Publicystyka | 10 rzeczy za które kocham gry video

Jakiś czas temu podzieliłem się z wami 10 rzeczami, które wkurzają mnie w grach. Pora na nieco równowagi w temacie, dziś będzie odwrotnie!

Dziś będzie o tym co uwielbiam w grach, o tym co mnie do nich przyciąga mimo tylu lat, tylu gier i tylu sprzętów, które już mam za sobą. Ostatnio skupiłem się na błędach twórców, dziś postanowiłem poszerzyć totalnie horyzonty i się nie ograniczać niczym. Będzie zatem mix różności, choć momentami będzie to bardzo osobisty mix. Obiecuję, że dziś będzie tylko pozytywnie!


Plug and play

Postanowiłem zacząć tą wyliczankę od rozdziału plug and play. Jak powszechnie wiadomo mimo tego że lubię generalnie wszystkie gry i sprzęty, jestem przede wszystkim konsolową duszą. Uwielbiam w starszych konsolach ideę plug and play, czyli podłącz i graj. Zero syfiastych sterowników, instalacji, patchy, aktualizacji, konfiguracji, kompatybilności, wpisywania komend, ustawiania głowicy masz grę to wsadź ją i graj człowieku! Jest to jeden z powodów dla których dziś nie gram na PC i nowszych konsolach, a na C64 kupuję cartowe edycje gier. Nie mam czasu na ściąganie zawartości, czy szperanie po forach w poszukiwaniu optymalnej konfiguracji – kolokwialnie ale szczerze mam to głęboko w dupie.

kabel i prąd – tylko tyle potrzeba by odpalić konsolę „i ja to szanuję” jak mawia gość z reklamy

Mam czasem tylko 30 minut by sobie pograć, ostatnie czego chce wtedy to babrania się w ustawieniach. Dlatego tak bardzo lubię starsze konsole, mam sporą bibliotekę gier, wybieram to co mnie interesuje, wsadzam w paszczę konsolki i po kilkunastu sekundach szpil już hula na moim ekranie. Jedyne co raz na jakiś czas muszę zrobić, to zmienić kabel w TV na ten z innej konsoli, ale mam wszystko ładnie opisane, więc to kwestia sekund. Świat był kiedyś prosty i mi się to podoba, szybkie i łatwe hobby nie wymagające funduszy i sprzętu (od tego mam inne hobby;).


Mózgołamacz

Ponoć na starość dobrze jest rozwiązywać krzyżówki czy inne sudoku, by podtrzymać mózg w dobrej kondycji. Ja już zacząłem trenować jako młody szczawik grając na C64 w Boulder Dash, Dr Mario na NES, potem wpadł amigowy Dimo’s Quest, Kula World na PSX, Ballance na PC, aż w końcu odkryłem na Wii Mercury’s Meltdown Rev., Boom Blox, czy Kororinpę i ChuChu Rocket na Dreama.

rusz mózgownicą i połącz to ze zręcznością, a może na starość sam trafisz do kibla!

Oj tak, lubię gry logiczne i to główkowanie, fajnie że w dzisiejszych retro gierkach też się wraca do tej szkoły, larkowa Laura na Atari XE/XL, czy Spectrumowy Old Tower robią robotę. Lubię to jak wymagają od nas ruszenia mózgownicy, to są takie krzyżówki i sudoku naszych czasów. Możliwe że na emeryturze przejdę Baba’s Palace siedząc w bujanym krześle i trenując szare komórki i pochwalę się Wojtowi że zaszedłem dalej niż on! Gry video jako panaceum na demencję? Jak tu ich nie kochać!


Serce rośnie

Nie jestem jakimś scenowym wyjadaczem oglądającym w kółko dema, słuchającym muzyki i podziwiającym grafiki stworzone przez pikselowych maniaków. Mimo to interesuje mnie szeroko rozumiana scena pod kątem gier jakie są przez nią tworzone. W ostatnich latach prowadząc regularnie cykl retro rozmaitości mam okazję na bieżąco oglądać to, co serwują nam scenowi magicy.

tak się wydaje gierki nawet jeśli kupi je ledwo kilkaset osób, tak wygląda pasja

Serce mi rośnie, gdy widzę jak kolejny raz pasjonaci wyciskają z tych sprzętów to, co wydawałoby się niemożliwe. Jak poświęcają swój czas by pielęgnować swoje ukochane sprzęty. Zaraził mnie tym chyba larek, w zupełnie nieświadomy sposób, kiedy pewnego dnia przybył do Borsuczej Nory zaprezentować nam swoją Laurę. Wtedy jeszcze nas nie znał i z dzisiejszego punktu widzenia, kiedy widzi się jak się tam rozsiadł w ramach Gramy na Gazie jest to nieco dziwne wspomnienie ;). W każdym razie autentycznie się cieszę, gdy mam możliwość pograć w takiego Sam’s Journey na C64, czy Sturmwinda na Dreamcasta, albo w to co RetroSouls serwują na ZX Spectrum (Old Tower, Gluf), a obecnie na Sega Mega Drive. Bardzo też cieszy, że wkład w to mają nasi rodzimi twórcy z którymi dodatkowo mamy taki lub inny kontakt czy to na retro imprezie czy to poprzez wywiad, wspierajcie takie projekty jak Bridge Strike, czy Yoomp!64, warto. Coś pięknego, a będzie jeszcze lepiej!


bo kiedyś nie miałem…

Co tu będę pierdzielił smuty, każdy dobrze wie, że większość dzieciaków wychowanych w latach 80/90 w naszym kraju w porównaniu do rówieśników z zachodu gówno miała jeżeli chodzi o sprawy materialne. Szczególnie moje ukochane konsole jawiły się często jako dobro luksusowe, był Pegasus zamiast NES’a, a SNESa czy Mega Drive to widzieli nieliczni (często tylko ci, którzy mieli rodzinę zagranicą). Potem przyszła kolejna generacja, ja mając do tej pory wciąż 8bitowe systemy w domu niedowierzałem gdy słuchałem kilku kumpli którzy nabyli PSX’a. Oglądałem screeny w prasie i się śliniłem, dopiero pod koniec panowania szaraczka sam go nabyłem i jak się łatwo domyśleć jak 99% innych gry kupowałem u brodziatego z jedną nogą i jednym okiem pracując na to rozdawaniem ulotek. Dla zobrazowania, wiecie ile wtedy kosztowały gry do N64? Grubo ponad 200 złotych! Wtedy była to sumka poza zasięgiem typowego Kowalskiego.

jedno z kilku pięter mojej retroszafy

Do czego dążę? Do tego że kiedyś o większości konsol jedynie słyszałem plotki i mogłem sobie wyobrażać jak gry na nich śmigają, oglądałem oferty sklepów w gazetce i chciałem kupować oryginalne gry z pełnymi instrukcjami, ładnymi okładkami itp. A dziś sobie je po prostu kupuje i w nie gram. Kolekcjonerstwo w moim przypadku to nieco naciągane słowo, ale mam w domu dużo sprzętu i gier. Kupuję sobie to, czego kiedyś nie mogłem i autentycznie się z tego cieszę. Dzięki dźwiękowi bootowania PSX’a, piszczeniu memorki Dreamcasta, czy trzymaniu pada z GameCube’a oraz graniu w Crazy Taxi, Luigi’s Mansion, czy Soul Blade zapuszczam się do tych czasów i jestem tym, który sobie wtedy te dobrocie po prostu kupił i ograł. A kupie se jeszcze N64 i Saturna, a co, kupie se! I dołożę do tego SNESmini… albo nie, mam ochotę na zakup bongosów do Donkey Kongi na GC, będzie dobry sprzęt na imprezy ;) tylko gdzie ja to zmieszczę…


Przygoda!

W grach można znaleźć przygodę i to taką która człowieka wręcz sponiewiera. Miałem okazję przejść kilka gier przy których filmy czy książki miękną i po prostu odpadają w przebiegach. Wyznacznikiem dobrej gry przygodowej jest dla mnie zawsze fabuła, postacie, świat i dialogi, część z nich idzie za mną już prawie 20 lat i nie chce mnie opuścić. Primal z PS2 – Jen i Scree to była nietuzinkowa para. Jen była na swój sposób ohydna i pociągająca zarazem, świat demonów intrygował, ostra muza dawała kopa, brud ogarniający ciała i dusze dawał do myślenia. Wymaksowanie tej gry jeden raz wydaje mi się za mało, będę chciał tam wrócić. Podobnie mam z Beyond Good & Evil z Jade i wujkiem Pey’jem, podobnie całokształt wydaje się być idealnie wyważony. Wszystko tu gra, można drobne uchybienia w sterowaniu puścić mimo uszu, gdy przeżywa się przygodę u ich boku. Klimat podziemia i konspiry + jakaś dziwna mantra unosząca się nad tym zakątkiem świata przypominającego mi miasta Hanzeatyckie.

