ziomkami) skonstruował takie cudo. Za bardzo nie mogłem zrobić zdjęć ekranu startowego tej Komody, gdyż chłopaki non stop na niej grali w rożne logiczne gierki, najpierw skończyli całe BoxyMoxy, czyli wielce udaną nowość, w której dwoma kotami musimy zebrać wszystkie czaszki na planszy przedstawionej z lotu ptaka. Kotami poruszamy się podobnie jak w grze Old Tower, czyli prą one nieustępliwe przed siebie w kierunku wychylenia dżoja, dopóki nie natrafią na przeszkodę. Przełączamy się pomiędzy nimi przyciskiem fire, jeden kociak potrafi zbierać czachy, zaś drugi (kotka chyba) robi tylko za blokera dla swojego towarzysza i pozwala mu zatrzymać się w odpowiednich miejscach. Zaprawdę wielki z tej gry mózgołamacz, a żeby uzyskać jak najlepsze wyniki (oceniane w gwiazdkach) należy wykonać jak najmniej ruchów na każdym etapie. BoxyMoxy jest naprawdę świetnie zaprojektowane, posiada bardzo czytelną i ładną grafikę (naprawdę duże obiekty), przyjemną muzyczkę, oraz różnorodne światy różniące się wystrojem plansz. Samych etapów jest chyba kilkadziesiąt, z tego co wiem chłopaki młócili w ten tytuł od piątku wieczór i dopiero gdzieś w połowie pierwszego dnia zlotu go ukończyli.

A tutaj Mille and Molly na Kałasznikowie, obok Black Tiger na Xboxie z emulatorami.

Drugą kapitalną produkcją, którą ogrywali było Millie & Molly, także nowość na C64, której założenia są bardzo podobne do opisywanego na naszych łamach Baba’s Palace z Amstrada. Widok z boku, przesuwanie bloków skalnych, łażenie po drabinach i zbieranie stworków, ale tylko tych które są umiejscowione na tym samym poziomie co nasz bohater. Tfu, bohaterka, a raczej bohaterki, gdyż w tej grze podobnie jak w BoxyMoxy także sterujemy dwoma postaciami, którymi przełączamy się przyciskiem fire. Dodatkowo możemy (a niekiedy musimy!) skorzystać z funkcji cofnięcia czasu (rewind), która jest przedstawiona jakbyśmy cofali film na wysłużonej kasecie VHS w magnetowidzie. Fajny efekt! Gra ta także posiada kilkadziesiąt etapów i jest jedną z najlepszych gier logicznych w bibliotece Komody. Fajne mają te nowości Commodorowcy, zazdraszczam! Obydwie gry przechodzili na zmianę Wafel, Nekroskop, WojT i młody jegomość o nicku Młody, wiadomo – co cztery głowy to nie jedna. Tak przy okazji to zauważyłem, że WojT to jakiś mutant, grał ze mną w Rygara na Amidze CD32, a jednym okiem zerkał na ekran Commodre’a i podpowiadał chłopakom jakie ruchy mają wykonać… To się nazywa podzielność uwagi i łeb jak sklep! Z ostatniej chwili: Nekroskop skończył w domu całe Millie and Molly i jego wynik powędruje do naszego High Score’a, przy najbliższej aktualizacji.

A tu zbliżenie na tego nietypowego Komcia – Kałasznikow jak prawdziwy! A załadowany? Najlepszymi grami! W takim razie uwaga na spust…

WojT: Tak, tu muszę potwierdzić, co napisał Borsuk. Te dwie gry na C64 są na prawdę wyśmienite. Świetne łamanie głowy – do tej pory grałem w tego typu gierki samemu zawsze, ale jak widać grupowo dużo łatwiej i raźniej. Baba’s Palace, które wspomina Borsuk, to jeszcze u mnie wisi niezamknięte – 97 poziom mnie pokonał. Ciekawe czy Millie & Molly bym ukończył? Nie ukrywam faktu, że rzeczywiście podczas grania w Rygara zerkałem na ekran C64, by trochę poruszać głową. Ciekawe doświadczenie grania w dwie gry na raz :) Dobrze, że nie musiałem trzymać dwóch kontrolerów.


NEKRO, XBOX I EMULATORY

Nekroskop testuje Xboxa jako platformę do emulacji wszystkiego. Może Barbarian na ZX Spectrum? Dawaj!

Mojemu dobremu przyjacielowi Romkowi Nekroskopowi na wstępie chciałbym bardzo podziękować za naprawę Amigi 500 oraz ZX Spectrum 48 dla Repipa, jesteś retro bogiem retro elektroniki! Dzięki, że chciało ci się tachać te sprzęty dla mnie na zlot, leżą już u mnie w pokoju i Naczelny Kark odbierze je sobie w wolnej chwili. Mam nadzieję, że będą mu służyć i dostarczą wiele radości. Wróćmy jednak do zlotu, a nie smyrania się po jajach… Z Nekroskopem zdzwoniłem się przed Rewindem i ustaliliśmy, że oprócz C64 (ruskiego) weźmie także Xboxa, gdyż ma na nim wrzucone świetne emulatory. Ja miałem wziąć swojego Xkloca, jednakże o tym zapomniałem. Żałowałem tego, kiedy zobaczyłem w akcji emulatory zaprezentowane mi przez Romka i umówiłem się z nim, że wyśle do niego swoją konsolkę, a on w wolnym czasie zrobi z nią co trzeba. Teraz nie pomnę nazwy tych programów, ale były one naprawdę tak zajebiste, że uchroniły mojego Xboxa od sprzedaży! Emulatory te udawały wiele różnorakich maszynek, a do tego posiadały efektowne menusy obsługiwane padem oraz nakładki z eleganckimi grafikami do każdej gry z załączonym podglądem video. Były jednocześnie mocno idiotoodporne i bardzo klimatyczne.

A to ci niespodzianka. Mario Kart na Xboxie? Czemu nie?! Małolata jedzie ostro.

A może przedstawię bardziej szczegółowo – jakie maszynki można było udawać na Xboxie? Od stareńkich mikrokompów ZX Spectrum, czy Amstrada (sprawdzaliśmy kultowe wyścigi Buggy Boy w tej wersji i prezentowały się porządnie, chociaż edycja na C64 dużo lepsza), poprzez nowsze konsole SNES, Megadrive (nawet w wersji Mega CD), a także pierwsze Playstation. Pograliśmy trochę w Castlevanię Symphony of the Night na PSXie i powiem wam, że to praktycznie bezbłędna emulacja, filmiki się nie przycinają, kroi się paskudne wampirki aż miło! Okazało się, że jeden z emulatorów ma zawarte w sobie obrazy Laserowych Dysków, więc zapuściliśmy sobie kultowe swego czasu Dragon’s Lair w tej wersji. Grafika jest tu przepiękna, wygląda niczym najlepsza kreskówka z lat 80-tych, a że sama gra jest niegrywalnym szajsem, w którym trzeba naciskać odpowiednie kierunki w odpowiednim momencie – to już inna para kaloszy… Kreska zastosowana w grach Ricka Dyera i Dona Blutha bardzo przypominała mi uwielbianego przeze mnie He-Mana i Władców Wszechświata – puszczanego w naszym dzieciństwie w polskiej telewizorni. I z tego co dotarło do moich uszu, nie tylko ja miałem takie skojarzenia, gdyż Sajdor miał podobne. Przepiękna, lecz mało grywalna produkcja, ale zobaczyć warto. Później zagrałem w kilka klasyków z salonów gier: OutZone, Green Beret, Black Tiger i tu także byłem bardzo zadowolony z poziomu emulacji. Jedyną przeszkodą w tych grach był brak gałki znanej z oryginalnych automatów i trzeba pomyśleć chyba nad jakimś arcade stickiem do Xboxa by czerpać pełnię doznań.

Super Mario Bros 2 na konsoli Sega Megadrive II? Eee, o co tu chodzi? Powiem tak: fajny hack, ładny i grywalny.

