Gramy na Gazie | The Last Squadron (recenzja + video)

W dzisiejszym Gramy na Gazie zapraszamy na premierę najlepszego shmupa w historii Małego Atari! Taaa, najlepszego, a świstak siedzi i zawija w sreberka… Niezły kit, pewnikiem dlatego, bo polskiego?! A może ta strzelanka tak bardzo nam się podoba, gdyż wydawca gry Sikor – udziela się na naszej witrynie?! Nie chcemy mu zrobić przykrości – stąd ten pochwalny artykuł? Jeżeli dodamy do tego fakt, iż ja (Borsuk) testowałem tę grę przed premierą to wiadome, że poniższa recenzja jest kupiona! Oczywista oczywistość, że kupiona! Za kilo koksu, wiaderko ogórków kiszonych, taczkę oranżady w proszku oraz dwa tiry kaszanki! Aha zapomniałbym –  i za trzy palety wódki! Dobra pośmialiśmy się, a teraz moi drodzy na poważnie: na wszystkie postawione we wstępniaku pytania musze odpowiedzieć przecząco i srogo was rozczarować! Nie ma tu najmniejszego zmyślania, kitu, ani cygaństwa w przypadku bohatera dzisiejszego wpisu oraz naszego filmu video – The Last Squadron to najlepsza strzelanina na Atari XL/XE w prawie 40 letniej historii tego komputera! I basta. A teraz odpowiem na zarzuty, gdyż możliwe, iż takowe pojawią się pośród zaprzyjaźnionej nam atarowskiej braci…

Po pierwsze konkurencja na poletku małoatarowskich shmupów do niedawna była naprawdę skromna, shmupy to po prostu mocno zaniedbany gatunek na naszym (moim i profesora Larka) ulubionym mikrokomputerze. Ostatnimi czasy obrodziło co prawda w fachowe konwersje klasyki z automatów arcade (Bosconian, Time Pilot, Scramble), a także w czasach świetności Ataryny pojawiały się takie tuzy jak: Drop Zone, Defender, Panther, River Raid, Zaxxon, Gyruss, czy Zybex, jednakże oprócz konwersji klasyki – to nowych i oryginalnych gier z tego gatunku, które reprezentowałyby wyborną jakość po prostu nie było. Oczywiście wychwalany gdzieniegdzie AtariBlast! narobił nam wielkich nadziei kapitalną oprawą graficzną oraz świetną muzyką, lecz zawiódł pod względem grywalności (chaos, nieprzemyślane power’upy, słabe replayability) i w ogólnym rozrachunku pozostał jedynie grą dobrą, ale też taką do której nikomu nie chce się wracać. Po drugie lubimy polskie gry, ale także potrafimy je mocno zganić, gdy ich jakość jest słabiutka – vide nasze przeglądy gier polskich wydawców: L.K. Avalon oraz ASF, które zrobiliśmy swego czasu z Profesorem Larkiem. Nie należymy także do ślepych wyznawców kultu Wielkiej Małej Ataryny, nie zachwycamy się każdym możliwym shitem wydanym na nasz najukochańszy mikrokomputer. Wiecie, rozumiecie, bo coś wyszło na Atari to musi być super! Nie, daleko nam do tego…

Niektóre z bardziej udanych atarowskich shmupów: River Raid, Drop Zone, Zybex, Scramble, Time Pilot, AtariBlast!

Wydawcę The Last Squadron, czyli Sikora bardzo lubię i cenię za wielkie oddanie Atarynie (ganię zaś nieraz za masochistyczne gierki pokroju Another Stupid Game), jednakże nasza znajomość w żaden sposób nie wpływa na moją ocenę dzisiaj recenzowanej strzelanki i nie jest to artykuł sponsorowany. Chyba, że chodzi o te azjatyckie piękności, które mnie wczorajszej nocy same z siebie odwiedziły, ubrane w koszulki promujące grę? Hmm. A co do testowania tego tytułu przeze mnie przed premierą – to była dla mnie czysta przyjemność i najprawdziwszy zaszczyt. Podsumowując przydługiego wstępniaka, niezależnie od tego kto byłby twórcą The Last Squadron i na jaki 8-bitowy system wyszłaby ta gra – dostałaby ona ode mnie tę samą notę, która widnieje w retrometrze. I tyle! Po prostu w przypadku The Last Squadron mamy do czynienia (w końcu!) z czymś w rodzaju atarowskiej retro superprodukcji, której nie powstydziliby się posiadacze jakichkolwiek innych systemów. Co więcej – mogą na niego nawet spojrzeć z zazdrością! Zresztą Atarowcy zdążyli już docenić tego shmupa, gdyż wersja freeware (naprawdę mocno różniąca się od kartridżowej) wygrała konkurs ABBUC’a na najlepszą grę 2020 roku na Małe Atari. Dobrze, może teraz celem rozluźnienia przeczytajmy sobie jakieś fabularne wprowadzenie do gry, a kto nie chce niech przeskoczy od razu do sylwetek ludzi zamieszanych w jej powstanie.


