Magiel | 25 lat PSXa w Europie, jak wspominamy pierwsze PlayStation?

Czołgiem spróchniałe ramole! Retro Magla to u nas już od lat nie było, stara ekipa się wykruszyła jak trędowaci w kawale z brodą o więzieniu, ale pora się zebrać kolejny raz przy flaszce bo okazyja to nie byle jaka, PSX obchodzi 25 lat w Europie!

Co tu dużo mówić, sprzęt ten był rewolucją, popchnął branżę gier o jedną epokę do przodu zostawiając pożogę w starym świecie. Przejście w 3D, możliwości nośnika CD, masa starych devów przeskakująca bariery, nowi gracze zyskujący swoje 5 minut. Nie będziemy jednak pisać książek, powtarzać dobrze znane slogany i anegdoty z historii PlayStation. Chciałbym byście mi opisali krótko wasze najciekawsze wspomnienia z PSXem i grami na szaraka.

Repip

Repip: Ja późno wszedłem w posiadanie szaraka. Nic to jednak nie zmieniło w odbiorze tego co sobą reprezentował, bo wcześniej z czymś na jego miarę i tak nie miałem do czynienia. Pewnego dnia uzbierało się z kieszonkowego trochę hajsu, kuzyn przyprowadził jakiegoś typa, który wyciągnął z plecaka szaraka. Podpiął pod TV, zaprezentował, wszystko śmiga, zaproponował jeszcze jakieś srebrne łańcuszki bez zapięcia i tyle, transakcja dokonana. Nie było tutaj jakiegoś wielkiego wyczekiwania, kumple już mieli albo PSX, albo PC a ja jakoś przez życie byłem nauczony by czekać na swoją kolej i w końcu się doczekałem własnego soniaka.

Mój zestaw startowy to Quake II, Tekken 3, Driver, Track & Field, Syphon Filter i UEFA Striker. W QII gościowi było widać metalowy kręgosłup i widziałem krwawe sale tortur, w T3 był ogrom ciosów, postaci i filmiki jakich moje oczęta dotąd nie widziały! W „Uefie” były prawdziwe drużyny i nazwiska, T&F wyglądał jak realny, a w Driverze… nie wyjechałem z garażu, ale i tak tam szalałem! Najbardziej mnie wykręcił chyba jednak SF, ktoś pamięta akcje jakie odchodziły w metrze? Szał pał i paralizator!

PSOne PS Classic

do dziś regularnie szarpię na moim PSOne

Kilka głupot w pierwszych godzinach z obcowaniem też było. Myślałem, że podobnie jak kumpel na PC tak i ja na psx’ie mogę “zgrać grę na dysk”. W Quake II save się robiło to myślałem, że z memorki teraz mogę grę wczytać, wyciągam CD z napędu odpalam z menu memory card a tam zonk ikonka nie wczytuje gry ahah. Problematyczna była bariera językowa, grałem przykładowo w MGS po japońsku, do dziś pamiętam okrzyki sneeeejku! Sneeejku! Motorola italiano! Dobrze że mi ktoś powiedział jak w codeku kod na save wklepywać. W THPS3 było zadanie związanie z halfpipe, a ja głupi szukałem dosłownie pół rury ;). do dziś ekran bootowania konsoli wzbudza u mnie tylko dobre emocje, normalnie efekt Pawłowa.

i wchodzimy w nowy wymiar

Turnieje domowe wtedy osiągnęły swoje apogeum. Kuzyn przy partyjkach w T3 przypalił frytki tak, że dopiero dym i swąd nam to uświadomił. Z lekcji się urywaliśmy na partyjki w CTR i prześcigaliśmy kto szybciej skończy Dino Crisis 2. W Silent Hilla u kumpla graliśmy z opisem, a i tak podczas gry w szkole jak z jednej z szafek bodajże kot wyskoczył to się nieomal nie zesraliśmy w gacie. Pod wpływem Tomka Jastrzębia śmigałem z ekipą na deskach, choć z wyczynówką to nie miało wiele wspólnego, bo głównie zjeżdżaliśmy z górki, ale co sobie siniaków narobiłem to moje.