WojT: Uuu, to nas Nekro zaskoczył właśnie. Jak zobaczyłem to w piątek to już zacierałem ręce. W sobotę często kładłem ręce na padzie Xboxa (choć jeszcze częściej na arcade sticku od Borsuka – zaraz się dowiecie czemu). Ależ to było fajnie zrobione – te wszystkie emulacje i wszystko pod kilkoma guzikami pada. Tak się napaliłem, że… już mam ustalone z Nekroskopem, iż wysyłam mu moją (jeszcze nienabytą, ale już upatrzoną) konsolę XBox, by mi ją przerobił. No co? Borsuk też… i repip też… to ja nie mogę? Co do Dragon’s Lair – śliniłem się do tego jak widziałem w Top Secret. Nawet przerysowywałem pikselikami bohatera na kartkę w kratkę. Marzyłem, by w to zagrać. Ale jak usiadłem do tego teraz to… sorry, to się nie nadaje do grania! Tu kompletnie nie wiadomo co robić i jak w to grać. Nie dla mnie takie szpile… oddaję głos do studia, znaczy Borsukowi (w następnym akapicie).

Borsuk: Podsumowując: jestem cholernie zadowolony z poziomu emulacji prezentowanej przez klocka od Microsoftu i wysyłam swojego w ręce Nekroskopa, żeby przeprowadził na nim swoją retro operację. Na koniec dziękuje mu także za zainstalowanie w mojej Amidze CD32 TerribleFire 328, która posłużyła nam z WojTem na zlocie do…


REKORDOWY RYGAR NA AMIDZE CD32

Stanowisko Retro na Gazie: Rygar, Amiga CD32, 21 calowy CRT TV i arcade stick River Raid. Retro pełną gębą!

… pobijania rekordów w świetną konwersję Rygara na Amigę AGA, która jest niedawną świeżynką w grotece Przyjaciółki. Byliśmy z WojTem bardzo ciekawi tej adaptacji hitu od Tecmo znanego z salonów gier i powiemy wam szczerze (piszę w jego imieniu, gdyż pewnie potwierdzi), że na początku byliśmy zachwyceni tą konwersją. Normalnie i genialnie, wręcz perfekcyjnie co do piksela odwzorowano przygody wojownika zasuwającego ciągle w prawo i zabijającego setki potworów na swojej drodze. Grafika identiko jak na automatach, muzyka i dżingle podobnie, świetne sterowanie (obsługa dwóch przycisków fire w standardzie), mechanika i układy wrogów żywcem przeniesione z oryginału. Dla każdego kto zagrywał się w Rygara w latach 80-tych ta konwersja będzie spełnieniem marzeń. Niestety niekiedy na ekranie pojawiają się jakieś glitche, czy śmieci, ale w sumie nam to nie przeszkadzało i pobijaliśmy wzajemnie swoje rekordy jak szaleni!

Najpierw WojT sprężył muskuły i walnął 200 000 na jednej blaszce! Mówię mu wtedy, potrzymaj mi piwo cholero (a tak naprawdę kebaba) i cisnę 250 tysi przypominając sobie po drodze mechanikę i zasady gry, znaczenie power’upów (tu WojT mi dużo pomógł) i inne przydatne knify. Na ten wynik zmrużył posępnie brwi i zacisnął palce na rękojeści gały arcade sticka, po czym grał, grał i grał… Zawołał mnie po dłuższej chwili, kurdelebele patrzę i nie wierzę – tam 400 kafli zrobione! Uff, normalnie pot na czole WojTa spływa ciurkiem, kałuża pod stopami! Co tu się odpiernicza? Nie mogę być gorszy, ni chu chu! Cisnę, trenuję, zaciskam poślady, czas płynie, dopiero po jakichś 40 minutach mam to – jeeeest! Masz tu 450 tysiaków i pobijaj dziadygo pieprzony… Buhehe, WojT to jakiś wariat powiem wam, klepnął na szybko 497 000 i żałował, że nie zrobił pięciuset tysi, bo miałby dodatek… Heh, trochę mi kopara opadła jak to zobaczyłem, więc na dłuższą chwilę odpuściłem sobie rywalizację z moim kolegą i skupiłem się na turnieju w Sensible World of Soccer (będzie poniżej). Dopiero po około dwóch godzinach przerwy – zakasałem rękawy i w pełnym skupieniu oddałem się Rygarowi! A raczej on poddał mi się bez walki, kiedy po dłuższej chwili na ekranie telewizora pojawiło się 650 000 punktów! Dumny zawołałem WojTa, a ten aż zbladł… Wielokrotnie podchodził do pobicia mojego rekordu, ale niestety (dla niego), a na szczęście (dla mnie) – nie podołał! Się gra, się rekordy ma!

WojT skupiony w trakcie czesania rekordu w Rygarze w amigowej konwersji.

Odpuściliśmy więc Rygara po kilku długich godzinach, dlaczego? Szczerze to po pierwsze przesyciliśmy się i już nam się dalej nie chciało, przez tego cholernika zaniedbaliśmy mocno ogrywanie innych szpili na zlocie. Po drugie okazało się, że oprócz błędów graficznych, gra posiada także uprzykrzające życie błędy mechaniczne. Na przykład w planszy, w której wspinamy się po linie i walczymy z kameleonami to przy zeskoku z liny nasz bohater spada w przepaść zamiast skoczyć. Pierwszy odkrył to WojT, kiedy stracił cztery życia w tym etapie, a ja się z niego chichrałem, że przeca tam się nie da zginąć! Kiedy mi się to także przytrafiło i mój heros spadł dwukrotnie pod rząd z tej pieprzonej liny, a naciskałem skok do cholery – to wiedziałem, że coś jest na rzeczy… Z jednej strony Rygar AGA to wyborna konwersja pod względem wszystkiego, dosłownie Przyjaciółka zamienia się w automat arcade, czyli zajebongo! Z drugiej strony irytujące błędy powodujące zgon gracza bez przyczyny – zniechęcają do dalszej rozgrywki i prób przejścia gry na jednym „kredycie”. Możliwe, że wyszła już jakaś nowsza wersja tego tytułu, która eliminuje tego babola i jeżeli tak jest to proszę o informację w komentarzach. Gdyby nie ten fakt dalibyśmy tej adaptacji z WojTem minimum zielone światło w retrometrze! Rygar rozpalił nas do czerwoności i kiedy wracaliśmy samochodem ze zlotu stwierdziliśmy, że bierzemy się teraz za przechodzenie oryginału tej wybitnej zręcznościówki na automaty arcade! Ciąg dalszy pobijania rekordów? Jak najbardziej, wyniki umieścimy w Retro Rekordach na naszej witrynie.

A Sajdor przytaszczył NES’a i PSX’a, jak zawsze zresztą. No i fajnie!

WojT: Swego czasu grałem bardzo dużo w tą grę w wersji na Commodore 64. Bardzo ją lubiłem i miałem ją mega wyskillowaną. Uwielbiam muzykę i dźwięki i sam gameplay. Grałem też w wersję arcade, ale to tej z C64 najwięcej czasu poświęciłem – ograniczona liczba $$$ powodowała, że lepiej było grać na swoim kompie. Jeszcze kiedy byłem wierny forum PPA (a teraz już pa pa pa – mnie tam nie ma) to czytałem cały wątek związany z tworzeniem wersji na Amigę. Malkontenci marudzili, że po co ktoś pisze tą grę, jak już jest wersja automatowa – jakby jeszcze się czymś różniło, albo miało lepsze kolory, itp… A autor wziął i dokończył i… chwała mu. Bo taka ta gra miała być! Idealne odwzorowanie arcade. Wciąga jak bagno… ale jak napisał Borsuk do pewnego czasu – o ile artefakty mi nie przeszkadzały tak bardzo (nawet fakt, że czasem bonusy się nie zbierały i wisiały na ekranie ciągle), o tyle bug z liną mnie zdenerwował wiele razy. Bo to jest ewidentnie bug – kiedy masz 600 tys. na liczniku i 5 żyć i wiesz, że jesteś blisko dorwania Borsuka… i podchodzisz do liny i się stresujesz, bo się zastanawiasz czy na górze zeskoczysz, czy spadniesz… i spadasz 5 razy pod rząd bez żadnego powodu – to cię trafia szlag. Może rzeczywiście mieliśmy złą wersję i już jest patch na to? Trzeba sprawdzić. Jednak co się nagrałem w to, to moje. Spędziłem przy tej grze ładnych kilka godzin :) No i przez to zawziąłem się, że muszę skończyć ją w wersji arcade – a nuż pojawi się kiedyś jakiś filmik z przejścia :)


SNES’OWI KOLEKCJONERZY Z GDYNI

Sebastian i Piotrek, dwaj przyjaciele z Gdyni, maniacy Nintendo z piękną kolekcją kartridży.