OSTATNIA ESKADRA

Oficjalna okładka The Last Squadron z wyborną grafiką autorstwa Carriona.

Spokojnie dopalał brazylijskie cygaro  i powoli szykował się w myślach do lotu.

On, pułkownik Ziemskich Sił Powietrznych miał pokazać Obcym potęgę jego wojska!

Taka tam turystyczna przejażdżka z dowództwem pieprzonych kosmitów…

Tutaj nasze silosy jądrowe, tu największe lotnisko na kontynencie, chluba ziemskiego lotnictwa,

a w tym miejscu jego ulubiona knajpa, w której serwują najlepszą tequilę!

Nie, uśmiechnął się w myślach. Nie, tego skarbu na pewno im nie pokaże!

Jeszcze wyżłopią wszystkie zapasy, a w dzisiejszych czasach to towar deficytowy…

Zaklął okrutnie, w najbardziej perfidny sposób, jaki przyszedł mu do głowy!

Dlaczego tak bardzo nie lubił przyjaznych przybyszów z kosmosu?! Przecież cała ludzkość ich wielbiła!

On jednak szkolony był do wojny, do walki, do bitew! A teraz ma się z nimi bratać?

 Dodatkowo sukinsyny wyprzedzają technologicznie Ziemian! I to na tyle, że piloci są im zbędni!

Drony, samoloty, czołgi, wielkie maszyny kroczące, kolosalne myśliwce…

Pieprzona ich mać, wszystkie te pojazdy napędza sztuczna inteligencja!

A teraz chcą tą swoją cudowną technologią podzielić się z ludźmi,

tak z dobrego serca, chociaż cholera ich wie – co oni tam mają w piersiach…

Zaklął ponownie, jeszcze siarczyściej! Niestety, chyba będzie musiał udać się na wcześniejszą emeryturę…

 Wspólnymi siłami będziemy kolonizować pozostałe planety Układu Słonecznego! Tak mówili…

Jednak najpierw zrobią rekonesans po wszystkich największych ziemskich bazach wojskowych.

Uradowani Generałowie przekazali im współrzędne najtajniejszych miejsc bez zająknięcia…

W zamian obiecano im intratne posady w Kosmicznym Przymierzu,

gdyż tak mają zwać się  połączone siły Ludzi oraz przybyszów z Układu Aldebarana.

Ooo, nadlatują, trochę przed czasem, cholera jasna! A on nawet nie zdążył dopalić swojego ulubionego  cygara…

Hmm, eskadry ich myśliwców przykryły cały horyzont? Taką ciżbą przybyli pozwiedzać? Dziwne…

Rzucił w trawę niedopałek i przycisnął go butem,

po czym udał się do swojego F/A-XX, który dostojnie czekał na niego na pasie startowym.

Tuż przed dziobem myśliwca zatrzymał się, odwrócił i spojrzał jeszcze raz w niebo,

na bardzo licznie zgromadzone maszyny kosmitów. Zachwycił się! Mają rozmach skurwysyny!

Kiedy spokojnie wspinał się do kabiny, do jego uszu dobiegł nagle cichy, cichuteńki  syk,

który po sekundzie przerodził się w ogłuszający dźwięk o wysokiej częstotliwości…

Nagle coś błysnęło na horyzoncie, świat dookoła zawirował, a fala uderzeniowa targnęła nim jak marionetką!

Cisza, zupełna cisza, wręcz dudniąca w uszach! I ciemność, smolista, nieprzenikniona!

Zmysły odmówiły mu posłuszeństwa, czyżby był martwy, a może tylko stracił przytomność?!

Nieee! Czuł przecież dudnienie ziemi na której leżał, jej drgania i wstrząsy!

Jasny gwint, co tu się odpierdala? Nie zdążył nawet zastanowić się nad tym faktem, kiedy…

Kiedy usłyszał odgłos kolejnego ogromnego wybuchu i wszystko spowiło światło!

Odzyskał wzrok, lecz dobre kilka sekund zabrało mu dostosowanie zmysłów do nowych warunków…

Czyżby nastąpił nieoczekiwany atak pieprzonych kosmitów?

Zewsząd do jego uszu dochodziły przerażające ludzkie krzyki i odgłosy wystrzałów.

Lasery, blastery, ciężka amunicja i inne technologiczne bajery…

Rozpierducha na pięćset fajerek z użyciem śmiercionośnych zabawek!

Kiedy całkowicie doszedł do siebie zorientował się, że leży w dużym kraterze, jakby leju bombowym,

a z jego myśliwca zostały tylko szczątki. Na niebie zaś toczyła się prawdziwa bitwa!

Spustoszenie shmup

Podobne do płaszczek myśliwce UFOków uganiały się stadami za ziemskimi samolotami!

Bohaterskie manewry jego żołnierzy powstrzymywały tylko na chwilę nieuchronną porażkę…

Najnowocześniejsze ziemskie myśliwce, jeden za drugim, uderzały z impetem w podziurawione kraterami lotnisko!