Flaberobaderous: U mnie PSX to największe gamingowe doświadczenie. Z szarakiem miałem styczność od samego początku (brat kupił blisko premiery). Pierwszymi grami na strat był Crash Bandicoot i Pandemonium. Potem doszły Spider oraz Destruction Derby 2.  Do tego dochodziły kupowane co miesiąc dema z oficjalnego czasopisma PlayStation Magazyn. W 1997 brat po raz pierwszy kupił pirata Rayman za bodajże 70 zł i życie stało się lepsze (pierwsze piraty miały ładnie tłoczone lub drukowane powierzchnie).

Moją własną konsole zakupiłem w 1998 roku wraz z przeróbką i 4 grami na start – Crash Bandicoot Trilogy, MGS, R-Type Delta oraz Gran Turismo. Samą konsole użytkowałem do 2008 czyli do zakupu PSP. Nie jestem w stanie stwierdzić ile gier przeszło przez mój napęd ale z ponad setkę na pewno.

Do najważniejszych gier mógłbym zaliczyć (kolejność przypadkowa):
Crash Bandicoot 1,2,3; Jersey Devil; MediEvil 1,2; Tomb Raider 1,2,3, The Last Revelation; Blasto; Skullmonkeys; Apocalypse; Pitfall 3D Beyond the Jungle; Pandemonium 1,2; Gex Enter The Gecko; Gex Deep Cover Gecko; Shadowman; Legacy of Kain: Soul Reaver; 40 Winks; Colony Wars 1,2,3; Oddworld Abe 1,2; Bugs Bunny Lost on Time; Pac-Man; Ms Pac-Man; Alien Trilogy; Kingsley Adventure; Akuji The Heartless; Parasite Eve 1,2; Silent Hill; Resident Evil 1,2,3

Było tego jeszcze.

Dodam, że z rok temu zakupiłem PSX Classic i po wgraniu emulatora mogę odpalać większość gier z biblioteki wgrane na pendrive’a wiec Szaraczek dalej żyje

avatar wojtWojt: ja to PSXowi mam tylko za złe, że właśnie wprowadził czy-de. bo przez to potem wszystkie studia gamedev się rzuciły na to i zaczęły psuć gry. przechodząc w trójwymiar z markami, które powinny na zawsze zostać w 2D. (Wormsy, Rayman, itp)

 

lukega avatarLukegaX: Też od siebie dodam trzy grosze bo „szaraczek” to wręcz idealna maszynka do grania – tyle wspaniałych tytułów ogrywałem u znajomego – Tekken 3 (wiadomo, pozycja obowiązkowa), Rayman 1 i 2, Lomax, Croc, 40 Winks, Trylogia Crasha i Spyro, Medievil, Ridge Racer, Apocalypse, Need For Speed 1 – 3, Gex, Kula World, Rollcage, Final Fantasy 7, Klonoa, Spiderman, Rival Schools, Megman 8, Megaman X4 – X6, Wipeout, Street Fighter Alpha 3 no i kultowe Castlevania: Symphony of the Night oraz prawdopodobnie +20 gier o których zapomniałem wspomnieć.

Jednym słowem – obok NESa najlepsza konsola jaka powstała bez dwóch zdań – ta grafika, ta muzyka, ten klimat – PS1 emanował swoistą magią. No i oczywiście ps1 miał najlepszą nutę na demo płytach że aż się chciało siedzieć w menu głównym przez dobre parę minut:

Czuć było w tym moc – jakby płyta chciała powiedzieć: „witaj w świecie przyszłości, w nowoczesnym XXI wieku„.

grifter avatarGrifter: Ćwierć wieku z Soniakiem? Co prawda 25-lecie mieliśmy rok temu, ale rozumiem, że jesteśmy Europejczykami, a nie zjadaczami ryżu z małymi pisiorkami, którzy wyrośli na grzybach z 45-tego.