– A skąd wy są chopy? – My z Gdyni. – Eee, że co? Przyjechaliście na zlot aż Gdyni, powaga? – Powaga, całą noc jechaliśmy. – A co tam macie chłopaki? – A SNES’a i trochę kartridży. – Trochę? To znaczy ile? – A z piętnaście kilo, znaczy się około 150 sztuk! – Ło jejciu! Duuuużo. Pokazujcie. W mordę jeża, jakie piękne cacka… Tak zaczęła się moja rozmowa z dwoma przesympatycznymi miłośnikami Nintendo, którym chciało się targać swoją kolekcję kartridży (oraz oczywiście 16-bitowe Nintendo i telewizor CRT 21 cali) aż znad morza! Oczywiście żeby pochwalić się nią innym retro wariatom. To się nazywa oddanie retro sprawie! Patrzcie i uczcie się forumowi napinacze, tak do was mówię, do tych którym nie chce się jechać 15 km do sąsiedniego miasta na retro zlot… Dobra, o czym to ja mówiłem? O Pitorku i Sebastianie, których serdecznie pozdrawiam i z którymi przegadałem kilkadziesiąt minutek na Rewindzie i pozachwycałem się ich prześwietną kolekcją. Panowie i Panie jakie tam zacne szpile były, o jejciu! Super Metroid, Super Turrican, Actraiser 2, Super Ghouls’n Ghosts, R-Type III i Super R-Type, Phalanx, Zelda: Link to the Past, Castlevania IV, Smerfy, Syndicate, Indiana Jones… Zresztą co ja wam będę wymieniał, rzućcie okiem na zdjęcie poniżej i podelektujcie się trochę, bo jest czym!

Zazdraszczam i chciałbym! Piotrek – jestem z Ciebie dumny!

W trakcie rozmowy wynikło, że posiadaczem kolekcji jest Piotrek, a zbierał ją około 3 lat (Moto Myszy z Marsa były jednym z jego pierwszych nabytków), czyli w sumie nie tak długo, jak na świetną zawartość tytułów (niektóre warte około półtora kafla!) oraz znaczną ilość gier. Za młodu posiadał Pegazusa, który zachwycił go kolorowymi światami konsolowych gier i od tamtej pory jest wierny Nintendo. A dlaczego wybrał akurat SNES’a? W dzieciństwie zawsze chciał posiadać tę maszynkę, ale zarówno ceny samej konsoli, jak i gier były zabójcze dla jego kieszonkowego. Po latach spełnia w ten sposób swoje marzenie, a samo polowanie na rarytasowe gry na różnych targach, aukcjach, czy wyprzedażach jest dla niego mocno rajcujące. Piotrek słusznie twierdzi, że nie jest sztuką kupić jakiegoś białego kruka za kilka tysięcy złotych, lecz dorwać go w niskiej cenie, na jakimś pchlim targu, za kilkadziesiąt złociszy. Samo poszukiwanie gier i zdobywanie ich – jest dla niego równie ważne jak posiadanie kolekcji i późniejsze ogrywanie tych tytułów. Nie jest retromaniakiem zbierającym tony sprzętu tylko skupił się na tym jednym retro systemie i powiem wam szczerze, że takie podejście bardzo mi się podoba! Większość gier ogrywa ze swoim przyjacielem Sebastianem, który z kolei posiada Wii i oboje Panowie mocno deklarują wielkie uwielbienie dla sprzętów i gier firmy Nintendo. Piotrka ulubionym tytułem jest Super Metroid (speedrunowe przejście w 4 godziny!), zaś Sebastian bardzo ceni sobie wszelakie Zeldy, które przeszedł praktycznie wszystkie. Z tego co pamiętam, to chyba nie ukończył tylko drugiej części. Najbardziej pożądana grą przez naszych zapaleńców jest Demon’s Crest, ostatnio niestety przeoczyli jedną sztukę, którą ktoś sprzedał za jedyne 50 złotych…

Na koniec zlotu skrępowaliśmy chłopaków, zakneblowaliśmy i chcieliśmy zagarnąć ich kolekcję! Na szczęście sumienie nas ruszyło i poprzestaliśmy na wspólnym graniu…

Popatrzyłem jak chłopaki przechodzili arcytrudnego Super Ghouls’n Ghosts, powspominałem z nimi haniebny etap na tratwie i dowiedziałem się, że ukończyli tę gierkę całą, jednakże z kontynuacjami. WojT pograł z nimi troszku w Castlevanię IV, ja położyłem swoje łapska na strzelance R-Type III (ale to jest dobre i ładne!) i na równie fajnym, chociaż brzydszym shmupie zwanym Phalanx. Powiem wam szczerze, że z łezką oku przypomniałem sobie swoją skromna kolekcję gier na Super Nintendo, którą niestety zdążyłem już sprzedać… Oprócz samych kartridży w oczy rzuciły mi się także wersje pudełkowe gier, które Piotrek także posiadał, a pośród nich wiadomo: Super Metroid i Zelda i jeszcze kilkanaście innych tytułów. Pozdrawiamy Piotrka i Sebastiana, gratulujemy hobby, jak i kolekcji, a przede wszystkim zapału, gdyż przyjechać na pierwszą edycję zlotu z Gdyni do Cieszyna to trzeba mieć po prostu jaja ze stali! Świetnie się rozmawiało i do następnego zlotu.

Po południu zjawiła się telewizja: Tutaj ich relacja oraz Szpuncior udaje Kamela! Kanał: Portal OX.PL

WojT: Tak, to stoisko też mnie przyciągnęło, bo chłopaki byli tam prawie od samego początku. Rozmawiałem z nimi – coś Borsuk słaby wywiad zrobił, bo właściciel SNES-a oprócz tej konsolki ma jeszcze ich kilka :). Na przykład wszystkie PSX-y, ma też DreamCasta i inne zabawki. (Ha, po prostu nie zapamiętałem! – Bors). Ale to SNES’owi najwięcej uwagi poświęca i dla niego buduje kolekcję gier. Kibicuję mu, choć brakuje mu jeszcze kilkuset pozycji :) I niektóre są cholernie drogie – ale kto wie, może pasja przerośnie ekonomię? I zbierze wszystko? Tak jak pisał Borsuk pobawiłem się z chłopakami kilkoma grami – najwięcej / najdłużej w Castlevanię IV. Mimo, że nie jestem fanem tej serii – bo wydaje mi się za trudna. Oglądałem wyzwanie Archona i stwierdziłem, że raczej nie podejmę się tylu prób… Ciekawe jest jednak to, że patrzyłem jak chłopaki grają w CIV i dalej wydawało mi się trudne – bo nie byli w stanie (wymieniając się padem po utracie życia) przejść jednego z etapów, ginąc to tu, to ówdzie. W pewnym momencie dostałem pada do ręki i zacząłem grać. Przeszedłem etap, w którym mieli problemy, za pierwszym podejściem… grałem dalej. Po chwili przyszedł Phibrizzo i zaczęliśmy sobie gadać, a ja grałem dalej i przechodziłem kolejne etapy. Boss – hydra – zginął za pierwszym razem… grałem dalej. Nawet Phibrizzo stwierdził, że od długiego czasu nie zginąłem. Hmm, ki czort – czyżby to atmosfera i energia retro gier we mnie weszła, że mi tak dobrze szło? Może sprawdzę, czy samemu w zaciszu pokoju też mi tak pójdzie. Jeszcze raz KUDOSy dla chłopaków za przyjazd z drugiego krańca Polski – niech się uczą ci, którzy nie dają rady przyjechać paru kilosów :) bu-ha!


MISTRZOSTWA W SWOSA!