Zauważył też chmary mino-podobnych dronów, które przyczepiały się do pancerzy największych fregat Ziemian,

by po chwili wybuchnąć z siłą małego ładunku atomowego…

Oniemiały leżał  w bezruchu i obserwował to cholerne piekło rozpętane na niebie! Prawdziwa apokalipsa ludzkości!

Jest cały? Dłońmi obmacał całe swoje ciało, od stóp do głowy. Straszliwie obolały, ale na szczęście  cały!

gramynagazie GORF

– Pułkowniku! Pułkowniku! Skurwiałe ścierwa z kosmosu zaatakowały lotnisko!

Przejmują głowice jądrowe, całe rakiety! Niszczą wszystko dookoła, zarzynają i porywają chłopaków!

Ktoś mocno szarpał go za strzępy spalonej kurtki?! A może mu się to tylko śni? Zwidy jakieś, omamy?

Nieee, to starszy kapral Sikorski, jeden z najlepszych pilotów jego eskadry potrząsał nim z całych sił!

– Ha, a nie mówiłem kapralu, że tak będzie! Mówiłem, żeby nie wierzyć  tym szubrawcom! A po cholerę im nasi piloci?

– Nie wiem pułkowniku. Ponoć wykorzystają ich umysły do programowania AI w swoich maszynach! Przechwyciliśmy ich rozkazy tuż przed atakiem…

Biedak nie zdążył dokończyć! Drgania dochodzące z zewnątrz krateru nagle nasiliły się i nad Sikorskim pojawił się ogromny cień!

Trzask i plask! Wielka maszynka krocząca Obcych zwana Behemotem rozdeptała kaprala na miazgę!* / **

* Nieocenzurowana wersja demo historyjki, którą pełną i ugrzecznioną znajdziecie w pudełku z recenzowaną grą.

** Oczywiście nie są to ilustracje do gry The Last Squadron, zostały tu umieszczone tylko dla lepszego oddania klimatu wojny pomiędzy najeźdźcami z kosmosu a Ludzkością. Autorem tych wybitnych grafik jest Adam Burn, którego prace możecie kupić TUTAJ. Zawarte powyżej ilustracje to w kolejności: Cannon Test Fire / The Fall of Gyes / For Humanity / The Drop / Attack / Engage / Fortress Earth Arrival / Fatal Strike.


AUTORZY GRY

JANUSZ „SHANTI77” CHABOWSKI – to główny twórca The Last Squadron, który zaprogramował tego hiciora, stworzył do niego grafikę, jest pomysłodawcą gry, a także mechanik w niej zawartych. On odpowiada za tak udany silnik tej produkcji z płynnym przesuwem ekranu, wieloma obiektami na ekranie, zadbał także o soczystą kolorystykę całości. Jego wcześniejszą grą na Małe Atari była bardzo wierna i udana konwersja klasyka Bosconian od Namco. Uwaga, ta strzelanka zawierała nawet syntezę mowy!

MICHAŁ „MIKER” SZPILOWSKI – autor wielu kapitalnych muzyczek  zawartych w Ostatniej Eskadrze! Człowiek orkiestra, który od lat raczy swoimi soundtrackami wszelakie gry oraz dema wydawane na Malucha. Współpracował już z Shantim przy Bosconianie, a w przeszłości udźwiękowił takie szpile jak: Dr. Mario, Flowers Mania, Dup Li Cut, JetBoy, Monty on the Run, Ocean Detox, Tajemniczy Zamek 2, Strictly Gone Bananas, Time Pilot, Tresure Island Dizzy, Yie Ar Kung Fu i wiele innych. Wow! Niesamowite portfolio – prawdziwa legenda polskiej (i światowej) sceny Atari. Obecnie (jeśli dobrze pamiętam) pracuje nad muzyką do takich perełek jak Flimbo’s Quest, Lynx Quest, czy Sabre Wulf. I znając Mikera to pewnie jeszcze do wielu innych produkcji na Małe Atari.

Screeny z gier, w tworzeniu których uczestniczyli autorzy The Last Squadron: 2x Bosconian, Tajemniczy Zamek 2, Ocean Detox (wszystko Atari XL/XE), Robot Jet Action (C64) i Bridge Strike (Amiga).

KRZYSIEK „KOYOT1222” MATYS – znany z amigowej retro sceny grafik, który na potrzeby kartridżowego wydania The Last Squadron stworzył rysunki do klimatycznego intra gry, a także przerywnikowe plansze pomiędzy etapami, ekrany game over oraz gratulacyjny, który ujrzymy gdy nasza misja zakończy się sukcesem. Wcześniej rysował grafikę do duchowego następcy River Raid na Amigę zwanego Bridge Strike – czyli bardzo dobrze przyjętej przez graczy strzelanki samolotowej. Jego grafikę możecie podziwiać także w takich grach jak Tanks Furry (Amiga), czy Tanglewood (Sega Megadrive). Wywiad z nim, jak i z drugim twórcą Bridge Strike – Juenem – znajdziecie W TYM MIEJSCU.