Rok czasu (dziś nie do pomyślenia) musiała czekać Europa na sprzęt w wersji PAL, Polska jak zwykle była w czarnym dupalu i nikt się specjalnie nie interesował rynkiem, gdzie rządził korsarz, który walił wódę i trzepał kasę na pirackim oprogramowaniu, więc konsola swej premiery nie miała. Zresztą mało kogo one obchodziły – wg. ankiet magazynu Secret Service, którego autorzy regularnie badali swych czytelników („bezkarność gwarantowana”), wychodziło, że posiada je procent mieszczący się błędzie statystycznym. Gdy jednak w Europie szare pudła, zaczęły znikać z półek z szaleńczym tempie (szczególnie przed świętami), nawet u nas stwierdzili, że może warto pchnąć ten biznes do przodu. Oczywiście Sony Poland spało w najlepsze i do dziś powtarza się anegdoty, że gdy dzwoniło się na infolinię firmy, miła pani informowała do słuchawki, że „firma, żadnych konsol i gier nie produkuje, pan się myli”. Rumuński cyrk na kółkach! Dystrybucją zajęła się firma Lanser śpiewając za konsolę 1500 zeta bez grosika. Natenczas średnie wynagrodzenie (termin płacy minimalnej pojawił się 6 lat później) wynosiło niecałe 900 zł (moi rodzice zarabiali raptem 100 zł więcej). Ludzie kombinowali jak koń na Krupówkach ciągnąc wóz z sześciorgiem grubych bab, byleby tylko uciułać kasę.

Coś więc drgnęło w sercu narodu. I dużą w tym zasługę miał Marcin Kamil Górecki aka Gulash, który jako pierwszy orientował się w konsolach i zaszczepił bakcyla czytelnikom spragnionych nowinek (rubrykę o pirackim Pegasusie z 'Top Secret' celowo zbywam milczeniem). To on pokazał, że te niepozorne pudełka (Soniak, Saturn, później N64) kryją w sobie wielką moc (zawsze podobał mi się oficjalny slogan – „Nie lekceważ potęgi Playstation”). To on pierwszy przetestował te sprzęty na łamach SS, on też zalewał (wtedy nieliczne) strony recenzjami na owe maszynki. Nie będzie przesadą jeśli stwierdzę, że Gulash zrobił dla Sony więcej niż później wszyscy spece od reklamy PS razem wzięci (inna sprawa, że pewnie były to osoby w liczbie dwóch, w tym jeden na stażu, a drugi na śmieciówce). Do dziś SONY powinno Gulashowi wypłacać tantiemy z należności „PR&advertising”.

Sony Polish PSX Poster

Reklama Lanser 

Drgnęło i u mnie na osiedlu. Większość z nas była Amigowcami, niektórzy mieli pirackie Pegasy, które razem z zegarkiem i rowerem górskim dostali na komunię. Niektórzy burżuje przesiadali się na pieca, którego później modernizowali co pół roku (dziś wydaje się to śmieszne, ale w tamtych czasach tak właśnie było) inni ciupali w starocie na Amisiach (jak ja), gdyż stać mnie było co najwyżej na gumę Turbo, a nie na sprzęt za 4 kafle. Mój znajomy z ławki łyknął jednak owe szare pudło, generując sobie szereg pielgrzymek do swego przybytku w kolejnych miesiącach. To wtedy pierwszy raz zetknąłem się z pierwszym 'Tekkenem', „Battle Arena Toshinden” „Loaded”, „Wipeoutem”, czy 'Alien Trilogy' (który wydawał mi się natenczas FPSem doskonałym – cóż, nie był takowym). Gdy kumpel odpalił intro „Crazy Ivan”, zapytałem – „A czy to pójdzie na tym”, za co (słusznie zresztą) zostałem wyśmiany („To jest konsola gościu!”). Swojego sprzętu wciąż nie miałem, choć o nim skrycie marzyłem. Gdy kumpel przynosił pierwsze numery NEO i pokazywał „Final Fantasy VII” widziałem nową jakość, coś nowego. Szkoła podstawowa jednak dobiegła końca, nasze drogi się rozeszły, a ja wpadłem w limbo…