Amiga 1200 rozgrzana – Panie i Panowie, mistrzostwa w SWOSA czas zacząć! O jaka pikna pomarańczowa komoda tam stoi, a na końcu jakaś cudna niebieska! Gdzie my są?

Tradycyjnie na takim zlocie nie mogło zabraknąć mistrzostw rozgrywanych w najlepszą gałę kopaną na Amidze, czyli w popularnego Sensible World of Soccer. Oczywiście ja bardzo się ucieszyłem z tego powodu i zgłosiłem do udziału, a paru sensiblowych wyjadaczy uśmiechnęło się na myśl przetrzepania Borsukowi skóry! Najbardziej oczywiście moi odwieczni rywale i dobrzy koledzy zarazem, czyli retroSZPUNTAfan oraz Marecheck. Patrzcie jacy gościnni ci organizatorzy, co nie?  Turniej nadzorował profesjonalny gracz X-Flea, który tym razem dla naszego dobra nie brał udziału w rozgrywkach. Ja wybrałem Hiszpanię i podzielono wszystkich uczestników na dwie grupy po cztery drużyny. Cholera, nie jest dobrze, pierwszym przeciwnikiem Szpunta, czyli zaczynamy z grubej rury! Sprężyłem się maksymalne i jakoś udało mi się wygrać jedną bramką, ale spociłem się strasznie! Okazało się, że w mojej grupie jest jeszcze mistrz retro-elektro, czyli Nekroskop, który jednak dopiero gdzieś od roku czasu zaczął udzielać się w turniejach Sensibla, więc nawet grając na luzie udało mi się wygrać ten przyjacielski pojedynek. Kolejnym zawodnikiem w grupie był sympatyczny Futro, którego pamiętałem sprzed lat ze zlotu graczy z witryny PPE.PL, który swego czasu współorganizowałem. Dawne dzieje, ale przyjemnie było spotkać po tak długim czasie i powspominać. Futro wracał do Sensibla po latach i tutaj także mecz przebiegał w rekreacyjnej atmosferze. Zakończyłem więc rozgrywki grupowe z kompletem zwycięstw, z całym szacunkiem dla mojego rywala, który jest bardzo sympatycznym człowiekiem i nawet wymieniliśmy się numerami telefonów.

Nekroskop eliminuje QUAD’a, bodajże w ćwierćfinale turnieju. Z każdym zlotem Nekro robi postępy!

Dobra, wyszedłem z grupy z pierwszego miejsca i na kogo teraz trafię? Nie miałem pojęcia jakie były wyniki w drugiej grupie i kto tam toczył walkę, bo była ona rozgrywana równolegle. Patrzę, a tu w ćwierćfinale siada na krzesełko Marecheck! Jasny gwint, nie mogło być chyba gorzej, gdyż nasze mecze zawsze są wyrównane niczym trawa na murawie. Faza grupowa to już były dwa spotkania – mecz i rewanż, więc trzeba było się naprawdę postarać! Po bardzo zaciętym i emocjonującym spotkaniu pokonałem mojego dobrego funfla tylko jedną bramką (w dwumeczu). Materdyjo, kto teraz? Los się nade mną troszkę zlitował i w półfinale przydzielił mi ponownie Nekroskopa. Ucieszyłem się i jednocześnie wielce zaskoczyłem faktem, że mój przyjaciel dotarł aż tak wysoko w turnieju! Widocznie trening czyni mistrza i z każdym rozgrywanym zlotem Nekro poczyna sobie coraz śmielej. Pośmialiśmy się nawet, że dzięki temu mam pewny finał i tak rzeczywiście się stało, chociaż przyznam, że Nekro stawił mi mocny opór w pierwszym spotkaniu, które wygrałem tylko 1:0. W drugim półfinale niejaki Skiba (fest mocny zawodnik!) pokonał faworyzowanego przeze mnie Szpuntę, co było dla mnie nie lada niespodzianką. Zaczęła się nerwówka przed ostateczną rozgrywką: faja, kawa, faja za fają. Przegryziona przepysznym murzynkiem, którego upiekła żona Spzunciora (pozdrawiamy!). Kątem oka widziałem, że mój rywal Skiba także próbował się wyciszyć podobnym do mnie zestawem wspomagaczy: faja za fają dobra na wszystko… No i nadejszła wiekopomna chwila finału! Co tu się działo Panowie…

Nerwówka! 2:1 i 2:2 w dwumeczu Hiszpania kontra Belgia, czyli Borsuk versus Skiba. Pozdrawiam rywala.

Skupienie maksymalne po obu stronach, Skiba (grał Belgią) normalnie nawet się nie odzywał i nie jestem pewien, czy chociaż oddychał w trakcie tego dwumeczu. Wiedziałem, że dobry z niego wymiatacz, ale że aż tak?! Normalnie masakra jakaś. Pierwsze starcie to bardzo wyrównany pojedynek, jak jasna cholera i mało co z niego pamiętam, wiem tylko, że gdy rozległ się końcowy wynik widniało na nim 2:1 dla mnie… Uff. No to rewanż, jedziemy z tym koksem, miejmy to za sobą! Skiba ciągle milczy, maksymalnie skupiony, nawet się nie uśmiecha, twardziel. W drugim meczu gra mi się już dużo lepiej, kontroluję wydarzenia na boisku i zasypuje go strzałami.  Znowu wychodzę na prowadzenie! Ciągle trwają moje nieustanne ataki, ale nadziewam się na kontry! Jebudu połączone z jebudu i nagle 2:1 dla Skiby! Jasny gwint, mamy idealny remis biorąc pod uwagę obydwa spotkania, chyba będzie dogrywka… Muszę wam jednak przyznać, że ani przez chwilę się nie załamałem, nie zwątpiłem w siebie, gdyż widziałem w statystykach, że oddaję w tym spotkaniu więcej strzałów, więc do cholery cosik musi jeszcze wpaść! Na koniec jeszcze mocniej spiąłem poślady moich wirtualnych piłkarzyków, aż niektórym pękły gumki w gatkach. 88 minuta, ostatnia akcja meczu, konterka w moim wykonaniu, podkrętka z rogu pola karnego, Raul Gonzalez strzela przepiękną bramkę na 2:2! 4:3 dla mnie w dwumeczu, udało się, odsapnąłem, opadłem z ciała, ależ się działo! Emocje i adrenalina niczym w Lidze Mistrzów, dziękuje Skibie za świetny pojedynek i serdecznie pozdrawiam… W meczu o trzecie miejsce Szpuncior pokonał Nekroskopa (te, synek, wyrabiasz się!) 1:0 i 4:1. Fajnie, naprawdę fajnie to wszystko wyszło, gdyż organizator zadowolony z brązowego medalu, zaś Nekro uradowany z czwartego placu. Na koniec, żeby nie było tak różowo to powiem wam, że wraz ze Skibą zmierzyliśmy się z profesjonalnym graczem w Sensibla, czyli X-Fleą i ten zmłócił nas ostro. Mój najlepszy wynik z nim to porażka jedną bramką, ale parę razy ogolił mnie do jaja. Pozdrawiamy wszystkich profesjonalnych graczy Sensibla w Polsce, robicie dobrą robotę! Na dole wyniki mistrzostw.

Retronizacja 2018 relacjaDla przypomnienia. Takim kontrolerem gra X-Flea i inni pro gracze w SWOS’a.

WojT: Oooooo, nieeeeeeeeeee….. Byłem wierny sobie. Po ostatnich porażkach w lidze online, powiedziałem, że nigdy więcej nie dotknę SWOS-a. I jak na razie dotrzymałem słowa. Nie namówili mnie na udział w tym turnieju, choć… kusiło by się pobawić. Aczkolwiek przyglądałem się jak chłopaki się zmagali – stanowisko ze SWOSem było obok CD32 od Borsuka, gdzie męczyliśmy Rygara :) Niezły poziom chłopy prezentowali, więc raczej dobrze, że nie dałem się namówić – byłbym standardowo kelnerem. SWOSowi mówię na razie stanowczo nie – ale ci co lubią, niech grają. Super, że X-Flea przybył i dopilnował turnieju – niech kopacze też mają fun! Po to są zloty!

MISTRZOSTWA W SWOS’A WYNIKI:

1. Borsuk
2. Skiba
3. retroSZPUNTAfan


TURNIEJOWA ODYSEJA KOSMICZNA NA COMMODORE 64

Najlepsi zawodnicy w Spaceman Splorf trenują przed oficjalnym konkursem: Tomek i Michał – synowie Szpunciora.

Musicie wiedzieć, że turniej w Sensibla nie był jedyną z atrakcji przygotowanych przez organizatorów i mieli oni pełne ręce roboty! Wszystkich konkursów było aż cztery i niektóre były naprawdę pomysłowe, dodatkowo nie ograniczały się one jedynie do grania w retro gry. Oprócz zręczności można było sprawdzić także swoją wiedzę z zakresu historii gier komputerowych i retro sprzętu, a także cofnąć się w czasie do lat 80-tych i poprzewijać ołówkiem kasetę magnetofonową. Ja oprócz mistrzostw w piłkę nożną wystartowałem jedynie w rozgrywkach w Spacemana Splorfa na Commodore 64, gdyż bardzo podobała mi się ta jednoprzyciskowa gierka. Lecimy kosmonautą ciągle w prawo i musimy omijać wszelkie asteroidy, meteoryty i inne kosmiczne śmieci. Naciskając przycisk FIRE wznosimy się, zaś nie robiąc nic – opadamy. Bariery ekranu także nas zabijają i powiem wam szczerze, że łatwo nie jest. To taki lepszy Flappy Bird z fajniejszą grafiką i klimatem science fiction (co lubię), po prostu podoba mi się ten szpil bardzo, więc zapytuję – czy ktoś chętny do konwersji na Małe Atari? Turniej ten odbywał się na wielkim ekranie projektora, zaś jako kontroler posłużył tylko wielki czerwony przycisk FIRE, wiecie – taki kontroler dedykowany do jednoprzyciskówek. Rozgrywki zostały zdominowane przez młodocianych, którzy trzaskali wyniki ponad 3 000 punktów, a ja startując na końcu uzyskałem jedynie 2 900 punktów, ale rozumiecie – grałem w to pierwszy raz. Fajnie, że dzieciaki wygrały, gdyż organizatorzy ufundowali zacne nagrody. Pozdrawiam wszystkich uczestników każdego z turniejów, a na dole wyniki zawodów w Kosmonautę.

W Kosmonautę graliśmy oczywiście na wypasionej Komodzie od Szpunty. A tu zgon Borsuka, kiedy sobie pykał rekreacyjnie po turnieju.

WojT: Wiem, że Borsuk ma problemy ze wzrokiem, ale nie wiedziałem, że również kolorów nie rozróżnia… Toć widać nawet na zdjęciu, że guzior nie jest czerwony a niebieski! Wiem, bo dotykałem go nie tylko podczas turnieju, ale i w piątkowy wieczór :) Tak bardzo go dotykałem i grałem w tą grę, aż postanowiłem sobie taki guzior kupić do mojej komody :) I to zrobię – by móc w tą jednoprzyciskówkę grać. Jak to wciąga – jak chcesz grać jeszcze raz i jeszcze raz. Ale to będzie fun, siedzieć w salonie na kanapie z rodzinką i sobie rywalizować przy herbatce w jednej ręce z guziorem w drugiej. Brawa dla młodzieży za udział i niezłe wyniki – chłopaki robili dzień wcześniej dużo lepsze wyniki, ale wiecie jak to jest. Media, kamery, światła – to powoduje, że wzbiera w człowieku stres i nie da się już tak mocno skupić. I tak nas złoili :). (Ha, ha, ha, dla mnie każdy FIRE jest czerwony! – Bors).

NAJDŁUŻSZY LOT W KOSMOSIE:

1. Michał
2. Vanish
3. Młody


TO WIELKI SZLEM? TAK, W PONGA!

Wychowani w latach 80-tych pamiętają PONGa i konsolę video zwaną Mentor. Stała kiedyś praktycznie pod każdym telewizorem w Polsce.

Zawody w jedną z najbardziej zasłużonych gier dla naszej branży, czyli Ponga też były świetnym pomysłem i spowodowały przypływ adrenaliny u wszystkich starszych biesiadników. Uczestników rozlosowano w pary i pojedynkowali się oni w meczu do 15 punktów. Ja w pierwszej rundzie zmierzyłem się z Piotrkiem (tym od SNES’a) i niestety poległem 13 do 15. Trudno było mi się przyzwyczaić do potencjometru (wiosełek), dodatkowo ta gra jest naprawdę szybka, szczególnie jak się używa podkręcanych piłek. Fajna zabawa, a zwycięzców możecie zobaczyć trochę poniżej.

WojT: A tu pierniki mi nie dali pograć. Nie wiem co się stało, ale w tym turnieju mnie po prostu złoili. Nie jestem przywykły do machania wiosełkami (chyba, że na kajakach) więc tutaj wyczucia brakowało. Może gdyby się potrenowało wcześniej, ale po prostu Pong mnie nie nęcił – nie wiedziałem, że będzie w to grane – bo ta gra była po prostu wybrana na szybko. Mieliśmy grać w inną grę na Amidze, do której się zapisałem (a jakże) The Ninja Zombie Killer – ale się okazało, że programista dał ciała. Po prostu licznik punktów zapisał na typie int, który jak wiadomo ma zakres od -32 tys. do 32 tys. Nie spodziewał się chyba, że ludzie będą tacy wymiatacze i pokonają zakres tego typu danych. Jak wiadomo kiedy liczba nie mieści się w typie, to się… przekręca. Najbardziej znaczący bit przeskakuje w bit znaku i… mamy liczbę ujemną. Koniec technikaliów. Zatem pierwszy z graczy przekręcił licznik i kiedy na punktometrze się pojawiło -32 tys. organizator (Marecheck) zdecydował, że jednak nie da się w ten sposób rozstrzygnąć gry i zdecydował o zmianie właśnie na Ponga. Zatem po prostu w tym turnieju mi nie poszło i przegrałem pierwszy mecz, dalej już nie mogłem grać. Powiem, że później grałem jeszcze z Quadem kilka meczy, ale… równie bez sukcesów – złoił mnie 5:0, więc raczej nie jestem mistrzem odbijania paletek. Ale konsolka fajna – tylko palce nie przyzwyczajone do kręcenia potencjometrami :).

NAJLEPSI TENISIŚCI W PONGA:

1. Siridar
2. Młody
3. Vanish


I AM TAPE MASTER…

Futro tak szybko kręci kasetą, że jej nie widać! Prawdziwy Copperfield! Na WojTa to jednak nie wystarczyło…

Tape Master to była naprawdę pomysłowa konkurencja, a zarazem wehikuł czasu do lat 80-tych. Pamiętacie kasety magnetofonowe? Pamiętacie jak przewijało się je ołówkami lub długopisami, kiedy wysłużony Grundig odmawiał powoli posłuszeństwa? Ależ to były piękne czasy, przydałoby się do nich wrócić… Hejże, przeca uczestnicy tego konkursu przenieśli się w czasie do swojego dzieciństwa i przypomnieli sobie jak za młodu wywijali BASF’ami, czy Sitlonówkami z Gorzowa… A nagrodą główną w tych szrankach był, uwaga, uwaga: prawdziwy WALKMAN! Skąd wiem? Ha, zawody te wygrał mój ziomal WojT, któremu gratuluję i który naprawdę ucieszył się z otrzymanego giftu. Ponoć planował zakupić sobie takie cudeńko, a tu proszę – jaka niespodzianka. Ludzie to nie wiedzą jaka siła drzemie w ich myślach i marzeniach…

WojT: Wow. Takiego turnieju to się nie spodziewałem. Jak mi o nim powiedział Lemon w piątek wieczorem, to się zaciekawiłem. Przypomniało mi się jak się przewijało kasety za młodziaka. Oj trzeba było dobrać odpowiedni ołówek, lub długopis (najlepiej taki sześciokątny) i mieć odpowiednią technikę, by szybko przewinąć kasetę. Zatem w sobotę od razu się zapisałem na ten turniej by spróbować swoich sił w kręceniu kasetą :). W szranki stanęło kilka osób, które bacznie obserwowałem przy kręceniu. No i wiedziałem, że mało mieli do czynienia z tą robotą wcześniej. I choć nie było łatwo – bo mieliśmy z Vanishem dogrywkę (w pierwszej turze mieliśmy praktycznie taki sam czas) – to jednak przeciwnik trochę się za bardzo zakręcił i taśma zaczęła się kręcić w drugą stronę (kto nie zna tego, co?), no i się poddał. Tym samym, rzutem na taśmę (magnetofonową) wygrałem! No i tak jak wspomniał Borsuk – nagroda była zacna.

Taki sprzęt wiele lat temu każdy chciał mieć… Mam teraz ja, i będę sobie na nim słuchał kaset. Smartfon to nie dla nas, retromaniaków!

Naprawdę ogromny zbieg okoliczności – bo jakieś 3-4 tygodnie temu rozmawiałem z Igorem na temat kaset magnetofonowych i przeglądałem Alledrogo i Olx w poszukiwaniu jakiegoś walkmana. Ale sprawę odpuściłem. A tu CYK – i nagroda w torbie zaspokoiła moją ostatnią zachciankę. Do zestawu Lemon dorzucił kasetę Bajmu – po przyjechaniu do domu od razu podłączyłem sprzęt i… przypomniało mi się jak niektóre kasety były nagrywane i jaką miały jakość. Całkiem inna zabawa niż dzisiejsze cyfrowe jakości – MP3, Flacki czy inne CD :) Muszę poszukać w domu rodzinnym moich starych kaset – ponieważ miałem tam niesamowite egzemplarze, które chciałbym ponownie posłuchać. Odsłuch z MC to inna sprawa niż ze Spotify, czy YouTube. Szacunek do muzyki. Kiedyś uzupełnię swój sprzęt audio o decka kasetowego i adapter na winyle… Kiedyś, jak będę już starym dziadkiem pewnie, albo się udam na emeryturkę :P. Dzięki Lemon za ten jakże super prezent!

PRZEWIJANIE KASETY – DEBEŚCIAKI:

1. WojT
2. Vanish
3. Kuba Słonka


RETRO QUIZ

Pytania w Retro Quizie dotyczyły wielu różnorodnych retro sprzętów, gier, czy firm. Na zdjęciu Amstrad CPC 6128 (z Dizyym, to lubię!) oraz Amiga CDTV (od Bartka, pozdrawiamy!)

Jak już wspominałem – superancko, że w niektórych zawodach trzeba było wysilić także szare komórki i quiz na retro wiedzę udowodnił to wszystkim zainteresowanym. Liczni uczestnicy otrzymali pytania na przygotowanych arkuszach i zakreślali prawidłowe ich zdaniem odpowiedzi. Z tego co zdążyłem usłyszeć (nie startowałem, niech wygrywają inni, co mi tam…) pytania były różnorodne i naprawdę ciekawe, dotyczyły zarówno mikrokomputerów, konsol video, automatów arcade, producentów gier, budowy najpopularniejszych kompów itp. itd. Uwaga, uwaga, największą retro wiedzą wykazał się nasz redakcyjny kolega WojT, czyli nie nadaremno zatrudniliśmy go na naszej witrynie! A na poważnie, to congratulations i cieszę się, że tak silnie RnG zaznaczyło udział w REWIND 2020. Aha, zapomniałbym prawie – do rozstrzygnięcia retro quizu potrzebna była dogrywka, a później rzut monetą, gdyż Skiba uzyskał taki sam wynik punktowy jak WojT. Brawa więc także dla Skiby, mocny z niego zawodnik, zarówno na wirtualnej murawie, jak i z szeroko pojętej wiedzy o historii elektronicznej rozrywki.

Organizatorzy mieli również pamiątkowe dyplomy dla uczestników turniejów. Fajna pamiątka – no i radość z 1-ego miejsca :).

WojT: Kolejny turniej w stylu w jakim lubię, bo lubię różnego rodzaju quizy, teleturnieje czy inne krzyżówki. A jeszcze jeśli coś jest związane z branżą i wieje od tego retro, to wiadomo było, że koniecznie muszę się zapisać. Marecheck wybrał bardzo fajny zestaw 24 pytań i fajnie przygotował cały turniej. Profesjonalne prezentacje i tego typu sprawy. Ekipa mózgów zebrała się przed telebimem, by odpowiadać na pytania, które nie były łatwe. Okazało się, że wraz ze Skibą odpowiedzieliśmy na 19 z 24 pytań i musieliśmy się dogrywkować. Tam były 4 trudne pytania – gdzie każdy z nas odpowiedział poprawnie na jedno ;) Choć ja popełniłem błąd kardynalny, bo nie wiem czemu mi do głowy wpadło, że Jack Tramiel miał początkowo szwalnię… Przecież wiedziałem, że zajmował się maszynami do pisania – mam nawet w domu maszynę do pisania firmy Commodore… No cóż, o wyniku musiał zatem zadecydować ślepy los – wybrałem reszkę i wygrałem. Fajnie było się pojedynkować – lubię Skibę, ale nie aż tak, by oddać mu nagrodę, którą była nówka gra Eurobiznes – Igor się ucieszył i już czekamy na weekend by sobie zagrać partyjkę :).

RETRO QUIZ – NAJWIĘKSZE ŁBY:

1. WojT
2. Skiba
3. Sajdor


PRZYJACIÓŁKA I KOMODA RZĄDZĄ NA DZIELNI

Stanowisko Juena. Na ekranie Tanks Furry, a po prawej oryginalne gry do nabycia.

Jak wspomniałem na wstępie na zlocie najbardziej widoczne były różnego rodzaju modele Amig oraz Commodore 64. Nic dziwnego skoro organizatorzy tej imprezy są wielkimi wielbicielami firmy Commodore, a ja wcale nie miałem im tego za złe, co więcej – cieszyłem się, przecież  w latach nastoletnich długo towarzyszyła mi moja przyjaciółka Amiga 500. Gdzieś w okolicy godziny 15:00 zaczęło się zjeżdżać coraz więcej gości i nawet powoli zaczęło brakować stołów na ich wypasione mikrokomputery. Pośród nich był znany na amigowej scenie programista Juen, z którym można było pograć w jego amigowe produkcje, a także nabyć u niego oryginalne wydania jego najlepszych gier: Bridge Strike i Tanks Furry. I nie tylko jego, gdyż posiadał także Ponga 4K, nad nabyciem którego mocno się zastanawiałem, jednakże biorąc pod uwagę fakt, iż samemu grałbym w tego szpila – to odpuściłem. To naprawdę fajna gra, ale dla większej liczby graczy, niestety mój kumpel Larek ma alergię na sprzęty z logotypem Commodore…

Commodorki od RAFA oraz jego akcesoria do nich.

Później na REWIND zameldowała się mocna ekipa z C64.POWER.COM, pośród której prym wiódł RAF, który na swoim stanowisku (we współpracy z witryną BITOLOGIA) zaprezentował wiele różnego rodzaju osprzętu do rodziny komputerów Commodore, a także świetnie prezentujące się nowe obudowy zarówno do C64, C16, jak i VIC 20. Osobiście największe wrażenie zrobił na mnie zabudowany w drewnianej rozwijanej sklejce komputer C64, który prezentował się bardzo elegancko i oldskulowo zarazem. Śliniłem się mocno na jego wygląd i gdybym ciągle był kolekcjonerem, to nie wahałbym się przed dokonaniem zakupu. Ciekawe jak z jego funkcjonalnością, trzeba jednak przyznać, że pierwsze wrażenie robił wyborne, zaś jego twórca twierdził, że w ten sposób bezproblemowo może zabudować większość 8-bitowych Commodorków. U RAFA można było także nabyć takie wynalazki do mikrokomputerów jak: rozszerzenie na dodatkowe porty dżojów do C64 (można grać w czteroosobowe gry i polecam Hockeymanię, albo żółwie przechodzące przez jezdnię, nie pamiętam ich nazwy), rozszerzenie pamięci do VIC 20, repliki starszych kartridży BlackBox w rożnych wersjach, zasilacze do różnistych Komciów albo stacji dysków 1541, a nawet jakieś urządzenie zwane TapeCart i pewnikiem wiele innych peryferiów, których nazw teraz nie pomnę. Wybaczcie, tyle wrażeń było na zlocie, że mi się troszku pamięć w łepetynie sflashowała… Jeżeli ktoś chce się dowiedzieć czegoś więcej w tym temacie lub zakupić jakieś urządzenie to zapraszam mailować do RAFA.

WojT: Na Juena czekałem, by przybić piątkę i pogadać chwilkę. Zawsze jest na zlotach mało czasu, by się z nim nagadać – ale zawsze przynajmniej parę minut się razem pokręcimy. Kiedyś jednak trzeba by się do niego wybrać, do jego piwnicy (oj chcielibyście mieć taką piwnicę), by tam sobie z nim na spokojnie pogadać o programowaniu na Amidze. Zaś jeśli chodzi o zabawki od Raf-a, to jeszcze miał tam SID Blastera – ciekawe urządzenie, które można podłączyć do peceta i uzyskać przez nie naturalny dźwięk SID-a (układ ten był wbudowany w urządzenie). Podłączając to cudeńko do jakiegoś zestawu dźwiękowego i uruchamiając odpowiednie oprogramowanie, które z niego mogło skorzystać. Nawet nie wiedziałem, że SID jest przelotowy i można go łączyć w kilka… Raf ma dużą wiedzę w temacie C64. Podobała mi się też drewniana obudowa do komody i kartridge. Jednak to jeszcze prototyp i trzeba dopracować – ale jak będzie gotowy, to chyba bym sobie moją komodę do tego włożył – fajnie będzie wyglądać na biurku.


A TO CO? VECTREX! ALE FAJNY…

Vectrex udanie reklamował Retro na Gazie :-).

Jestem także zadowolony z faktu, że niektórzy goście (w tym dużo dzieciaków) pierwszy raz w życiu dotknęło i pograło na Vectrexie, którego przytargałem ze sobą na zlot. Oczywiście zapuściłem na nim Vector Patrol i spotkałem się z samymi pochlebnymi opiniami o tej świetnej konwersji Księżycowego Patrolu. Chociaż zdarzały się okresy, że stanowisko z nim świeciło pustkami, więc razem z WojTem próbowaliśmy nawet dojechać jak najdalej, ale wybitnie nam nie szło i po pewnym czasie daliśmy sobie spokój. WojT w trakcie rozgrywki zauważył rzeczy, które dotychczas uszły mojej uwadze: malutkie szczególiki w tle typu wyciągi narciarskie na górskich szczytach, czy pięknie przedstawione okna w wieżach w mieścinie. Dbałość o szczegóły w tej grze jest powalająca, szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, iż jest zbudowana z wektorów. Mnie zaś zaciekawiła jedna sprawa: jeżeli długo nie rozpoczynamy rozgrywki to na stronie tytułowej pojawiają się jakieś westernowe tła z jadącym na rumaku kowbojem i rekordy dotyczące tras w Dolinie Śmierci. Hmm, ki juch, czy o co tu chodzi? Czyżby Vector Patrol posiadał więcej tras niźli to było w oryginalnym Moon Patrol? Trzeba je jakoś specjalnie odblokować, czy jakoś uruchomić? Hmm, ciągle mi to chodzi po głowie…

A tutaj Scramble z zieloną nakładką. Borsuk takowej nie posiada, ale to i tak dobra konwersja.

WojT: Oj, nie zaprosił mnie Borsuk na Live’a z ogrywania Vectrexa do siebie, ale zapowiedział, że przywiezie tą maszynę na zlot, no i przywiózł. Od razu położyłem łapki na Vector Patrolu – no i co tu dużo mówić. To jest gra warta zakupienia całej konsoli! Jak to jest dobrze wykonana konwersja. To jest praktycznie wierna kopia oryginału. Zafascynowany jestem dbałością o szczegóły (wspomniał już Borsuk) – świetne. Szanuję ludzi, którzy obecnie rozgryzają te stare urządzenia i uczą się ich budowy i architektury, żeby wycisnąć z nich maksimum możliwości. Oprogramowanie tego już jest sztuką samą w sobie – zakładam, że wiele satysfakcji mają później autorzy tych nowych gier, widząc, że ludzie się jarają tym bardzo. Ja się jaram. Zagrałem jeszcze w Scramble – które już nie jest tak wierne oryginałowi, ale również daje radę. Jednak tutaj (bardziej niż przy Vector Patrolu) daje się we znaki… kontroler. Który nie jest najszczęśliwszą konstrukcją. Malutka gałeczka, szeroko rozstawione przyciski. Do tego nie wiadomo jak trzymać kontroler. Ciężko, trzeba się przyzwyczaić. Ale mam nadzieję, że profesor Larek przyjdzie z ratunkiem – już rozkminia jak zastąpić ten pad jakimś innym ustrojstwem, już coś tam majstruje – więc będzie lepiej, a wtedy będzie można ograć więcej tytułów. Więcej na REWIND nie ogrywałem, bo chciałem jeszcze inne tytuły i maszyny podotykać (no i Rygar angażował). Tak, też widziałem raz jak na Vector Patrolu pojawił się kowboj na koniu zamiast księżycowego łazika – coś musi być z tym na rzeczy. Może to tylko jest na ekranie tytułowym gry, a może jak w Scramble po którymś zapętleniu zamienia się pojazd na konia? Borsuk musisz to sprawdzić :)


BIJATYKA PO GODZINACH?!

Niestety redakcja nie posiada relacji z turnieju Mortal Kombat, gdyż nocą spała w domach. W zamian wrzucamy więc zdjęcie z równie krwawego Moonstone. Możecie upuszczać juchę do woli…

Niestety około godziny 20:00 musieliśmy się z WojTem zbierać do domciu, gdyż mój kolega rano jechał z rodzinką na Słowację. Szkoda, naprawdę szkoda, a z drugiej strony to dobrze, gdyż doszły nas słuchy, że w trakcie after party rozgorzała pomiędzy uczestnikami imprezy krwawa bijatyka! Normalnie strach się bać! Obolały Nekroskop pisał mi na żywo relację sms-ową z przebiegu wydarzeń: – Borsuk szkoda, że cię tu nie ma! Gruuuubo tu się dzieje, jucha zalała mi mojego Kałasznikowa i kilka Przyjaciółek! Ten szalony DJ zorganizował nocne mistrzostwa w Mortal Kombat! Eeech, cholernicy mi spać nie dają, a właśnie się kładłem… Wkurzyłem się trochę, zakasałem więc rękawy i zapisałem się na ten pieprzony turniej, po czym na szybko sklepałem im wszystkim ryje! Organizatora konkursu zostawiłem sobie na finał, płakał jak robiłem mu fatality… Ha, ha, ha, a jednak mój przyjaciel Nekroskop wygrał jakiś turniej na tym zlocie! Wiedziałem, że tak będzie.

WojT: Tak, niestety. Wieczorem musieliśmy się już zbierać – i to przeze mnie, bo chcieliśmy rodzinnie pojechać sobie w górki słowackie zaraz w niedzielę rano. Więc trzeba było dojechać do domu, wyspać się i być świeżym. Czas w Cieszynie przeleciał szybciutko, ludzi przewinęło się kupę, wiele ciekawych dyskusji i historii się usłyszało. Dobre jedzonko się zjadło (pizzeria Quada dowiozła kolejny raz świetną pizzę dla zamawiających). Aż się nie chciało wychodzić. Aż się było wściekłym na Świrusa, że przez rozpanoszenie się na świecie pozbywa nas tego typu imprez i powoduje, że mało ludzi się pojawia na tych, które się odbywają – z różnych powodów, więc szanujemy każdego decyzję i liczymy, że niedługo już wszystko się unormuje i widzieć się będziemy częściej. Może szybko jeszcze uzupełnię ten powyższy zapis historyczny o to, co jeszcze udało mi się ograć (oprócz tego co już w tekście napomknąłem). Zatem w piątek wieczorem zagrałem sobie w Ghost’n’Goblins na Commodore 64 – poszło mi nadzwyczaj dobrze, mimo, że nie dotykałem tej gry w tej wersji od wielu lat (pamięć mięśniowa jednak nie zawodzi). Później próbował mój wynik pobić SuperBonio, który też zna ten tytuł dobrze. Nie wiem ostatecznie czy mnie pokonał – ale nie to jest ważne, ważne żeśmy razem sobie porywalizowali i przy tym pogadali. W sobotę w ciągu dnia odwiedziłem wiele stoisk, na których sobie przypomniałem kilka minut w ciekawe tytuły. Na przykład Yoompa! na Atari – niby każdy zna, i każdy już grywał wiele razy, ale… jeszcze nie grałem na takim kontrolerze nigdy – zerknijcie zresztą na zdjęcie. Wygląda jakby to był kawałek pręta wbity w plastikowe pudło. Skąd to się wzięło na świecie? :)

Ależ to dziwna konstrukcja, a granie na tym nie należy do wielkich przyjemności – w trakcie manipulowania joyem, okręca się on w dłoni – dziwne i przeszkadzające. Kto miał coś takiego?

Spróbowałem sobie również przypomnieć jak się gra w Fantasy World Dizzygra odpalona była na Amstradzie CPC i grałem w nią na klawiaturze. Fajne wrażenia – ta gra na wszystkim wygląda i działa dobrze :). Na wspominanym już przez nas XBoxie od Nekroskopa, uruchomiliśmy kilka gier z Mame, przy jednej z nich zatrzymałem się na dłużej – mianowicie Gyruss. Grałem w tą grę na arcade, grałem później na innych sprzętach, nawet pokusiłem się o wysoki rekord na Atari. Niestety nie jestem nauczony w pady. Ten Xbox jest świetnie przerobiony, ale granie na padach w gry automatowe to porażka. Dobrze, że mam arcade sticka, który ma możliwość podłączenia do Xboxa – powinien się w tym przypadku sprawdzić dobrze ;) Jeszcze jeden tytuł zapadł mi w pamięć. U kolegi Jakuba, na którego stanowisku stała sobie dopalona Warpem Amiga 1200 (szczęśliwy Jakub pozbył się swojego Vampira V4 i już teraz tylko Warp go cieszy). Na tej Amidze Kuba odpalał różne demka i gierki, ale jedna przykuła mnie na chwilę. Mowa tu o Reshoot R. Do tej pory widziałem ją tylko na zdjęciach i na YouTube i nie byłem za bardzo zaciekawiony. Ale na żywo to jest całkiem inna bajka. Nie jest to może Project X, ale gameplay ma świetny i wygląda ładnie. Fajna muzyka i niezłe dźwięki oraz mowa podczas zbierania power-upów, jeszcze nakręca gameplay. Same poziomy nie są jakieś bardzo urozmaicone, ale gra się nadzwyczaj dobrze… oczywiście jak się ma dobry joystick, bo ten, który miał Kuba, to własna konstrukcja na podobieństwo Competition Pro. I możecie mnie tutaj hejtować ile chcecie, ale ja nie rozumiem tych, którzy są fanami tego joy-a. Jak można się tak katować i grać takim czymś? Przecież to jest katorga i niewygodne jak nie wiem co. Czemu nie można mieć zwykłego joy-a z fire pod palcem wskazującym? Tylko jakieś kwadratowe pudełko bez przyssawek i przyciskami na bokach pod kciukiem?

Po lewej Amstrad i Jajco a po prawej zWarpowana Amiga 1200 a na niej Reshoot R. 


WIDZIMY SIĘ ZA ROK!

Organizatorzy w czerwonych t-shirtach, od lewej: Marecheck, retroSZPUNTAfan, Lemon i Wafel (Retro Gulasz). W środku Borsuczysko.

Po przyjeździe do domu byłem wyczerpany, ale bardzo zadowolony, wręcz spełniony, zaś endorfinki szczęścia unosiły się po moim mieszkaniu. W trakcie powrotu rozmawialiśmy z WojTem, że zlot jak najbardziej się udał, a biorąc pod uwagę fakt, że był on organizowany przez chłopaków po raz pierwszy – to należą im się oklaski. Ja położyłem się spać, a REWIND toczył się jeszcze drugiego dnia w niedzielę, więc sami widzicie, że uczestnicy bawili się co najmniej dobrze. Organizacja była wzorowa, każdy miłośnik retro miał zapewnione stanowisko, konkursy były przeprowadzone wzorcowo i na dodatek były bardzo pomysłowe oraz różnorodne. Ja bawiłem się przednio i mam nadzieję, że wszyscy uczestnicy tej imprezy także, zresztą po ich uradowanych minach widać było, że nie jest inaczej. Na początku party, kiedy jeszcze sala świeciła trochę pustkami – Marecheck był trochę rozczarowany, ze przez KAŁID 19 wielu znanych i lubianych bywalców retro zlotów odwołało swoje przyjazdy (Renton chciałem cię sklepać w Sensibla!). Jednakże później kiedy zwaliło się na REWIND więcej osób, a sala pękała w szwach – widziałem, że był zadowolony. Organizatorzy mogą być z siebie dumni, że ten premierowy zlot przyciągnął tak wielu sympatycznych ludzi. Do środka zaglądali także przypadkowi przechodnie (nie związani ze sceną retro) i moim skromnym zdaniem przy następnej edycji tego eventu trzeba wziąć pod uwagę wynajęcie większej sali, żeby wszyscy chętni się pomieścili! Na koniec dodam, że cała impreza była przyjazna dla dzieciaków (darmowy wstęp) oraz nie odnotowano w jej trakcie żadnych ekscesów. Na koniec króciutkie video, które przygotowali chłopaki z kanału Retro Gulasz. Podsumowując – mam nadzieję, że REWIND na stałe zawita w kalendarzu polskich retro zlotów, trzymam za to kciuki i co? Z naszej strony – widzimy się za rok!

Retro Gulasz podsumowuje pierwszą edycję REWIND. My zapraszamy wszystkich na kolejną!

WojT: Powiem tak. Nie żałuję decyzji, że tam pojechałem. Tyle energii i pikseli to dawno nie widziałem! Czysto gamingowy zlot (z pewną dawką demek i później muzyki – niestety nie było nam dane zostać na części koncertowej, więc jej nie możemy ocenić). Duża liczba zakręconych ludzi i dużo sprzętu. Dobra lokalizacja, choć zgadzam się z Borsukiem, że przy większej frekwencji mogłoby być ciasno na rozłożenie więcej sprzętu. Wszystko dopięte na ostatni guzik – żadnych problemów technicznych, mili i ciągle uśmiechnięci organizatorzy. Nawet dwa razy nawiedziły imprezę lokalne media i główny organizator – Retroszpunta – udzielał wywiadów do telewizji i gazety. Jeden z artykułów wraz z filmem umieszczony jest na lokalnym portalu z wiadomościami, do drugiego jeszcze nie doszedłem, ale zamieszczam poniżej filmik do relacji przygotowanej przez Szpuntę. Jeśli chodzi o mnie, to ja uzyskałem 100% satysfakcji z nabytego produktu. I jedno jest pewne – za rok nie zabraknie mnie w Cieszynie na REWIND. Dziękuję organizatorom za to, że dopięli tematu i zrobili to wydarzenie, mimo przeciwności losu – myślę, że mają satysfakcję z tego, że widzieli uśmiechniętych i dobrze się bawiących ludzi. Dzięki też wszystkim, których tam spotkałem i obyśmy się szybko zobaczyli znowu w innym miejscu a w Cieszynie za rok!

https://www.youtube.com/watch?v=EsSsdq7NOIs

Szpunta też przygotował krótkie podsumowanie wydarzenia… takie chwile na prawdę cieszą i radują duszę :)

REWIND RETRO PARTY CIESZYN

RetroSZPUNTAfan, Marecheck, Retro Gulasz (2020)

WSZYSTKIE MOŻLIWE TYPY ROZGRYWEK

WSZYSTKIE MOŻLIWE PLATFORMY

Retrometr


PS. Zdjęcia pochodzą z telefonów: Borsuka, WojTa, Szpunty oraz Marechcka. Dziękujemy za ich podesłanie!

Relację naskrobali: Borsuk i WojT.

O RetroBorsuk 194 artykuły
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.