TOMASZ „CARRION” MIELNIK – autor wspaniałego ekranu tytułowego TLS, zasłużony dla retro sceny Commodore 64 grafik, który od lat udziela się w różnych grupach demoscenowych np.: Elysium, Crest, Bonzai. Głównodowodzący jednego z najlepszych polskich portali o Commodore, czyli C64PORTAL.PL, aktualnie wraz ze swoją ekipą pracuje nad bardzo dobrze zapowiadającą się grą platformową na Komodę zwaną Robot Jet Action, która jest jakby uwspółcześnioną wersją Bomb Jacka w klimatach science fiction.

PAWEŁ „SIKOR” SIKORSKI” – czyli legendarny i ekscentryczny SikorSoft we własnej osobie, największy (obok Profesora Larka) znany mi miłośnik Małego Atari (Sikor wielbi także Atari 2600), który od dziesięcioleci jest aktywnym członkiem atarowskiej społeczności, jak i wydawcą gier na Atarynę oraz domorosłym programistą. Zaczynał swoją działalność jeszcze w czasach istnienia polskich giełd komputerowych (kultowa giełda na ulicy Grzybowskiej w Warszawie), a ostatnio wziął się także za produkcję obudów na atarowskie kartridże, jak i inne urządzenia (Super SIO Splitter). Tworzy małe objętościowo gry na Atari, a jego najbardziej udane produkcje to: Tajemniczy Zamek 2, czy Dup Li Cut. Od paru lat jest związany z Retro na Gazie, gdzie pisuje artykuły jako wolny strzelec. Wspomnienia tego dinozaura znajdziecie W TYM MIEJSCU.


RECENZJA

The Last Squadron

Robocza wersja pudełka z grą plus oficjalny kartridż The Last Squadron.

Wstęp fabularny oraz prezentację autorów gry mamy już za sobą, przyjrzyjmy się więc czym tak naprawdę jest ten sławny The Last Squadron i o co w nim chodzi? Jak to w shmupach bywa – po raz kolejny wredni kosmici najechali Ziemię, a nasza bohaterska eskadra myśliwców jest ostatnią deską ratunku dla ludzkiej rasy, jednocześnie wyprowadza ona pierwszy kontratak, zapuszczając się na terytorium Obcych – celem wybicia ich do nogi i uratowania porwanych pilotów. Fabuła może nie jest zbytnio oryginalna, ale nie będę się jej czepiał, gdyż jest to standard praktykowany od lat we wszelakich strzelaninach i pozostaje tylko pretekstem do rozpierduchy na ekranie. A ta musicie wiedzieć, że jest zacna! Po włączeniu gry i wykonaniu paru próbnych lotów – od razu zauważymy jakimi grami inspirował się Shanti tworząc Ostatnią Eskadrę. Podobieństwo do jednego z największych hitów firmy Nichibutsu z automatów arcade, czyli do sławnej Terra Cresty jest wręcz namacalne! No i świetnie, bo jeśli się na czymś (na kimś) wzorować to oczywiście na największych tuzach gatunku, a Terra Cresta to przecież gra, która w połowie lat 80-tych zawojowała salony gier na całym świecie i do dzisiaj jest uznawana za klasykę gatunku. Trzeba uczciwie przyznać, że jak na 1985 rok to była ona wielce nowatorska – dostarczając do zestrzelenia zarówno cele powietrzne, jak i naziemne, dupnych bossów, a także fajowy system rozbudowy naszego statku. Wszystko to było zaprezentowane w przełomowej oprawie audio video reklamowanej jako 16-bitowa i tak było w istocie.

Plakat reklamujący Terra Cresta od Nichibutsu. Ten hit z salonów gier był mocną inspiracją dla The Last Squadron.

Wróćmy do bohatera dzisiejszego wpisu i filmu, czyli The Last Squadron. Wspominałem już parokrotnie, że mamy tu do czynienia ze shmupem wertykalnym (pionowym), który został zaopatrzony w bardzo płynny scrolling, świetną oprawę graficzną i muzyczną, a także precyzyjne sterowanie. Jednakże o tych aspektach porozmawiamy później. Samolotem dziarsko lecimy przed siebie strzelając i posyłając na glebę eskadry najeźdźców z kosmosu, którzy mają bardzo zróżnicowany wygląd. Od jakby ziemskich maszyn – podobnych do naszego myśliwca, poprzez najróżniejsze kształtem drony, a także jakieś paskudne insektopodobne stwory, a nawet ogromnych bossów i troszkę mniejszych subbossów! Co mi się cholernie podoba to fakt, że podstawowi przeciwnicy latają tutaj w eskadrach i szykach, których możemy się nauczyć, rozpoznać wroga w czasie walki i za pomocą odpowiednich manewrów wyminąć go lub zniszczyć całkowicie. Niby standard w shmupach na automatach, lecz na mikrokomputerach już niekoniecznie. TLS nie popełnia więc błędu znanego z AtariBlast!, gdzie chaos wydarzeń na ekranie przyćmił grywalność i ładną oprawę, zaś po tym aspekcie (i wielu, o których później) – widać, że autor gry odrobił lekcję z projektowania strzelanin i wie o co chodzi w tym gatunku!

Pierwszy etap – pustynny krajobraz niczym w Terra Cresta!

Oprócz celów powietrznych zezłomujemy także naziemne w postaci: jeżdżących czołgów; dział stacjonarnych zarówno lądowych, jak i wodnych; naziemnych baz wroga, po zniszczeniu których (wszystkich ich segmentów) zdobywamy różnego rodzaju upgrady, obrócimy w pył także niektóre elementy otoczenia. Sama koncepcja niszczenia segmentowych baz nieprzyjaciela jest jawnie zapożyczona z Terra Cresty i bardzo dobrze, bo w sumie takiego patentu w strzelankach na Małe Atari jeszcze nie było. Właśnie, jeżeli już jesteśmy przy „dopałkach” to należy napomknąć, że na początku rozgrywki nasz myśliwiec dysponuje standardowym strzałem o dosyć małej sile ognia (i wolnej szybkostrzelności) oraz dodatkowym uzbrojeniem w postaci super szybkiego działa plazmowego, włączanego drugim przyciskiem dżoja lub szybkim podwójnym naciśnięciem strzału (gra obsługuje dwuprzyciskowe kontrolery). To drugie narzędzie zagłady jest szczególnie pomocne przy walce ze „zmianowymi”, jednakże w naszym posiadaniu możemy mieć maksymalnie trzy wiązki plazmy, ale nie martwcie się – we wspomnianych wcześniej bazach możemy sobie uzupełnić jej zapasy. Podstawowe działo także możemy ulepszyć, głównie poprzez niszczenie eskadr przeciwnika, zbierając upgrade w postaci literki P, który działa podobnie do tych znanych z klasyków pokroju 1942, czy Flying Shark – po prostu wzmacnia siłę naszego naszego strzału. W bazach zdobędziemy dodatkowo takie znajdźki jak: przyspieszenie podstawowego strzelania, zwiększenie szybkości lotu myśliwca, uzupełnienie energii naszego samolotu, czy zwiększenie mnożnika punktów (to ostatnie tylko w trybie hardcore). Jak sami widzicie system ulepszeń w The Last Squadron jest naprawdę dobrze przemyślany i rajcowny i szczerze powiedziawszy to w grach 8-bitowych, a szczególnie atarowskich dosyć rzadki.

Etap drugi – akweny wodne i lasy!

Bossowie – zarówno ci wielgachni na końcu etapów, jak i ci mniejsi w ich połowie – to także duże plusy tej produkcji, którzy w przypadku innych strzelanin na Małe Atari także nie pojawiają się często. Oczywiście trafiają się oni w strzelankach na Atarynie, ale przeważnie są potraktowani po macoszemu, no może poza gagatkami obecnymi w Zybexie. W przypadku TLS – mają oni różny, różnisty, kwadratowy i kulisty kształt, a na poważnie to zaatakują nas zarówno maszyny przypominające wyglądem dzisiejsze maszyny wojskowe (różne modele fortec powietrznych i gargantuicznych samolotów), a także zupełnie obce nam kreatury. Dziwne stwory i maszyny, jakby przybyłe z innego wymiaru, jakieś paskudne ośmiornicowate potwory z mackami, czy kolosalne robocie łby upierdolone jakiemuś wielgachnemu transformerowi! Fajnie i różnorodnie zarazem, jedyne do czego mógłbym się tutaj przyczepić to do podobieństw ataków bossów końcowych, gdyż przede wszystkim różnią się one intensywnością wyrzucanych pocisków / pomagierów. Nie zrozumcie mnie źle, jak na standardy 8-bitowe to i tak jest super, mamy tu bodajże z 8 wariantów „szefów”, jednakże przy tak świetnej jakości całej gry  – to zamarzyły mi się widowiskowe ataki tych skurwieli, godne 16-bitowych systemów do grania… A to tylko, albo i aż strzelanka na Małe Atari…

Etap trzeci – wyjałowiona przez atomową wojnę ziemia niczyja! A raczej Obcych – dopóki jej nie odbijemy!

Należy dodać, że w trudniejszych trybach gry (zawarto trzy: normalny, arcade i hardcore) pojawiają się także zupełnie nowe i bardzo niebezpieczne jednostki wroga, które zostały oparte na podobnych przeszkadzajkach znanych z czego? Wiadomo – z Terra Cresta! Są to: bariery energetyczne, które rozwijają się przed naszym myśliwcem, więc musimy albo szybko je zlikwidować, albo umiejętnie wyminąć; maszyny kroczące – irytujące mechaniczne jaszczury strzelające mocnymi, potrójnymi pociskami; oraz wybuchowe kule, które po destrukcji zasypują nas morzem strzałów ze swojego wnętrza. I świetnie, że autorzy wprowadzili taką różnorodność do armii kosmitów, gdyż gra na poziomie arcade wymaga teraz jeszcze większych umiejętności pilotażu i lepszego poznania wroga. Całość pod tym względem dorównuje automatowym strzelaninom i pozostawia daleko w tyle konkurencje z 8-bitowej Ataryny. Po tym co widziałem w The Last Squadron to mniemam (na potrzeby tej recenzji), że Terra Cresta to była chyba ulubiona gra Shantiego z młodości i bardzo chciał to pokazać w swoim dziele. No i pięknie, ja też ją lubię!

W etapie czwartym robi się coraz bardziej obco! Kratery, księżycowe krajobrazy, powoli wdzieramy się na terytorium kosmitów!

Największą zaletą The Last Squadron jest przede wszystkim wyborowa grywalność rodem z salonów gier, czy strzelanin NES’owych i bardzo płynnie scrollowany ekran pomimo wielkiej ilości obiektów na ekranie. No właśnie, zbyt dużej jak na skromne możliwości Atari XL/XE, więc jakim cudem udało się autorowi umieścić na polu gry aż tyle ruchomych obiektów? Ano za pomocą technicznej, czy tam magicznej programistycznej sztuczki, podobnej do tej zastosowanej w grze Crownland, która polega na szybkim włączaniu i wyłączaniu nadmiarowych „duszków”. Powoduje to co prawda lekkie migotanie spirte’ów, ale powala zachować zarówno płynność scrolla, jak i zwiększyć liczebność zadymiarzy na ekranie. I w to mi graj, bo dobra rozpierducha nie jest zła, a w strzelankach jest wręcz obowiązkowa! Świetnie też oddano kontrolę nad naszą powietrzną korwetą zagłady, a w szczególności kapitalne wrażenie robi sterowność naszego myśliwca! Samolot idealnie i bez żadnych opóźnień reaguje na wychylenia dżoja, czy gałki analogowej, nie „pływa”, nie musimy hamować nim w locie niczym w filmie Hot Shots, czy starszych grach na Atari pokroju Trans Mutter. Po premierze freewarowej, poprzedniej wersji gry – spotkałem się z opiniami niektórych graczy o opóźnieniach w sterowaniu i bardzo mnie to zdziwiło. Aż specjalnie włączyłem grę ponownie i to sprawdziłem! Wiecie co, proponuję tym marudom zmienić dżoja, lub sprawdzić input lag jaki mają w swoim telewizorze LCD / LED, gdyż grając na realnym Atari i odbiorniku CRT – żadne problemy ze sterownością w tej grze nie występują! Jest po prostu idealnie.

Etap piąty – nieobecny w wersji freeware (każdy następny także). Zerkajcie czy tam na dole nie biegnie gdzieś Arnie z Commando?!

Poprzez te wszystkie wymienione powyżej zalety – wymiana ognia w The Last Squadron jest wielce rajcowna, podnosi adrenalinę, rozpierducha jest szybka i dynamiczna, a jednocześnie trochę taktyczna – oszczędzanie plazmowych super strzałów, uczenie się zachowania poszczególnych eskadr nieprzyjaciela. Obecność, aż trzech poziomów trudności powoduje, że ta strzelanina powinna być grą zadowalającą każdego. Niedzielni gracze zwani gdzieniegdzie „leszczami” spokojnie przejdą ją sobie na poziomie NORMAL, (w którym to statek wyposażony jest w znaczny pasek energii i można go uzupełniać), a na polu bitwy nie ma najwredniejszych jednostek wroga. Ci bardziej zaprawieni w bojach, zwani „psami wojny” powinni zadowolić się trybem ARCADE, w którym spotkają już wszelkie kosmiczne ścierwo i będą musieli się trochę bardziej wysilić by je zniszczyć, zaś prawdziwi weterani shmupów zwani „podniebnymi cyborgami” powinni ostrzyć już sobie zęby na tryb HARDCORE, gdzie naszemu pojazdowi zabrano energię, a jego pancerz wytrzymuje tylko jedno trafienie pociskiem… Materdyjo, stara szkoła! Na pocieszenie powiem, że w tym trybie można znaleźć w bazie obcych power’upa zwanego „mnożnik punktów”, dzięki któremu szybciej zdobędziemy dodatkowe życia. Powiadam wam, że ten tryb jest naprawdę wymagający i najlepszy do pobijania rekordów punktowych (gra zapętla się po przejściu) i daje niesamowitą frajdę! Co prawda, przeszedłem go, ale wtedy The Last Squadron był jeszcze w wersji testowej czteroetapowej, zaś w edycji pełnej (ośmioetapowej) – doszedłem bodajże tylko (lub aż) do szóstego poziomu. Jednak nie składam broni i jeszcze tu wrócę! Podsumowując te trzy tryby rozgrywki to cholerny plus tego szpila, z jednej strony to gra nawet dla mniej zdolnych manualnie graczy, z drugiej – tryb hardcore znacznie wydłuża jej replayability!

Etap szósty – jakieś miejskie krajobrazy usadowione nad wodą? Czyżby miasto UFOków?

Oprawa graficzna w The Last Squadron to najwyższa półka jeżeli chodzi o Małą Atarynę i gatunek strzelanek, ale szczerze to nieruchome screeny zupełnie tego nie oddają. Wspomniane już wielokrotnie w tym wpisie przeze mnie: płynność przesuwu ekranu, fajowa dynamika, znaczna liczba wrogów – zostały wkomponowane w bardzo kolorowe i klimatyczne krajobrazy, charakterystyczne dla każdego z ośmiu długaśnych etapów. Ilu? Ośmiu, tak dobrze słyszycie – w wersji kartridżowej powiększono dwukrotnie ilość plansz w stosunku do wersji freeware! Będziemy latać tutaj zarówno nad pustynią, zbiornikami wodnymi i oceanami, terenami wiejskimi i miejskimi, jakimiś kopalniami, nad krajobrazem wulkanicznym, nad jałową ziemią zniszczoną wybuchami jądrowymi (postapo!), czy nawet w kosmosie i jakby nad organiczną bazą drapieżnej rasy obcych. Fajnie, wręcz zajebiście, to zdecydowanie najbardziej zróżnicowana pod względem widoków strzelanina na Małe Atari, co więcej – wiele z tych plansz jest wręcz hołdem dla takich uznanych strzelanek jak: Terra Cresta (a jakże!), 1942, Flying Shark, SWIV, Commando, Panther, Exed Exes, czy nawet StarForce lub legendarna seria Zanac. Niesamowita sprawa i jednocześnie wielkie znawstwo autorów w tematyce shmupów! Z każdym kolejnym ekranem naszego lotu widać włożone w to wszystko serducho…

Etap siódmy – witajcie w kosmicznej bazie Przybyszów z Matplanety, eee, z Aldebarana!

Jednak co kartridż to kartridż, bo właśnie dzięki temu nośnikowi możliwa jest taka różnorodność terenów walki – w przypadku wersji plikowej każdy etap byłby przecież doczytywany oddzielnie, co spowolniłoby rozgrywkę, ale kto wie – może w przyszłości autorzy pokuszą się także o taką wersję gry? Jeżeli jesteśmy jeszcze przy grafice to nie sposób nie zachwycić się zarówno przepiękną stroną tytułową autorstwa Carriona (jest klimat, jest moc, są latające retro spodki, a jednocześnie ładnie stonowana kolorystyka i dobrze zaprojektowane logo), a także malutkim intrem (i innymi planszami przerywnikowymi) narysowanymi przez Kotota. Co prawda jego rysunki są zaprezentowane w mniejszym okienku niźli sama rozgrywka, jednakże nadają fabule jakby komiksowego sznytu. Potęguje to u gracza „wczutę”, daje wrażenie uczestnictwa w naprawdę wyjątkowej misji, wielkiej przygodzie, zaś rysunki przerywnikowe pokazują jak bardzo autorzy chcieli dopracować końcowy produkt. Czujecie to? Intro, rysunki przerywnikowe i końcowe w strzelance na 8-bitowe Atari, zamiast tak częstego i zwyczajnego napisu congratulations, czy mission complete – wyświetlanego na czarnym ekranie… Niemożliwe, a jednak! Wreszcie dożyłem tych lepszych dla Ataryny czasów. Ha, a to jeszcze nie koniec zaskoczeń! Tylko poczekajcie jak zginiecie i zobaczycie jak autorzy rozwiązali wpisywanie się gracza na listę rekordów! Capcom byłby dumny, a my dzięki temu mamy salon gier w domu! Taki prawdziwy, bo zadbano nawet o takie szczegóły jak graficzne prezentacje zdobyczy punktowej po zestrzeleniu całej eskadry wroga, czy większych poczwar.

Nasz pilot, członek Ostatniej Eskadry rusza do boju! Trzymamy kciuki!

Co do oprawy dźwiękowej to także tutaj uszy, a raczej ręce same składają się do oklasków! Po pierwsze gra zawiera wszelkie potrzebne (i fajne) efekty dźwiękowe w postaci strzałów i wybuchów, a także te niby mniej słyszalne – omijane często przez atarowskich twórców – malutkie dżingle robiące świetny klimat. Odgłos zbierania power upów, dodatkowego życia, czy krótka muzyczka na ekranie przerywnikowym – to wszystko potęguje uczucie grania w najlepszy hit z automatów arcade, albo z jakiejś super konsoli. I tak ma być, i tak to się powinno robić na Atari od zawsze. A co do samej muzyki to… Miker jesteś bogiem, tylko tyle ci powiem! Naprawdę zaszalałeś! Musicie wiedzieć, że w trakcie obcowania z The Last Squadron usłyszymy bodajże osiem (mogę się mylić, niektóre przecież mogą się powtarzać, a ja walę z pamięci o drugiej w nocy!) różnych przebojowych muzyczek! Cztery w trakcie lotu po ośmiu etapach, jedna na ekranie tytułowym, kolejna odmienna w trakcie wpisu, melodyjka przerywnikowa, a także cholernie dobra nuta umilająca pauzę. Cooo? Wypasiona nuta w trakcie pauzy, która mogłaby być głównym motywem przewodnim niejednej gry?! Na wypasie nam je zaserwowano, strasznie grubaśnie podano! Panowie, może jakiś soundtrack na płycie pojawi się tu w przyszłości, albo chociaż na winylu? Wiem, że Sikor lubi takie gadżety… Żeby nie było, że zachwalam jakieś słabe pitu pitu, to szczęki opadną wam jeszcze bardziej, gdy posłuchacie tych cholernie przebojowych kompozycji! Aranżacje Mikera czerpią garściami (i on tego nie ukrywa) z najlepszych motywów muzycznych takich tuzów jak: Terra Cresta, Tyrian, Gradius, czy seria Zanac! Ja ciebie nie pierniczę, tym soundtrackiem można by obdzielić kilka gier, a sam ich autor spokojnie może zasiąść do stołu z największymi wirtuozami Pokey’a pokroju Dawida Whittakera, czy Adama Gilmore’a. Czad! Jednakże… to jeszcze nie wszystko… Shanti się uparł, cholernik jeden, i wcisnął jeszcze do gry syntezę mowy w postaci komunikatów przed misjami i po naszym zgonie. Gruuuby stuff! Prepare to battle, kill motherfuckers, and don’t cry for me Argentina! – wydobywa się z głośników telewizora… No, może z niektórymi z nich to żartuję, ale jak nie usłyszycie to nie uwierzycie…

Etap ósmy. Kosmos, meteoryty, kolorowo fest i trudno też! Nic dziwnego – ostatni bastion Obcych!

Podsumowując – nie ma cienia przesady w ocenie, którą widzicie w retrometrze, a także haśle z początku tego wpisu. Po prostu The Last Squadron to najlepsza strzelanina w historii Atari XL/XE, pozostawiająca w cieniu nawet kultowego Zybexa. To jakość i skala gry, której jeszcze Małe Atari w tym gatunku nie doświadczyło! Grywalność i rozgrywka rodem z automatów arcade, oprawa godna NES’a, przemyślana mechanika power up’ów, krajobrazy i muzyczki nawiązujące do największych klasyków gatunku, a do tego jeszcze: intro, fajowe obrazki, pysznie rozwiązany wpis, synteza mowy, trzy poziomy trudności, bossowie, subbossowie, precyzyjne sterowanie i długaśne replayability. Uff, po prostu brać i grać, kosmitów zabijać! Jak scharakteryzować tę strzelankę w jednym zdaniu? Proste…

TERRA CRESTA SPOTYKA FLYING SHARK W SUPERPRODUKCJI NA ATARI XL/XE!

Retrometr


Gramy na Gazie slider

ŚWIATOWA PREMIERA W GRAMY NA GAZIE!

THE LAST SQUADRON + GOŚCIE: SHANTI 77 i SIKOR!

PREMIERA THE LAST SQUADRON (2021) WERSJA KARTRIDŻOWA + SPOTKANIE Z AUTOREM GRY I WYDAWCĄ!


EDYCJA KOLEKCJONERSKA

Sikor we wczorajszym programie zaskoczył nas niesamowitą Edycją Kolekcjonerską The Last Squadron 2021!

ZAWIERA ONA:

– grę na kartridżu w big boxie z kolorową instrukcją

– komiks Gadesa: Larek i Borsuk plus szkice komiksu

– puzzle magnetyczne dla dzieciaków

– zakładkę do książki

– stylową czapkę z daszkiem z logo TLS!

– spadochron, eee, znaczy plecak z logo TLS!

Grę w trzech wersjach można będzie kupić w przyszłym tygodniu na stronie Sikor Soft. Edycja Budżetowa (gra big box + instrukcja) – 160 zł, Edycja Standardowa (dodatkowo z czapką i komiksem) – 200 zł, Edycja Kolekcjonerska – 320 zł (wszystko powyżej). Zapraszamy do zakupów, a dodatkowo Sikor przygotował dla Was niesamowity konkurs (do wygrania Kolekcjonerka!), ale o tym poinformujemy w innym wpisie.


STEROWANIE

Grę uruchamiamy klawiszem start lub przyciskiem FIRE w joysticku nr 1. Na ekranie menu przycisk OPTION przełącza tryby rozgrywki NORMAL/ARCADE/HARDCORE, przycisk SELECT przełącza liczbę graczy i używanych przez nich joysticków. Podczas gry trzymanie przycisku fire włącza strzał, kilkukrotne szybkie wciśnięcie fire (lub 2 przycisk fire albo autofire) uruchamia strzał specjalny. Wciśnięcie dowolnego przycisku klawiatury spowoduje włączenie trybu pauzy, ponowne wciśnięcie to powrót do rozgrywki. W trybie pauzy jednoczesne wciśnięcie przycisków Start/Select/Option powoduje przerwanie rozgrywki i powrót do strony tytułowej.

PS1. Prawie każdą grafikę i screen we wpisie można powiększyć poprzez kliknięcie.

PS2. Szykuje się wybitny rok dla Atari: The Last Squadron, Prince of Persia, Flob…

PS3. Ten wpis miał ukazać się przed filmem Gramy na Gazie, jednakże na prośbę wydawcy Sikora – zaplanowaliśmy go później. Ponoć Sikor w trakcie transmisji chciał zaskoczyć Atarowców niektórymi aspektami gry. No i fajnie.

O RetroBorsuk 208 artykułów
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.