…a raczej w inną bajkę. Już 2 lata wcześniej zacząłem interesować się kinem. Co prawda pierdołowate kino VHS towarzyszyło mi od dawna, „Rambo 2″ widziałem kilkanaście razy, ale zaczęło mi brakować czegoś…bardziej wyrafinowanego. Wypożyczalnię VHS odwiedzałem codziennie – w każdy dzień wypożyczałem jeden film (na weekend potrafiłem zgarnąć dwa do pięciu). Owszem, wciąż rozwalałem czołgi nad Zatoką Perską w 'Desert Strike”, czy plecione chaty w „Cannon Fodder”, czułem jednak, że mój dryg do gier wygasa na rzecz kina. Gdy w 2000 roku (dopiero!) dostałem w prezencie PSXa, szczerze mówić orgazmu nie było – miałem swoje kino, wsiąkłem w nie na poważnie, okazało się, że potrafi opowiadać niesamowite historie, które się filozofom (fizjologom też) nie śniły. Gry wydały się mi się wtedy takie tanie, nic nie znaczące. Do czasu.

Final VII, pierwsze spotkanie z jrpg większości z nas

Zawsze powtarzam, że to Soniak sprawił, że wciąż jestem graczem i będę nim do końca swego życia. Odkryłem kitajskie RPGi – „Wild Arms” (mój pierwszy RPG w jaki zagrałem), Suikoden, Final Fantasy VII (do dziś, najważniejsza gra mego życia), czy „Xenogears”. Jako gość, który natenczas stwierdził, że sci-fi to jego ulubiony gatunek, nie mogłem przejść do porządku dziennego, że ktoś może stworzyć coś tak wybitnego – pomieszać fantasy z hard sci-fi, zanurzyć to wszystko we freudowskiej psychoanalizie (którą akurat wtedy czytałem w ramach zajęć z socjologii), jednocześnie karcąc dogmaty chrześcijaństwa. Dla jednych niestrawny misz masz, dla innych być może najwybitniejsza (lub „najbardziej ambitna”, brzmi bardziej neutralnie) pozycja w historii gier wideo. Nieważne. To wtedy wiedziałem, że gry wideo mogą zaoferować coś nietuzinkowego, czego kino mi dostarczyć nie może (wyobrażacie sobie całość wątków i historii Xeno, czy Finali w 3-4 godzinnej wersji filmowej?).

I choć dziś bawię się zarówno beztroską rozrywką jak i tytułami, gdzie fabuła i dobrze prowadzona narracja jest obowiązkowa, to myślę, że wtedy, 20 lat temu (więc chyba też świętuję, kweh!) ta szara skrzynka sprawiła, że wyszedłem na ludzi. Tzn. wciąż jestem graczem :)

prezesowa avatarPrezesowa: wielokrotnie dawałam już temu wyraz, więc jeśli się powtórzę, zrzucę to na karby wieku i coraz częściej pojawiającej się siwizny. PSX był pierwszą konsolą, którą traktowałam poważnie, gdyż mój kochany Pegasus nosił przy niej zaledwie miano „gierki”. Początkowo nie miałam zbyt wielkiej smykałki do gier, więc raczej grałam w popierdółki, koniecznie na easy, ewentualnie kibicowałam osobom bardziej ogarniętym. Prędko rozkochały mnie w sobie bajeczne jRPGi, z produkcjami Square na czele. Tworzyłam własne „opisy”, wycinałam ulubione postaci z czasopism (teraz wiem, jaka to głupota, bo chętnie bym sobie poczytała, a nie wszystko da się odkupić), tworzyłam fikcyjne turnieje w Hogs of War czy Wormsach. Szalałam z gałą W ISS Pro Evolution 2 oraz FIFIE 2004, przerażona obserwowałam, jak ojciec w Silent Hillu załatwiał zmutowane pielęgniarki.

ciary na plecach to mało! Chrono Cross to jedno ze szczytowych osiągnięć PSXa

PlayStation to kawał mojego dzieciństwa i młodości, który nawet dzisiaj, mimo w wielu przypadkach przestarzałej grafiki i ograniczeń potrafi wciągnąć na długie godziny. Nie wiem jak skończyłby się mariaż Sony z Nintendo, ale chyba dobrze się stało, że nie doszło do zgody, dzięki temu Szarak musiał ostro zawalczyć o rynek. Z pewnością to o czym piszę jest pewnym wycinkiem i kiedy skończę ten tekst uderzę się w czoło, wspominając, jak wiele ważnych kwestii ominęłam, jednak tego nie da się uniknąć. Chyba żadna konsola nie wywarła na mnie tak mocnego wpływu