Historia Włóczęgi, jedna z gier „do przeżycia”

Spójność świata, systemu i przygody bardzo cenię również w Vagrant Story. Tutaj przemierzamy splugawione, zdeptane, zniszczone i zapomniane uliczki średniowiecznego Leá Monde. Miasto jest tutaj niejako bohaterem samym w sobie choć sterujemy poczynaniami Ashleya Riota. Podobała mi się ta tajemniczość, stąpanie po śladach sekty, zniszczenia i zgnilizny. Nie natrafimy w tym rpg na wesołego sklepikarza, nie pogadamy z przygodnim NPC i nie wykonamy zadania „przynieś-podaj-pozamiataj”. Będziemy tylko my, wilgotne mury i to co się skrywa w ich cieniach. Mimo to natrafimy na wiele postaci które mają sens, są idealną częścią układanki, oj będę musiał ponownie odwiedzić te kąty po raz trzeci, ale już na new game +.

czy jest ktoś na kim design Raziela nie robił wrażenia? 

Na koniec zostawiłem chyba największe arcydzieło jakie dostarczyło mi wirtualnej przygody, jest nim Soul Reaver. Już po pierwszym spotkaniu z Razielem wiedziałem że czeka mnie kwintesencja tego co zwykliśmy nazywać czymś „epickim”. Utwór jaki otwierał grę, czyli Ozar Midriashim nie wychodzi mi z głowy od dnia gdy go pierwszy raz słyszałem. Fabuła jest tutaj tak gęsta, że i ostrzem dusz jej nie przetniesz. Kain i Raziel jako postacie są napisane fenomenalnie, dialog zapadają w pamięć (Become my Soul Reaver, my angel of death…), świat Nosgoth jest na swój sposób chory, zniszczony i totalnie powyginany. Ta wampirza seria prosi się o dobrą książkę lub ekranizację, jest bardzo ciężka i dosadna. Człowiek w tym łańcuchu pokarmu jest zmarginalizowany i sprowadzony do poziomu ścierwa, którym bawią się okrutni bracia Raziela jednocześnie sami będąc marionetkami. Kolejny raz muszę sobie obiecać, że tu wrócę…


Powrót do młodości

Przy grach nie raz odpływam też za sprawą bodźców jakie wywołuje muzyka, tudzież charakterystyczne dźwięki. Dźwięki Jego Wysokości SIDa zaimplementowanego w Commodore 64 sprawiają że cofam się mocno w czasie. Jego dźwięk jest na tyle charyzmatyczny, że nie da się go pomylić z czymkolwiek innym. Muzyka z Commando czy The Last Ninja pieszczą mą woskowinę, ale i to co w nowych grach się tutaj wyrabia mnie nastraja pozytywnie, wesoły Sam’s Journey, psychodeliczny Yoomp!64, czy ciężki OST do Portal. Ja to lubię, zawsze wskazówka zegara się cofa mi przy tym. Znów jestem bajtlem co próbuje nakłonić ojca by mu „wgrał gre”, na kolorowym TV w ich pokoju (czarno-biały, zawalasty rubin w moim pokoju nie rozbudzał już tak emocji). Negocjacje nie były łatwe, rodzice mieli „satelitę” i „video”, więc C64 nie zawsze miał szanse.

jedni kolekcjonują winyle inni mają swoje OST życia ;)

Ale nie tylko „dzieje się” u mnie za sprawą muzyki z C64, również młodnieje o wiele lat (choć nie aż tyle) gdy słyszę OST z gier z gatunku sportów-extreme. Charakterystyczny i wysoko kaloryczny mix punka, SKA, oldschoolowych rapsów i ostrzejszego rocka jaki tam jest zawsze na mnie działa. Black Sabbath, Cypress Hill, Godsmack, RATM, Motorhead, Xzibit, Alien Ant Farm, Papa Roach, P.O.D i wiele innych ukształtowało mój gust muzyczny. OST z THPS 2 i 3 to właściwie OST mojego życia, kiedy by B-Boy Document lub 96 Quite Bitter Beings nie leciało – zawsze jestem zadowolony. To mnie napędza i podczas grania stężenie endorfin znacznie skacze. Teraz na starość dodatkowo mogę zaliczyć te wszystkie koncerty jakie owe kapele u nas dają Limp Bizkit, Rammstein, Godsmack, Amon Amarth – może widzieliśmy się w młynie? Spytajcie Borsuka – mi bezpieczniki wysiadają i skacze jak ostatni pojeb w samo epicentrum! A to dzięki THPS, mojej ambrozji po której znów jestem gostkiem w za długich gaciach w kroku i krzywo ubranej czapce ;)


Bo tu jest moje „nigdzie”

Kiedyś oglądałem program w którym była dyskusja nt. funkcjonowania męskiego mózgu. Okazuje się że w odróżnieniu od kobiet my wytwarzamy sobie próżnię myślową, w której autentycznie o niczym nie myślimy, taka forma regeneracji ;). Dlaczego o tym piszę? Otóż platformery 3D są dla mnie takim „nigdzie”, takim czynnikiem odstresowującym. Na przestrzeni swojego „growego życia” przeszedłem tyle platformerów 3D, że każdego kolejnego zaliczam niemal z marszu, a mimo to dają mi cały czas frajdę i potrafią nawet zaskoczyć. Ostatnio zaskoczyła mnie Kya Dark Lineage na PS2, super elementy innych gatunków wplecione w mimo wszystko starego, dobrego platformera. Teraz w miarę możliwości pykam sobie w Prince of Persia: Sands of Time i znów mnie coś zaskoczyło, nie tyle tytułowe piaski czasu co rewelacyjne akrobacje jakie wyczynia księciunio.

platformowe dobrocie, nic tylko skakać!

Zasiadając do konsoli i odpalając kolejnego Mario, Crasha, czy Gexa odpływam i nie myślę o niczym innym, tylko skoki, znajdźki i drobne zagadki logiczne, czyli to czym ten gatunek stoi. Jest to „tani i szybki” substytut prawdziwego relaksu jakim jest dla mnie wędrówka po bezdrożach, ale nie zawsze da się wybrać na wyprawę, a platformera łatwo odpalić. Ostatnio nawet wkręciłem sobie pomysł, że zrobię top 75 platformerów 3D. Ambitny projekt, który już prawie zrealizowałem, brakuje mi ogrania jakiś 20 tytułów, w tym duża część na N64 którego nigdy nie miałem. Co ja potem będę ogrywał by się odciąć od życia codziennego? No cóż, jest z setka platformerów 2D do ogrania ;)


Magia Nintendo

Magia Nintendo… wiele już o tym na RnG i nie tylko było napisane. Nintendo jak chyba żadna inna firma tworząca gry video przez tak długi okres (od początku lat 80tych? Kurde ile to czasu!) cały czas pozostaje sobą, jednocześnie cały czas dostarcza gier na wysokim poziomie. Jak nic grając w jakiegoś flagowca od Big N zaraz wiesz że to od nich. Ich gry są minimalistyczne pod względem fabuły, ba! Wiele z ich gier jej w ogóle nie ma, trzymają się swoich patentów i światów kurczowo, a mimo to… wciąż idą do przodu. To mistrzowie drobnych zmian, które niby niczego wielkiego nie zmieniają, a jednocześnie zmieniają wszystko. Taki Mario Sunshine, niby kolejny Mario, a F.L.U.D.D. zmienił gameplay całkowicie, po Sunshine przyszła pora na dwie części Galaxy z ich patentem na mini-planetki + wykorzystanie wiilota = rewelka mówię wam!

Nintendo wie jak drobnym zabiegiem wprowadzić gracza na wyższe obroty

Nintendo jest przede wszystkim kopalnią pomysłów, wiele ich gier aż kipi od twórczej energii, grasz i się świetnie bawisz, jednocześnie masz wrażenie że twórcy też się dobrze bawili przy tej robocie. Taki Kirby, Donkey Kong, czy Wario nie wyglądają na poważnych zawodników, ale uwierzcie mi że to waga ciężka. Fajne w tych grach jest też to że hołdują hasłu easy to beat, hard to master. Niby nie są jakieś szczególnie trudne (no, Donkey jest tu wyjątkiem;), ale jednocześnie zawierają w sobie masę zawartości dodatkowej, która stawia wysoko poprzeczkę nawet dla wprawionego w bojach gracza. Wciąż mam spore zaległości, Marianów dużo ograłem (w tym Mario Karty), wpadł Luigi’s Mansion, Kirbasy, Wario i Donkey na Wii i Switch, ale np. nie ograłem jeszcze sławnych Metroidów i Zeld, a to oznacza masę radochy z kolejnymi grami w przyszłości. Jedyne czego żałuję to tego, że Big N olało serię Wave Race i 1080, tego żałuję bardzo. Niby nie pasują do tej kolorowej ekipy małp, grzybów i hydraulików z Nintendo Safety Zone jak ich nazywam, ale byli dla mnie ikoną Nintendo tak samo jak inni.


Arcade’owe szaleństwo

Arcade (mimo jednoznacznego skojarzenia z automatami), pojęcie to ma dla mnie nieco „prywatne” znaczenie. Dla Wojta czy Borsuka arcade to budy z przełomu lat 80/90, przegrane godziny w Gyrrusa, czy Moon Patrol. Dla mnie arcade to to co z nich wyewoluowało i co zrodziło się w samą ideę gier szybkich, skillowych, beztroskich i wciągających jak bagno. Dla mnie arcade to jazda bez trzymanki w serii Burnout, gdzie twórcy w dupie mają powagę, my tutaj zapierdalamy tak szybko że ekran się zamazuje, lecimy pomiędzy kolejnymi przeszkodami i taranujemy innych tak prędko że reakcja oko-kciuk ledwo wyrabia. Uwielbiam to! Przy symulacyjnych wyścigach w 99 dni dookoła pitstopu zasypiam, tutaj każda sekunda wgniata mnie w fotel. Jazda na autostradzie pod prąd, dachowanie na przeciwniku, wyrąbanie wraku za burtę! Czuję że żyję!

Burnout, świat w którym na nowo definiuje się wyrażenie gaz do dechy

Kolejnym arcadeowym szaleństwem są dla mnie gry z gatunku sporty-extreme. Ukoronowaniem tego wszystkiego jest moja gra życia, czyli THPS2, to tutaj pomimo bardzo krótkiego czasu na granie mamy właściwie nieskończone możliwości czesania combosów. I znów prawa fizyki twórcy mają nieco w dupie, znów gra była ważniejsza niż utarte schematy. Grindy po kablach wysokiego napięcia, skoki pomiędzy dachami i combo jedno, drugie, kolejne i jeszcze jedne! Ile dusza zapragnie! W THPS2 gra się w kółko i formuła nie męczy, zawsze chcesz przejść level na 100% za jednym podejsciem, zawsze chcesz znaleźć idealne miejsce na combo, a muzyka jak już wiecie to coś z czym można iść przez życie.

tak właśnie wyglądał w mojej wyobraźni sławny hangar z THPS2, którego obowiązkowo trzeba było przejść na 100% w jednej rundzie

Z czasem seria THPS mi nie wystarczała, obecnie mam już masę takich gier na koncie (SSX3, Aggressive Inline, 1080 Avalanche, Amped, Dave Mirra 1 i 2, Mat Hoffman itp. itd.), a kolejne  już czekają na półce. Nie mam dosyć, ten gatunek już praktycznie umarł bo doszedł do swoich granic możliwości, ale właśnie dlatego na 6 generacji konsol jest tam tak dużo tak dobrych gier, że jeszcze lata będę grać i odkrywać kolejne pomysły, systemy i kawałki.

Kolejnym arcadeowym tripem w negliżu jest kilka gier, które kojarzę w ten czy inny sposób z Segą. Po pierwsze – Crazy Taxi, jesteś taksiarzem i masz zarobić hajs, ale co się będziesz w wycieczki 3x dłuższą trasą bawił, co to to nie. Chodzi o to by jak najszybciej i jak najefektowniej klienta podwieźć do celu, robiąc przy tym masę driftów, taranując innych i skacząc z piętra, jak tędy krócej to co się szczypać! Kolejny jest Panzer Dragoon Orta, rail schooter ale jaki! Mimo iż nasz smok porusza się niemal jak po sznurku to mamy swobodę w kompletnej destrukcji. Z gardzieli naszej poczwary wyskakuje setki pocisków siejąc śmierć i pożogę. Non stop żonglerka smoczymi formami i wymiana ognia, zero konwenansów, czysta rozwałka!

Panzer Dragoon Orta, czyli jak z prostego rail schootera zrobić arcydzieło

Gdy już tak o strzelaniu to dorzucę jeszcze Sturmwinda na DC. Shmupy są fajne, ale to dopiero w produkcji Duranik dostałem rozwałki jakiej chciałem, to moja „Orta w 2D” świetna otoczka hard sci-fi z horror fantasy, satysfakcjonujący gameplay i masa fajerwerków. Uwielbiam jak gra nie jest poważna, ale systemowo dopasiona do granic możliwości i te gry takie właśnie są.


Gracze

Ostatni akapit podobnie jak pierwszy będzie nieco niestandardowy, bo miało być niby o grach. Ale bez gier nie byłoby graczy, bez nich nie byłoby dawnych for internetowych, dzisiejszych społeczności na discordzie, youtube czy innym twitterze. Nie byłoby tych wszystkich stron na których pasjonaci kolekcjonują, opisują i propagują gry wszelakie. Nie byłoby również RnG, które mimo tego że pożera mój czas wolny, a czasem nerwy, wciąż dostarcza mi masę radochy przy kolejnych wdrażanych pomysłach i odbytych dyskusjach. Do tego granie na splicie, czy w co-opie, w gry typu Mario Party etc. Bez współgraczy nie bawią one tak samo, trzeba grać z kimś i dlatego są fajne, zmuszają do spotkania się z innymi. Niedawno po nieco karaibskiej posiadówie z rumem wylądowaliśmy we 3 osoby tyłkami na podłodze i graliśmy w Mario Kart:DD na GC. Mogliśmy siedzieć na kanapie, ale prawdziwi wojownicy dywanu z lat 80/90 siedzą na podłodze ;).

kadr z RETROparty jakich wiele, tony sprzętu, masa ludzi i same uśmiechnięte facjaty.  Tu jednak scena historyczna, pierwszy raz spotkaliśmy na żywo larka!

Owszem, zdarzają się przypadki kliniczne ludzi, którzy zamienili prawdziwe życie na te wirtualne, ale zawsze znajdą się tacy ekstremiści w każdej społeczności. Nie ma co się tym przejmować i trzeba iść dalej z tymi, którzy niosą w sobie pozytywną energię. Na ostatnią Retronizację pojechałem rezerwując sobie 8 godzin na granie i gadanie z tymi wszystkimi wariatami. 8 godzin okazało się skandalicznie małym okresem w którym właściwie tylko „zaczepiłem” temat, tam rzeczywiście trzeba przyjechać na cały weekend! Obiecuję poprawę następnym razem i przyjadę na cały dzień bo to na takich eventach spotyka się ciekawych ludzi.

Wielkie dzięki tutaj dla tych z którymi od lat gram, dyskutuję i spotykam się przy różnych okazjach, przez te lata było ich setki, bo jest nas wielu, jesteśmy legionem!


No pod koniec trochę odleciałem, ale nie szkodzi ;). Jak tam u was z pozytywnymi bodźcami wywoływanymi przez gry? Co takiego was w nich najbardziej kręci? Dobrze wiem że część z was to niezłe świry w pozytywnym tego słowa znaczeniu! Dziś luźny temat, ale nie samymi poważnymi recenzjami i przeglądami gracz żyje, nara!

PS. Od czasu do czasu piszę publicystykę związaną głównie z konsolami i od dziś postanowiłem spiąć ją w całość w jednym minicyklu. Cykl ten będzie się zwać KONSOLidacja i juz teraz zapraszam na kolejne wpisy, które są gotowe do publikacji i czekają na swoją porę.
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox