Recenzja | Cadash (Arcade, PC Engine, Sega Mega Drive)

Pamiętam, jak z wypiekami na twarzy czekałem na wymianę używanych kartridżów do konsolki Segi Mega Drive. Interesującym tytułem do wymiany na bazarze z konsolami był właśnie Cadash. Po odpaleniu w domu okazało się, że ten szpil był grą dla starszych, ponieważ tryskała tam krew, a statystyki wówczas w ogóle mi nic nie mówiły. Jednak ucieszyłem się z faktu, że owa gra jest osadzona w realiach ukochanego przeze mnie fantasy. Zaczęło się granie do oporu, lecz gry nie zdążyłem wówczas ukończyć. Nazwy nie sposób zapamiętać, stąd długo szukałem tytułu tej gry. Po latach intensywnego szukania w końcu odnalazłem Cadasha na emulatorze MAME, a dopiero niedawno przeszedłem tam całego. Jak zatem wyglądał powrót?


CADASH

カダッシュ

TAITO – ARACDE (1989) / PC ENGINE (1991) / SEGA GENESIS (1991)

cRPG / Platformowa

Dzięki zamieszczonemu screenowi do gry na MAME odszukałem grę z dzieciństwa. Później wielokroć zaczynałem grać, jednak zawsze coś sprawiało, że nie dokończałem rozgrywki do końca. Wreszcie całkiem nie dawno zmobilizowałem się, dzięki Retro Bingo edycji czwartej ukończyłem szpila. Zacznę od opisywania wersji pierwotnej na automaty. Grę zaczynamy od selekcji swojego bohatera. Do wyboru mamy jednego z czterech różnych śmiałków. Najlepiej mi będzie przetłumaczyć ich atuty zamieszczone w oryginale:

  • Wojownik – jest silny i twardy, ale nie może używać żadnej magii. Najbezpieczniejsza postać dla początkujących,
  • Mag – nie jest potężny, za to może używać ofensywnej magii. Najszybciej rośnie mu poziom doświadczenia,
  • Kapłanka – wysoka siła obronna i używanie magii jest zaletą kapłanki. Trudna do pokonania, ale niewystarczająco mocna,
  • Ninja – jest bardzo szybki. Nie może używać magii, co czyni go postacią o przeciętnych zdolnościach.

Kiedy już zapoznaliśmy się z postaciami, rozpoczynamy przygodę. Trafiamy do zamku przed oblicze króla, gdzie otrzymujemy arcyważne zadanie – odzyskać księżniczkę Sarasę z łap demona Baarogue Niszczyciela. Nie mając wyboru przyjmujemy misję. Już w samym zamku poznajemy pierwszą charakterystyczną cechę produkcji – możliwość wysłuchania (w postaci tekstu) zewsząd otaczających nas NPC. Warto zaczynać dialog (a raczej monolog) z każdą napotkaną postacią, gdyż często mają nam do przekazania ważne informacje, bez których nie da się dalej przejść. Warto również klikać będąc przy jakimś podejrzanym przedmiocie, jak na przykład przy nagrobku, w celu znalezienia cennych wiadomości. Na zewnątrz można poczuć się nawet jak mieszkaniec małego królestwa. Mieszczanie przemieszczają się tu i ówdzie udając tym samym mały gmach. Wszystko z pozoru wygląda niewinnie, dopóki nie zapuścimy się w głąb podziemi…

Cadash przypomina momentami Castlevanię z bardziej rozbudowanymi rozwiązaniami

A tam czyha na nas wielkie niebezpieczeństwo. Zewsząd nadchodzą okropne potwory, zmuszające nas do dalszej eksploracji tuneli. Walka o przetrwanie trwa. Całe szczęście, że bestie te często posiadają łup w postaci sakiewek z cennymi dukatami. Za eksterminację stworów otrzymujemy również doświadczenie, dzięki któremu wbijamy na wyższy level. Statystyki dodawane są automatycznie po uzyskaniu poziomu, w skład w których wchodzą: Punkty Życia, Punkty Many, Siła, Celność oraz Wytrzymałość. Podczas przemierzania krainy Deerzar oprócz umiejętności bitewnych, musimy sprawnie wykonywać skoki na różnorakie zniekształcenia terenu (statyczne, lub ruchome), czy wspinać się po lianach. Zatem mamy do czynienia nie tylko z RPG, ale też i platformówką.

Podczas wędrówki odwiedzamy sklepy, w których można kupić przedmioty standardowe w tym leczące oraz co ważniejsze – nowy ekwipunek. Elementy ubioru jak i bronie nie są uniwersalne, stąd każda postać musi sobie nabyć odpowiednią część dla siebie. Najwięcej uzbrojenia do kupienia ma Wojownik, między innymi dlatego, że nie potrafi używać magii. Mag i Kapłanka nie posiadają zbyt dużo ekwipunku, za to mają umiejętności magiczne. Wraz z postępującym levelem otrzymują nowe zaklęcia, które przegląda się przy przytrzymaniu pierwszego przycisku. Po opuszczeniu przycisku uaktywnia się zaklęcie. Oprócz sklepów nieraz można zdrzemnąć się w karczmie, aby przywrócić do 100% pasek życia.

Port na Segę jest wyraźnie bledszy od pozostałych oraz mamy ograniczony wybór postaci

Jak już wspomniałem wcześniej mamy możliwość przesłuchania postaci niezależnych. Niektóre z nich pełnią rolę fabularnych wypełniaczy, inni są potrzebni i kluczowi do dalszego przejścia. Wadą dla nas Polaków jest konieczna znajomość podstawowego angielskiego (lub japońskiego, jak kto woli, hehe), aby zrozumieć co mają nam do przekazania NPCety. W związku z tym, będąc małym chłopcem, nie mogłem zrozumieć, dlaczego w pewnym momencie gry las gnomów się nie kończy. Wpierw myślałem, że to była wina kartridża, może się zepsuł, ki diabeł? Natomiast trzeba było przeczytać i zrozumieć pewnego gnoma, który nas ostrzegał przed legendą związaną z Niekończącym się Lasem Gnomów. Takich baśni jest parę w grze, dzięki czemu nawet w dzisiejszych czasach można poczuć lekką immersję.

Z Cadasha emanuje pewien specyficzny klimat fantasy tamtych lat. Zachipowana muzyka mogła być inspiracją dla dungeon synthowych wykonawców. Do dziś soundtracku (batuty Pincha Puncha [arcade], Toshiko Tasaki [Sega Genesis]) słucha mi się bardzo przyjemnie. Poniżej zaprezentuję jeden z takich nastrojowych momentów:

Wersja na maszynach oraz porty na konsole posiadają pewne różnice. Oprócz oczywistej rozbieżności od strony graficznej i dźwiękowej na konsolach nie ma już ograniczenia czasowego. Zmieniają się również statystyki herosów w tym wytrzymałość w celu utrzymania balansu między nimi. Na PC Engine/TurboGrafx-16 można zauważyć żywsze kolory, zwiększono ilość ozdobników jak choćby drzwi, a wybór postaci pozostał nadal ten sam, co na automatach. Na Sega Mega Drive/Genesis zaś ograniczono wybór bohaterów do dwóch: Wojownika i Maga oraz użyto ciemniejszej palety barw, czyniąc tego RPGa bardziej w charakterze Mrocznego Fantasy.

Wersja na PC-Engine/Turbografx-16 posiada najbardziej baśniową szatę graficzną

Fuzja gry platformowej oraz RPG wyszła dosyć udanie. Do tego dużą zaletą Cadasha jest możliwość przechodzenia w trybie kooperacyjnym zarówno na automacie, jak i na konsolach. Produkcja ta wyszła w tym samym roku na maszynach, co sławna chodzona bijatyka Golden Axe od Segi. Obie gry reprezentowały w owym czasie automaty w klimatach fantasy, będące (na szczęście) odmiennymi produkcjami. Taito wydało grę, w której oprócz skakania zdobywało się punkty doświadczenia, co czyniło ją, w pewnym sensie, innowacją jak na tamte lata. Warto zagrać w Cadash, jeśli lubicie gry, w których nie leci się bezmyślnie z bronią na przeciwników. Natomiast elementy fabularne z zadaniami czynią tego szpila nieprzeciętnym.

Retrometr

TRZY GROSZE OD BORSUKA

Wyprawy fantasy w 16-bitowej oprawie to moje ulubione gierki z młodości. Wtedy byłem wielkim maniakiem takowej literatury oraz filmów i dopiero później science fiction stało się u mnie gatunkiem numer jeden, jeżeli chodzi o wszelakie media. Cadasha przyjąłem wiec z otwartymi ramionami, chociaż uczciwie przyznam, że nigdy nie widziałem go w żadnym salonie gier w latach jego świetności. Dopiero później zagłębiłem się w niego nieco na emulatorze. Jak krótko go scharakteryzować? To na pierwszy rzut oka Rastan (szczególnie gdy wybierzemy wojownika) wzbogacony o elementy RPG (rozwój postaci), z wyborem klasy naszego herosa (mięśniaki, wojaki z bronią miotaną, czarodziej) i ogólnie ubrany w bardziej przystępną mechanikę. Za Rastanem nie przepadałem, ale Cadash bardzo mi podszedł. To takie jakby platformowe Diablo, tylko bez takiej ilości znajdowanego lootu, przedstawione w widoku 2D oraz z elementami platformowymi i dupnymi bossami. Biorąc pod uwagę fakt, że systemem startowym tej gry były automaty arcade to należy docenić stopień rozbudowania produkcji, gdyż obecność śladowych elementów RPG, rozmów z NPC’ami, czy sklepów – nie była częsta w szpilach arcade. Polecam, podobnie jak KSH!


PS: Cadash dostępny jest również w kompilacji: Taito Memories Volume 2 na PS2 oraz Taito Legends 2 na pierwszym Xboxie i PC.

Screenshoty zapożyczone są z mobygames.com
Sentymentalny pasjonat oldshoolowych gier i meloman. Oprócz grania z feelingiem lubi oddawać się licznym pasjom. Ulubione gatunki: beat ’em up, arcade, survival horror, slashery, platformówki, bijatyki, RPG, turowe, FPSy, co-opy. Przede wszystkim stare miodne gry. Posiadane platformy: Sega Megadrive 16 bit, Ps2 Slim, PS4, PC, GCN, Nintendo Wii: emulatory i homebrew, Nintendo Switch oraz ulubione MAME. Pożycza też konsole od znajomych :-)