Borsuk: Jestem zarobiony jak koń po westernie. Moje wrażenia o PSX znajdziecie w Ulubione Gry Wszech Czasów RetroBorsuka #6 – Playstation. Tam się rozwodzę o tym jak u kumpla Wojtka na premierę młóciłem na szaraku i w jakie szpile (Toshinden, Tekken, Destruction Derby, a później Warhawk, Wipeout i wiele, wiele innych!). Masakracja, graliśmy u niego non stop! Przychodziłem z uczelni, jadłem obiad i jebudu do Wojtka na siedem godzin, przychodziłem grubo po 23:00 do domu! PSX uważam za jedną z największych rewolucji w domowym graniu. Szanujmy tę maszynkę, gdyż wróciła godność konsolom i rozpropagowała granie w gry video na całym świecie jak żaden sprzęt przed nią. Dla mnie był to jeden z największych przełomów pod względem oprawy graficznej w całej historii branży. Jakie inne okresy historii elektronicznej rozrywki uznaje za naprawdę warte uwagi? Po pierwsze 8-bitowe początki naszej branży, jako obcowanie z czymś zupełnie nieznanym, naprawdę pionierskie czasy! Po drugie niesamowity przeskok graficzny w trakcie przesiadki w 16-bitów. Później PSX zjadająca na śniadanie wszystkie trójwymiarowe gry z PC! Te tekstury i efekty świetlne to było coś nowego i niesamowitego.

Repip: Dobra @everyone to teraz szybka wyliczanka, macie wybrać tylko JEDNO intro jakie chcielibyście znów zobaczyć i poczuć moc tamtych lat, co typujecie? Byle się nie powtarza z innymi. Dla mnie intra zawsze były pokazem mocy, oglądało się je w kółko, te rendery, najazdy kamery i odpowiednia muza po prostu wyznaczały nową jakość.

Flaberobaderous: Klonoa Door to Phantomile 1997, PSX. Choć przez muzykę i emocje to na endingu zawsze płaczę.

Grifter: U mnie będzie tylko jedno – intro Wild Arms – to był mój pierwszy jRPG (wtedy się zakochałem w tych kitajskich pierdołach) – przepiękna animacja, ale to prześwietna muzyka (OSTy z tych pozycji są do dziś moimi ulubionymi) z cudownym pogwizdywaniem sprawiła, że z miejsca się zakochałem w tej pozycji. Do dziś kocham tę serię. Pamiętam jak w prasie WA5 dostawał oceny 5 czy 6. A ja byłem zauroczony po raz kolejny niesamowitą mieszanką Dzikiego Zachodu i fantasy z cudowną muzyką. Po 98 godzinach wiedziałem, że u mnie to 9/10, podobnie jak i pierwszy WA. Przesłuchajcie OST z WA i WA5 – gwarantuję, że będzie to jedna z najlepszych rzeczy jakie słuchaliście w życiu.

Dlatego zawsze powtarzam, że jeśli ta seria wróci (nie ma niestety na to szans) to będzie to pierwszy preorder jaki zamówię. Dacie wiarę, że za każdym razem jak odpalałem pierwszy Wild Arms to musiałem, po prostu MUSIAŁEM obejrzeć intro? Raz jedyny je wyłączyłem. I co zrobiłem? Zrestartowałem konsolę, by obejrzeć je jeszcze raz przed grą właściwą. Musiałem. To był swoisty magiczny wstęp, zaproszenie do tej przygody. Kocham te intro po dziś dzień!

LukegaX: najlepsze intro na PS1? Myślę pomiędzy Test Drive 6, a Colin McRae Rally 2.0, a Mobil 1 Rally Championship… a nie… Tekken 3!

Grifter: w juch jest dobrych intro na PS, ale miało być jedno (bo LukegaX Oszukuje – Nacz. Os. Rep), te z tekkenca w juch, nie cierpię bijatyk, ale gdybym w nie grał i oceniał to Tekken 3 to 10/10 oczywiście nie oceniłem, bo się nie znam i w tekkencia klepałem na jana. Zresztą z bratem wciąż napierdalamy się na jana w Tekeńca 3 na minipsx, niesamowita pozycja. zresztą się nakurwiało tylko po to, by zobaczyć końcowe animacje, jebały w palnik!

Repip: oj tak, no ja dodatkowo 2x przechodziłem bo wersje ntsc-j i pal, m.in. Anna miała inne outro w nich. Też z tego samego względu przechodziłem wszystkimi sk8terami THPS od 1 do 3, dla filmików! W dobie youtube nie do pomyślenia.

Borsuk: Ja biorę Soul Blade!

LukegaX: póki co Namco króluje w intrach!

Prezesowa: Dobra, tym razem nie Chrono Cross ;), Legend of Mana

Czarny IvoCzarny Ivo: Playstation to przede wszystkim był dla mnie niesamowity przeskok technologiczny. Po Pegasusie ominęła mnie całkowicie generacja konsol 16 bitowych i to był szok. Grafika 3D była oszałamiająca. Na początku największe wrażenie zrobiła na mnie nie któraś z gier tylko demo technologiczne w postaci modelu dinozaura. Kurde teraz już nie pamiętam jego autentycznej jakości, ale wtedy to było dla mnie 1 do 1 z tym co widziałem w Parku Jurajskim. Same gry również szybko chwyciły mnie za serce bo szybko zapomniałem o moich 8bitowych ulubieńcach.

Teraz miałem bijatyki 2D w jakości jak na automatach, rewelacyjne platformówki (ulubiony Gex, Spyro, Crash) no i przygodówki z naciskiem na horrory. Moja ukochana seria Resident Evil, którą uwielbiam do dziś i czasem ogrywam kolejne części z kumplem ze szkolnych lat. Nie miałem zbyt dużo gier, bo nie piraciłem jak większość i tylko mogłem się wymieniać z moim kolegą, ale może dzięki temu wyciskałem wszystkie soki z takiego Street Fighter Alpha 3 (300 godzin na liczniku). Pierwsza Plejka to była bardzo dobra i ważna konsola w moim życiu. Co prawda grafika 3D gorzej się starzeje niż ta w dwóch wymiarach i dziś częściej wracam do 8 i 16 bitów to będę miał do szaraka zawsze wielki sentyment. Moje intro:

Repip: Skoro Namco prowadzi to wypada dodać Ridge Racer Type 4 ;). prócz tego co tu wymieniliście mrowi mnie za każdym razem gdy widzę upiorne intro z Silent Hill, filmowy opening w MGS (może to głupie ale uwielbiam te tu… tu… tu tu-tu), Dino Crisis 2 i wejście T-Rexa (mokre gacie miałem wtedy!), baśń z Final Fantasy IX. Chciałem dać intro z mojej gry życia, czyli THPS2 z kawałkiem Rage Against The Machine, ale że jest to głównie montaż filmów autentycznych zmagań skejterów nie pokazuje potęgi PlayStation, wybrałem zatem…

Legacy of Kain: Soul Reaver to gra epicka w każdym calu, do dziś się dziwię jak ją upchali na szaraku, a intro… jest wszystkim czym jest i ta gra. Monumentalne, mistyczne, zapowiadające ogromną przygodę, no i ten kawałek w tle… Ozar Midriashim, geniusz.

Może puentując napiszę, że z powodu tej okazji sprawiłem sobie małe uzupełnienie kolekcji o dwa klasyki, w tym ten z numerkiem SCES-00001 ;).

Dzięki jego Szarej Eminencji mieliśmy masę radochy w życiu i jeszcze będziemy mieli bo wiele z tej przepastnej groteki każdy z nas ma pewnie na liście „do nadrobienia”. Dzięki ekipo Sony, a głodnych innych materiałuch o szaraku zapraszamy do naszych archiwów tutaj, a tam takie teksty jak:

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox